Zrozumienie przez partnera

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Zrozumienie przez partnera

przez michal33 05 gru 2006, 11:28
Witam! Pewno wielu z Was, poza depresja, ma takze partnerow. Jak oni traktuja Wasza chorobe? Co zrobic, by zona nie powtarzala w koloko: wez sie w garsc, ale sprobowala jakos pomoc (przynajmniej, zeby starala sie zrozumiec i nie lekcewazyc problemu). Maze macie jakies wyprobowane sposoby? Pozdrawiam
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Avatar użytkownika
przez maiev 05 gru 2006, 11:42
Mój chłop spisuje się nieźle- teraz, bo wczesniej to różnie. Ale nadal twierdzi że nic mi nie jest i traktuje tę moją chorobę jak "trąd". Żeby się nikt nie dowiedział bo będzie wstyd. Bawi mnie już to.
Ja mu wszystko wytłumaczyłam - na ile mi sie udało. Na szczęście zrozumiał i nie rzuca mi tekstami weź się w garść.
Ale niestety rozumiem Ciebie, bo reszta rodzinki oczywiście niekumata i mówią : nie przesadzaj. Nie mam na nich sposobu. Tez bym chciała wiedzieć co zrobić żeby załapali. Może ktoś cos tu wymyśli. Pozdrawiam
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez agniecha74 05 gru 2006, 12:27
mój mąz stanoł na wysokości zadania,zaciągnoł mnie do lekarza,rozmawia,pomaga jak może naprawde jest dla mnie wsparciem....co z tego jesli to nie zawsze cieszy a wręcz drażni...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
04 gru 2006, 12:10

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez madzia009 05 gru 2006, 14:17
a jak ma sie zachowac osoba bedaca z chorym na depresje?od paru miesiecy mam chlopaka ktory juz kilka lat leczy sie na depresje.staram sie jak moge ale kiedy on ma dola to w ogole nie obchodze go ani ja ani to co czuje.bardzo mi na nim zalezy ale mi tez jest z tym ciezko...probuje go zrozumiec ale czasami juz sama sobie z tym nie radze:(
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
05 gru 2006, 14:12

przez marmarc 05 gru 2006, 14:31
Depresja to szczególny rodzaj cierpienia, cierpienia psychicznego. Cierpienie, wbrew powtarzanym czasem sloganom, wcale nie uszlachetnia, ale potrafi zniszczyć człowieka, zniszczyć jego "ja". Nie wszyscy są na tyle odporni, by się temu nie dać. Trzeba być wyrozumiałym dla tego, kto na skutek cierpienia stał się zgorzkniały. Trzeba mu uparcie, ale z ogromnym wyczuciem pokazywać, że świat nie jest tylko czarno-biały, że są różne inne odcienie, że można w życiu spotkać choćby małe iskierki dobra i nadziei. Ale to wszystko jest niezmierne trudne. Ja nie wiem jakbym się zachowywał wobec osoby, która przez depresję nie wychodzi z łóżka, albo co by się ze mną działo, gdyby mnie spotkał taki stan. Nie wiem. Pewnie bym o powyższych słowach powiedział, że to puste bajdurzenie. To możliwe.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

