Poczucie bezpieczeństwa a związek

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Poczucie bezpieczeństwa a związek

Avatar użytkownika
przez Candy14 15 sty 2014, 13:11
cryo, nie zrozumialas kolezanki. Miala racje mowiac ze powinnas sie czuc bezpiecznie sama ze soba zanim wejdziesz w zwiazek bo on nie jest po to zeby rekompensowac Twoje deficyty ale to nie wyklucza tego, zebys tworzyla z partnerem zwiazek w ktorym czujesz sie bezpiecznie. socorro, ladnie to napisala
związek jest jak walizka- to z niej wyjmiesz, co do niej włożysz. jeśli będziesz czuła się spokojnie i bezpiecznie, mówiąc o swoich problemach, uczuciach, jeśli będziesz pewna, że ta druga osoba Cię nie wyśmieje, nie wykorzysta tego przeciwko Tobie, a nawet jeśli tak- to Tobie przez to niczego nie ubędzie- to komfort i bezpieczeństwo masz zapewnione. no i w drugą stronę- jeśli będziesz bała się mówić, o tym co dla Ciebie ważne, to nie będziesz czuła się bezpiecznie.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Poczucie bezpieczeństwa a związek

przez aardvark3 15 sty 2014, 20:11
Tu sie zgodze.
Moim bledem bylo to, ze wierzylam w deklaracje (myslenie zyczeniowe?) slowne nie sprawdzajac jak to wyglada w rzeczywistosci.
Powiedziec, obiecac mozna wszystko bo to zaden wysilek.
Zaufanie ma polegac nie na wysluchiwaniu /cenzura/ i braniu ich za dobra monete - ale na sprawdzeniu w praktyce.
Zaufanie ma sie operac na solidnych podstawach. Nie na odczuciach.
Napisalam niedawno ze czuje sie bezpiecznie z moim czynnikiem meskim. A mialam na mysli ze czuje sie bezpiecznie i spokojnie jak z nim jestem.
Z nim na spotkaniu. To jest taki oddzielny, maly swiat na chwile. Codziennosc - ani jego, ani moja - nie bardzo sie w nim miesci. Bo bedac razem chcemy jakos od tej codziennosci odbiec (nie uciec), stworzyc jakas nowa.
Nie ma zaufania jeszcze tylko odczucia fajne, OK - ufam na tyle zeby mowic o trudnych sprawach. Ale tylko tyle. Na razie.
To sie moze zmienic.
Jesli bedziemy sie wzajemnie poznawac, wkroczymy w nasze zycie na codzien, moze nawet jak sie nam bedzie ukladalo (nie zakladam ze tak, ani ze nie) to sprobujemy pomieszkac razem jakis czas. Obserwowac siebie w normalnym srodowisku, powszednich a nie odpicowanych na randke.
Wtedy moge powiedziec: ufam ci. Albo: nie, chyba nie mozemy siebie zaufac.
Na pewno nie w formie: mozesz mi zaufac. Bo to jest deklaracja niczego. Moge zaufac jak mam podstawy. Realne.
Ono sie buduje a nie pojawia nagle ni stad ni zowad bo ktos tak chce.

-- 15 sty 2014, 19:13 --

socorro napisał(a):jeśli nie czujesz się bezpiecznie i spokojnie, to każdy związek, w który wejdziesz nie będzie dawał ani poczucia bezpieczeństwa ani spokoju.
parafrazując wypowiedź Eichelbergera- moim zdaniem związek jest jak walizka- to z niej wyjmiesz, co do niej włożysz. jeśli będziesz czuła się spokojnie i bezpiecznie, mówiąc o swoich problemach, uczuciach, jeśli będziesz pewna, że ta druga osoba Cię nie wyśmieje, nie wykorzysta tego przeciwko Tobie, a nawet jeśli tak- to Tobie przez to niczego nie ubędzie- to komfort i bezpieczeństwo masz zapewnione. no i w drugą stronę- jeśli będziesz bała się mówić, o tym co dla Ciebie ważne, to nie będziesz czuła się bezpiecznie.
ważne jest, żeby dochodzić do tego małymi kroczkami- powolutku budować to bezpieczeństwo i stabilizację w związku.
bo bez tego ani rusz, ściskam mocno kciuki za Ciebie ;)

Doskonale powiedziane, nic dodac, nic ujac!
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Poczucie bezpieczeństwa a związek

