Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

przez nvidialol 06 lis 2013, 03:21
Witam, pierwszy raz na forum. Joanna. Tyle tytułem wstępu.
Pogubiłam się w tym wszystkim. Sprawa naprawdę trudna. Związek trwał 17 lat. Ja miałam 17 on 18 lat. Wielka miłość. Trwała wiele lat. On nerwowy, rodzina ja DDA. Wiele wycierpiałam z jego strony ale wiedziałam zawsze, że on mnie kocha. Po kilkunastu latach jego czepialstwa, chamstwa względem mnie, brakiem szacunku, ale również namiętnych wyznań wiem, że prawdziwych, emocjonalności, miłości, nastąpił KONIEC. Dodam, że wszyscy znajomi uważali nas za parę, która nigdy się nie rozstanie, mimo niepowodzeń. Ale ja przez kilka lat czułam się jak w klatce, ale nie złotej, tylko w takiej w której się trzyma "pieski na zarobek" . Wiem, że on mnie kochał ale miał problemy z emocjami, ja też, wiele porywów, upadków i wzlotów. Zawsze jednak mieliśmy poczucie, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Naprawdę. Wiele by trzeba napisać, ale naprawdę tak było. No nie przez tych kilka ostatnich lat. Wtedy był koszmar, moja depresja i choroba nowotworowa, już nie byłam taka sama. Buntowałam się, dochodzili do tego jego nadopiekuńczy rodzice, oczywiście względem niego, nerwy, wiele stresu itp, załamania nerwowe, ale w głębi serca kochałam go, naprawdę, tylko nie umiałam już z nim żyć. W akcie desperacji poznałam kogoś, był spokojny, opiekuńczy, tolerancyjny, to czego mi było potrzeba. Nastąpił koniec. On walczył, ja nie chciałam już wrócić do tego co było. Ciężkie chwile. Po jakimś czasie on też kogoś poznał, zaczął związek. Zabolało, ale taka kolej rzeczy. Ja mam swój on swój. Spotykaliśmy się czasami, wiadomo wspólne sprawy. Nie dodałam, że jest to mój mąż, nie jesteśmy z sobą od około 1.5 roku. Więc kontakt był, formalny i nieformalny tzn. niby przyjacielskie rozmowy. On za każdym razem mówił, że ona nie jest dla niego, że poznał ją bo był zdesperowany itd, Dodam, że on na 39 lat ona 25, jakoś tak. Ja zaczęłam tęsknić, po tych jego "wyznaniach" o niej o naszej wcześniejszej relacji. Miłość się jednak nie wypalił, on też mówił, że tęskni, że jest mu źle. Ale nie powiedział, że zerwie, tylko że chce. Zrywy emocjonalne. Odpuściłam sobie, ona zawsze co jakiś czas się odzywał, z tym samym tekstem, że z nikim już nie będzie mu tak samo, ale nic za tym nie szło. Było tak wiele razy, ja się rozbudzałam z uczuciami on "salwował się ucieczką" Ostatnio zostałam zdruzgotana emocjonalnie i pogubiona. Spotkaliśmy się, wcześniej rozmawialismy przez telefon. On twierdził, że koniec to już kwestia czasu, ma już dość, nie kocha jej, jest do bani. Na spotkaniu rozważania, że może wrócimy do siebie, że nigdy nie poczujemy do nikogo tego co czuliśmy do siebie. Byłam pozytywnie nastawiona, z jakąś wiarą, że może jednak, ale bałam sie, bo on już tak się deklarował a potem jednak nie. Teraz to już miał być sprawa z nimi przegrana, ona się całowała z jakimś kolesiem na imprezie po ich kłótni, powiedział mi o tym na tym właśnie spotkaniu. Powiedział, że chce jej dać nauczkę i z nią zerwać. Potem przeczytałam list, który on napisał do niej, miłosny, bardzo miłosny. Wcześniej napisał do mnie, że jestem miłością jego życia i zawsze będę, potem tego samego dnia pojechał do knajpy w której ona była i przyłapał ją na tym całowaniu się . Potem dzwonił do mnie (nie chwilę od razu, po prostu po tym incydencie) mówił mi tylko, że teraz coraz bardziej jest pewny tej decyzji nie był za bardzo wkurzony (jak ja bym to zrobiła, to chyba by mnie "zabił", dodam, że byliśmy ze sobą 17 lat więc poznałam go) Na ostatnim spotkaniu, jak przeczytałam ten list przedstawił mi plan zostawienia jej, jak dla mnie za bardzo zawiły, jak na sytuację "nie kocham jej, mam dość" po co te ciągłe rozmowy, typu porozmawiam z nią sprawdzę jak się zachowa, co powie itp. Ja się w końcu wkurwiłam porządnie, powiedziałam, że skoro on nie umie to ja go wyręczę i zakończę ten związek z nią. Wtedy panika, że on chce to zrobić po swojemu, zgodnie z jego planem, ale to już przesądzone. Po prosu on musi, się przekonać, że my możemy wrócić do siebie naprawdę, żeby było jak wcześniej, przed tymi 5 latami "kryzysu", ale nie wie czy to możliwe a nie chce być sam, bo zwariuje, tak jak po tym jak go zostawiłam. Zapewnia mnie, że z nią koniec daje mi nadzieje i potem jedzie do niej na kolejną rozmowę, która może być już ostatnia. Ja wiem jak to brzmi, paranoja ale zauważcie 17 lat ze sobą, wielka miłość, naprawdę tak było na początku. I to, że ja wiem, że w głębi serca to była jedyna moja miłość. Co myślą osoby które to przeczytały, jeśli takie się znajdę.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
06 lis 2013, 02:17

