Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Avatar użytkownika
przez OrientalGirl 25 sie 2013, 00:36
Witam, jestem Izabela. Matka mojego chłopaka, który jest jednocześnie moim najlepszym przyjacielem i najbliższą mi osobą przestała mnie akceptować. Przez ponad 1,5 roku była dla mnie osobą bardzo życzliwą i dobrze się dogadywałyśmy. W lipcu przez jedną głupią sytuację skreśliła mnie. Jest osobą, która lubi być władcza i mieć synka na każde zawołanie. Nie pracuje, jego ojciec zarabia na rodzinę. Jego mama najchętniej podyktowałaby mu wszystkie ruchy. Okazała się okropną manipulantką i wykorzystała chwilę mojej słabości jako pretekst, by usunąć mnie. Nie raz podsłuchałam jak na Skypie wygadywała o mnie okropne rzeczy, obrażała mnie, argumentowała to wszystko wyciągniętymi z kontekstu przykładami, bardzo wszystko kontrastując. Ona nie daje mu żyć z mojego powodu. Bardzo się kochamy, niestety jego odcięcie się od niej jest póki co niemożliwe... Jestem osobą wrażliwą, a to, co o sobie słyszę po prostu zwala mnie z nóg... w ten niepozytywny sposób oczywiście... Myślę o tym 24/7... Nie potrafiłabym z niego zrezygnować, on jest wspaniałym człowiekiem i mimo wszystko kocha mnie i nie chce byśmy się rozeszli. Z resztą to nie byłoby rozwiązanie... Cały czas żyję w strachu i lęku... Tak bardzo tęsknię za czasami, kiedy mogliśmy być razem i nikomu to nie przeszkadzało... Cały czas obwiniam siebie za ten cholerny upust emocji, który później ona wykorzystała przeciwko mnie... Cały czas czuję to cholerne napięcie, trzęsę się, mam dreszcze, bóle brzucha... Z natury mimo wszystko trudno mi się nad sobą użalać, ciężko mi to wszystko opisać tak rzeczywiście.... Byłam u psychiatry, to dało mi siłę, rozjaśniło pewne kwestie, uspokoiło, ale.... na jakiś czas...
Ostatnio edytowano 25 sie 2013, 00:43 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z działu Witam i zmodyfikowano tytuł wątku
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
24 sie 2013, 22:47

Witam, witam...

Avatar użytkownika
przez Powietrzny Kowal 25 sie 2013, 00:46
Nie masz na szczęście zaburzeń na tym tle, poza obniżonym nastrojem.
Mój psychiatra w tej samej sekundzie by Ci powiedział - "z miłości jeszcze nikt nie umarł"...
Nie muszę się z nim zgadzać w tej materii - ale nie muszę szczególnie być prorokiem, żeby stwierdzić, że za 10 lat ten incydent który opisujesz nie będzie miał dla Ciebie znaczenia.
Tylko loty dla lotuffff! xD ;) xD :* :DDDD - https://www.youtube.com/watch?v=NUgcygzQAwM
Posty
2119
Dołączył(a)
18 sie 2013, 23:07

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Avatar użytkownika
przez *Monika* 25 sie 2013, 00:54
OrientalGirl, witaj na forum :D

W sumie najważniejsze, żebyście się obydwoje odseparowali od jego matki.
On jest dorosły więc niech zadecyduje.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

przez anna.anakaia 25 sie 2013, 01:36
OrientalGirl, wątpię aby odizolowanie od rodzicielki chłopaka pomogło. Podejrzewam, że dodatkowo wzmogłoby jej niechęć.
Nie znamy sytuacji dokładnie, bo nie napisałaś co zapoczątkowało pogorszenie relacji między Tobą a jego mamą.
anna.anakaia
Offline