Avatar użytkownika
przez cryo 16 sty 2014, 13:36
Candy14 napisał(a):cryo, nie zrozumialas kolezanki. Miala racje mowiac ze powinnas sie czuc bezpiecznie sama ze soba zanim wejdziesz w zwiazek bo on nie jest po to zeby rekompensowac Twoje deficyty ale to nie wyklucza tego, zebys tworzyla z partnerem zwiazek w ktorym czujesz sie bezpiecznie.
Ale w którym momencie nie zrozumiałam koleżanki? Przecież ja nawet jeszcze nie zdążyłam niczego napisać, żeby się ustosunkować :D
Ja się wręcz z koleżanką zgadzam, że człowiek powinien najpierw sam czuć się bezpiecznie, a nie szukać rekompensaty swoich deficytów w związku. Jednocześnie myślę, że w praktyce chyba nie zawsze wygląda to tak, jak powinno i jednak często trzeba się pewnych rzeczy nauczyć. Ale może się mylę.
Teraz się zastanawiam: a może jest tak, że człowiek nie powinien się ładować w żadne bliskie relacje, jeśli ma jakieś deficyty?
A z drugiej strony, jest przecież pełno ludzi, który mają mnóstwo deficytów, tyle że nawet ich sobie nie uświadamiają i wolą obwiniać kogoś/coś innego.

socorro napisał(a):jeśli będziesz czuła się spokojnie i bezpiecznie, mówiąc o swoich problemach, uczuciach, jeśli będziesz pewna, że ta druga osoba Cię nie wyśmieje, nie wykorzysta tego przeciwko Tobie, a nawet jeśli tak- to Tobie przez to niczego nie ubędzie- to komfort i bezpieczeństwo masz zapewnione.
No właśnie, to w sumie logiczne. Ale co, jeśli już wiem, że nie mogę mieć żadnej pewności, że kiedy się otworzę, to nie zostanę wyśmiana czy zaatakowana? To nawet nie jest tak, że się boję, bo ostatecznie raczej i tak powiem to, co mi leży na sercu, lubię jasne sytuacje. Tylko co w momencie, kiedy z drugiej strony dostajemy sygnał: jeśli masz problem, to 2 razy się zastanów zanim do mnie przyjdziesz. Wtedy sobie myślę: to po co to wszystko?

Moje wątpliwości dotyczyły konkretnej sytuacji; mam depresję, która czasami powraca, chodzę na psychoterapię i poinformowałam o tym wszystkim, podkreślając że związek ze mną może nie zawsze być łatwy, że jestem świadoma pewnych deficytów, o których też powiedziałam, pracuję nad nimi, ale to nie znaczy, że znikną od razu wraz z pobożnymi życzeniami. Z drugiej strony otrzymywałam zapewnienia, że wszystko będzie dobrze, że to świadoma decyzja, że chce się być ze mną. A później okazało się, że było dobrze tylko wtedy, gdy było dobrze i miło, natomiast kiedy przyszedł czas kryzysu (związany z konkretnymi wydarzeniami), to zostałam ze wszystkim sama, bo druga strona się zniechęciła po tym, jak powiedziałam już nie mam siły się uśmiechać i bawić się, gdy wszystko w środku bolało.

Tak naprawdę im więcej o tym myślę, tym bardziej uświadamiam sobie, że jeśli miałabym być z kimś, na kogo nie będę mogła liczyć - z zaznaczeniem, że nie zawsze, ale czasami - to wolę być sama.
To nie jest tak, że to ja zawsze potrzebuję wsparcia, bo wcześniej niejednokrotnie to wsparcie dawałam i wtedy było ok, problem pojawił się, kiedy ja zaczęłam czegoś potrzebować.
Zgadzam się też z koleżanką aardvark3, że to zaufanie powinno się budować i szanować.
Musiałam sobie trochę spraw poukładać w głowie, dlatego dziękuję za wszystkie Wasze wypowiedzi :smile:
Socorro, dzięki za poradę i trzymanie kciuków ;)
and only in my tears it lasts
Avatar użytkownika
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 02:19

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Poczucie bezpieczeństwa a związek

Avatar użytkownika
przez socorro 16 sty 2014, 14:10
Tylko co w momencie, kiedy z drugiej strony dostajemy sygnał: jeśli masz problem, to 2 razy się zastanów zanim do mnie przyjdziesz. Wtedy sobie myślę: to po co to wszystko?

