związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Avatar użytkownika
przez cryo 05 sty 2014, 12:11
MalaMi1001, dzięki za ten rozsądny post. Dokładnie, nie wszystko jest tylko czarne lub białe, jednak jakże łatwo jest przypiąć komuś "łatkę" na podstawie wygodnych pozorów, nie wnikając w szczegóły.

MalaMi1001 napisał(a): związek [...], który rozpadł się "tylko i wyłącznie z mojej winy", w którym moje zachowanie dalekie było od normy. [...] Będąc między młotem, a kowadłem próbowałam pogodzić wszystko i wszystkich tak żeby to jemu było dobrze, ale gdzieś w głowie kołatały jeszcze resztki zdrowego rozsądku, stąd wybuchy złości i agresja.

Brzmi znajomo.
MalaMi1001 napisał(a):Pragnąc miłości, której nie zaznałam w dzieciństwie robiłam wszystko, żeby "zasłużyć" na miłość, łamiąc swoje zasady i robiąc mnóstwo rzeczy wbrew sobie.

Zupełnie niedawno nieśmiało zaczęła do mnie docierać ta myśl, po długich analizach, zastanawianiu się, obwinianiu się i byciu obwinianą za wszystko.
MalaMi1001 napisał(a):Dziś się śmieję ze swojej głupoty i naiwności i do dziś się leczę z dystymii.

Ja jeszcze się nie śmieję, może kiedyś. Póki co, zaczęłam terapię.
and only in my tears it lasts
Avatar użytkownika
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 02:19

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Avatar użytkownika
przez Candy14 05 sty 2014, 15:55
Ponieważ czasami wydaje się nam, że to ta druga osoba wykazuje zaburzenia, a my jesteśmy czyści jak łza, a to często "ta łza" jest motorem napędowym zdarzeń, które w innej konfiguracji nie miałyby miejsca.

MalaMi1001, zwiazek rzadko rozpada sie z winy tylko jednej osoby. Dziewczyny czesto mowia ze robily wszystko zeby bylo dobrze i nie widza w sobie winy. Ja tez robilam wszystko ale wine widze...nie stawianie granic bylo moja wina, bagatelizowanie pewnych zachowan ktore byly juz przed slubem to moja wina, brak weymagan w zwiazku to moja wina. To ze robimy naszym zdaniem wszystko zeby zwiazek przetrwal nie znaczy ze robimy to dobrze bo same jestesmy zaburzone.A kluczem naszego zachowania jest to
Pragnąc miłości, której nie zaznałam w dzieciństwie robiłam wszystko, żeby "zasłużyć" na miłość, łamiąc swoje zasady i robiąc mnóstwo rzeczy wbrew sobie.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

przez aardvark3 05 sty 2014, 17:39
Bo nauczono nas jedynie postawy: utrzymac dysfunkcje za wszelka cene.
Tak bylo w naszych domach rodzinnych. To wlasnie bylo wzorcem zwiazku, wiezi, partnerstwa.
Podtrzymywanie, pielegnowanie, holubienie dysfunkcji.
Nie znalysmy innej rzeczywistosci.
Dlatego nie umialysmy wybrac tych, ktorzy wydobeda z nas to co najlepsze i pozwola nam sie rozwijac - tylko tych, ktorym pomagalysmy utrzymac ich dysfunkcje.
W domu rodzinnym nie pozwolono nam sie rozwijac, nie pozwalano na indywidualnosc bo bylo zaburzenie i nim sie nalezalo zajac a nie kreowaniem jednostki. A co, jesli ta jednostka sie rozwinie, zrozumie zaburzenie i zacznie z nim walczyc albo jeszcze gorzej - naprawiac je i leczyc?

Zrozumialam to stosunkowo niedawno, kolejna iluminacja. Zabolalo, i to bardzo gdy uswiadomilam sobie ile potencjalu zmarnowalam. Ale tylko na chwile - bo skoro nie znalam innego zycia to mowic o zmarnowaniu byloby okrucienstwem.
Upieczonego chleba nie odpieczesz, wypowiedzianych slow nie wtloczysz z powrotem do ust. Dokonanych czynow nie odkrecisz.
Ale moge wyciagnac wnioski z tych czynow. Wtedy i tylko wtedy nie pojda namarne.
Dosyc juz zmarnowalam. Nie stac mnie na to. Nie mam az tak wiele czasu .