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 25 sie 2013, 10:46
OrientalGirl, rozumiem jak bolesne mogą dla Ciebie być kłamliwe insynuacje matki Twojego chłopaka na Twój temat, ale skoro ona wybrała tę drogę, dlaczego chcesz się w jakikolwiek sposób do tego dostosowywać (bo jak rozumiem chciałabyś naprawić sytuację, którą ona wywołała)?
Dlaczego po prostu nie wolisz być sobą (taką, jaką pokochał Cię Twój chłopak), bez względu na oszczerstwa zazdrosnej matki? Twój chłopak wybiera Ciebie, a nie opinie matki, więc dlaczego dla Ciebie miałoby być ważniejsze jej zdanie, niż jego zdanie?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Avatar użytkownika
przez bittersweet 25 sie 2013, 11:00
Nie raz podsłuchałam jak na Skypie wygadywała o mnie okropne rzeczy, obrażała mnie, argumentowała to wszystko wyciągniętymi z kontekstu przykładami, bardzo wszystko kontrastując. Ona nie daje mu żyć z mojego powodu. Bardzo się kochamy, niestety jego odcięcie się od niej jest póki co niemożliwe... Jestem osobą wrażliwą, a to, co o sobie słyszę po prostu zwala mnie z nóg... w ten niepozytywny sposób oczywiście...
Brakuje mi tu stanowczej reakcji Twojego chłopaka. Powinien zwrócic matce uwagę, ze oczernianie jego dziewczyny jest nie na miejscu i że on sobie tego nie życzy. I nie musi to wcale oznaczac jakiegos odcinania się, on nie powinien pozwolic na to, zeby jego rodzina czy tez ktokolwiek inny Cię obrażał :?
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

przez aliis_811 07 sty 2014, 18:27
Przede wszystkim nie możesz dać się zaszczuć, musisz pokazać że również masz swoją godność. Niedowartościowana jędza (przepraszam za ostre słowa, ale to sama prawda) nie ma prawa zatruć ci życia. Chociaż w dowcipach o teściowej więcej problemów ma zwykle facet, to w prawdziwym życiu zwykle to my kobitki obrywamy od 'mamusi' która nie potrafi się pogodzić z tym, ze w życiu kochanego synka jest inna kobieta. Uwierz mi wiem co mówię. ;) Mama mojego chłopaka ma trzech synów i do każdej synowej ma jakieś ale, doprowadziła do tego że jeden z nich się rozwiódł, a żona tego który po ślubie został w domu razem z małżonką wylała na 'mamę' niejedną łzę.
Ale trzeba się nie dać i pokazać ze też mamy swoj honor . Bo owszem szacunek do starszych meić trzeba, ale ona do kobiety życia swojego syna też powinna go troche owkazać.
Ode mnie jeszcze tylko tyle żebyś się nie poddawała, jeśli on cię mocno kocha a mniemam że tak jest to nawet mamuśka was nie rozdzieli.
Buziaki! :D
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
07 sty 2014, 18:21

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Avatar użytkownika
przez Candy14 07 sty 2014, 21:06
aliis_811, minelo pol roku od ostatniego posta ktrego autorka nie skomentoala wiec pewnie juz tu nie zaglada
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Avatar użytkownika
przez mothyl 08 sty 2014, 13:57
Cześć,
Jako, że mam podobny problem, chciałabym podzielić się z osobami zainteresowanymi swoją historią.