wtedy uciekaj jak najszybciej z takiej relacji
Tak naprawdę im więcej o tym myślę, tym bardziej uświadamiam sobie, że jeśli miałabym być z kimś, na kogo nie będę mogła liczyć - z zaznaczeniem, że nie zawsze, ale czasami - to wolę być sama.

jeśli jest więcej sytuacji, w których nie możesz liczyć na pomoc, to takie coś nie ma sensu
ale z drugiej strony- nie możesz też liczyć na to, że ktoś zawsze, kiedy tylko będziesz chciała, przybiegnie i Cię uratuje.. bo taka osoba też może mieć gorszy dzień, słabiej się czuć, albo zwyczajnie być zajęta.. zobacz, czy Ty byłabyś ZAWSZE dyspozycyjna dla takiej osoby?
grunt w tym żeby znaleźć złoty środek i po prostu czuć, że w takiej relacji jest się bezpiecznym, że nie trzeba analizować Czy powinnam powiedzieć o swoim problemie, Czy powinnam prosić o pomoc, tylko to bez obaw komunikować, akceptując to, że druga osoba może albo nam pomóc albo odmówić pomocy, bo ma do tego prawo.
krótko mówiąc- czuć taki wewnętrzny spokój- w odniesieniu do siebie i w odniesieniu do tej relacji..
powodzenia ;)
Ostatecznie wszyscy mamy do opowiedzenia tylko jedną historię - ,,X,, na naszej mapie.
,,X,, oznacza nie miejsce, gdzie zaczyna się życie, lecz gdzie zaczyna się ono liczyć...
Avatar użytkownika
Offline
Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
1642
Dołączył(a)
13 lip 2013, 18:54

Poczucie bezpieczeństwa a związek

Avatar użytkownika
przez Candy14 16 sty 2014, 15:34
cryo, no takie odnioslam wrazenie ze oczekujesz sama nic nie robiac ze partner Cie uratuje :) Byc moze błedne

I powiem Ci szczerze ze na mnie moga liczyc osoby ktore walcza ze swoimi problemami. Wtedy wyslucham, doradze, jeszcze raz wyslucham, jestem do ich dyspozycji i wspieram w walce. Ale jezeli ktos jedynie jeczy nic z tym nie robiac i oczekuje ze bede ciagle jego chusteczka do nosa w ktora moze sie wysmarkiwac to nic z tego.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Poczucie bezpieczeństwa a związek

przez aardvark3 16 sty 2014, 16:59
Co do owej pomocy i wsparcia - to prawda, ze nie mozna sie na partnerze "wieszac" i oplatac jak bluszcz. Taki zwiazek jest toksyczny z zalozenia.
Osobiscie mam bardzo, a to bardzo zle doswiadczenia odnosnie pomocy i wsparcia w zwiazku. Az mnie samej nie chce sie wierzyc ze to sie w przeszlosci zdarzylo. I ze sie mnie zdarzylo.
Choroba - radz sobie sama. Jak nie mozesz to totalna frustracja, jak trzeba naprawde pomoc to frustracja pomieszana z wsciekloscia.
Nie chce miec z twoimi problemami nic wspolnego bo to nie moje problemy. Ale jak ja mam problem to przychodze i placze ci w mankiet. Potem sie wsciekam a ty mi pomagasz bo chcesz swietego spokoju.
Ty nie masz zadnych problemow wymyslasz sobie. Popatrz na innych ci to dopiero maja problemy i nie lataja z nimi po ludziach (po ludziach znaczylo u mnie do meza).
Czyli zasada byla jedna: jest ok jak nie mowisz i nie okazujesz swoich problemow.
Malzenstwa po ch*ju fest!
Oduczylam sie prosic kogokolwiek o pomoc. Jak czegos nie dam rady zrobic albo mnie nie stac zeby zaplacic za usluge - rezygnuje.
Jestem bardzo samowystarczalna. Material na idealna partnerke dla kogos, kto to doceni a nie wykorzysta.

