Zrozumienie przez partnera

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez iwka73 12 mar 2007, 17:11
Bethi u mnie jest tak samo z moim mężem, czasem mam wyrzuty sumienia że on musi się ze mną tak męczyć.
A tak na marginesie , też jestem z Bielska.
Pozdrawiam.
iwka73
Offline

Avatar użytkownika
przez 12 mar 2007, 19:20
Ech, a ja przez długi czas próbowałam 'scedować' moje problemy i moje życie "w ogóle" na partnera. Owocowało to niezłą frustracją, kiedy czegoś zwyczajnie nie zauważał. Więc mój uporczywe unikanie jego wzroku, zasznurowana buzia, sztywna jak kijek, gdy mnie próbował przytulić. Oczywiście wreszcie zaczęło się cosik sypać. I wtedym sobie uświadomiła, że to JA muszę walczyć o SIEBIE! Że nie mogę owijać się wokół niego jak bluszczyk, zrzucając odpowiedzialność i ciężar, bo tak naprawdę to wygodniejsze dla mnie. Bo wtedy "jakby co", to będzie jego wina - wszak powinien mnie wspierać.
Zacisnęłam zęby i... próbuję. Się okaże, bo dopiero zaczynam. "Bo trzeba krok za krokiem iść, by być dla siebie jeszcze bliższym..." :)
.'..wyjść z obłędu, to wyjść z labiryntu, bez żadnej nici Ariadny w ręku..'.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 mar 2007, 22:22

przez Pstryk 12 mar 2007, 19:43
Isiu, ja już to przechodziłam. Przez pierwsze 2 lata postępowałam dokładnie tak samo. Gdy wyszłam ze szpitala psychiatrycznego zrozumiałam, że byłam potworem dla ukochanej osoby. Chciałam mu to wynagrodzić. Ale on wolał odpłacić mi tym samym co ja mu zgotowałam wcześniej....

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 6:44 pm ]
zasłużyłam sobie...
Pstryk
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez 12 mar 2007, 19:57
Bethi, a nie myślałaś, ze on może robić to nieświadomie? Że to nie jest jego wina, ani chęć zemsty, ani premedytacja, ale problem - taki sam, jaki nas dotknął... Przecież ani Ty, ani ja tego nie chciałyśmy. Przecież nie myślałyśmy sobie - "ok, to dzisiaj dam mu łupnia". To wychodziło poza naszą kontrolą, jakby spoza, z cholernego, a może raczej biednego, alter ego. Nie wiem, ja mogę tylko przypuszczać, sugerować, ale spróbuj z nim porozmawiać szczerze, do bólu, nie unikając tego, co przykre. Bo bardzo, bardzo szkoda byłoby Was... :*
.'..wyjść z obłędu, to wyjść z labiryntu, bez żadnej nici Ariadny w ręku..'.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 mar 2007, 22:22

przez Pstryk 12 mar 2007, 20:09
Tak, masz rację. On ma wielkie problemy z postrzeganiem rzeczywistości i samego siebie. Do tego jest przerażony do tego stopnia że nie potrafi przyznać się sam przed sobą że ma problem. Zastanawiam się jednak, czy to brak odwagi czy konformizm, hipokryzja. Na pewno woli otaczać się ludźmi płytkimi, którzy nie wymagają wgłębienia się w siebie samego, analizowania siebie, przemyślenia uczuć, emocji. Tak im łatwiej. Dlatego gdy ja chorowałam był łatwo mu mnie kochać - bo byłam "biedniejsza" od niego. Teraz stanęłam na własne nogi i pragnę się rozwijać ale jego to już nie cieszy. A ja chce żyć dla niego. Potwornie boję się perspektywy życia bez niego. Jestem nadal uzależniona od niego. Jak widzisz nie jest ze mną jeszcze najlepiej...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:11 pm ]
i ciągle mam potworne poczucie winy! Jestem potworną egoistką...
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez 12 mar 2007, 20:19
Ech, w istocie najłatwiej jest ślizgać się po powierzchni, zamykając ślepka w panice, żeby nie dostrzec, że ma się problem, że trzeba coś z tym zrobić. Ja myślę, że Twój Mężczyzna nie jest konformistą, ani hipokrytą, bo - po pierwsze - nie byłabyś z nim :], a po drugie - potrafił i chciał Ci pomóc,, gdy Ty tego potrzebowałaś. Był przy Tobie, nie zwiał, choć pewnie się bał. Teraz Twoja kolej, żeby Mu pomóc. Żeby podać Mu rękę i powiedzieć: "w kupie siła!" :) Dacie radę. Tylko nie obwiniaj - ani Jego, ani siebie...
.'..wyjść z obłędu, to wyjść z labiryntu, bez żadnej nici Ariadny w ręku..'.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 mar 2007, 22:22