Avatar użytkownika
przez Róża 05 gru 2006, 16:07
Coś wam powiem na pocieszenie.Spróbujmy też zrozumieć naszych partnerów.Oni naprawde nie wiedzą co się z nami dzieje i co maja robić.Depresja z boku naprawdę wygląda jak lenistwo i zwykłe wyszukiwanie problemów,jak zwykłe wykręcanie się sianem przed obowiązkami i wszelkimi wyzwaniami życia.Dlatego pierwszą i najczęstszą reakcją jest złość partnera,że wszystko zwala się na jego barki.Też się zastanawiają czy my ich kochamy,skoro robimy sobie jakieś "fanaberie".Jedno jest pewne-zdrowy chorego nigdy nie zrozumie choćby nie wiem jak się starał.Cieszmy się więc,że tkwią przy nas mimo wszystko,a nie uciekaja w popłochu.Nie jest łatwo ani im ani nam z tym cholerstwem.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez meskalina 05 gru 2006, 16:32
Ja sie nie zgadzam z Roza. Co prawda moj exfacet uciekl w najtrudniejszym dla mnie momencie twierdzac, ze moj zly nastroj udziela sie tez jemu i on nie wie jak mi pomoc, ale tez rownoczesnie zaczal sie interesowac ta choroba, sluchac mnie, czytac na ten temat i mam wrazenie ze zrozumial. Final jest taki, ze razem nie jestesmy ale czuje, ze mam w nim oparcie, a On zrozumial moje zachowanie.
Wydaje mi sie, ze dobrze zabrac partnera ze soba na pierwsza wizyte do psychologa lub psychiatry. Moja rodzina dzieki temu wie jak ze mna postepowac i widzi efekty leczenia wiec wszyscy sie ciesza. I nikt mi nie powtarza moich ulubionych slow WEZ SIE ZA SIEBIE. :D Bo widza, ze sie wzielam ;)
hmmm...co tu dzisiaj wpisac???
Avatar użytkownika
Offline
Posty
301
Dołączył(a)
25 paź 2006, 00:55
Lokalizacja
z kosmosu

Avatar użytkownika
przez Neśka 05 gru 2006, 16:39
Ja na siłę musze tłumaczyć po 100 razy, co mi jest, ale on niewiele z tego rozumie. Dla niego to chyba jakaś bujda, ale przestałam już wymagać zrozumienia. Staram się odbudować swoją godność i nie myśleć o tym, że jestem z kimś, kto może mnie pogrążyć.
To boli, ale boli jeszcze bardziej fakt że bezoowocnie prosze o pomoc i że widzę ten wzrok, po którym najchętniej strzeliła sobie w łeb i ochrzaniła Pana Boga za to, że mnie stworzył....

Wiem, że nie mogę liczyć na taką pomoc, jakiej pragnę. Uczę się byc chyba egoistką w tej dziedzinie, bo straram się nie rozczulac nad tym, że znowu to ja jestem ta zła, że krzywdzę go prośbą o pomoc i moimi chorymi tekstami i napadami złości. Jestem samotna w związku pod tym względem.
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Avatar użytkownika
przez gusia 05 gru 2006, 17:07
Zastanawiam się co napisac bo tak naprawdę to ciężka sprawa z tym zrozumieniem.Przynajmniej tak własnie to wygląda u mnie.
Więc,początki byly takie że chyba rozumiał(a przynajmniej widac było że się stara),ale myślę że to chyba był raczej strach,poprostu nie wiedział co sie dzieje,gdyż NAGLE z tryskającej życiem żony zobaczył wiecznie zapłakaną,żyjącą w "innym świecie" kobietę,która na dodatek zaczyna miec jakieś "schizy".Bo tak właśnie początkowo wyglądały mije ataki paniki.
Poprostu sie bał,ale ja wtedy czułam wsparcie,poprostu je czułam.
DZisiaj?No cóż,chyba obydwoje nauczylismy sie życ z tą "choroba",ja nie oczekuje wsparcia,a on mi go nie daje.Wiem ,to dziwne,ale dzis raczej słyszę zażuty--"stoisz w miejscu","weź się w garsc","żyj kobieto"...etc..
Pogubiliśmy się chyba,,,,,ale ja go rozumiem :cry:
To tyle........choc jest mi ciężko....bo...właściwie to jestem sama....
Pozdrawiam gusia
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez michal33 05 gru 2006, 19:16
Wlasnie, gusia poruszyla - nie wprost, ale jednak - wazny temat. Czy ta choroba moze byc powodem konca zwiazku, a w kazdym razie pogorszeniu sie relacji miedzy partnerami? U mnie tak sie wlasnie dzieje. Zona nie potrafi lub nie chce zaakceptowac faktu, ze sie zmienilem, ?posmutnialem", a ja (JESZCZE?!?!) nie mam sily na zmiany. Usychamy wiec oboje. Nie wiem, do czego to doprowadzi. Stajemy sie sobie coraz bardziej obcy.

