kontrolujący rodzice, zagubienie życiowe.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

kontrolujący rodzice, zagubienie życiowe.

przez Lotta88 19 paź 2013, 17:45
Dzień dobry,
Mój problem z rodzicami sięga najwcześniejszego dzieciństwa. Od kiedy pamiętam zawsze czułam się bezradna, niezdarna, głupiutka, "za młoda", w końcu niewykwalifikowana, niedoświadczona, "sierota" (w sensie nieporadna) i dziwaczna. Takie utajone informacje dostawałam od zawsze od rodziców. Trudno mi opowiedzieć o całej sytuacji, gdyż jest ona pełna sprzeczności, moi rodzice są wykształceni i nigdy by jawnie nie przyznali się do manipulacji, chociaż czasem w sytuacjach mojego buntu była przemoc fizyczna, lub częściej fizyczne ograniczanie (np. zagradzanie drogi, wyrywanie mi mojego dziecka, szarpanie aby powstrzymać mnie przed czymś).

Sytuacja jest dla mnie również skomplikowana przez to, że zawsze byłam dzieckiem buntującym się. Nie zmieniało to jednak mojej pozycji wobec rodziców. Zauważyłam, że czasem już sama nie wiedziałam w życiu czy czegoś chcę JA czy po prostu chcę się zbuntować.
Mam 25 lat, 5-letnie dziecko (zaszłam w ciążę wczesnie, pozniewaz liczyłam na uwolnienie się od rodziców), jestem po rozwodzie (mąż był uzależnionym od swojej matki niedojrzałym chłopcem. mamy nadal świetny kontakt, ale nie dawał mi wystarczającej opieki - to ja się nim opiekowałam, ale po rozwodzie zauważyłam, że próbuje bezskutecznie mnie uniezależnic od siebie za pomocą pieniędzy).

Rodzice często mi powtarzali, ze sobie w czymś nie poradzę, każdy miał w tym swoją rolę: matka krytykowała i bagatelizowala moje problemy nazywając mnie "histeryczką" (w związkach rowniez czesto slyszalam tą obelgę), ojciec wyręczał mówiąc ze sobie nie poradzę. Często mnie chwalił, co również odbierałam jako poniżenie, bo chwalił mnie za rzeczy ktore kazdy potrafi zrobic, rzeczy ktore dla mnie nie byly zadnym sukcesem (majac 5 lat bil mi brawo za zrobienie siusiu itp).

Problemem jest rowniez to, ze nie zawsze we wszystkim tak bylo. mialam wrazenie, ze raz traktuja mni jak dorosla osobe a kiedy indziej wrecz przeciwnie. nie da sie jednoznacznie okreslic jak mnie traktuja. mam duzy problem w ocenie tego. mogę jedynie przytoczyc znaczące sytuacje:
- kiedy się zbuntowałam mocno rodzicom uslyszalam od mojej siostry "przez ciebie ojciec umrze na zawał", "przez ciebie matka ma depresje"
- będąc pelnoletnia po klotni z rodzicami chcialam sie przejsc zeby odetchnac. nie pozwolili mi wyjsc, szarpiąc za kurtkę, bo "jest za ciemno"
- kilka razy zdarzylo im się uderzyc mnie "klapsem" przy znajomych, nawet w wieku licealnym
- najwiekszym koszmarem dziecinstwa bylo szukanie mnie po osiedlu, bo sie spozniam do domu. nie bylam nigdy slowna. podtrzymywalam rodzicow w braku zaufania do mnie, nie potrafie nawet uzasadnic dlaczego to robilam.
- do tej pory przynoszą mi jedzenie mimo, ze gotuję duzo lepiej i więcej od nich. nie rozumiem dlaczego, juz tyle razy rozmawialam z nimi na ten temat, ale jak zwykle rozmowy skutkowaly poprawa tylko na krotki czas.
- rok temu wychodząc od rodzicow ojciec zapytal czy nie zrobię przed wyjsciem siusiu.. to nie byl zart. kiedy sie zdenerwowalam obrazil się.
- moja matka nigdy nie akceptowala zadnego mojego partnera. jedynie moj byly maz przypadl jej do gustu bo jak mowila "jest jakby moim synem", on ulegal nie tylko swojej matce ale mojej rowniez. odpowiadalo jej, ze nie bedzie mnie odrywac od niej.

Uzależniam się łatwo od ludzi. Mam "pecha" w życiu uczuciowym, kiedy się zakocham trochę osaczam daną osobę, daje jej odczuć, że jest mi potrzebna, że sobie nie poradzę bez niej. Jestem atrakcyjna i mam tego świadomośc, ale jest to moja jedyyna broń za pomocą której nie mam problemu z umówieniem się na randkę, czy poznaniem kogoś. Największą dla mnie trudność sprawia nakłonienie do tego, aby dana osoba chciała się ze mną związać. Tak, "nakłonienia", bo mam wrażenie, że gdyby nie moje starania to nigdy bym nikogo w życiu nie miała. Nie pamiętam zeby ktokolwiek się w życiu o mnie starał. To ja jestem inicjatorką i to ja wszystko zaczynam, również często ja kończę, bo nie wytrzymują bólu jaki mi sprawia frustracja z bycia nieustannym zdobywcą. Często w życiu zmieniałam partnerów, wiele razy byłam zakochana. Na tą chwilę moim marzeniem jest nie zakochać się więcej aby nie zaznać kolejnego rozczarowania w postaci partnera który za mało się mną interesuje i powoduje, że czuję się samotnie.

