Zrozumienie przez partnera

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez michal33 06 gru 2006, 11:41
Wcale nie smucisz i nie masz za co przepraszac. W tym, co piszesz, jest duzo prawda. Wiem - dla kobiet b. wazna jest rozmowa, generalnie slowa, bo dzieki nim moga wyrazic swoje uczucia. Facet ma troche inaczej. Mi osobiscie wystarczylaby tylko pewnosc, ze partnerka stara sie zrozumiec, ze nie lekcewazy choroby. Tylko i az tyle. Zamiast tego slyze wieczne i niesmeirtelen: wez sie w garsc!
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Avatar użytkownika
przez gusia 06 gru 2006, 11:51
michal33 napisał(a):Wiem - dla kobiet b. wazna jest rozmowa,

Więc zobacz sam,wiesz o tym że to ważne...czy rozmawiacie o tym?
Czy dla Was facetów to takie trudne?Usiąśc,pogadac...
Jak możesz miec pewnosc że Cię nie rozumie?Wnioskuję z tego co napisałeś ze nie rozmawiacie na ten temat.
Ty chcesz miec pewnosc że ona tego nie lekceważy..,Michał,napewno nie lekceważy,pogadajcie o tym a wtedy napewno otrzymasz odpowiedź,
A to że słyszysz "weź się w garśc",no cóż..bo zobacz?Co mogą powiedziec???
Dla Naszych partnerów też jest to trudne...
Życzę Ci powodzenia i szczerej rozmowy,zapewne dużo wniesie,,,
Pozdrawiam.
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez michal33 06 gru 2006, 13:03
Wierz mi - rozmawialem wiele godzin, w dzien i w nocy. Nawet bralismy urlopy, zeby wyjechac gdzies i pogadac na spokojnie. Podsuwalem ksiazki, ulotki, wycinki z prasy, wydruki z internetu. Ona twierdzi, ze to zwykle lenistwo, wygodnictwo lub takie moje widzimisie. Trwa to grubo ponad 2 lata, wiec co mam jeszcze zrobic. Nawet gdybym popelnil samobojstwo i napisal w liscie, ze to przez depresje, powiedzialaby: przesadzil, wystarczylo przeciez wziazc sie w garsc!
Nie oczekuje, ze ona bedzie zyc moim zyciem i kazdego dnia ze spokojem znosic bedzie moje zle samopoczucie. Dla niej to pewnie tez malo komfortowa sytuacja, tym bardziej, ze jest wulkanem energii. Zycie ze mna nie jest latwe, wiem o tym. Tylko jak mam sie leczyc, jak walczyc i skad brac sily, skora jedna z najblizszych osob nawet nie stara sie tego zrozumiec, obraca to wszystko w zart, lekcewazy, rozpowiada, ze cos sobie ubzduralem.
Ona po prostu mnie nie kocha... I to jest straszne!
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Róża 06 gru 2006, 15:28
Michał-jeśli tak to wyglada,to nic już nie rób,bo skutek i tak będzie żaden.Myślę,że czas sam rozwiąże ten problem w jedną lub drugą stronę.Niepotrzebnie tylko tracisz energię,bo chyba zrobiłeś już wszystko,co było możliwe.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez michal33 06 gru 2006, 15:46
Chyba masz racje. Jednak trudno sie z tym pogodzic i pozostawic wszystko losowi.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

przez Hakus 06 gru 2006, 20:40
Moja dziewczyna (w zasadzie zona bo mieszkam z nia pod jednym dachem juz 7 lat) akceptuje moja chorobe i stara sie mnie wspierac. Niestety jak kazda osoba ktora nie przezyla depresji czy stanow lekowych robi to dosc nieudolnie, ale trudno ja za to winic.
Wstawaj i walcz
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
30 lis 2006, 10:41
Lokalizacja
Wawa

przez karol288 07 gru 2006, 00:03
A moja żona mnie zostawiła i olała totalnie , a ja poczułem sie jeszcze gorzej , choc miałem tylko nerwice i wachania nastrojow , i to juz jej zbytnio przeszkadzało , zaczynało mi sie poprawiac , wszystko ukladac po mojej mysli aż tu dostajesz takiego "strzała w pysk" ze brak słow .No i wpadłem jeszcze głębiej w to bagno az... pewnego dnia poszło w ruch 200 relanium i 100 tramali , od tego momentu przestałem wierzyc ze znajde kogos kto mnie zrozumie i da wsparcie , chyba z powodu ze go nigdy nie mialem , zawsze o siebie musialem walczyc sam .Zazroszcze Wam wszystkim zazdroszcze ze macie bliską osobe obok siebie , choćby po to zeby wieczorem sie kładąc obok niej spać, pomyslec sobie "ze jednak mam po co zyc i sie starac cokolwiek robić" bo to jednak pomaga
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
05 gru 2006, 21:46

