Oto ja, a to ci dwaj.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Oto ja, a to ci dwaj.

Avatar użytkownika
przez Nutella 04 lut 2014, 08:31
Nazywam się… przypuśćmy Kaśka. Mam kłopot, z którego nijak nie mogę wyleźć.
Będzie krótko. Chyba. Mam 18-stkę na karku, smykałkę do wszystkiego, chęci do niczego. W skrócie – jestem „zdolnym leniem” jak to od profesorów musiałam wysłuchiwać.
Zacznę od początku (genius!).
Mam chłopaka od 2 lat i kilku miesięcy. Jesteśmy ze sobą i obserwujemy jak obok nas ludzie w naszym wieku schodzą się i rozchodzą, kłócą i godzą, zdradzają, płaczą i w ogóle przechodzą tysiące załamań, smutków, uniesień i różnych rzeczy w ten deseń. Załóżmy, że mój chłopak ma na imię Przemek. Przemek jest dumny z naszego związku, właściwie głównie z „naszej” wytrwałości. W sumie naszej, dużo włożyłam w ten związek.
Poznałam Przemka przypadkowo na imprezie kolegi (na pierwszej tylko z widzenia, na drugiej trochę lepiej). Na początku, jak to zawsze się dzieje, było słodko. Wręcz uroczo. Mogłam wytatuować sobie wielkie serduszko na środku czoła i uśmiechać się do każdego od ucha do ucha.
A teraz coś, co celowo pominęłam. W tej całej historii pojawił się jeszcze ktoś, kogo wtedy jeszcze nie zauważyłam. Te całe zauroczenie przymknęło mi nieco oczy. Na imprezie kolegi był jeszcze jeden chłopiec. Przypuśćmy… Tomek. Tomek był przyjacielem Przemka (już nie jest).