Mnie bardzo brakuje wlasnie takiej pewnosci ze moge poprosic o kazda forme pomocy i nie bedzie to niewlasciwie odczytane. I ze poprosze o to dlatego, iz wiem, ze otrzymam odpowiedz.
To jest czesc zaufania. Mam tu ogromne deficyty.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Poczucie bezpieczeństwa a związek

Avatar użytkownika
przez Candy14 16 sty 2014, 17:09
Oduczylam sie prosic kogokolwiek o pomoc. Jak czegos nie dam rady zrobic albo mnie nie stac zeby zaplacic za usluge - rezygnuje.
Jestem bardzo samowystarczalna. Material na idealna partnerke dla kogos, kto to doceni a nie wykorzysta.

a ja chociaz potrafie sama zadbac o siebie własnie sie nauczylam prosic o pomoc. Nie musze juz byc silaczka dzwigajacej wszystko na swoich barkach. Ale mam odpowiedniego partnera ktory oswoil mnie i wiem ze proszac o pomoc nie musze sie martwic awantura, odmowa bo dla niego pomaganie mi to normalna sprawa. Kiedy on potrzebuje ja pomagam jemu
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Poczucie bezpieczeństwa a związek

przez aardvark3 16 sty 2014, 18:48
Candy - no widzisz, to moze sie zdarzyc.
Ja takze mam taka nadzieje, ze kiedys i mnie sie uda zdrowo o te pomoc poprosic.
Przez lata jesli prosilam to bylo niewprost, obawialam sie, ze jak powiem otwarcie to cos zlego mnie spotka. Mialam i nadal mam powazne opory w mowieniu o tym, jesli juz ktos cos ode mnie wyciagnie to bagatelizuje, mowie ze tak naprawde to ja sobie poradze z tym i ze niepotrzebnie poruszam ten temat. Najciekawsze w tym, ze sama zaczynam tak czuc - dam sobie rady, na cholere zawracac innym glowe. Zmieniam szybko temat zeby nie zostal slad bo robi mi sie glupio.
Tresura z dziecinstwa. Potem bywalo roznie ale najdluzej wlasnie tak niefajnie, ze utrwalily sie schematy i leki.

U mnie to zaufanie laczy sie integralnie z proszeniem o pomoc w razie potrzeby. Jesli mam przy sobie kogos, kogo bez obawy, leku (bo tak czuje kiedy przychodzi mi o cos prosic) moge poprosic o te pomoc to jest idealnie. Oczywiscie to dziala w obie strony. Jestem osoba ktora jesli tylko moze to pomaga a juz na pewno wyslucham kazdej prosby, bez komentarzy. Nie moge pomoc to grzecznie odmawiam i probuje skierowac do kogos, kto moze rozwiazac problem.
Czyzby syndrom: jesli bedziesz dla wszystkim przyjacielem to sam pozostaniesz samotny?
Poczucie bycia niewaznym.
Jak sie jest waznym dla kogos to mozna liczyc na pomoc w kazdej sytuacji. Czasem jak widze znajomych ktorzy otrzymuja jakas pomoc to mysle sobie ze ja to z innej bajki jestem.

Z czynnikiem meskim jeszcze na te tematy nie rozmawiamy i chyba dlugo jeszcze nie bedziemy - nie ten etap znajomosci. I nie wiadomo czy kiedykolwiek bedzie.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Poczucie bezpieczeństwa a związek

Avatar użytkownika
przez Candy14 16 sty 2014, 18:53
Tresura z dziecinstwa. Potem bywalo roznie ale najdluzej wlasnie tak niefajnie, ze utrwalily sie schematy i leki.

u mnie do tego doszla jeszcze tresura z malzenstwa..zrobie ci awanture to o nic mnie prosic juz nie bedziesz. Troche sobie zrobil pod gorke bo w pewnym momencie przestalam prosic o cokowiek i przejelam kontrole nad wszystkim a on poczul sie gownianie .

Czyzby syndrom: jesli bedziesz dla wszystkim przyjacielem to sam pozostaniesz samotny?
Poczucie bycia niewaznym.
Jak sie jest waznym dla kogos to mozna liczyc na pomoc w kazdej sytuacji. Czasem jak widze znajomych ktorzy otrzymuja jakas pomoc to mysle sobie ze ja to z innej bajki jestem.

bo trzeba zlapac rownowage...nie byc tylko dawca. W moich obecnych relacjach z otoczeniem jak najbardziej z siebie daje ale i wymagam wzajemnosci.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Poczucie bezpieczeństwa a związek

przez aardvark3 16 sty 2014, 20:13
U mnie zas z 2 malzenstw byly tresury.
Jedna: osmieszanie, udowadnianie ze jestem gorsza bo poprosilam o cos - nie awantury. Upokarzanie. Niemniej bolesne. A on na pozycji bo zostal poproszony i zrobil, jaki szlachetny, jprdl!
Druga: awantury karczemne, darcie mordy, rozbijanie sprzetow bo zycie to ma byc super, zadnych chorob, problemow czy prosb o pomoc! Doszlo do tego ze bedac kilka miesiecy na wozku nauczylam sie radzic sobie sama niemal ze wszystkim a na dwor nie wychodzilam wogole. Chyba ze byly cotygodniowe konsultacje w szpitalu, na ktore mnie zawozil. Co ja sie wtedy nasluchalam, naogladalam i ile nerwow zezarlam to moje. Koszmar!

