Miłość.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Miłość.

Avatar użytkownika
przez zniechecona 11 lut 2014, 01:36
Najlepiej jest najpierw skończyć poprzedni etap i oddzielić się od przeszłości a później zaczynać nowe życie z nową osobą. Sama z doświadczenia wiem że jeżeli do końca nie zamknie się przeszłości to później będzie się krzywdzić kolejne osoby, które tak właściwie niczemu nie są winne a dostaje im się za błędy poprzedników/poprzedniczek...
"You never know..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 lut 2014, 18:58

Miłość.

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 11 lut 2014, 01:50
a jak już zamknęliśmy poprzednie rozdziały ale nadal nie wiemy jak stworzyć udany związek? W domu mnie nie nauczyli, znajomi zmieniają partnerów jak rękawiczki a romansidła są raczej marnym przykładem.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Miłość.

Avatar użytkownika
przez zniechecona 11 lut 2014, 01:58
Udany związek będzie chyba dopiero wtedy kiedy DWIE osoby będą wkładać w niego wszystko. Bo starania jednego człowieka raczej nie wystarczą...
"You never know..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 lut 2014, 18:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Miłość.

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 11 lut 2014, 02:06
zniechecona, chyba trudno o tak udaną relację. Zwykle jest tak że jedna strona jest bardziej zaangażowana, daje więcej, kocha mocniej. Pytanie czy ta druga strona będzie w stanie to przetrawić i trwać dalej. Pal sześć jeśli to są niewielkie dysproporcje. Odnoszę wrażenie że mnóstwo ludzi jest w takich związkach gdzie jest podle traktowana ale znosi to nie wiem w imie czego. Np. jedna znajoma para, którą widuję raz na pół roku. On zawsze marudzi, że jest zimna bo mu nie daje dupy. Bo robią to raz na kilka miesięcy (mówi tak w jej obecności), ona twierdzi, że nie za bardzo lubi z nim seks. Właściwie się nie dziwie bo jest chamski i obleśnie się zachowuje, to że jest niewyględny to poboczna sprawa. Myślałam że to nie przetrwa a im właśnie urodziło się dziecko.
Jeśli tak ma wyglądać udany związek to ja wolę być sama.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Miłość.

Avatar użytkownika
przez zniechecona 11 lut 2014, 02:20
Każdy ma swoje plusy i minusy i potrzeba osoby która to zaakceptuje, sama wiem jak jest bo bylam 3 lata w zwiazku ciezkim. facet podnosił na mnie ręke , ja wybaczalam, on zdradzał również wybaczalam, niewiem czemu z nim byłam wydaje mi sie że kochałam ale z biegiem czasu myśle ze bałam sie zostać sama i cierpieć...
"You never know..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 lut 2014, 18:58

Miłość.

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 11 lut 2014, 02:29
Brrr, byłam w podobnych klimatach. Wszystko ze strachu przed samotnością. Miałam wtedy 22 lata. Byłam bardziej zagubiona niż teraz. Nigdy więcej na coś takiego nie pozwolę. Jestem w stanie zaakceptować dysfunkcje fizyczne, problemy z pracą, absorbujące hobby ale nigdy podniesienia na mnie ręki, znęcania się psychicznego, braku szacunku czy zdrad. Nauczyłam się wyznaczać granice swojej godności.

-- 11 lut 2014, 02:32 --

Po prostu nie pozwolę, żeby ktoś pognębiał moją chorobę przez takie zachowania. Ważniejsze jest dla mnie zdrowie niż marne chwile we dwoje z sadystą.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Miłość.

Avatar użytkownika
przez zniechecona 11 lut 2014, 03:20
I dobrze bo najlepiej się nauczyć tak reagować , niż po prostu nic nie robić i dawać sobą pomiatać. Tylko wiele z osób obwinia siebie i dlatego to się tak długo ciągnie...
"You never know..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 lut 2014, 18:58

Miłość.

Avatar użytkownika
przez Rebelia 11 lut 2014, 08:18
Luktar napisał(a):a jak już zamknęliśmy poprzednie rozdziały ale nadal nie wiemy jak stworzyć udany związek? W domu mnie nie nauczyli, znajomi zmieniają partnerów jak rękawiczki a romansidła są raczej marnym przykładem.

Wiesz co, ja od siebie powiem, że często myślałam, że te poprzednie rozdziały mam pozamykane i poukładane w szufladach pod kluczem. Ale mimo wszystko, gdzieś z tyłu głowy te wydarzenia miały wpływ na moje ówczesne życie, moje wybory i ogólnie podejmowane decyzje. Okazało się to w sumie na terapii, kiedy krok po kroku wyciągane były te wszystkie brudy.

I dobrze bo najlepiej się nauczyć tak reagować , niż po prostu nic nie robić i dawać sobą pomiatać. Tylko wiele z osób obwinia siebie i dlatego to się tak długo ciągnie...