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

Avatar użytkownika
przez 1234qwerty 06 lis 2013, 03:56
nvidialol, nie mam doświadczenia w związkach, ale myślę, że wszystko może się jeszcze ułożyć. Tylko trochę niepokojące jest to, że tak długo przeciąga zerwanie z tamtą dziewczyną.
Może się próbuje jeszcze upewnić, że na pewno z nim będzie, bo nie chce zostać na lodzie po porzuceniu jej.

Albo się po prostu boi jej to powiedzieć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2105
Dołączył(a)
22 maja 2013, 22:34

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

przez Kokojoko 06 lis 2013, 09:01
Przeczytałam wszystko i jak dla mnie sprawa wygląda następująco: byliście razem, nastoletnia para, burzliwy związek -> po 17 latach coś się wypaliło i znaleźliście sobie kogoś innego - bywa.
Ty przekonałaś się, że jednak kochasz byłego męża i z nim jest Ci najlepiej. On nadal nie wie co zrobić - jak na swój wiek, wydaje mi się bardzo niedojrzały (nie umie się zdecydować, odkłada decyzje, bawi się w jakieś gierki). Wydaje mi się, że on nie wie sam czego chce -> z jednej strony sentyment do Ciebie, z drugiej nowa, świeża znajomość z młodszą kobietą. Nadal chce być blisko Ciebie, gdyby z tamtą nie wypaliło. Robi Tobie nadzieję na odbudowanie związku a nie umie definitywnie zakończyć związku z tamtą dziewczyną. I jeszcze te gierki: "powiedział, że chce jej dać nauczkę", "on chce to zrobić po swojemu, zgodnie z jego planem" :blabla:
Musisz uważać, żeby nie stać się kimś do kogo będzie wracał po nieudanych związkach z innymi (z małolatą mi nie wyszło, a żona zawsze poczeka i przyjmie). Niech się ogarnie i zdeklaruje. Nie ma już 20 lat tylko prawie 40. Czas dojrzeć i przestać się bawić uczuciami.

(Ja tak to widzę, może się mylę... Takie wnioski nasuwają mi się po przeczytaniu tego co napisałaś)
Kokojoko
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

Avatar użytkownika
przez MalaMi1001 06 lis 2013, 09:21
Hmm, powiem Ci tak. Może nie mam doświadczenia w związkach pełnych miłości i szacunku, ale mogę Ci coś powiedzieć na temat porzuceń (w tym mam akurat niebywałe doświadczenie), więc powiem tak: jak facet kręci przy rozstaniu, nie ważne jakim, z kochanką, z żoną, podaje jakieś absurdalne powody (a dla mnie powody, które wymieniłaś typu, że chce NIBY sprawdzić czy jesteście w stanie na 100% do siebie wrócić, bo jak się chce to się chce i koniec) nie jest wart tego typu rozterek. Jak się chce to się szuka sposobu, jak się nie chce to się szuka powodu. A Twój mąż wyraźnie szuka powodu, szuka czegoś, jakiegoś punktu zaczepienia żeby móc do Ciebie wrócić bez poczucia, że coś traci.

