Moja mama...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Moja mama...

przez malinka913 16 sty 2014, 01:49
Zwielokrotnienie osobowości, nerwica natręctw i co jeszcze...

Witam!

Nawet nie wiem od czego zacząć, żeby jak najkrócej opisać,co się dzieje..

Chodzi o moją mamę. Od zawsze jest nerwusem, osobą bardzo nadpobudliwą.
Mam teraz 23 lata i powiedziałam dość! Ale od początku...
Od kiedy byłam mała bałam się jej. Na wiele rzeczy reagowała krzykiem, biła, mówiła słowa, których ciężko było zapomnieć.
Byłam dzieckiem, bałam się. Nie miała ze mną większych problemów, bo dobrze się uczyłam i jej słuchałam.
Prawdziwy koszmar zaczął się kiedy miałam 8 lat. Było prawdopodobieństwo, że mój tata ją zdradził. Na ile jest to prawda - nie wiem.
Piekło kłótni, rękoczynów etc. trwało gdzieś 3 lata. Nie miałam wsparcia w nikim. Byłam w tym sama. Chciałam skoczyć z okna i prawie mi się to udało. Głupie dziecinne myślenie, że to rozwiąże moje problemy.
Im byłam starsza - niewiele się zmieniało. Od zawsze stosowała przemoc psychiczną. Obrażała, powodowała że niejednokrotnie czułam się jak śmieć. Zawsze brat na piedestale. Norma. Najgorsze były ataki szału. O pierdoły. Obojętnie,co. Były jak huragan. Gwałtowny, pozostawiający trwałe uszczerbki na tym, w co uderzył.

Im byłam starsza, tym bardziej się uodparniałam,ale jestem typem wrażliwca (ciekawe czemu..) i nie było mi łatwo. Nie miałam buntu w gimnazjum, byłam raczej z tych spokojnych, ale dla niej nie miało to znaczenia. Prawie codziennie kłótnie ze mną, tatą. O wszystko. Szał i ciągły szał, a przy tym szeroko rozwinięta hipokryzja. Przy znajomych wszystko cacy, mimo że 2 min wcześniej 'fruwał' cały dom od jej wściekłości. Nienawidziłam tego w niej najbardziej plus ciągłe męczenie wszystkich ze sprzątaniem. Wystarczyła kropla wody na podłodze w kuchni i kolejny szał. Tak w kółko.

Kiedy poszłam do liceum zaczęłam odpyskowywać. Ile lat można było wszystko znosić, tylko płakać i tak w kółko? W tym czasie kilka nieudanych związków i jej słowa 'jesteś taka beznadziejna, że nie dziwię się, że nikt cię nie chce' etc. Bolało jak cholera. Także typu 'żałuję, że jesteś moją córką. mam cię z takim palantem'. Co by tata nie miał zbyt lekko...
Po maturze wpadłam w półroczną depresję. Ciężko mi było z tego wyjść. Na studia poza miastem rodzice się nie zgodzili. Więc zostałam. W tym okresie znowu jakieś relacje nie wyszły. Było coraz gorzej. Wtedy zaczęłam pisać tu na forum. Ogarnęłam się po pół roku. Jakoś się udało.

Mimo, iż jestem starsza, to w domu niewiele się zmieniło. Znowu przemoc psychiczna. Ciągłe teksty, ciągłe jej poirytowanie. Odgrywanie ról przed znajomymi. Napady szału. Nerwica natręctw. Nie rozumiem skąd jest w niej tyle agresji. Czemu rani osoby, które mimo wszystko zawsze przy niej są? Doszło już do tego, że nie wiem, co do niej czuję. Nie ufam, bo cokolwiek powiem, to potem wykorzystuje przeciwko mnie i albo rozgada, albo się mści. Zaczęłam się z nią kłócić, bo nie wytrzymuję tego, że w jej oczach nigdy nie będę dostatecznie dobra. Niby są momenty kiedy jest ok, mówi że mnie kocha, ale zawsze wtedy moja głowa mówi mi, żeby się zbytnio nie cieszyć, bo i tak zaraz będzie znowu to samo. Nie mylę się nigdy.

Prawie zawsze jest 'ofiarą sytuacji'. Ona nie popełnia błędów, tylko wszyscy inni. Ja się zastanawiam w jaki sposób mam być stabilna emocjonalnie po tym wszystkim... Na szczęście mam przy sobie kogoś kogo kocham i On kocha mnie. Dzięki temu wiem, że mam na kogo liczyć.