przez michal33 07 gru 2006, 11:57
Przykro mi karol... Moze masz racje, ze wielu z nas ma kogos, jestesmy w stalych zwiazkach, zasypiamy orazem itp. Ale z wypowiedzi na forum i privie wyraznie widac, ze partnerow, ktorzy STARAJA sie zrozumiec chorobe, mozna ploiczyc na palcach jednej reki. Nie wiem juz co lepsze - udawanie, ze jest sie przyjacielem w zwiazku czy postawienie sprawy jasno i odejscie?
Dzis rano znow uslyszalem: Do jasnej cholery, znow sie zle czujesz?
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

przez wodnik 08 gru 2006, 01:04
o rany julek!ludzie ja też tracę moją połówkę przez niezrozumienie.tak!dla mnie to niezrozumienie,niewiedza,strach,wstyd doprowadza do odsunięcia się drugiej osoby.michał33 też cierpię jak widzę pary związane na zawsze przyjaźnią.mój mąż,mimo ze go znam od podstawówki już chyba nie jest moim przyjacielem.ciekawe jak można się odprzyjaźnić?słyszę takie same teksty jak ty plus jeszcze "fajniejsze".dziś powiedział mi przez telefon,zebym wreszcie coś z TYM zrobiła bo ON już tak dalej nie potrafi żyć.najgorsza jest huśtawka emocjonalna.dwa dni temu dzwoni i jest wspaniały i wyrozumiały-nie daj się,bądź silna po czym coś takiego.nie,nie.nie jęczałam przez te dwa dni,nie ustyskiwałam,nie latałam do lekarza,więc chyba nie dałam powodu na taką reakcję z jego strony.wiem jak boli takie w zasadzie już odejście.mimo tego chciałabym,żeby mój mąż był znowu moim dawnym mężem tak samo mam nadzieję,że on też jeszcze chce by "wróciła" jego dawna żona.
"bez szacunku do samego siebie życie nie ma większego sensu.nie mając zaufania do siebie,skazujemy się na łaskę innych i uzależniamy od zdarzeń."
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
22 lis 2006, 23:38
Lokalizacja
łóDź

Avatar użytkownika
przez Róża 08 gru 2006, 08:28
Smutne to,że zyjemy z kimś tyle lat żeby w najgorszym momencie okazało się,że to pomyłka.Bo macie racje,jeśli drugiej połowy nie wystarcza cierpliwości na miłość to znaczy,że to była pomyłka.Bez względu na to czy uda nam sie skleić ten związek czy nie.I taka refleksja mi się narzuciła,że to my ze swej strony bardziej się wysilamy żeby bylo dobrze,niż oni-zdrowi.Ale rozumiem Karola 288,ja mimo wszystko nie mogłabym zostać sama.
A w ogóle denerwuja mnie takie pytania osób zdrowych w zwiazku-co robić?A może przede wszystkim zaakceptowac po prostu partnera z tą chorobą,przyjąć do wiadomości i nie męczyć dodatkowo?Przecież to nie nasze widzimisię,że chorujemy.Każdy z nas chciałby być zdrowy i pełen energii. :(
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez kukubara 08 gru 2006, 09:39
Michal moze ona sie zwyczajnie boi??? pod ta cala ignorancja,lekcewazeniem moze kryje sie strach przed tym ,ze jestes normalnym czlowiekiem ,ktory ma prawo chorowac jak kazdy z nas???....nie ma supermenow..nawet on jezdzi na wozku :? Pozdrawiam
"wypromuj milosc ..specu od reklamy"
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
11 lut 2006, 14:09
Lokalizacja
wawa

przez michal33 08 gru 2006, 13:12
Problem polega na tym, ze ona nie traktuje mojego stanu jako choroby. Wszystko, tylko nie choroba! Jest rak, angina, zapalenie pluc, ale depresja nie istnieje, to usprawiedliwienie lenistwa i zwykla wymowka. Wiec jak ma mnie zrozumiec, skoro nie wierzy w chorobe?
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

