miłość to smutna sprawa

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

miłość to smutna sprawa

Avatar użytkownika
przez Po prostu maciek 07 gru 2013, 18:22
Kokojoko, dziękuje za życzenia. Życze wzajemnie.
Pytanie tylko czy jest czego zyczyc. Ten mój produkt miłościopodobny długo odchorowywałem. Jakaś tam rana jest do dzisiaj nawet. To jest specjalnośc milosci-> lubi ranic :(
Rok 2015 będzie niewątpliwie inny.
Wraz ze zniknięciem Jej z mojego życia umarła połowa mnie. Natomiast druga połowa, która pozostała nienawidzi mnie jeszcze bardziej niż Ona.
Posty
2016
Dołączył(a)
17 lis 2013, 18:47

miłość to smutna sprawa

przez oklamywana 08 gru 2013, 00:03
Witam
jestem w związku z kimś kto najprawdopodobniej ma DDA. Nie chodził nigdy na terapie nie ma wiec diagnozy itd, ale miał pijących rodziców. O tym w jakiej rodzinie się wychował dowiedziałam się po jakimś czasie trwania naszego związku (jestesmy ze soba niecale 2 lata).
Caly nasz związek oparty został na kłamstwie, co okazało sie po roku jego trwania. Byłam regularnie, celowo i z premedytacją oklamywana na temat stanu pracy, finansów, stanu posiadania. Kiedys zostałam zdradzona - od tamtej pory mam bardzo duzy problem z zaufaniem o czym moja nowa miłość wiedziala doskonale do sie zwierzylam z tego na samym poczatku zwiazku. Jestem wiec mocno wyczulona na wszystkie szczegóły i na wszystko co się nie składa w regularną całość. Klamstwa wychodziły regularne, jedno po drugim przez okres calego roku bycia razem. Zeby je utrzymac, wymyslane byly kolejne kłamstwa, przerabiane dokumenty tylko po to zeby udowodnic mi to ze wszystko co jest mowione to prawda. Widział jak cierpie, płakałam przy nim, mowilam jak mnie boli i prosilam tylko o prawde... Obiecywał prawde, obiecywał zadnych wiecej kłamstw, a po jakims czasie wychodzilo na jaw kolejne
Doszło do zerwania..
Jednak dałam kolejna szanse, mimo ze kosztowało mnie strasznie duzo z siebie, z własnych emocji, poczucia wartosci, poczucia bezpieczeństwa, dumy.
Mimo ze od tamtej pory nie moge sypiac ze spokojem, czesto placze w poduszke wieczorami - dałam szanse naszemu zwiazkowi. Zalezało mi bardzo, kochałam go...Postawiłam dwa warunki - żadnych wiecej kłamstw, wole gorsza prawde od najlepszego klamstwa i kontola z mojej strony.
Prosiłam zeby poszedl na jakąś terapie, zeby moze poszukal forum na sieci gdzie moze pogadac z ludzmi takimi jak on, poradzic się wyzalic, moze zyskać wieksze zrozumienie niż ode mnie bo ja pewnych rzeczy nie umiem pojac (moi rodzice nie pili). Dowiedzialam sie że on nie umie sie otworzyc przed obcymi, ze jest mu trudno i nie umie. Przestalam naciskać, bo na siłę to i tak nie ma sensu czyz nie...
Planowalismy dzieci, wspolny dom, jego przeprowadzke do mojego miasta (mieszkamy od siebie kilkaset kilometrów)
Niestety czuję ze znowu jestem oszukiwana, a za progiem wizja przeprowadzki do mnie... Znowu pewne rzeczy sie nie zgadzaja, zagubione listy, zaginione dokumenty, niepełne dokumenty , znowu puzzle do siebie nie pasuja... Poprosilam o mozliwosc zweryfikowania tego co mowi, czyli zadzwonienia w miejsca ktore rozwieja moje watpliwosci. Usłyszałam NIE... nie bo tym ze mi sie zwierzal i ze sie przede mna otworzyl "obdarlam go ze wszystkiego", nie bo pozostała mu tylko duma....
Duma.. rozumiem słowo, rozumiem jej range i wage w zyciu kazdego czlowieka... ale czy to ona jest wazniejsza niz nasze bycie razem, niz MY, niz planowane dzieci, dom rodzina... Duma ponad nasz zwiazek, ponad nas, ponad moje poczucie bezpieczenstwa ktore on mi odebral, Duma ponad obietnie ktore skladal.