Dla ułatwienia:
Przemek – chłopak, mój
Tomek – ten.. drugi

Zakochiwałam się w Tomku z dnia na dzień, z imprezy na imprezę coraz bardziej. Ale czas na moje usprawiedliwienie, uwaga: Przemek był pierwszą osobą, na którą zwróciłam uwagę. Nie zdążyłam nawet pomyśleć o Tomku, nim mój niedoświadczony w tych sprawach mózg zaczął wariować (miałam 15 lat!) Wiem, ch*jowe usprawiedliwienie.
Wszystko zmieniło się gdy „otrzeźwiałam” (to trwało jakiś rok). Motylki z brzucha odfrunęły, zauroczenie minęło. Nie, nie przestałam kochać Przemka. Kocham go nadal. Zaczęłam jednak zwracać większą uwagę na otoczenie. Zaczęłam wagarować i mieć szkołę po prostu w dupie. Olewałam swoich znajomych, trzymałam się głównie ze znajomymi Przemka.
Kłopot przyszedł razem z większymi imprezami urządzanymi u mnie. Zapraszałam całą paczkę już Naszych znajomych, w tym oczywiście Tomka.
Wbrew pozorom nie zaczęło się od Tomka, tylko ode mnie i Przemka. Po ponad roku zaczęłam zauważać całą gamę różnic między nami. Albo to, że najzwyczajniej w świecie nie mamy o czym rozmawiać. Nie mamy wspólnych zainteresowań, nawet nie mamy podobnego gustu muzycznego. Nic. Rozumiemy się w wielu kwestiach, ale kto nie rozumiałby się po 2 latach?
Ciekawostka! (he he) Nie wliczając moich wylotów do rodziny na mniej więcej tydzień, było najwyżej… 10-15 dni w których się nie widzieliśmy. Przypominam, że znamy się już ponad 2 lata.
Można pomyśleć, że po prostu wyczerpały nam się tematy. Otóż nie, nigdy nie rozmawialiśmy na jeden temat dłużej niż 15 minut. Zaczęły się kłótnie, nieporozumienia, sprzeczki.
Może teraz coś o tym nieszczęsnym Tomku. Chłopak ten jest nietypowy. Dorasta wśród starszych braci, którzy wiele osiągnęli; jest piekielnie mądry i inteligentny, bystry i k*rwa przystojny. Macie pojęcie? Podobno taka mieszanka nie istnieje. Podobno.
Przeżyłabym, gdyby skończyło się na tym, że to po prostu ideał. Ale na tym się nie skończyło. Kilka imprez później okazało się, że świetnie rozumiem się z tym chłopakiem. Jeszcze później gdzieś tam nasze spojrzenia się stykały, ale tylko na krótką chwilę. Ja sama nie miałam odwagi na jakikolwiek ruch, a on podobno był strasznie nieśmiały, choć za chiny nie przypisałabym mu tej cechy.
Powoli zaczęłam się łamać. W szkole nie było źle – było fatalnie. Gdzieś w tym wszystkim okazało się, że moja dobra koleżanka uważała mnie za przyjaciółkę. W przeszłości miałam kilka nieprzyjemnych przeżyć z „przyjaciółmi”, żeby później kogokolwiek tak nazwać, więc było to dla mnie nie lada zaskoczenie. Przybiło mnie to jeszcze bardziej.
Starałam się trzymać z Przemkiem, kiedyś byłam przecież pewna, że on we wszystkim pomoże. Myliłam się. Przemek to chłopak prosty, z humorkiem, troszkę cwaniaczkowaty; do rozwiązywania problemów ostatni. To jednak nie zmienia faktu, że cholernie mnie kocha. Pewnie sam nie wie za co, ale on nie potrzebuje nic nadzwyczajnego, byle żeby ze mną być; nie potrzeba do tego rozmów, problemów, zbyt dużo pocałunków też.
Próbowałam z nim zerwać bodajże… 2 razy. Pierwszy raz skończyło się na tym, że przesiedział kilka godzin pod drzwiami, zostawił mi bukiet różowych róż; z rana od razu znów przyjechał i siedział znów pod drzwiami. Drugi raz schlał się na trupa i na kacu przepraszał. Wiecie jak to jest, kiedy dwumetrowy koleś klęczy przed wami ze łzami w oczach, a wy macie w sobie te paskudne uczucie, jaką wy mu robicie krzywdę? Aż coś tam w środku boli. Z tych naszych kłótni i bonusa w postaci Tomka było ze mną tragicznie. Dostałam nawet skierowanie do szkolnego psychologa, ale on nie był w stanie mi pomóc. W sumie nie dziwie mu się, nic mu nie powiedziałam. Za dużo tłumaczenia.
Tak czy inaczej, Przemek ma słabą pamięć. Przeprasza, a po tygodniu ta „nicość” wraca. Kocham go, przyzwyczaiłam już się do tego uczucia, ale… Nigdy (przysięgam) nie poznałam takiego faceta jak Tomka. To z nim mogłam porozmawiać (na poważne tematy, co w przypadku Przemka zdarzało się tylko i wyłącznie w trakcie kłótni) dłużej niż 15 minut. Coś między nami było… coś jest.. w nim, coś co rzadko mam przyjemność oglądać. Jakaś taka dojrzałość, mądrość. Zdarzało się, że Tomek starał się pocieszyć mnie po kłótni z Przemkiem. Cóż to była za ironia… Możesz to sobie wyobrazić? W tamtym czasie miałam ochotę porządnie pierdolnąć się w łeb. Dlaczego nie poczekałam?
Nie widziałam go już kilka miesięcy. Dlaczego? Wylecieliśmy do mojej rodziny z Przemkiem za granice. Ciągle sobie wmawiałam, że tak będzie lepiej, nikomu nie złamię serca, nikogo więcej nie skrzywdzę jak przyjaciółki. Nie chciałam oglądać już Przemka w takim stanie (przecież on mnie kocha); chciałam spróbować życia z nim.
Okazało się, że żyje mi się lepiej (finansowo), jednak z nim nie łączy mnie już nic. To, co jest między nami to już jakieś pozostałości i wspomnienia. Podsumowując – w naszej miłości było więcej bólu przez te 2 lata (nie licząc pierwszych miesięcy) niż jakiegoś szczęścia.
Nie ma dnia bez myśli o Tomku, boję się, że to się nie skończy. Że, póki czegoś z tym nie zrobię, będę żałować. Jednakże, ze względu na to, że mieszkam z Przemkiem za granicą, odprawienie go teraz z powrotem do Polski byłoby czymś (lekko mówiąc) nie w porządku. Wpakowałam się w poważny związek, który praktycznie od razu spisałam na straty. Tak czy inaczej.. chyba w moim wieku to za wcześnie na planowanie rodziny.