Najlepiej idzie mi wychowywanie syna. Dbam o rozwój jego samodzielności, szanuję go, uczę jak ważne jest posiadanie własnego zdania. Uczę go tolerancji i wspieram jego poczucie własnej wartości. Efekty widać czarno na białym, jest jedynym elementem w moim życiu z którego jestem dumna.

Z przyjaciółmi też nienajgorzej mi idzie. Mam ich sporo, ale każdy jest "z innej paczki", nigdy nie radziłam sobie w grupach. W bezpośrednich relacjach czuję się odważnie i lekko, za to w grupie większej niż 2 osoby poza mną mam wrażenie, że cokolwiek nie powiem zostanie to wyśmiane. Jestem bardzo wycofana i milcząca wówczas i to jest mój wielki problem. Czy może to być spowodowane tym, że mam 3 starsze siostry które często mnie wyśmiewaly jak byłam mała?

W pewnym momencie mojego zycia (tuz po rozwodzie) zylam z partnerem ktory byl alkoholikiem, cierpial na borderline i calkowicie mnie od siebie uniezaleznil. kazal (sic!) przestac sie odzywac do calej mojej rodziny. mialam wtedy miesiace milczenia z rodzicami, cala swoja uleglosc przenioslam na niego. moim sukcesem bylo oderwanie sie od tej relacji i tylko niezaleznosc finansowa mi w tym pomogla (utrzymywalam jego), oraz na pewno uswiadomienie sobie, że mam początki depresji.

Kiedy zaczelam sie znowu odzywac do rodzicow blyskawicznie relacja wrocila na "wlasciwy" tor i jest jeszcze ciezej niz wczesniej, bo zyje z poczuciem winy i daje sie im jeszcze bardziej manipulowac. juz przestalam sie buntowac, przyjmuje obiadki w sloiczkach, oraz nawet sama zapraszam do siebie w odwiedziny mimo ze kazda wizyta konczy sie kolejnym rozdrapaniem rany po obciętych skrzydłach. Czuję się często jak ktoś nic nie wart, nie zasluguję na nic dobrego. Czasem nawet specjalnie się "szmacę" zeby zrobic cos czego jestem warta, np poprzez rozwiazlosc seksualną lub uslugiwaniem wspolpracownikom w pracy.

jakis czas temu pojawila sie bardzo atrakcyjna propozycja emigracji do stanow. zrezygnowalam, bo popadlam w poploch, z poczatku myslalam o tym ze sobie nie poradzę, a koniec koncow doszlam do wniosku ze tak wlasciwie to nie chce pozbawiac moich rodzicow kontaktu z moim synem (teraz oprocz pieniedzy rowniez on jest karta przetargową).

czy jest jakakolwiek szansa na to abym poczula sie kiedys niezalezna kobietą?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 paź 2013, 16:58

kontrolujący rodzice, zagubienie życiowe.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 20 paź 2013, 16:49
Lotta88, czytajac ten post mam wrazenie ze masz kilka problemow, ktore czesciowo nie sa problemami.
Np.to ze rodzice daja Ci obiady w sloikach, ze ojciec Ci bil brawo za siusiu czy pyta przed wyjsciem o to. I co z tego, to sa dorosli starsi ludzie, ktorzy mogą mieć swoje podejscie do Ciebie takie a nie inne, i nie ma co się z tym szarpac. Czy Ty nie dbasz o syna? Ty dla syna gotujesz, Twoi rodzice robia Ci obiady w sloikach, nawet jak Cie to irytuje to zatrzymaj dla siebie, a sloiki wyrzuc. Niewiadomo jaką Ty będziesz matka, moze bedziesz prac synowi ubrania do 18 i wszedzie kontrolowac. Niestety rodzice tacy sa i tyle. Zrozum, ze Ty masz swoje zdanie, a oni swoje i to zaakceptuj. Nie musisz z tego powodu z nimi wojować. Jeździj raz na rok do rodziców, na świeta, zobaczysz ze bedzie i im lepiej i Tobie. Co do związków, to piszesz ciągle o tej niezależności i samodzielności, a jednak zwiazalaś sie z facetem wg Twojej relacji maminsynkiem. Twój związek zakończyl sie rozwodem, więc sama na pewno już zauważyłas ze atrakcyjność nie jest miernikiem udanego związku, czy pieniadze, a wlasnie podejscie. Pewne sprawy nalezy zaakceptować nie ma sensu isc pod prąd zycia. trzeba nauczyć się i dystansu i tego, że nie wszystko w zyciu musi się ukladać po Twojej mysli, ale radzisz sobie przecież. Masz syna, pracę. Natomiast co do związku to chyba teraz po tych doświadczeniacz chyba już wiesz na co trzeba patrzeć i liczyć.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

kontrolujący rodzice, zagubienie życiowe.

Avatar użytkownika
przez kotyk 20 paź 2013, 17:15
To, jak traktowali Cię rodzice w dzieciństwie na pewno ma ogromny wpływ na to, jak się zachowujesz i czujesz teraz. Oni nie chcieli zrobić Ci krzywdy, wręcz przeciwnie, na pewno chcieli jak najlepiej i byli głęboko przekonani, że to, co robią jest słuszne i wynika z troski o Ciebie. Ale teraz jesteś dorosła i nie możesz pozwalać ciągle traktować się jak małe dziecko. Oni też są przecież dorośli - być może ciągle chcieliby mieć malutką córeczkę (jesteś najmłodsza z rodzeństwa?), ale poradzą sobie, nie możesz dawać sobą manipulować.

Poczytaj, może pomoże Ci poukładać sobie w głowie kilka rzeczy: http://wreszciezyc.files.wordpress.com/ ... dzice1.pdf
Avatar użytkownika
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
17 paź 2013, 09:54
Lokalizacja
waw

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do