przez Pstryk 12 mar 2007, 20:31
Nie mogę do niego dotrzeć. Wyśmiewa każdą moją próbę rozmowy. Obraca mój system wartości do góry nogami. Wmawia mi że to (cytuję) przecież ja jestem wariatką.
Isiu, jak bardzo bym chciała mu pomóc to pewnie tylko my wiemy... Czuję się taka bezradna. Mam nerwa do siebie że jestem taka słaba że nie potrafię mu pomóc. I zaczynam się karać za to że nie mogę do niego dotrzeć. Te moje zachowania tylko zaogniają sytuację. Jest niedobrze
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez IceMan 12 mar 2007, 20:48
bethi napisał(a):zasłużyłam sobie...

bethi napisał(a):Jestem potworną egoistką...

nie, nie, nie !!!

Jeżeli uważasz, że z nim jest dokładnie to, co było 2-3 lata temu z Tobą - postaraj się postawić w sytuacji tamtego "jego". Może jeśli ty jego wyciągniesz, to będzie wreszcie z Wami dobrze. Ale musisz mieć pewność, że to jest właśnie to 'odwrócenie ról' między Wami. Postaraj się przemyśleć tą sytuację jakby z boku, jak postronna osoba, która od niedawna widzi, co się między Wami dzieje.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez 12 mar 2007, 21:04
Bethi - miłość ma ciągnąć do góry. Za uszy, za kołnierz, za gumkę od majtek - ale do góry. Fakt faktem, że Ty jesteś chyba jeszcze w dość kruchym stanie i to, co się dzieje z Wami, z nim, może ciągnąć Cię ku dołowi. Tak mi się nasunęło, ze chyba musisz pomyśleć pozytywnie - egoistycznie o sobie. Najpierw Ty musisz poczuć, żeś mocny skurczybyk, a potem łatwiej Ci będzie pomóc jemu i innym. Bez obawy, że pogrążycie się obydwoje. Podpisuję się pod radą Piotrka - spójrz na niego z perspektywy siebie, a potem zastosuj tak radykalne środki, jakie stosowano wobec Ciebie. Wejdź w komitywę z Jego bliskimi - mamą, siostrą, przyjacielem i wspólnymi siłami do niego dotrzyjcie. Jeszcze się nikt nie oparł zmasowanemu atakowi... :)
.'..wyjść z obłędu, to wyjść z labiryntu, bez żadnej nici Ariadny w ręku..'.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 mar 2007, 22:22

przez lol 24 mar 2007, 23:18
Cześć wszystkim, mój chłopak dwa tygodnie temu zaczął brać leki przeciwdepresyjne. Poszedł do psychiatry na moją prośbę i został odrazu zdiagnozowany. Właściwie pro forma bo sami od razu wiedzieliśmy, że to depresja.

Oboje studiujemy medycynę i pewnie dlatego jest mi łatwiej zrozumieć tę straszną chorobę. Chociaż na początku sama mówiłam mu
,,weź się w garść", bo nie przyszło mi do głowy, że taki wulkan pozytywnej energii i pomysłów mógłby kiedykolwiek zachorować na depresję.
Teraz wiem, że ONA może dopaść absolutnie każdego, nawet mnie i nie wolno JEJ ignorować.
Ja bardzo kocham mojego chłopaka i jestem z nim najbardziej jak tylko mogę. Rozmawiam, choć umiem być cicho gdy widzę, że on nie ma ochoty mówić; przytulam gdy mu gorzej, pozwalam mu robić co tylko chce, nie robię mu wyrzutów o to, że całymi dniami śpi, gra na komputerze i wogóle mnie nie widzi. Ja pamiętam go sprzed choroby i wiem, że to co się z nim dzieje nie jest jego winą. Jak mogłabym winić kogoś za to że jest na coś chory?
Czy można kogoś winić za to, że choruje na cukrzycę czy nadciśnienie?
To też są poważne choroby!