Kłocimy sie od kilku tygodni, jest coraz gorzej, coraz paskudniej coraz ciemniej ... ranimy siebie, celowo z premedytacja, mowimy slowa ktorych pewnie w innej sytuacji nigdy bysmy nie wypowiedzili .. teraz juz wiem ze potrafi byc wyjatkowo podły, że ja potrafie byc podła, ze on chce zranic mnie, ze ja chce zranic jego...
Nadal mi na nim zalezy, nadal mysle o rodzinie, domu , dzieciach.. staram sie zrozumiec tą dume ale nie umiem, bo gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie? dla tego co mi odebral , gdzie miejsce dla mojego poczucia bezpieczenstwa, spokojne noce na suche oczy bez łez... czy ja na to nie zasługuje... umie doskonale wywołać u mnie poczucie winy, ze ja nie rozumiem co on przezyl w zyciu, nie wiem w jakim domu sie wychował, ze nie zostalo mu nic poza duma...
a czy mnie nie nalezy sie zrozumienie? tego co mi odebrano, co stracilam? czy pozwolenie mi na wykonanie 2 telefonów dla rozwiania wszelkich watpliwosci jest az takie straszne?
co wazniejsze to jego NIE tym bardziej poteguje moja pewnosc ze znowu jestem oszukiwana... bo skoro nie ma nic do ukrycia to dlaczego nie pozwala mi tego sprawdzic,; nigdy go nie oklamałam - od zdrady mowie zawsze prawde nawet jesli jest przykra i boli i tego tez oczekuje w zwiazku; z mojej strony sprawa zostala postawiona jasno - masz jakies watpliwosci sprawdz mnie, mozesz robic co chcesz zeby sprawdzic czy mowie prawde. Próbowalam juz go kiedys sprawdzac po ponownym zejsciu sie, chce to zrobic teraz i tu slysze kolejny zarzut - ze nigdy nie przestane... staram sie, wydaje mi sie ze jak zamieszkamy razem to bedze latwiej; tlumacze ze te dwa telefony moga byc własnie fundamentem do nowego zaufania, bo jesli okaze sie ze mowi prawde to bede mogla zaczac ufac, wierzyc,
a moze ma racje, moze doprowadzil do tego ze nie umiem juz zyc inaczej jak tylko go sprawdzajac. ale moja podejrzeliwosc nie wziela sie znikad, nie spadła z nieba
Mimo tego ze nasz zwiazek stoi na krawedzi, ze grozi mu upadek w ogromna przepasc i rozbicie sie , nadal slysze NIE... wybral zakaz niz nas, niz nasz przyszlosc, nasz dom, planowane dzieci
Boje sie... w tym tygodniu obiecal mi ze udowodni mi ze mowi prawde, tydzien ktory sam wyznaczyl skonczyl sie wczoraj. Jako wyjasnienie dostalam, duzo pracy, złe samopoczucie, zobowiazania ktore zlozyl ludziom... a co ze mna, czy ja sie nie licze ?
przed nami wspolne swieta, cieszylam sie na nie ... a co bedzie jesli przeprowadzi sie do mnie i tu sie okaze ze jednak moje przeczucia mnie nie oszukały po raz kolejny; co jesli ja odpuszcze a za pare dni czy tygodni faktycznie wyjdzie prawda na jaw; boje sie ze do przeprowadzki nie dojdzie w ogole bo nagle zmieni zdanie (nie bedzie wiedzial jak wybrnac z klamstw wiec zerwie)
Podobno jestem egoistką w tej sytuacji bo nie umiem zrozumiec jego.. moze tak jest , moze faktycznie moj strach, zraniona dusza i spustoszone serce jest egoistyczne i boi sie kolejnych ran...
"Miłość to skok z wy­sokiej skały w zaufa­niu, że ta dru­ga oso­ba cze­ka na do­le, żeby cię złapać"

jestem jak potłuczone lustro...
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 gru 2013, 14:57

miłość to smutna sprawa

Avatar użytkownika
przez Candy14 08 gru 2013, 00:31
oklamywana, mysle ze Twoj post zasluguje na osobny watek.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

miłość to smutna sprawa

przez vifi 08 gru 2013, 00:41
oklamywana, czytałem u DDA zdarza się coś takiego że nałogowo kłamią, nawet jeśli nie ma przeszkód żeby powiedzieć prawdę. Jeśli to prawda, to prawdopodobnie żadne obietnice nie pomogą, bo nie wiadomo czy on sam potrafi się tak dość znacznie zmienić, chociaż wydawałoby się że to jest proste - przestać kłamać.
Jeśli chcecie być razem to najlepiej by było jakby przeszedł terapię (np. dla DDA).
Offline
Posty
1425
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

