Dylemat z homoseksualnym związkiem na odległość.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Dylemat z homoseksualnym związkiem na odległość.

przez Tokarief 16 wrz 2013, 18:30
Witam, nie odwiedzałem tego forum od wakacji, lecz tym razem wnoszę kolejny problem, który leży mi na sercu.

Półtora roku temu przeglądałem Youtube i trafiłem na pewien interesujący link w komentarzach prowadzący do czatu. Poznałem tam grupkę ludzi, z którymi miałem podobne zainteresowania. Rozmawialiśmy przez pół roku na tym czacie w atmosferze śmiechu, nie było prawie dnia, bym nie wchodził na stronę. Jednakże któregoś dnia na Skypie, jeden z nich wyznał mi miłość. Dosłownie. I tu zrobiłem błąd, z którym się męczę już od paru miesięcy - zgodziłem się na bycie parą.

Pewnie paru z was uzna mnie za egoistę. Ale było całkiem przyjemnie, mimo, że wcześniej nie odczuwałem pociągu seksualnego do żadnej z płci. Były czułe słówka, ciągłe rozmowy, trwające nawet do nocy. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z miłością od kogoś innego niż rodzina, dlatego pomyślałem, że może to się rozwinie dalej. Sielanka trwała przez niecały rok.

Ale potem zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia, poczucie, że to nie jest to, czego szukam. Dawne motylki w brzuchu po każdym jego smsie zniknęły, Skype'owanie stało się dla mnie nużącą codziennością, niemal zmuszałem się, by zalogować się na swoje konto na Skype i pisać te kilka godzin, by moja druga połówka nie poczuła się odrzucona. Wcześniej to, co mi sprawiało przyjemność, gdy byliśmy przyjaciółmi, okazało się drogą przez mękę. Przestałem czuć do niego dawną sympatię, jego uczucia zaczęły mnie męczyć.

W końcu któregoś dnia wakacyjnego nie wytrzymałem i powiedziałem mu prawdę. Że nie czuję już tego, co kiedyś. Ale on uparcie zaprzecza, cały czas mi powtarza, jak bardzo mnie kocha. Błagał mnie ze łzami, bym dał mu następną szansę, byśmy obydwoje nie patrzyli w przyszłość. Zgodziłem się następnego dnia, sądząc, że to jedynie kaprys. Ale nie. Dawne uczucie niechęci powróciło.

Mój partner jest wrażliwym człowiekiem, bardzo impulsywnym. Głównie dlatego, że nie potrafi uzyskać akceptacji od innych osób wokół niego - od dzieciństwa miał przerąbane z jego własną matką. Ja w nim zobaczyłem porządnego człowieka i zacząłem z nim rozmawiać - było parę sprzeczek, ale miło nam się rozmawiało, gdy byliśmy przyjaciółmi.

Jednakże nie potrafię ponownie odwzajemnić tego uczucia, mimo, że on poważnie zajmuje się związkiem i daje mi tyle, ile może. Czuję się z tego powodu źle, to już jest związek z litości. Staram się to tłumić, ale myśli powracają i krzyczą "on nie jest tym jedynym!". Najgorsze jest to, że doskonale się nam rozmawia, gdy nie myślimy o miłości, wszelka niechęć znika, rozmawiamy jak przyjaciele. Ale kiedy tylko pisze mi "kocham cię", włącza mi się wewnętrzna blokada natychmiast.

To już jest czwarty raz, kiedy próbuję zakończyć ten związek. Nie potrafię. Jestem załamany do tego stopnia, że już sam nie wiem, czy go w końcu kocham czy nie. Raz mi wyznał, że po pierwszym moim zerwaniu chciał skoczyć z okna. Mój partner upodobnił mnie na swoje bóstwo, cały czas mi mówi, jak często o mnie śni, już rozmawia o wspólnym zamieszkaniu ze mną.

Nie wiem już, co robić. Staram się ukrywać zmęczenie, by on sam nie poczuł się urażony. Mam tutaj wręcz zachwianie własnej osobowości... ja już wariuję od tego. Za trzecim razem psychicznie nie wytrzymałem i rozpłakałem się, myśląc o tym, jak on sobie poradzi beze mnie.

Co powinienem zrobić? Męczyć to jeszcze? Zakończyć to? Boję się o niego.
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
28 lip 2013, 20:40

Dylemat z homoseksualnym związkiem na odległość.

przez rotten soul 16 wrz 2013, 18:37
To nie jest związek, skoro nawet nie spotkaliście się ani razu. Przynajmniej tak wywnioskowałem z tego co napisałeś. Nie wiem jak on Cię może kochać na odległość :shock: . Nie wiem jak nawet nazwać taką relację, bo przeważnie ludzie poznający się przez neta zaczynają się w końcu spotykać. Zakończ to czym prędzej mimo szantażu z jego strony, chyba, że chcesz się męczyć dla niego z jakiś dziwnych dla mnie powodów.
rotten soul
Offline

Dylemat z homoseksualnym związkiem na odległość.

