ktoś był kiedyś w takiej sytuacji?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

ktoś był kiedyś w takiej sytuacji?

przez Just 13 wrz 2013, 23:50
boję się, że mój facet mnie zostawi... bo jestem beznadziejna ;/ wie, że jestem chora itd. (chociaż odnoszę wrażenie, że nie chce tego zaakceptować). Pomaga mi, widzę że bardzo chce abym wyszła z problemów i tego stanu zatrzaśnięcia. On jest taki silny, odważny i nigdy się nie poddaje. A ja zupełnie na odwrót i on to widzi. Co raz częściej odnoszę wrażenie (z rozmów, jego sposobu patrzenia na życie), że nie do końca akceptuje fakt, że ja jestem zdemotywowana. Nie potrafię rozwiązywać swoich problemów. Nawet nie podejmuje żadnych działań, aby się ich pozbyć. Zapytałam się go dziś: czy jak nie uda mi się, to czy mnie zostawi? Na co on odpowiedział: jeżeli nic z tym nie zrobisz - tak. :hide: :cry: :cry: :cry:
nie chcę go stracić :cry:
chciałabym dla nie zrobić wszystko...., ale w moim przypadku chcieć nie znaczy móc.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
20 lut 2010, 00:49

ktoś był kiedyś w takiej sytuacji?

Avatar użytkownika
przez deader 14 wrz 2013, 00:05
Z punktu widzenia przeciwnej płci, ale owszem, miałem taką akcję. Pannie nie spodobał się mój pomysł na życie i decyzja żeby nie iść na studia tylko do pracy (na studia się po prostu nie nadawałem). Po miesiącu - bum, the end.

Długo miałem jej to za złe, nadal w pewnym sensie mam, ale zaczynam też odnajdywać pozytywy - była dużo ambitniejsza ode mnie, myślę że gdyby "przeżyła" ten mój brak studiowania to pewnie i tak za miesiąc, dwa, rok wyszłaby inna podobna niezgodność i i tak by się to skończyło. Wiem że laska obecnie mieszka w Portugalii, a ja na przykład nigdy bym się nie zgodził opuścić kraj.

Też chciałem móc dla niej "wszystko", ale patrząc dziś wstecz wiem że nie dałbym rady dać "tyle wszystkiego" żeby ją zadowolić. Ja bym się przy niej męczył, ona by się męczyła.

No ale to przemyślenia po prawie dekadzie. W miejscu gdzie ty jesteś teraz robiłem, myślałem, starałem się tak samo, więc... rozumiem tą próbę, do granic desperacji, uratowania czegoś na czym tak ci zależy. Sorry za brak jakiejś optymistycznej ugłaszczki, ale... cóż, pytałaś czy ktoś był w takiej sytuacji w sumie ;)

O, może to będzie jakimś żartobliwym pocieszeniem: tobie przynajmniej na pytanie "czy mnie zostawisz, jeśli [wstaw powód]", to przynajmniej usłyszałaś szczerą odpowiedź. Ja usłyszałem ściemę ;) Wiesz na czym stoisz, można powiedzieć...
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

ktoś był kiedyś w takiej sytuacji?

Avatar użytkownika
przez Candy14 14 wrz 2013, 00:33
Just, pmietam, ze pisalas ze sie leczysz a raczej lykasz prochy. One co prawfa nie wylecza Cie z bezradnosci ale zawsze cos. Na psychoterapie chodzisz?
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

ktoś był kiedyś w takiej sytuacji?

przez Makaronowa 07 paź 2013, 23:36
Nie mam może aż tak dramatycznej sytuacji, ale w swoim związku ja też jestem "narzekaczem". On zawsze silny, odważny, pozytywny, a jak coś mnie załamie to muszę sobie ponarzekać, pomarudzić, a jego pocieszanie i szukanie samych pozytywów doprowadza mnie do szału.
Nie wiem, chyba wypracowaliśmy kompromis.
Ja sobie narzekam, a jak on ma gorsze momenty to staram się być pozytywna, bo wiem, że to jemu pomoże. Jeżeli oczekuję pewnych zachowań od niego w trudnych chwilach, ja również muszę się zachowywać tak, jak on potrzebuje, gdy coś go załamie.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
01 paź 2013, 18:01

ktoś był kiedyś w takiej sytuacji?

Avatar użytkownika
przez Sorrow 08 paź 2013, 04:02
Makaronowa napisał(a):Nie mam może aż tak dramatycznej sytuacji, ale w swoim związku ja też jestem "narzekaczem". On zawsze silny, odważny, pozytywny, a jak coś mnie załamie to muszę sobie ponarzekać, pomarudzić, a jego pocieszanie i szukanie samych pozytywów doprowadza mnie do szału.
Nie wiem, chyba wypracowaliśmy kompromis.
Ja sobie narzekam, a jak on ma gorsze momenty to staram się być pozytywna, bo wiem, że to jemu pomoże. Jeżeli oczekuję pewnych zachowań od niego w trudnych chwilach, ja również muszę się zachowywać tak, jak on potrzebuje, gdy coś go załamie.

Interesujące.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

ktoś był kiedyś w takiej sytuacji?

Avatar użytkownika
przez striker85 08 paź 2013, 09:17
Justyna czym się demotywujesz?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 paź 2013, 07:47
Lokalizacja
Warszawa

ktoś był kiedyś w takiej sytuacji?

Avatar użytkownika
przez kamysto 10 paź 2013, 22:16
Miałem sytuacje podobną. Byłem w słabym stanie psychicznym, a ona miała swoje wielkie plany na życie etc. Inny świat. W końcu zerwaliśmy. Byłem załamany przez pół roku. Teraz myślę, że dobrze, że tak się stało. Gdybym z nią został to do końca byłbym "tym gorszym". Oczywiście każda sytuacja jest inna, więc nie sugeruj się moim doświadczeniem.
Jakiś czas temu zdiagnozowano mi schizofrenie, ale czuje się dobrze. A to mój blog
Avatar użytkownika
Offline
Posty
92
Dołączył(a)
07 sie 2013, 00:51

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do