Candy:
Ja tez robilam wszystko ale wine widze...nie stawianie granic bylo moja wina, bagatelizowanie pewnych zachowan ktore byly juz przed slubem to moja wina, brak weymagan w zwiazku to moja wina. To ze robimy naszym zdaniem wszystko zeby zwiazek przetrwal nie znaczy ze robimy to dobrze bo same jestesmy zaburzone

W moim przypadku bylo toczka w toczke tak samo.
Zero wymagan - juz o tym pisalam ale sie powtorze; wymagania sa zabronione, to dowod na bycie ksiezniczka i egocentryczka, wykorzystywanie innych, cos bardzo zlego i grozacego odrzyceniem (czytaj: smiercia, unicestwieniem - bo dziecko tak odbiera odrzucenie a te odczucia sa nie doroslego "ja" tylko "ja-dziecka").
Bagatelizowanie zachowan nawet karygodnych (balam sie zwrocic uwage a jak ktos to zrobil truchlalam ze strachu ze obroci sie to przeciwko mnie), albo obracanie w zart. Faktem jest, ze kiedy po latach pozwolilam sobie na bardzo taktowna uwage na dosc wazny temat uslyszalam stek oskarzen i skonczylo sie awantura. Swoim zachowaniem i brakiem reakcji spowodowalam ze bylam obwiniana o plamy na sloncu.
Nie stawianie granic - bo jak to? Granice w zwiazku? To ma byc wiez a nie jakies granice.
Oczywiscie bardzo toksycznie pojeta byla ta wiez w moim wydaniu.A nie mialyscie przypadkiem takich prawie-euforycznych mysli: przeciez jakos to bedzie dam sobie rady, nie takie bryly przed nami byly? W chwilach wlasnie takich niefajnych sygnalow ktore mogly byc zlym prognostykiem?
A moze jestem przewrazliwiona (w domu rodzinnym ciagle to slyszalam, i ze przesadzam, i ze wydziwiam, i ze nic mi sie nie dzieje etc)?
Kazdy ma swoje wady. On ma akurat takie - to co, mam go zostawic bo to czy tamto?
TAK. Trzeba bylo tak zrobic to teraz nie cierpialabym na depresje czy co to k*rwa jest! Ale nie zrobilam bo mialam wczytany schemat: pielegnacja i utrzymanie zaburzenia.
I gdybym sie nie ocknela, nie opamietala - nie wiem czym mogloby sie to skonczyc. Moze nawet tragicznie.

Zaslugiwanie na milosc, szacunek, akceptacje, aprobate - jak najbardziej. To bylo moje drugie imie - a moze nawet pierwsze...

Nie macie pojecia jak bardzo pomaga mi pisanie tutaj, jaki to wazny i skuteczny katalizator przemyslen.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Avatar użytkownika
przez Candy14 05 sty 2014, 18:16
Nie macie pojecia jak bardzo pomaga mi pisanie tutaj, jaki to wazny i skuteczny katalizator przemyslen.


:D tez tak to odbieram dlatego lubie ten temat.
Mnie jeszcze cale zycie wpajano ze kocha sie za nic ( nie dotyczylo to mnie bo ja wciaz musialam sobie na milosc zasluzyc i w sumie nigdy nie zasluzylam) ale rodzice/partner cokolwiek by zrobili podlego to i tak mam ich kochac bo przeciez kocha sie za nic.
Duzo ludzi sie teraz oburza kiedy mowie ze kocham za cos... za cechy ktore mi w partnerze odpowiadaja i gdyby ich nie mial to bym go nie kochala, Ze moja milosc nie jest juz bezwarunkowa (bezwarunkowo to kocham moje dziecko) ale cala reszta swiata musi mnie traktowac dobrze zebym ich kochala.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

przez aardvark3 05 sty 2014, 18:40
Bezwarunkowo - mam na mysli bez stawiania warunkow, jak w dziecinstwie czy w naszych toksycznych, przeszlych zwiazkach.
Ze ktos nie stara sie przyciac nas na swoja modle, na obraz i podobienstwo wlasnych wyobrazen - o dziecku czy o partnerze mowa.
Bede cie kochac ale masz byc taka jak ja chce.
O to mi chodzilo.
A kocha sie okreslone osoby, nie kazdego. I to calkiem zrozumiale.
Kochasz swojego partnera za taki a nie inny zbior cech, za jego podejscie, za to co w Tobie wyzwala jego obecnosc w Twoim zyciu.
Czyli na upartego - nie jest to tak calkiem bezwarunkowe.
Milosc do dziecka bezwarunkowa, sama wspominasz - czy jednak nasi rodzice potrafili kochac nas bezwarunkowo? Tak, jak rodzic kocha dziecko?

To nie sa sprawy ani jasne, ani proste. Ani tym bardziej jednoznaczne.