Jestem Małgośka, mam 27 lat. z moim chłopakiem mieszkam już przeszło 2 lata. Mieszkamy z dala od naszych miejscowości rodzinnych, więc każde z nas swoją rodzinę odwiedza raz na jakiś czas... nasze rodziny na wzajem - jeszcze rzadziej. Od początku naszej znajomości matka mojego chłopaka była bardzo ciepła, otwarta i miła. Widywałyśmy się kilka razy w roku, ona czasami nawet dzwoniła do mnie żeby "poplotkować", lub po prostu spytać, co słychać.
Wszystko zaczęło się zmieniać wraz z moją depresją...w maju tego roku wyczerpana psychicznie pracą w korporacji (co de facto było dla mnie nowym doświadczeniem) spontanicznie zrezygnowałam z pracy. Postanowiłam dać sobie trochę czasu, zebrać siły i zacząć wszystko od nowa.
Cóż, nie do końca wyszło tak, jak planowałam. Przedłużający się okres bezrobocia (bez prawa do zasiłku) oraz totalny brak pomysłu na siebie sprawiły, że depresja pochłaniała mnie coraz bardziej i bardziej. Zapewne wiecie jak to jest - przestały mnie cieszyć rzeczy, które wcześniej sprawiały mi przyjemność, z kontaktami z innymi ludźmi włącznie. Nie miałam ochoty odwiedzać "teściów", nie miałam siły udawać przed nimi, że wszystko jest ok. Wiele też utrudniał fakt, że jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że w ogóle mogę mieć do czynienia z depresją.
Któregoś razu jednak postanowiłam ich odwiedzić, wraz z moim chłopakiem, który bardzo mnie wspiera... Nie wyszło to spotkanie najlepiej, bo jakaś myśl wywołała u mnie histeryczny atak płaczu. Wyszłam do kuchni, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, ale tam "nakryła mnie" mama mojego chłopaka.
Zaczęła mnie pocieszać, przytulać. Opowiedziałam jej o swoich największych obawach, o tym, jak martwi mnie to, że jestem na utrzymaniu ich syna i że wcale nie czuję się dobrze w tej sytuacji. Mam wyrzuty sumienia, a nie czuję się na siłach aby szukać nowej pracy. Pani M. wykazała wiele zrozumienia, kazała mi się nie przejmować, "wykorzystać ten czas jakby to był urlop - do naładowania baterii".
Suma sumarum jednak, po powrocie do domu mój stan coraz bardziej pogarszał się. Z czasem zasięgnęłam porady psychiatry. Dostałam antydepresanty i skierowanie na psychoterapię ( na którą strasznie długo muszę czekać). Od tamtego incydentu praktycznie nie widziałam się z "teściową", ale wciąż narastała we mnie paranoja, że coś jest nie tak. W końcu wyciągnęłam z mojego chłopaka informacje... Powiedział mi o tym, jak strasznie jego mama zmieniła do mnie nastawienie. Teraz twierdzi, że "nie jestem dla niego dobrą partią" (chore!), nie mam ambicji, aspiracji i w ogóle jestem super zadowolona siedząc na tyłku z domu i ciągnąc z niego ciężko zarobione pieniądze.
Ale wiecie co w tym wszystkim jest najtrudniejsze do zrozumienia dla mnie? To, że w kontaktach ze mną nadal zgrywa słodką i przyjazną!! Nie mogę pojąć takiej dwulicowości i czuję się strasznie zbita z tropu. Kiedy zadzwoniłam do niej z życzeniami noworocznymi, zaprosiła mnie na kawkę, w najbliższym terminie, kiedy będę odwiedzać rodzinne miasto (co przypada na okolice 20 stycznia). Zgodziłam się. W końcu kilka razy wcześniej unikałam jej zaproszeń, zawsze mówiłam, że "mam mnóstwo spraw do załatwienia i zobaczę jak uda mi się czasowo wszystko zmieścić"... i jakoś tak zawsze brakowało mi czasu (choć tak na prawdę nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie oglądał).
Teraz cholernie boję się tego spotkania. Nie wiem jak się zachować wiedząc, że ona jest taka fałszywa wobec mnie. Ba, nie wiem jak ona się zachowa - czy będzie miła, czy zacznie otwarcie mnie atakować? Ja nigdy nie potrafiłam się bronić. Wręcz poniekąd rozumiem jej punkt widzenia, bo w jej okrojonej do minimum perspektywie tego, co dzieje się w moim życiu faktycznie niektóre sprawy mogą tak wyglądać, jak ona je widzi... Boję się, że ona mnie zdominuje, albo spotkanie skończy się wielką kłótnią. Tak czy siak, nie będzie dla mnie przyjemne. Nie chcę być źródłem problemów w relacji mojego chłopaka z jego matką. Choć on i tak twierdzi, że to matki zachowanie jest źródłem problemu, iże ona zawsze miała osobowość dość... psychopatyczną.
Wiele mogłabym jeszcze napisać o niej, o sobie... jeśli macie jakieś pytania, walcie śmiało.