Proszę o parę słów odnośnie 'diagnozy' mojej mamy i tego, co powinnam robić, jak wybrnąć. Za wszelką pomoc dziękuję....
Ostatnio edytowano 16 sty 2014, 01:54 przez *Monika*, łącznie edytowano 2 razy
Powód: przeniesiono z działu Nerwica Natręctw
malinka913
Offline

Moja mama...

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 16 sty 2014, 02:57
Nie postawie diagnozy. Ale powiem co poczułam czytając ten post. Jestem w podobnej sytuacji do Twojej. Z tym, że ja stałam się zła. Od małego buntowałam się i sprzeciwiałam agresji w domu. Nie wyszło mi to na dobre bo jako dorosła już osoba potrafię być agresywna - jak oni, moi rodzice. Czytam ten post i zazdroszczę Ci siły ile miałaś na to wszystko. Widzę, że jesteś dobrą osobą - matka nie zdążyła zaszczepić w Tobie tej nienawiści. Ja czuje się pod tym względem stracona.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Moja mama...

przez aardvark3 16 sty 2014, 10:28
Wszelkimi silami i srodkami - odciac sie! Staraj sie zrobic wszystko co mozesz zeby sie wyprowadzic. To Cie zatruwa i niszczy.
Uciekaj i ratuj siebie.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja mama...

Avatar użytkownika
przez pinda 16 sty 2014, 11:02
Dasz radę się wyprowadzić do akademika?
Tak jak wyżej pisał ktoś, należy się odciąć, nie możesz w tym tkwic i gnić, wykończysz się.
burning down the house!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3012
Dołączył(a)
20 maja 2012, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Moja mama...

przez malinka913 16 sty 2014, 12:08
Luktar napisał(a):Nie postawie diagnozy. Ale powiem co poczułam czytając ten post. Jestem w podobnej sytuacji do Twojej. Z tym, że ja stałam się zła. Od małego buntowałam się i sprzeciwiałam agresji w domu. Nie wyszło mi to na dobre bo jako dorosła już osoba potrafię być agresywna - jak oni, moi rodzice. Czytam ten post i zazdroszczę Ci siły ile miałaś na to wszystko. Widzę, że jesteś dobrą osobą - matka nie zdążyła zaszczepić w Tobie tej nienawiści. Ja czuje się pod tym względem stracona.


Nawet nie wiesz, jak mocno poczułam wsparcie po tej odpowiedzi. Wiem, że nie jestem sama - że to nie jest tylko moja sytuacja. Logiczne,ze takie rzeczy dzieją się w wielu domach, ale jakoś Twoja odpowiedź pokazała mi, że fakt - jestem silna. Tylko,co po tej sile, jak narasta we mnie frustracja do niej. Jak w wakacje na 2tyg. w miesiącu nie ma mnie w domu, to jestem szczęśliwa. W końcu nie wypadają mi włosy... Szkoda mi tylko Taty, ale mam wrażenie, że przez to,że pozwala jej na takie zachowanie, to teraz mamy, co mamy..

Marzę już żeby był wrzesień, bo wyjeżdżam dalej na studia i mnie tu nie będzie. Ale tak nie powinno być, że dziecko świadomie ucieka... Wolałabym cokolwiek naprawić... Poza tym z całej siły staram się nie być taka jak ona dla innych i mam nadzieję, że dla moich dzieci (jak się pojawią) nigdy taka nie będę...

-- 16 sty 2014, 10:12 --

aardvark3 napisał(a):Wszelkimi silami i srodkami - odciac sie! Staraj sie zrobic wszystko co mozesz zeby sie wyprowadzic. To Cie zatruwa i niszczy.
Uciekaj i ratuj siebie.


Tak, słowo zatruwa najlepiej opisuje jak się czuję. Każdego dnia się zastanawiam, czy dzisiaj będzie spokój, czy znowu zaczną się jej jazdy. Moje poirytowanie narasta, ponieważ mam 23 lata, a ona ciągle traktuje mnie jak dziecko. Obraża bezkarnie, a potem każdy ma być miły, bo jeśli nie,to się znowu zaczyna jej tragedia. Ja już nie wyrabiam.. Dobre jest chyba tylko to, że jestem niezależna i odpowiedzialna. Wiem, że poza domem sobie poradzę...
malinka913
Offline

Moja mama...

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 16 sty 2014, 12:16
Poza tym z całej siły staram się nie być taka jak ona dla innych i mam nadzieję, że dla moich dzieci (jak się pojawią) nigdy taka nie będę...