W tym, co pisze 1234qwerty może coś być. On po prostu nie chce być sam. Trudno jest mi oceniać to czy żywi jakieś uczucia do tej dziewczyny czy nie, w każdym razie jeśli nie, wniosek z tego taki, że jest mu wszystko jedno z kim będzie - byle nie był sam. Obawiam się, że Ciebie też to może dotyczyć, wiem, że Cię to może zaboleć i mam nadzieję, że się mylę. Ale w tym wszystkim widzę chęć powrotu do tego co już się zna, co przez to stanowi trochę jakby bezpieczniejszy grunt - powrót do Ciebie. Po drugiej stronie jest coś nowego, świeżego, ale bez gwarancji sukcesu - czyli zostanie z dziewczyną. I jedno i drugie pociąga i ma swoje dobre i złe strony. Pamiętaj też, że słowa nic nie znaczą, liczą się CZYNY i nic więcej. Jak mówi, że kocha niech zrobi coś, dzięki czemu będziesz tego pewna, bo jak na razie są to tylko puste słowa. Miłe, ciepłe, ale wciąż tylko słowa. A swoim zachowaniem, rozterkami, których nie powinien mieć SZCZERZE kochający facet tej swojej miłości w żadne sposób nie okazuje.

Ale to tylko moje zdanie na podstawie własnych, bolesnych doświadczeń. Ja wiem, że 17 lat to kupa czasu. Ale zawsze masz przed sobą kolejne 17, czy nie warto przeżyć ich w spokoju? Możesz tutaj przeczytać moje wątki o nieszczęśliwej miłości, odrzuceniach, bo to boli. Ale zawsze dochodzę do tego samego wniosku - nie było warto. Pozdrawiam i życzę trafnych decyzji ;)
______________
wenlafaksyna 75 mg
zolpidem 10 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1930
Dołączył(a)
29 paź 2010, 19:44
Lokalizacja
łódzkie

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

Avatar użytkownika
przez Candy14 06 lis 2013, 14:08
On nerwowy, rodzina ja DDA. Wiele wycierpiałam z jego strony ale wiedziałam zawsze, że on mnie kocha. Po kilkunastu latach jego czepialstwa, chamstwa względem mnie, brakiem szacunku, ale również namiętnych wyznań wiem, że prawdziwych, emocjonalności, miłości, nastąpił KONIEC.

I sadzisz ze wasze rozstanie wylevczylo go z tego wszystkiego? tak pstryk i juz! Nic bardziej mylnego.. mozecie wrocic do siebie i po okresie nowosci powrotowej wszystko wroci na stare tory
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

przez Davin 06 lis 2013, 16:02
Candy14, tak właśnie będzie wiem po sobie. :P

nvidialol, proponuje zerwać kontakt i żyć dalej. Chyba że podoba Ci się życie w depresji. On robi jak mu wygodnie.
Davin
Offline

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

Avatar użytkownika
przez Candy14 06 lis 2013, 16:04
Davin, ja tez wiem..przerabialam to z bylym mezem wiele razy...kontrolowal sie dopoki grozilam rozwodem... kiedy juz przyzwyczajalam sie ze byc moze bedzie ok wracalo stare zachowanie. To nie ma sensu .
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

przez majcyk30 06 lis 2013, 20:49
Witam . Ja trochę zgodze się przedmówczynią. Po powrocie jest fajnie ale to krótkotrwały okres potem wszystko wraca do normy. U mnie tak było i potem żałowałam że wlazłam w to samo bagno. Poza tym on teraz ma dwie kobiety które o niego zabiegają a ty nie masz żadnej gwarancji i pewności na lepsze jutro. Pozdrawiam
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
02 paź 2012, 09:54