[ Dodano: Wto Gru 05, 2006 6:18 pm ]
Moze dlatego to zrozumienie (lub staranie zrozumienia) jest dla mnie takie wazne, bo w malzenstwie szukalem i wciaz szukam przyjazni... Wiadomo: milosc gasnie, przychodzi codziennosc i wtedy wlasnie tak wazna jest przyjazn i szacunek.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Avatar użytkownika
przez Róża 05 gru 2006, 21:19
Przyjaźń w związku.No własnie,ciekawy temat i idealne rozwiazanie-miłość oparta na przyjaźni.ale czy to naprawdę jest możliwe?
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez michal33 05 gru 2006, 22:11
Dla mnie to bardzo wazna sprawa. Niestety, mi przyjazni brakuje w zwiazku. A mysle, ze pomoglaby rozwizac wiele problemow. I - jak chyba Rozo pisalismy na privie - uniknalbym szukania zrozumienia u innych ludzi, zwlaszcza u obcych kobiet ;). A ze przyjazn jest mozliwa, swiadcza o tym zwiazki moich znajomych.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Avatar użytkownika
przez maiev 05 gru 2006, 22:25
Pewnie, że przyjaźń jest możliwa. Moje małżeństwo nie wzięło się z "miłości od piewszego wejrzenia". I chyba dobrze. Bo teraz - nawet jak jest ciężko - potrafimy ze soba rozmawiać jak przyjaciele i rozumiemy się zwykle dobrze (choć nie zawsze). I nigdy nie pomyślałabym że komus może tak na mnie zależeć. A jest ciężko - i mnie i jemu ze mną. Michał - życzę Ci żeby twoja żona starała się Cię wspierać? Pozdrawiam!!
A szukanie zrozumienia u innych ludzi nie jest czymś złym. Czasem dobrze znać zdanie innych - szczególnie jeśli są w takiej samej sytuacji jak TY. Podobno zdrowy nigdy chorego nie zrozumie (tzn. całkowicie)
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez gusia 06 gru 2006, 11:35
Wiecie co?Ja sobie tak myślę o tych relacjach w związkach i wydaje mi się że to chyba jest tak:
Milosc(taka wielka miłosc),naprawdę po jakimś czasie wygasa.Zostaje coś-fakt,ale ja chyba nie potrafię tego nazwac...(przywiązanie???)..hmm.
Człowiek szuka właśnie wtedy dopiero chyba w tej drugiej połówce przyjaciela na dobre i złe.Pragnie zrozumienia.....kurcze....tylko zobaczcie sami(a każdy z NAs jest w związku myslę),czy to czasami nie jest tak że nie każdy potrafi okazywac swoje uczucia,odczucia,nawet wspierac słowem,rozmawiac....TAK-rozmawiac,bo uważam że rozmowa jest bardzo ważna..
Wybaczcie żę piszę tak chaotycznie,ja generalnie chyba chcę całkiem o czym innym napisac,zeszłam lekko z tematu...
To zostało już tutaj w zasadzie powiedziane...SZACUNEK!!!---bez niego nie ma przyjaźni(pomijając miłośc)...to jest najwazniejsze,bo jeśli dwoje ludzi się szanuje,....co tu dużo mówic....
Naprawdę przepraszam że smucę,nie potrafię zebrac mysli :?
michal33 napisał(a):uniknalbym szukania zrozumienia u innych ludzi

Każdy potrzebuje oparcia i czasem logika każe tego szukać poza związkiem, jeśli partner tego nie zapewnia...A właściwie bardziej instynkt...
Uważam że nie ma w tym nic złego ,oczywiście jeśli tylko pomaga,i nie przekracza pewnych granic.
Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz sorki za "bałagan" w tym poście,,,nie będę go kasowac,bo tak właśnie czuję a chyba od tego jest to forum,by móc "wyrzucac" z siebie wszystko....ech...znowu piepsze głupoty...
Dobra,kończę....i nawet tego nie czytam...hehe
Pozdro. :oops:
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do