Tylko uważaj żeby nie poszło w drugą stronę. Przez to, że nie chciałam być taka jak moi rodzice, zaczęłam być dla wszystkich wokół zbyt miła, wydawało mi się, że zyskam tym sympatie a tylko traciłam. Wszak nie szanuje się kogoś, kto jest ciągle miły i próbuje się przypodobać. Dopiero teraz na terapii uczę się wyrażać własne zdanie bez strachu, pracuję nad zniszczoną samooceną.
Mi terapia bardzo pomaga.
Niedługo wyjedziesz, ale prawda jest taka, że jeśli to co działo się w domu zdążyło zrobić spustoszenie w Twojej głowie to od tego nie uciekniesz, sama przeprowadzka może nie pomóc.
Jeśli poczujesz, że musisz rozliczyć się z przeszłością, pójdź na terapię.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Moja mama...

przez malinka913 16 sty 2014, 12:34
Luktar napisał(a):
Poza tym z całej siły staram się nie być taka jak ona dla innych i mam nadzieję, że dla moich dzieci (jak się pojawią) nigdy taka nie będę...


Tylko uważaj żeby nie poszło w drugą stronę. Przez to, że nie chciałam być taka jak moi rodzice, zaczęłam być dla wszystkich wokół zbyt miła, wydawało mi się, że zyskam tym sympatie a tylko traciłam. Wszak nie szanuje się kogoś, kto jest ciągle miły i próbuje się przypodobać. Dopiero teraz na terapii uczę się wyrażać własne zdanie bez strachu, pracuję nad zniszczoną samooceną.
Mi terapia bardzo pomaga.
Niedługo wyjedziesz, ale prawda jest taka, że jeśli to co działo się w domu zdążyło zrobić spustoszenie w Twojej głowie to od tego nie uciekniesz, sama przeprowadzka może nie pomóc.
Jeśli poczujesz, że musisz rozliczyć się z przeszłością, pójdź na terapię.


Nie no, ja jetem taka neutralna - myślę. Potrafię wyrazić zdanie i jetem asertywna, no ale na ogół nie napadam na ludzi i nie rekompensuje sobie ich kosztem swoich przeżyć.

Wiem, że przeprowadzka dużo nie zmieni, ale przynajmniej tyle, że nie będę miała tego na co dzień. Myślę, że to się może jakoś poukładać

Chciałam chodzić na terapię. Nawet jej proponowałam. To już pocisk był, że ona się nigdzie nie wybiera, a mi się w dupie poprzewracało.. Nie mam tylu pieniędzy, żeby wydawać, co spotkanie 100zł, czy jakoś podobnie.
malinka913
Offline

Moja mama...

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 16 sty 2014, 12:48
Ja od pół roku chodzę na NFZ i nic nie płacę. Lekarz pierwszego kontaktu daje skierowanie na prośbę pacjenta.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Moja mama...

Avatar użytkownika
przez Candy14 16 sty 2014, 13:16
Chciałam chodzić na terapię. Nawet jej proponowałam. To już pocisk był, że ona się nigdzie nie wybiera, a mi się w dupie poprzewracało.. Nie mam tylu pieniędzy, żeby wydawać, co spotkanie 100zł, czy jakoś podobnie.


Nie naprawiaj jej tylko pomoz sobie. Ty idz. Nie musisz placic
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Moja mama...

Avatar użytkownika
przez pinda 16 sty 2014, 13:17
Tak, dokładnie jak piszą dziewczyny- psychoterapia na NFZ jest bezpłatna. A matce na siłę nie pomożesz, jak ona nie widzi problemu, to nic się nie zmieni.
burning down the house!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3012
Dołączył(a)
20 maja 2012, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Moja mama...

przez Kokojoko 16 sty 2014, 13:21
malinka913, tacy ludzie sie nie zmieniaja. Sama wyprowadzka nic nie da, bo masz juz zniszczona psychike. Terapia, usamodzielnienie sie i jak najszybsza wyprowadzka.

P.S. Rowniez proponowalam mojej matce wspolna terapie (nawet lekarz to sugerowala), ale ona nie chciala, bo przeciez to ja mam problem, nie ona... :roll: Innych nie zmienisz, walcz o siebie.
Kokojoko
Offline

Moja mama...

przez malinka913 16 sty 2014, 13:23
Luktar napisał(a):Ja od pół roku chodzę na NFZ i nic nie płacę. Lekarz pierwszego kontaktu daje skierowanie na prośbę pacjenta.


A jak długie są te spotkania?
malinka913
Offline

Moja mama...

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 16 sty 2014, 13:25
45 min raz w tygodniu
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Moja mama...

przez malinka913 16 sty 2014, 13:29
Luktar napisał(a):45 min raz w tygodniu


Ok, poszukam czegoś u siebie w mieście> Boję się tylko, że jej zaszkodzę, bo ona ma tutaj dużo kontaktów i jak się ktoś o tym dowie, to będzie krucho..:(
malinka913
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do