Niekoniecznie chodzi tu o obwinianie, prędzej o nadzieję, że jednak coś się zmieni. Been there, done that. Ale jeśli ktoś nauczył się za dzieciaka takich, a nie innych mechanizmów traktowania drugiego człowieka, to w dorosłym życiu marne są szanse na to, że nagle nauczy się odpowiedzialności czy szacunku, bo my tak chcemy. Więc siłą rzeczy decyzja o odejściu staje się czymś niesamowicie ciężkim. Dawać następną szansę, czy iść dalej. Ja poszłam dalej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
25 lip 2013, 14:18

Miłość.

przez aardvark3 11 lut 2014, 10:00
Jesli ma sie tendencje do wchodzenia w zwiazki, ktore sa toksyczne, frustrujace, nie dajace satysfakcji - to trzeba sie nad soba zastanowic.
Nad soba a nie nad partnerami
Oni sa jacy sa a to my ich wybieramy.
Zadac sobie nieskonczona ilosc pytan: dlaczego i odnalezc odpowiedzi na wiekszosc z nich.
Dowiedziec sie od siebie skad owe sklonnosci do niewlasciwych wyborow.
Nikt inny nam na to nie odpowie a terapeuta owszem, moze pomoc dajaz drogowskaz.
Wszystkie odpowiedzi sa w nas samych.

Juz pisalam, ze wchodzilam przez wiele lat w zwiazki toksyczne w warunkach recydywy. Raz - moze przypadek, moze zrzadzenie losu - spotkalam kogos wlasciwego. Nie bylam jeszcze swiadoma ze przyczyny tych katastrof leza we mnie.
Po latach i kolejnym, wyniszczajacym, chybionym zwiazku - wzielam sie za siebie ostro.
Zrozumialam, ze w porzadku, moj eks to gnojek ale sam sie nie wybral. Zwiazek sam sie nie zawiazal.
Przyznalam sie przed soba do odpowiedzialnosci za wlasne wybory. A co za tym idzie - zaakceptowalam to, ze to we mnie cos nie halo jest.
W nim owszem, tez bylo ale to juz nie moja sprawa. Tylko jego. Bo stwierdzilam ze z kims takim jak moj eks nie jestem w stanie dzielic zycia.

Toksyczni partnerzy nas nie niszcza - to my im na to pozwalamy.
Trzeba sie im przyjrzec i poznac lepiej -kim sa naprawde, jacy sa.
I zaakceptowac to, jacy sa. Tak po prostu. Jest wulgarny, agresywnym awanturnik, brudas, hazardzista, pijak, babiarz, lubi sie znecac psychicznie, zlosliwy, dwulicowy, wredny itp. Wszystkie jego wady.
I potem zadac sobie pytanie: czy ja chce zyc z kims takim, o takich wadach? Czu jestem w stanie na tyle sie poswiecic - i wlasne zycie.
Odpowiedziec na pytanie: TAK lub NIE.
I isc dalej.

Po zakonczeniu toksycznego zwiazku musi byc chcila samotnosci. Zapoznania sie i zaprzyjaznienia ze soba - bo przeciez nie znamy siebie dobrze skoro wchodzimy w takie niszczace uklady.
Wtedy juz, bez wplywow zewnetrznych - mozemy sie nad soba zastanowic, nauczyc eliminowac szkodliwe zachowania po poznaniu ich przyczyn.

Dokladnie tak postapilam.
Weszlam w zwiazek ktory jest nietoksyczny - malo tego, ktory jest dla mnie rozwijajacy pozytywnie. Ktory daje mi poczucie bezpieczenstwa jakiego nie zaznalam. I mowie to z pelna swiadomoscia.
Nie projektuje w przyszlosc bo nie wiem co bedzie - czas pokaze na ile sie rozwiniemy i bedziemy w stanie razem, wspolnie funkcjonowac.
Ale wiem na pewno jedno - jestem zdolna do wlasciwego wyboru - bo moj wybor jest wlasciwy i ja to wiem, czuje.
Jednoczesnie jestem w stanie zawrocic z tej drogi jesli okaze sie, ze cos w przyszlosci wyskoczy, jakas ukryta toksyna - choc nie sadze.
Cierpialabym z tesknoty ale moje zycie i moja przyszlosc sa wiecej warte.
Choc mam przeczucie ze nie bede musiala - to co najwazniejsze dla mnie juz sie stalo, juz sprawdzone w akcji.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Miłość.