Avatar użytkownika
przez libertynka 16 wrz 2013, 20:03
powinieneś to zakończyć, on jest uzależniony emocjonalnie, to nie jest zdrowa relacja, wyślij go na terapię żeby się poskładał do kupy i zakończ znajomość, całkiem. po roku przerwy może będziecie potrafili wrócić do zwykłej przyjaźni, a może nie. takie jest moje zdanie.
vel veganka
spotkam się we Wrocławiu, kto chętny proszę o pw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1896
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 10:57
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Dylemat z homoseksualnym związkiem na odległość.

przez Tokarief 17 wrz 2013, 19:38
Nie było łatwo, ale zerwałem z nim kontakt. Temat do zamknięcia.
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
28 lip 2013, 20:40

Dylemat z homoseksualnym związkiem na odległość.

Avatar użytkownika
przez Niktita 18 sty 2014, 19:58
Tokarief napisał(a):Witam, nie odwiedzałem tego forum od wakacji, lecz tym razem wnoszę kolejny problem, który leży mi na sercu.

Rozmawialiśmy przez pół roku na tym czacie w atmosferze śmiechu, nie było prawie dnia, bym nie wchodził na stronę. Jednakże któregoś dnia na Skypie, jeden z nich wyznał mi miłość. Dosłownie. I tu zrobiłem błąd, z którym się męczę już od paru miesięcy - zgodziłem się na bycie parą.

Pewnie paru z was uzna mnie za egoistę. Ale było całkiem przyjemnie, mimo, że wcześniej nie odczuwałem pociągu seksualnego do żadnej z płci. Były czułe słówka, ciągłe rozmowy, trwające nawet do nocy. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z miłością od kogoś innego niż rodzina, dlatego pomyślałem, że może to się rozwinie dalej. Sielanka trwała przez niecały rok.

Ale potem zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia, poczucie, że to nie jest to, czego szukam. Dawne motylki w brzuchu po każdym jego smsie zniknęły, Skype'owanie stało się dla mnie nużącą codziennością, niemal zmuszałem się, by zalogować się na swoje konto na Skype i pisać te kilka godzin, by moja druga połówka nie poczuła się odrzucona. Wcześniej to, co mi sprawiało przyjemność, gdy byliśmy przyjaciółmi, okazało się drogą przez mękę. Przestałem czuć do niego dawną sympatię, jego uczucia zaczęły mnie męczyć.

W końcu któregoś dnia wakacyjnego nie wytrzymałem i powiedziałem mu prawdę. Że nie czuję już tego, co kiedyś. Ale on uparcie zaprzecza, cały czas mi powtarza, jak bardzo mnie kocha. Błagał mnie ze łzami, bym dał mu następną szansę, byśmy obydwoje nie patrzyli w przyszłość. Zgodziłem się następnego dnia, sądząc, że to jedynie kaprys. Ale nie. Dawne uczucie niechęci powróciło.

Mój partner jest wrażliwym człowiekiem, bardzo impulsywnym.

Jednakże nie potrafię ponownie odwzajemnić tego uczucia, mimo, że on poważnie zajmuje się związkiem i daje mi tyle, ile może. Czuję się z tego powodu źle, to już jest związek z litości. Staram się to tłumić, ale myśli powracają i krzyczą "on nie jest tym jedynym!". Najgorsze jest to, że doskonale się nam rozmawia, gdy nie myślimy o miłości, wszelka niechęć znika, rozmawiamy jak przyjaciele. Ale kiedy tylko pisze mi "kocham cię", włącza mi się wewnętrzna blokada natychmiast.

To już jest czwarty raz, kiedy próbuję zakończyć ten związek. Nie potrafię. Jestem załamany do tego stopnia, że już sam nie wiem, czy go w końcu kocham czy nie. Raz mi wyznał, że po pierwszym moim zerwaniu chciał skoczyć z okna. Mój partner upodobnił mnie na swoje bóstwo, cały czas mi mówi, jak często o mnie śni, już rozmawia o wspólnym zamieszkaniu ze mną.

Nie wiem już, co robić. Staram się ukrywać zmęczenie, by on sam nie poczuł się urażony. Mam tutaj wręcz zachwianie własnej osobowości... ja już wariuję od tego. Za trzecim razem psychicznie nie wytrzymałem i rozpłakałem się, myśląc o tym, jak on sobie poradzi beze mnie.

Co powinienem zrobić? Męczyć to jeszcze? Zakończyć to? Boję się o niego.



Gdzie oni znajdują tych ludzi?! To kolejny projekt w stylu "Grażyna Żarko", by sprawdzić poziom tolerancji wśród społeczności tego forum? Moja rada - idź weź zimny prysznic, skończ z bronies i WSZYSTKIM, co jest z nim związane i zacznij żyć SWOIM życiem. Gdzie niby ta miłość? Przez ynternet? Przez skajpaja? To jak seks bezdotykowy. Albo to troll, albo to człowiek, który ma strasznie na... Walone we łbie. Jak przeczytałem "motylki w brzuchu", to oplułem monitor pomidorową. To jest poważne forum i tutaj ludzie borykają się z poważnymi problemami, a nie takimi pierdołami nie doru... No, niewyżytych seksualnie bronies. Idź pisać o swoich problemach na mlppolska, a nie zaśmiecaj tego forum takimi pierdołami.
"Ludzkość to zaraza ludzkości".
Avatar użytkownika
Offline
obserwowany
Posty
690
Dołączył(a)
23 wrz 2012, 22:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do