Kiedyś ktoś powiedział, że ,, miłość to skłonność do poświęceń " i rzeczywiście. Ja - kobieta wyzwolona :) czuję się lepszym człowiekiem, gdy codziennie robię Mu śniadanie, żeby napewno wziął leki podczas posiłku, zrezygnowałam z moich planów wyjazdu za granicę i jestem w stanie zrezygnować jeszcze z wielu rzeczy, bo wiem że to da mu siłę żeby wyzdrowieć. Wyrwę go tej chorobie, czuję że mam siłę.
Chcę być jego światłem w mroku i czekać na końcu tunelu aż z tego wyjdzie, a wtedy nadrobimy razem wszystkie zaległości :)
Wierzcie mi depresja jest całkowicie uleczalna !
Mój chłopak będzie tego najlepszym dowodem.
,, Jeśli istnieję dla samego siebie kimże jestem ? "
lol
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
24 mar 2007, 22:27

Avatar użytkownika
przez GRACJA 25 mar 2007, 00:08
Witaj. Ach, niektórzy mają szczęście. Taki partner to jak "wygrać milion w totka." Zrozumienie i pomoc partnera w ciężkich chwilach życia to połowa sukcesu w wyjściu z kłopotów. Nie moge pochwalić się w tym temacie, Zawsze ze swoimi problemami zostawałam sama. Bez względu na to czy była to choroba czy kłopoty. Ja dawałam partnerowi z siebie wszystko a dostawałam - nic. Po przeczytaniu Twojego postu zrobiło mi się przyjemnie i ciepło na duszy. Pomyślałam sobie - prosze tak wygląda miłość. A jednak ona istnieje. Jestem pewna że razem dacie rade, pokonacie wszelkie trudności. Miło mi że mogłam poznać tak wspaniałą dziewczynę,
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

przez Matsu 25 mar 2007, 03:09
Gracjo, każdy opiekun taki był na początku. A jeżeli nie, to znaczy, że był wyjątkowo silnym człowiekiem.

lol napisał(a):Kiedyś ktoś powiedział, że ,, miłość to skłonność do poświęceń " i rzeczywiście. Ja - kobieta wyzwolona :) czuję się lepszym człowiekiem, gdy codziennie robię Mu śniadanie, żeby napewno wziął leki podczas posiłku,
Też się czułam

lol napisał(a):jestem w stanie zrezygnować jeszcze z wielu rzeczy, bo wiem że to da mu siłę żeby wyzdrowieć
Rezygnowałam, choć wiedziałm, że dla mojej chorej nie ma ratunku

lol napisał(a):czuję że mam siłę (...) Chcę być jego światłem w mroku (...) Mój chłopak będzie tego najlepszym dowodem
Też czułam, też chciałam, też to akurat mnie miało sie udać. :twisted:

Chciałam założyć osobny wątek, ale widzę, że nie ma potrzeby.
Chcecie wiedziac jak się czują opiekunowie? Daleko niemusialam szukać. To z watku PTSD
1. Stale przeżywają sytuację, w któej się znajdują :
- natrętne, uporczywe, przygniatając przypominanie sobie wydarzeń (no kiedy! No co ja takiego przeoczyłem do ... ...)
- retrospekcje(uczucie, że dana sytuacja powtórzyła się w momencia przebudzenia)
- koszmary (mi się np. śniło eee... nie chcecie tego wiedzieć)
- przesadzone emocjonalne i fizyczne reakcje na niektóre czynniki przypominające o zdarzeniu (BINGO!)
2. Unikanie i emocjonalne odrętwienie, izolacja,:
- unikanie ludzi, miejsc, myśli, uczuć, rozmów (chyba każdy opiekun usłyszał: u ciebie w domu jest świr)
- utrata zainteresowania(otoczeniem, czynnościami, które dawniaj sprawialy nam przyjemność)
- uczucie izolacji (nikt mnie nie rozumie! <brzmi znajomo?>)
- ograniczenie emocji (Emocje są złe, gdy sie jest opiekunem. Zbyt często przejmuja kontrolę. Szczególnie gdy się badzo kocha.)
3. Nadpobudliwość:
- kłopoty ze snem (budzi się na każde westchnięcie, szczególnie, jesli pojawiają się problemy z oddechem)
- brak lub wybuchy złości (Jak ja mogłam podnieść na nią głos? Jak ja mogłam pomyśleć o wyrwaniu jej tyvh resztek włosków?)
- kłopoty z koncentracją (co to ja miałem zrobić?)
- hiperczujność (j/w)
- przesadne, zaskakujące reakcje, odpowiedzi
Plus:
- nieprawdopodobne poczucie winy (np. szósty roku poświęcam dla jej całe moje zycie a je się nie poprawia)
- ataki paniki
- ostre "zachowania unikania"(miejsc, sytuacji, osób, które mogą przypominać o zdarzeniu, co bardzo utrudnia codzienne funkcjonowanie)
- depresja (Opiekunowie mówia o tym "zjawisko lustra", to nie jest naukowy termin)
- myśli samobójcze (Muszę odpocząć)
- uzależnienie od używek (niech choc przez chwilę będzie dobrze)
- brak zaufania i uczucie bycia zdradzonym (Mielismy być razem na dobre i na złe a jestem tylko dla Ciebie i tylko na Twoje potrzeby)
- złość i gniew (Zabrałas mi życie)
- dziwne wierzenia i przekoania (Moje: nie mam prawa załozyc rodziny)
/wszystkie przykłady z mojego doswiadczenia. Te, które uznałam, za mozliwe do przedstawienia na forum osób z zaburzeniami./