jest jedna rada

Avatar użytkownika
przez 331ania 08 gru 2006, 19:44
Zeby partner nas zrozumial jest jedyna rada:pomoc lekarza-pod warunkiem ze mamy kochajacego partnera-wtedy zrozumie-bo nikt nigdy nie pojmie co to jest depresja do poki nie przezyje jej sam-nikt nigdy tego nie zrozumie!!!to jest to samo jak nie zrozumie nikt straty ukochanej osoby,smierci kogos bliskiego..nie pojmie poki nie doswiadczy sam w swym zyciu tekiej straty..moze nam wspolczuc ale nigdy przenigdy nie bedzie wiedzial co sie dzieje w srodku w duszy czlowieka ktory jest w centrum tego wszystkiego-to jedyna prawda ktora potwierdzi kazdy kto przezyl tragedie.Lekarz psychiatra lub psycholog-pod warunkiem ze jest to dobry lekarz ktoremu lezy na sercu nas los potrafi wytlumaczyc partnerowi dlaczego tak strasznie nie mozemy sie odnalesc w swiecie-dlaczego zycie boli,dlaczego nie chcemy wstawac,jesc...zyc..-Wytlumaczy ze kochamy naszych partnerow ale sami tego nie wiemy bo choroba zabiera nam zdolnosc jakiegokolwiek uczucia,wspolczucia-jest nam wszystko tak obrzydliwie obojetne,ach tam,bo po co?dla kogo?niema sensu,nie warto,mam to gdzies,przespie to by mniej bolalo,nic mnie nie obchodzi,chce ciszy...spokoju.chce odejsc by juz nie ranic!!! tacy jestesmy-a nasz partner cierpi z boku bo niema pojecia co sie z nami dzieje-ma nadzieje ze to nam przejdzie,ze przesadzamy,mysli ze to zly dzien,ze mamy gorszy humor-nie pojmuje ze my wogole nie mamy humoru-ze nie mamy ochoty oddychac bo oddech sprawia bol a kazdy nowy dzien przynosi tragedie bo znow trzeba udawac ze sie zyje...

[ Dodano: Pią Gru 08, 2006 6:58 pm ]
michal33
Michal ja mysle ze zona Cie poprostu nie kocha,to przykre ale prawdziwe...nie zachowuje sie tak osoba ktorej twoje zdrowie lezy na sercu,ktora kocha,jest obok na zawsze-na dobre i zle-ale mysle tez ze moze tak sie dzieje bo Ona poprostu nie rozumie tej choroby-ty sam nie wytlumaczysz Jej tego co sie z Toba dzieje,nie jestes w stanie bo Ona zawsze powie ze wymyslasz ,co Ciebie doprowadzi do coraz mocniejszej depresji bo skoro nie zrozumie Cie ukochana osoba to po co nam zrozumienie innych?...musisz poprosic swego lekarza o pomoc,jesli to nie pomoze,mysle ze Ona nie to-ze Cie nie zrozumie- ale poprostu nie bedzie chciala zrozumiec bo Cie poprostu nie kocha:(
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez kawa 08 gru 2006, 20:52
u mnie jest całkiem tak, jak u gusi. Nie łudzę się już, że mnie zrozumie, że wyciągnie rękę, pomoże.

Nauczyłam, się żyć w jakiejś skorupie, jednostronnie nieprzepuszczalnej, niestety. Z zewnątrz dochodzą do mnie bodźce ze zdwojoną, a czasem strojoną, siłą, na zewnątrz nie wydostaje się nic. I w sumie nie dziwię mu się, kiedy widzi wiecznie skrzywioną kobietę, bez chęci do zrobienia czegokolwiek, choć naprawdę się staram, z wiecznymi znakami zapytania w myślach, sowach i uczynkach. to niewiarygodne, jak mogłam stać si człowiekiem niepotrafiącym podjąć żadnej decyzji.

Czasem mam do niego żal, czasem jestem wściekła, że czegoś ode mnie chce, a czasem jest mi po prostu wszystko jedno.

Zamykam się w swoim świecie. Najbardziej boli mnie wrażenie, ze nie pasuję do tego świata.

Nawet jak znalazłam to forum, ucieszył się i słowami: nareszcie będziesz mogła się wygadać, zakończył rozmowę.
Może jestem niesprawiedliwa...
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 21:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do