Hipernadwrażliwość na odrzucenie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Hipernadwrażliwość na odrzucenie

przez aardvark3 10 mar 2014, 11:07
U mnie zas lek przed odrzuceniem datuje sie od poczatku mojego istnienia.
Byc moze jest to prosta wypadkowa faktu, iz zaraz po urodzeniu porzucila mnie wlasna matka. I mam to wryte gleboko w podswiadomosc.
Niemowle instynktownie czuje, ze zostalo opuszczone - tym bardziej, iz jego przetrwanie zalezy od tej wlasnie najblizszej osoby.
Potem bylo odrzucenie w grupie rowiesniczej. Zepchniecie do pozycji outsidera gdzie wlasciwie czulam sie bezpiecznie bo z kims takim nikt sie nie zadaje wiec ani dobrego ani zlego nie doswiadczy.
Obawiam sie, ze tak mi juz zostanie i taka moja uroda. Terapie, swiadomosc tego co sie ze mna dzieje - moga zadzialac na zasadzie bufora ale nie beda w stanie usunac problemu calkowicie.
Na dzien dzisiejszy nie przejmuje sie juz wszystkimi osobami w moim zyciu - tylko tymi najwazniejszymi (kiedys obawialam sie odrzucenia, porzucenia i skrzywdzenia niemal z kazdej strony i od kazdej osoby z ktora sie zetknelam, bez wzgledu na jej znaczenie w moim zyciu).
Wlasnie w obecnym czasie mam okazje skonfrontowac sie ze swoimi lekami.
Jestem w czasowej rozlace z mom partnerem (tak, juz partnerem) i pomimo kontaktu (dzwoni do mnie kiedy tylko moze, jest na drugim koncu swiata wiec nie wymagam akrobacji) czuje ogromny psychiczny i fizyczny dyskomfort. Moze nawet lek, wkrecam sobie scenariusze (o ktorych z gory wiem, ze sa bez sensu). Boli mnie zoladek, odczuwam niepokoj.
Pisalam zreszta o tym na innym topiku.
Ale ogolnie - jak mi na czyms czy na kims zalezalo (moze to byc grupa ludzi, do ktorej chce przylaczyc) to mialam obawy ze gdy dostrzega moja omylnosc, moje slabosci - to mnie odrzuca.
Chyba wciaz gdzies w glebi duszy takie przekonanie mam. Mimo to od dawna juz bnie udaje kogos kim nie jestem, nie kokietuje, nie kryguje sie, nie probuje zdobyc przychylnosci. Ergo - nie manipuluje, bo i tak bywalo.
Zazdrosna nie jestem. Tzn moze odrobine ale musialoby mi bardzo zalezec na kims i ta osoba tez musialaby dac mi powody.
Moi obydwoje eks dawali mi cale mnostwo powodow do zazdrosci ale ja zazdrosna nie bylam wogole. Pewnie dlatego, ze mi naprawde nie zalezalo.
Natomiast ci, na ktorych mi bardzo zalezalo nie dali i nie daja mi powodow zadnych, byli i sa w porzadku. Raptem dwie osoby.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do