Rownowaga... Nie udzielam sie teraz nadmiernie. Nie mam zbyt obszernego zycia towarzyskiego wiec nie ma okazji. Chyba to tez celowe bylo zeby sie wycofac i nabrac dystansu.
Obawiam sie, ze ja go jeszcze nie nabralam tak na dobre.
Ale moze odpowiednia osoba moglaby pomoc, zeby powoli przywrocic mi wiare bo ja ja stracilam, tak mi sie wydaje.
Mnie przekonaja wylacznie dowody, czyny, efekty - a nie jakies puste gadki.

Na razie bede sie relaksowac, potrzebuje przede wszystkim troche od rzeczywistosci odpoczac. Dobrze sie stalo z tym meskim czynnikiem (sorry za takie nazewnictwo ale to sa sprawy osobiste i imionami tu nie bede rzucac), moze nabiore dystansu, moze sie czegos naucze, moze zrozumiem - ale na pewno nie strace czasu.
Na razie staram sie cieszyc tym co jest.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Poczucie bezpieczeństwa a związek

Avatar użytkownika
przez agusiaww 18 sty 2014, 19:27
Lukatar jak sie facet nie doklada do rachunkow to pasozyt, kopnac i zamknac drzwi.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Poczucie bezpieczeństwa a związek

Avatar użytkownika
przez cryo 23 sty 2014, 16:47
Candy14 napisał(a):cryo, no takie odnioslam wrazenie ze oczekujesz sama nic nie robiac ze partner Cie uratuje :) Byc moze błedne
Myślę, że błędne :) Większość rzeczy w życiu robię sama i nie mam tu nawet na myśli takiej życiowej samodzielności i odpowiedzialności, tego, że wszystko było na mojej głowie, ale właśnie kwestie psychologiczne. Pracuję z terapeutą i wiele zmieniłam sama, nie oczekiwałam, że cokolwiek zmieni się bez mojego wysiłku, to dla mnie oczywiste. Nie oczekiwałam też żadnego ratunku, wiem, że to, co we mnie, zależy ode mnie. Chodziło mi raczej o coś, o czym sama napisałaś:
Candy14 napisał(a):I powiem Ci szczerze ze na mnie moga liczyc osoby ktore walcza ze swoimi problemami. Wtedy wyslucham, doradze, jeszcze raz wyslucham, jestem do ich dyspozycji i wspieram w walce. Ale jezeli ktos jedynie jeczy nic z tym nie robiac i oczekuje ze bede ciagle jego chusteczka do nosa w ktora moze sie wysmarkiwac to nic z tego.
Nigdy nie jęczałam, nie płakałam ani nie byłam bezczynna, nie jestem tego typu osobą i nie mówię tego na podstawie tylko swojej subiektywnej opinii. Po prostu wydawało mi się, że jeśli ktoś wie, że mam depresję, a mimo to deklaruje pomoc, usiłuje wejść w moje życie i nakłonić mnie do otwarcia się, to później przynajmniej nie będzie mnie karał cichymi dniami i emocjonalnym chłodem za to, że miałam gorszy nastrój - szczególnie, że starałam się wtedy o tym informować, nawet jeśli nie miałam ochoty na rozmowy. Ale jeśli widziałam, że każda moja próba szczerego porozmawiania o tym, jak się czuję i dlaczego, tłumaczenia się, że to stan przejściowy kończyła się reakcją alergiczną i nerwami drugiej strony, to w końcu sobie odpuściłam, bo ja naprawdę potrafię poradzić sobie sama, a jeśli nawet w jakiś sprawach nie potrafię, to poproszę o pomoc specjalistę, nie zamierzam zalewać innych moimi problemami.
Jak najbardziej zgadzam się z tym, że nie można być tylko dawcą czy biorcą, że ważna jest jakaś względna równowaga i wzajemność, wydaje mi się to oczywiste.
socorro, zgadzam się z tym, co napisałaś i dzięki ;)
and only in my tears it lasts
Avatar użytkownika
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 02:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do