-- 05 sty 2014, 17:45 --

Chcialabym kiedys jeszcze powiedziec, ze kocham kogos, ze jest mi bliski bo czuje sie z nim bezpiecznie, ufam mu, szanuje go za to kim jest i ciesze sie, ze przy nim moge byc soba w lepszym wydaniu. Ze jego obecnosc katalizuje we mnie wiele dobrych cech i zachowan. Za to, ze moje wady nie sa dla niego przeszkoda ale przyprawa do tej jedynej i niepowtarzalnej mnie. Za to, ze moge liczyc na jego wsparcie w kazdej sytuacji.
No, k*rwa, przynajmniej wiem, jakiego osobnika szukam. Zadnych taryf ulgowych! Zadnych przemilczen. Nie ma ze jakos to bedzie bo nigdy nie jest.
:great:

-- 05 sty 2014, 17:49 --

Candy14 napisał(a):Mnie jeszcze cale zycie wpajano ze kocha sie za nic ( nie dotyczylo to mnie bo ja wciaz musialam sobie na milosc zasluzyc i w sumie nigdy nie zasluzylam) ale rodzice/partner cokolwiek by zrobili podlego to i tak mam ich kochac bo przeciez kocha sie za nic.

No jak to nie kochasz tatusia i mamusi?
Za to, ze sa rodzicami. Nie za nic.
Dziecko musi kochac rodzicow zawsze, ale rodzice moga kochac dziecko jak postepuje zgodnie z wytycznymi ;)
Bo tak jest w dekalogu, biblii i ch*j jeszcze wie gdzie!
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Avatar użytkownika
przez Candy14 05 sty 2014, 19:28
No jak to nie kochasz tatusia i mamusi?
Za to, ze sa rodzicami. Nie za nic.

Matki nie kochalam w ogole... najpierw sie jej balam, potem gardzilam nia a w koncu bylo mi jej zal. Tate kocham bo przez wiele lat probowal mi wynagrodzic to , ze nie bylo go przy mnie kiedy matka niszczyla mi zycie a on uciekal do pracy. Przeprosil za to wiele lat temu i mamy bliski kontakt.

Chcialabym kiedys jeszcze powiedziec, ze kocham kogos, ze jest mi bliski bo czuje sie z nim bezpiecznie, ufam mu, szanuje go za to kim jest i ciesze sie, ze przy nim moge byc soba w lepszym wydaniu. Ze jego obecnosc katalizuje we mnie wiele dobrych cech i zachowan. Za to, ze moje wady nie sa dla niego przeszkoda ale przyprawa do tej jedynej i niepowtarzalnej mnie. Za to, ze moge liczyc na jego wsparcie w kazdej sytuacji.

Tez mam kogos takiego :D i kocham go jeszcze za to, ze nie jest doskonaly ale zmienia w sobie to co mnie uwiera zeby zylo nam sie razem lepiej. Ja tez przy nim jestem lepsza wersja samej siebie i pracuje nad swoimi wadami.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

przez aardvark3 05 sty 2014, 19:55
Candy14 napisał(a): Tez mam kogos takiego :D i kocham go jeszcze za to, ze nie jest doskonaly ale zmienia w sobie to co mnie uwiera zeby zylo nam sie razem lepiej. Ja tez przy nim jestem lepsza wersja samej siebie i pracuje nad swoimi wadami.

Bo wlasnie o to chodzi w zwiazku, a nie o podtrzymywanie dysfunkcji.
O rozwoj. Progres.
Mnie sie to zdarzylo tylko raz, bardzo dawno i trwalo krotko. I chyba nie bylam przygotowana na tak wiele na raz.
Mniejsza o to, to juz przeszlosc. Dopiero teraz zaczynam ja wlasciwie rozumiec i korzystac z wiedzy, ktora on mi przekazal.
I nie pojde juz na zadne ustepstwa. Zbyt wiele mnie kosztowaly. I byly tylko bladzeniem po omacku, zadnego postepu a wrecz regres czasami.
Jesli cos osiagnelam to wbrew wszystkiemu, syzyfowa praca i pod gorke.
Nie lubie gdybania ale jako ostrzezenie na przyszlosc poczytuje sobie swiadomosc, ze gdybym byla z wlasciwym czlowiekiem to nie stracilabym tak wiele chociazby materialnie.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Avatar użytkownika
przez stracony 06 sty 2014, 12:39
MalaMi1001 napisał(a):stracony Po co to wszystko piszę? Ponieważ czasami wydaje się nam, że to ta druga osoba wykazuje zaburzenia, a my jesteśmy czyści jak łza, a to często "ta łza" jest motorem napędowym zdarzeń, które w innej konfiguracji nie miałyby miejsca. Zbyt wydumane oczekiwania i przede wszystkim nieświadoma (bądź świadoma) potrzeba wykreowania sobie kogoś na naszą modłę są powodem zachowań rodem z "borderline". Może więc usiłowałeś zrobić ze swojej kobiety kogoś, kim być podświadomie nie chciała, ale za bardzo jej zależało. Może nad tym się zastanów zamiast kogoś diagnozować, bo nie wszystko jest tylko czarne i tylko białe.

P.S. Mój pomysł, że mam borderline moja psychiatra wyśmiała.