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 11 lut 2014, 10:36
aardvark3, bardzo ciekawie o tym wszystkim piszesz, tylko jak dla mnie zbyt piękne zakończenie (oho pesymizm mi się dziś włączył).
Przechodziłaś terapię po ostatnim toksycznym facecie? Ile czasu zajęło Ci dojście do sedna problemów i znalezienie nowego, netoksyznego partnera i gdzie go znalazłaś? (to ostatnie lekko z przymrużeniem oka).
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Miłość.

przez aardvark3 11 lut 2014, 11:34
terapie zaczynalam tak mniej wiecej miedzy 2005 a 2008 i nic wielkiego z tego nie wyszlo - o ile pamietam.
Do wielu wnioskow doszlam sama z braku innych opcji.
Mieszkalam na wsi wiec wszedzie trzeba bylo dojechac itp a czas mialam ograniczony. Samo zycie.
Wykorzystalam w tym celu czas, ktorego nie zdolal zagarnac bardzo toksyczny partner. Chcialam sie psychicznie uwolnic juz nie od niego (emocjonalnie nie bylo z mojej strony nic procz leku) ale od wlasnych niewlasciwych wyborow - od ich przyczyn.
Zaczelam do tego dochodzic mozolna metoda pytan bez konca.
Chyba doszlam - ale nie to jest istotne, tylko efekty.
Przez pewien czas myslalam ze powinnam sie radykalnie zmienic. Tylko czy to mozliwe az w takim stopniu? Kim wtedy bede - bo na pewno nie soba.
Zdecydowalam wiec, co nastepuje: jestem, jaka jestem. Nie chce zmieniac pewnych swoich cech (mimo iz przyniosly mi w przeszlosci same problemy ale to nie one sa przyczyna lecz moje wybory, nieumiejetnosc odroznienia osob nietoksycznych, wspierajacych od toksycznych, zatruwajacych).
Ale moge zmienic swoje nastawienie do ludzi. Nauczyc sie odrozniac i nie wchodzic w uklady z toksykami.
Co niniejszym uczynilam.

Co do mojego zwiazku - nie dopisalam zakonczenia. Bo go nie ma. Jeszcze. Jest dobrze, zapowiada sie dobrze, obydwoje czujemy sie dobrze.
Oczywiscie to niczego nie przesadza.
Mnie sie nie wlacza paranoja tylko zdrowy rozsadek. Bo kto wie, moze zdarzyc sie cos co podda nas probie i postawi znak zapytania nad tym zwiazkiem.
Kto wie...
Na razie jestem pozytywnie nastawiona. Cos sie tworzy, cos sie buduje, jest OK.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Miłość.

Avatar użytkownika
przez Candy14 11 lut 2014, 13:01
aardvark3, bedzie dobrze :) Wiesz juz czego NIE chcesz w zwiazku i do tego nie dopuscisz.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Miłość.

przez aardvark3 11 lut 2014, 14:49
Candy14 napisał(a):aardvark3, bedzie dobrze :) Wiesz juz czego NIE chcesz w zwiazku i do tego nie dopuscisz.

Wlasnie!
Czego nie chce tego nie mam. Przynajmniej na razie nie zauwazylam ani nie zauwazam. Nie ma sygnalow ostrzegawczych. Mnie sama to dziwi. Bo zwykle bylo inaczej (oczywiscie to nie znaczy ze tym razem tez tak bedzie - vide moje poprzednie posty) i przyzwyczailam sie do toksycznosci, milczenia, omijania trudnych tematow itp.
A tutaj jest wszystko proste, jasne i bez milczen, niedomowien - nie ma niezrecznej ciszy ani pie.p.rzenia: a nic sie nie stalo, a to nic takiego.
Nie projektuje w przyszlosc - mowie tylko z calym przekonaniem, ze mamy bardzo dobra baze do budowania czegos sensownego.
Ale zeby nie bylo tylko samego miodu i orzeszkow - martwi mnie cos. Nie zeby od razu spedzalo sen z powiek... I wlasciwie chyba martwi tylko dla samego martwienia, bo cos musi byc nie do konca halo...
Roznica wieku.
Nie ma znaczenia teraz, na teraz - a co jesli wszystko pojdzie w kierunku stalego zwiazku (spekuluje na razie)?
K*rwa, czy ja nie moge zwyczajnie, normalnie sobie nie wbijac nie wiadomo czego i nie szukac dziury w calym?
Akceptuje? Akceptuje. I po co rozkminiac.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Miłość.

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 11 lut 2014, 20:52
Mój ostatni ex zaczyna doprowadzać mnie do szału. Wszystko już sobie poodawaliśmy 3 tyg. temu, nasze rozstanie było dla mnie nieco traumatyczne - mam wrażenie że zaczął w jakiś podstępny sposób mi dokuczać i męczyć psychicznie. Powiedziałam mu, że nie chce być jego przyjaciółką ani kumpelą a ten jakby nie rozumie. Kiedy blokuje go na fejsie wypisuje mi na pocztę czemu go zablokowałam znów. To mu tłumaczę. Wysyła mi zdjęcia innego ex (a jego kumpla). Znów go zablokowałam, to sms czemu znów, to ja ponownie tłumaczę, że nie chcę z nim utrzymywać kontaktu. Powiedział, że będzie pisał na pocztę. Od wczoraj dostałam dwie wiadomości o treści "ty wiedźmo!". Ktoś się domyśla co on ma z głową?
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do