miłość to smutna sprawa

Avatar użytkownika
przez zima 08 gru 2013, 00:43
jazzowa, ja nie rozumiem ze Ty nie rozumiesz. przeciez sytuacja jest jasna. ale nie chce mi sie pisac na ten temat.
facet tez mowi do Ciebie jasnym jezykiem, a Ty dorabiasz sobie jakies ideologie.

-- 07 gru 2013, 23:46 --

oklamywana,
najbardziej oklamujesz sama siebie.
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

miłość to smutna sprawa

przez oklamywana 08 gru 2013, 01:16
zima, to jedno z pytań ktore stawiam sama sobie, czy siebie tez oszukuje myslac że coś sie zmieni...
"Miłość to skok z wy­sokiej skały w zaufa­niu, że ta dru­ga oso­ba cze­ka na do­le, żeby cię złapać"

jestem jak potłuczone lustro...
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 gru 2013, 14:57

miłość to smutna sprawa

przez jazzowa 09 gru 2013, 12:09
[quote="zima"]jazzowa, ja nie rozumiem ze Ty nie rozumiesz. przeciez sytuacja jest jasna. ale nie chce mi sie pisac na ten temat.
facet tez mowi do Ciebie jasnym jezykiem, a Ty dorabiasz sobie jakies ideologie.

ojaaaa, bo się zakochałam, to mam jeszcze złudne nadzieje ;)
lepiej złamcie mi serce niż nos.
Offline
Posty
459
Dołączył(a)
12 kwi 2012, 11:32
Lokalizacja
music music music

miłość to smutna sprawa

Avatar użytkownika
przez zima 09 gru 2013, 18:43
oklamywana, on wie ze nic sie nie zmieni.
a Ty przeniosłas na niego projekcję tego, czym nie jest. :idea:
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

miłość to smutna sprawa

przez oklamywana 10 gru 2013, 21:17
Sprawdziłam... okazało się że miałam rację, nadal kłamie... kłamstwem było wszystko.. nawet "cała prawda" przy ponownym zejściu się
"Miłość to skok z wy­sokiej skały w zaufa­niu, że ta dru­ga oso­ba cze­ka na do­le, żeby cię złapać"

jestem jak potłuczone lustro...
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 gru 2013, 14:57

miłość to smutna sprawa

przez jazzowa 10 gru 2013, 22:06
:( no cóż, trzeba się otrząsnąć
lepiej złamcie mi serce niż nos.
Offline
Posty
459
Dołączył(a)
12 kwi 2012, 11:32
Lokalizacja
music music music

miłość to smutna sprawa

Avatar użytkownika
przez Arhol 10 gru 2013, 22:06
jazzowa, Coś się stało,czy mówisz o oklamywanej, ?
"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"
Why was it I seeing more beauty in death rather than life?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
32765
Dołączył(a)
16 lis 2012, 22:09

miłość to smutna sprawa

przez jazzowa 10 gru 2013, 22:34
Kestrel napisał(a):jazzowa, Coś się stało,czy mówisz o oklamywanej, ?



i o sobie i o okłamywanej :why:

ja tam ciągle nie wiem co z zaistniałą sytuacją - ale nie przeżywam, nie nakręcam się, nie mam nadziei -czas wszystko rozwiąże

jako osobowość paranoiczna może dorabiam sobie dużo niepotrzebnych ideologii
lepiej złamcie mi serce niż nos.
Offline
Posty
459
Dołączył(a)
12 kwi 2012, 11:32
Lokalizacja
music music music

miłość to smutna sprawa

Avatar użytkownika
przez Arhol 10 gru 2013, 23:08
ja tam ciągle nie wiem co z zaistniałą sytuacją - ale nie przeżywam, nie nakręcam się, nie mam nadziei -czas wszystko rozwiąże

Tak chyba będzie najprościej.
"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"
Why was it I seeing more beauty in death rather than life?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
32765
Dołączył(a)
16 lis 2012, 22:09

miłość to smutna sprawa

przez comatom 10 gru 2013, 23:31
jazzowa, miłość jest zajęć....fajna-zawsze pozostaną miłe wspomnienia...
comatom
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do