Reakcje i zachowania ludzi są w większości związane z działaniem drugiego człowieka. Masz rację, dużo czynników wpływało na jej zachowanie, a już życie z niezdiagnozowanym dystymikiem w szczególności. Bardzo chciała zwrócić na siebie uwagę i być w centrum uwagi. Metody które wybrała jeszcze bardziej nas od siebie oddalały
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

przez Marcin1112 18 lut 2014, 07:03
Witam wszystkich,

Na wstępie chciałbym podziękować wszystkim za wypowiedzi na tym forum, dzięki którym niedługo podejmę jedną z najważniejszych aktualnie dla mnie decyzji w życiu. Otóż mam 23 lata, jestem z dziewczyną o rok młodszą już od 5 lat w związku. Razem studiujemy w Warszawie i podejrzewam....co ja mówię....WIEM, że ona ma borderline albo już coś ze mną jest nie tak. Nie będę dokładnie opisywał sytuacji bo każdy z obecnych na forum zdaje sobie sprawę z czym to się wiąże. Jednak, żeby zobrazować po części z czym (kim) się stykam na codzień przytoczę link do postu On^31 www.netkobiety.pl/t29100.html , z którym to tekstem w 70% się utożsamiam. Moja sytuacja jest identyczna pod wieloma względami.

Chciałem się Was zapytać czy jest jakakolowiek szansa na wyjście z całej tej chorej sytuacji? Czy da się porozmawiać o tym, wytłumaczyć, zapisać na terapię psychiatryczną. Czy jest możliwość, że jeśliby Ona zobaczyła problem w sobie to byłaby nadzieja? Póki co za wszystko obwinany jestem ja, w jeden dzień kocha mnie ponad wszystko, a za godzinę nie widzi sensu w naszym związku, raz jest szczęśliwa, a za 5 minut wypomina mi błędy sprzed kilku lat, o których już dawno rozmawialiśmy i wyjaśniliśmy sobie wszystko... Co tutaj dużo mówić, problem jest bardzo złożony, ale kiedy ostatnio mój przyjaciel dowiedział się jak wyglądała rozmowa z nią podczas jednej kłótni to powiedział mi żebym od niej uciekał jak najszybciej...sam wpadam powoli w depresję, nie śpię po nocach... Ale ja ją kocham, a najgorsze że ona mnie też (nie licząc napadów histerii, złości itp).
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 lut 2014, 06:34

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Avatar użytkownika
przez aptasia 18 lut 2014, 12:59
doprowadziłam do tego, że mój partner targnął się na swoje życie i wylądował w szpitalu. jestem spanikowana i nienawidzę siebie.

-- 18 lut 2014, 12:25 --

tzn ex partner i nie tyle targnął co zrobił sobie krzywdę ale chyba z zamiarem targnięcia. nie wiem bo jeszcze nie rozmawialiśmy.
"balansuję wciąż pomiędzy pragnieniami zupełnej samotności, by czytać i pracować, a tak wielką potrzebą ludzkich gestów i słów."
Sylvia Plath
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1036
Dołączył(a)
05 gru 2013, 17:51
Lokalizacja
Warszawa

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

przez lunatic 20 lut 2014, 00:26
osoby z borderline świetnie manipulują innymi, kiedyś sie przekonałem o tym na własnej skórze w szpitalu
Offline
Posty
5335
Dołączył(a)
07 lis 2010, 10:55

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Avatar użytkownika
przez aptasia 20 lut 2014, 19:56
lunatic napisał(a):osoby z borderline świetnie manipulują innymi, kiedyś sie przekonałem o tym na własnej skórze w szpitalu

może i świetnie manipulują,ale nie jest to celowe działanie lecz próba stworzenia sobie bezpiecznego azylu, mechanizm obronny przed wyimaginowanymi zagrozeniami.
"balansuję wciąż pomiędzy pragnieniami zupełnej samotności, by czytać i pracować, a tak wielką potrzebą ludzkich gestów i słów."
Sylvia Plath
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1036
Dołączył(a)
05 gru 2013, 17:51
Lokalizacja
Warszawa

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

przez lunatic 20 lut 2014, 20:58
no i niestety w tych mechanizmach tak się pochłaniają patrząc tylko na siebie ze przez to zapominają ze druga osoba tez ma uczucia
Offline
Posty
5335
Dołączył(a)
07 lis 2010, 10:55

związki z osobami borderline/NPD, inne związki toksyczne(inf

Avatar użytkownika
przez MalaMi1001 20 lut 2014, 21:35
To nie jest zapomnienie. To desperacka próba ochrony samych siebie.
______________
wenlafaksyna 75 mg
zolpidem 10 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1930
Dołączył(a)
29 paź 2010, 19:44
Lokalizacja
łódzkie

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do