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

przez nvidialol 07 lis 2013, 11:56
Dziękuję że ktoś przeczytał mój post. To wszystko jest naprawdę bardzo dziwne. Czuję się oszukana. On mi mówi, że ona dla niego nic nie znaczy potem ja czytam ten list i tam to ona jest najważniejsza. Ja nie wiem jak można tak kłamać, bo okłamuje albo mnie albo ją. Mówi, że to nieważne co napisał, żebym o tym zapomniała poczekała, że to tylko słowa i On ma ten swój plan zostawienia jej. Mówi, że chce złożyć pozwe rozwodowy, żeby ją uśpić i potem zerwać. Ludzie to jest chore. Nprawdę jestem załamana. Ja próbuję ułożyć sobie życie (wiem, że nie jest to łatwe, tak przekreślić to co było), ale próbuję. Nie wpieprzam się w jego życie, to On mnie ciągle niepokoi. Jak się do mnie odzywa to mówi, nie myśl, że już nic do ciebie nie czuję i potem to co miał mi oznajmić. Ja tak nie robię, chociaż też do niego coś czuję. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że On robi casting na :miłość swojego życia" On chyba nie jest pewny czy ona go kocha a mnie zna i wie jak potrwafię kochać, ona go niepokoi. Wiem że jest zimna i trochhę latawica, nawet nie trochę. On jest strasznie pogubiony emocjonalnie, niszczy go tamten związek a nie potrafi go przerwać. Tak jak ona była lekiem po naszym rozstaniu tak chyba teraz ja mam być lekiem na rozstanie z nią. On nie potrafi być sam, zresztą sam to mówi. On che złożyć pozew rozwodowy, żeby ona poczuła się pewnia bo ma nadzieje, że wtedy się otworzy będzie wiedział, że go kocha a może nie kocha, ważne że się dowie. Mi zawraca głowę, żeby móc ewentualnie do mnie wrócić i dlatego gada mi te wszystkie rzeczy żeby mnie znowu rozkochać w sobie i sprawdzić moją miłość. To jest straszne, ale ja nadal coś do niego czuję i boję się, że ciężko będzie mi o tym zapomnieć. Naprawdę jestem załamana. Czuję, że On jątrzy moją ranę. Mam ochotę jej wszystko powiedzieć, niech i ona wie w czym bierze udział. Myślicie, że powinnam. Ona nawet nie wie, że On się ze mną kontaktuje, Ona ciąle się mnie boi.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
06 lis 2013, 02:17

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

Avatar użytkownika
przez Candy14 07 lis 2013, 12:10
Mówi, że to nieważne co napisał, żebym o tym zapomniała poczekała, że to tylko słowa

no dokladnie...to tylko slowa wiec dlczego masz w to wierzyc? Widac ze nie szanuje swoich slow ....Ty sie w koncu zacznij szanowac i kopnij go w zadek
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

przez nvidialol 07 lis 2013, 12:18
Ja czuję to wszystko co mi napisałyście, szczególnie co napisała MałaMi. Wiem, że gdyby naprawdę chciał nic by mu nie staneło na przeszkodzie. Wiem też że Ona mnie kochał naprawdę. Ja jego zresztą też. Nie napisałam, że w czasie naszego związku (co nie dziwi skoro trwał więcej niż połowę mojego życia) przecjodziłam chotrobę nowotworowę, były ciężkie chwile i On przy mnie był zawsze. Powiedział, że jak ja umrę to On też. Wtedy to nie były puste słowa. Wiem, że nie mógł mnie przestać kochać zupełnie, ale wiem też, że skoro się zakochał to w jego sercu było też miejsce dla kogoś innego. On jest strasznie pogubiony, zraniony bo to je odeszłam, ale najbardziej mnie martwi jego manipulacja. Nie można tak traktować ludzi.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
06 lis 2013, 02:17

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

Avatar użytkownika
przez MalaMi1001 07 lis 2013, 13:23
Oczywiście, że nie można tak traktować ludzi. Ja za takie traktowanie zbieram żniwo do dziś, a sprawcy mojego cierpienia chodzą z uśmiechami na twarzy, jakby się nic nie stało. Zastanów się czy chcesz ciągle zastanawiać się czy na 100% był szczery, czy ma czyste intencje? Nie wróży to dobrze dla Twojej psychiki, z doświadczenia wiem, że może to doprowadzić do obłędu. Później trudno jest się pozbierać.