Dorzucę jesze jedno: opiekun nie ma komu sie zwierzyć, odsuneli się od niego przyjaciele a w partnerze (chorym) wsparcia nie ma. Opiekun zawsze jest sam.

Etapy życia opiekuna sa trzy: instykty macierzyńskie, bunt przeciwko chorobie, otępienie. Pomoc psychologiczna powinna być mu udzielona przy pierwszym etapie.

Odpowiem, jeśli macie jakies pytania. Ale prosze o ogólne pytania, nie nacechowane emocjonalnie
tzn: zamiast: "dlaczego moi bliscy nawet nie próbują dać mi wsparcia jakiego ja oczkuję albo przynajmniej takiego jakie dawali na początku?" proszę o pytanie "Choruję od X lat, zauważyłem/łam zmienę relacji rodzinnych. Jakie mogą być możliwe przyczyny?".

Pytania dotyczące mojej sytuacji moga być osobiste, ale zastrzegam sobie prawo do nieudzielenia odpoiwedzi. Proszę, pamiętajcie: ja tez mam nerwice, ja też mam depresję.
Opiekunka Alzheimera czyli świat z drugiej strony barykady.

"Maybe you're a sinner into your alternate life
Maybe you're a joker maybe you deserve to die"
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
12 mar 2007, 17:19

Avatar użytkownika
przez Róża 25 mar 2007, 12:22
:(
Ostatnio edytowano 02 maja 2007, 16:03 przez Róża, łącznie edytowano 1 raz
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez Atkaa 25 mar 2007, 18:23
lol poruszyłaś mnie tym postem, dlatego że mój chłopak poświęca się dla mnie w takim samym stopniu jak ty dla swojego. Wiem, że masz wszystko pod kontrolą i doskonale radzisz sobie. Chcę Ci tylko powiedzieć, że my (chorzy) naprawdę bardzo na was liczymy chociaż często nie okazujemy tego, nie dopominamy się z prostego powodu - poświęcacie się dla nas rezygnując tym samym z własnych potrzeb, planów a my nie możemy dać nic w zamian. Jestesmy jak małe dzieci, czasami egoistyczne, marudne, nieporadne i wciąż potrzebujemy pomocy. To nas napełnia bezradnością. Czasami nawet do tego stopnia się buntujemy, że odpychamy najbliższych za to, że potrzebujemy ich pomocy. Paradoks. Całe nasze zachowanie w stosunku do tych, którzy nam pomagają to paradoks ale prawda jest taka, że keidy bunt mija to uświadamiamy sobie, że bez tej najbliższej osoby nic nie ma sensu. Potrzebujemy Was do wyzdrowienia, a Wy potrzebujecie cierpliwości aby podołać naszym humorom. Ladnie napisałaś, że w chorobie nie jesteś,my sobą. Ta niemożność powrotu chyba najbardziej nas dobija, dlatego potrzebujemy wsparcia i zapewnień, że bedzie dobrze. Dzięki takim oddanym partnerom jak Ty czy mój chłopak czujemy się potrzebni i to daje nam siły, żeby walczyć.
Zyczę Wam wszystkiego najlepszego... ;)
z zimna, z wysiłku, z nadziei, z pragnień
drżę każdego ranka
gdy wyruszam w świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
07 lut 2007, 19:53
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do