Jestem aktualnie w Polsce na jakiś czas, więc oczywiście mam tornado w mózgu czy w ogóle roztrząsać cokolwiek. Pisałam już gdzie indziej tą samą historie, dostałam odpowiedź, że po prostu najlepiej byłoby, gdybym zdobyła się na odwagę i porozmawiała z Tomkiem; żebym była już ze sobą szczera i wzięła moje życie w swoje ręce. Ale czy mam w ogóle prawo wpakować się w życie Tomka, powiedzieć po kolei jak było tylko po to, żeby kilka tygodni później znów wylecieć wraz z Przemkiem? Przemka w Polsce zostawić nie mogę, chcąc czy nie chcąc wyleciał ze mną, zaufał mi, więc czuję się za niego w pewien sposób odpowiedzialna, póki nie ułoży sobie życia już sam za granicą. A to może trochę potrwać.

Tomek pewnie już dawno zapomniał o moim istnieniu (nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, on na pewno nawet nie ma zielonego pojęcia o niczym) a ja pewnie jak jakaś marzycielka kombinuje jak koń pod górę.
Musiałam się „wygadać”. Jeśli to przeczytałaś/eś (wiedz, że jesteś bardzo wytrwały) – dziękuję. Skomentuj, jeśli może masz jakiś pomysł, albo po prostu chcesz skomentować moje zachowanie. Z góry wielkie dzięki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 lut 2014, 08:08

Oto ja, a to ci dwaj.

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 04 lut 2014, 11:26
Nutella, wydaje mi się, że chyba popełniłaś błąd, wchodząc w związek z Przemkiem, a nie będąc pewna swoich uczuć. Teraz sama tego żałujesz. Czasu jednak nie cofniesz. Doradzałaś się już na innym forum, co "powinnaś" zrobić. Nie wiem, co "powinnaś", a czego "nie powinnaś". Wybór partnera to zbyt poważna decyzja, by ktokolwiek mógł Ci w tym doradzać i to jeszcze przez Internet, nie znając ani Ciebie, ani Przemka, ani Tomka i całego "zamotanego kontekstu", w jakim się znaleźliście. Jedno jest pewne, że powinnaś być uczciwa wobec siebie samej, wobec swoich uczuć. Tylko Ty najlepiej wiesz, co Ci siedzi w serduchu, jakie uczucia żywisz do każdego z chłopaków. Jeżeli nie kochasz Przemka i nie chcesz z nim być, chyba nie ma sensu dalej go oszukiwać i zapętlać się w tej i tak trudnej sytuacji. Szczera, choć zdaję sobie sprawę, że bardzo trudna rozmowa z Przemkiem, wydaje się rozsądnym pomysłem. Pamiętaj jednak, że nie masz gwarancji, że nawet kiedy zerwiesz z Przemkiem, to Tomek do Ciebie przyleci jak na skrzydłach. Sama wspomniałaś, że możliwe, iż on w ogóle Cię nie pamięta, a Ty żyjesz jakimiś marzeniami. Możesz zakończyć jeden związek bez gwarancji na bycie z Tomkiem. Tak czy inaczej tkwienie w związku z chłopakiem, z którym nie masz o czym porozmawiać, który Cię nie fascynuje, którego nie kochasz, jest strzelaniem sobie w stopę i krzywdzeniem tego chłopka. Przemyśl to jeszcze raz na spokojnie! Życzę owocnych refleksji i samych dobrych wyborów! Pozdrawiam!
Psycholog
Posty
7564
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do