Poza tym przestań go usprawiedliwiać, chociaż ja wiem, że to trudne, bo mózg swoje a emocje swoje. Być może jest pogubiony, zraniony, ale to nie usprawiedliwia jego zawieszenia pomiędzy słowami a czynami. Mówić może każdy cokolwiek tylko chce, a wcielać to w czyn już nie każdy potrafi, a co gorsze - nawet nie ma takiego zamiaru. To bardzo boli, wiem o tym i trudno o tym zapomnieć. Ale przestań szukać usprawiedliwienia dla jego zachowania, zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo trudne, zwłaszcza jeśli najzwyczajniej w świecie Ci zależy. Znam to z autopsji, niestety. Kiedy zależy - szukamy odpowiedzi, analizujemy, szukamy rad, które poprą nasze przypuszczenia i usprawiedliwienia, byle tylko dać nam nadzieję na to, że może się nie mylimy. Unikamy w ten sposób smaku goryczy prawdy, ale to nic nie zmienia. Bo i tak nas to wszystko kiedyś dopadnie. Widać, że zaczęłaś układać sobie życie na nowo, nie wiem czy jest sens wracać do tego co było, szczególnie, że czyny przeczą słowom, w które chcesz wierzyć. Myślę, że nie warto fundować sobie niepewności, że być może sytuacja się powtórzy, może tego wcale nie chciał itd. Zniszczysz się i wykończysz nerwowo, bo całej prawdy jaka siedzi w jego głowie nigdy nie poznasz.
______________
wenlafaksyna 75 mg
zolpidem 10 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1930
Dołączył(a)
29 paź 2010, 19:44
Lokalizacja
łódzkie

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

przez nvidialol 07 lis 2013, 13:44
Jak myślicie, powinnam powiedzieć wszystko tamtej dziewczynie, że to wszystko to manipulacja z jego strony i co on zamiarza. On mówi, że i tak z nią nie będzie ale musi "ją załatwić". To jakaś paranoja po co mnie w to wciąga. Nie ukrywam, że bardzo mnie korci.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
06 lis 2013, 02:17

Ona czy ja. 17 lat nic nie znaczy, dla niego, dla mnie?

Avatar użytkownika
przez tahela 07 lis 2013, 14:01
zastanawiasz sie czy Cie okłamuje , pewnie okłamuje was obie, jej gada o Tobie to samo co tobie o niej, dziewczyna nie jest pewna , czuje sie z tym źle to łazi na jakies randki i sie całuje z kims innym, jak on jej funduje takie gadki to co ma robic a do ciebie on przychodzi i mowi ,że to latawica a ty wierzysz a moze ona ma powody zeby sie nie angazować do końca z nim i sa to powody przez niego stworzone,
facet powinien isc na porzadną terapie i przerobic własne emocje i zachowania nad , którymi nie panuje i dopiero jak sie poukłada wewnętrznie szukac zwiazku bo teraz to miesza w głowach innym i krzywdzi,
z tego co piszesz wczesniej tez był rozwalony emocjonalnie i cie krzywdził, powinnas jednak odpuscic jak chcesz byc szczęśliwa, zmarnowałaś z nim pól zycia było fajnie czasami,ale było tez duzo cierpienia jak pisałaś a nie powinno byc, z takmi człowiekiem zawsze bedzie cierpienie dopoki sobie sam w głowie nie poprzestawia, jak on sie zmieni to wtedy bedzie z nim inaczej a on nie ma na to ochoty wiec po co masz sie meczyc, juz to przerabiałas ,
weź rozwód i pozałatwiaj sprawy urzedowe zeby nie odstraszać tym innych fajnych facetów bo sa fajni z pewnoscia tez
Ostatnio edytowano 07 lis 2013, 14:06 przez tahela, łącznie edytowano 3 razy
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10991
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 12 gości

Przeskocz do