Nie proszę o słowa otuchy, nie mówcie mi, że mam się nie przejmować, bo ja dobrze wiem, że nie powinnam. Jeszcze kilka dni temu nie mogłam spać z powodu myśli o tym, jak bardzo niesprawiedliwie czuję się postrzegana. Teraz mam trochę większy dystans do tej sprawy, ale nadal nie wiem co robić. Tworzę w głowie scenariusze na temat naszego przyszłego spotkania. Jak mam się zachowywać?
"We all make choices. But in the end, our choices make us."
―Andrew Ryan (Bioshock)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
08 sty 2014, 13:20

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Avatar użytkownika
przez monk.2000 08 sty 2014, 17:25
mothyl, cześć. Może mama twojego chłopaka to taka "gadająca głowa", lubi oceniać wszystko wkoło, wydawać sądy. Wie wszystko najlepiej, a znajomość kilku ludowych przysłów traktuje jako mądrość. Osobiście mam alergię na takich ludzi, czasem lepszy menel z ulicy, bo on przynajmniej nie pozjadał wszystkich rozumów.

Rada jest taka, co zrobisz będzie dobrze. :)
W końcu nie można uciec od odpowiedzialności.

Dodam, że chłodna analiza nie zawsze jest skuteczna. Siedzę na forum od dwóch lat i raczej intelektualnie próbuję zrozumieć przypadki ludzi, niestety odpowiedzi na pytanie: czemu ludzie mają dar niszczenia czyjegoś życia nie poznałem. Prędzej wygram w szachy z komputerem.
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Matka mojego chłopaka mnie nie akceptuje

Avatar użytkownika
przez mothyl 08 sty 2014, 18:42
Witaj monk.2000, dzięki za odpowiedź. W zasadzie, ponoć najprostsze rozwiązania są najlepsze, i jak teraz o trym pomyślę to sądzę, że kiedy dojdzie do spotkania, to niezależnie od tego jak nieprzewidywalnie zachowa się ona, ja chcę pozostać naturalna.
Ja po prostu nie wiem nawet, czy w zaistniałej sytuacji (kiedy unikałam kontaktu) należą się mojej "teściowej" jakieś wyjaśnienia?
Nie chcę jej wtajemniczać w sferę mojego zdrowia, jest to dla mnie zbyt intymne. Z drugiej strony myślę, że gdyby poznała fakty, mogłaby coś zrozumieć.
Nie mogę znieść tego, jak ona mnie postrzega, ale też nie chcę wpuszczać jej do tego zakątka mojego życia.
Niestety trafiłam na osobę, która swoje opinie opiera na przesłankach, a czego nie wie, to sama sobie dopowie. Dodatkowo sama tkwi już wiele lat w małżeństwie, w którym jest nieszczęśliwa, i nawet jej własny syn twierdzi że kobieta przenosi wizję własnych problemów na nas - kiedy nie układa jej się z mężem, dzwoni do syna i narzeka na męża. Kiedy natomiast między nimi jest spokój, dzwoni do syna i narzeka na mnie. To jest chyba kobieta nawykła już do takich sensacji w swoim życiu, że nie potrafi się bez nich obejść. Zawsze musi sobie na kogoś ponarzekać. Jak postępować z taką osobą, żeby nie pogorszyć sytuacji, i czy to w ogóle normalne, że mnie bardziej zależy na niepogorszeniu sytuacji, niż na własnym komforcie?
Nie potrafię sama zlokalizować błędu w swoim rozumowaniu.

-- 27 sty 2014, 13:10 --

Heh, no i w końcu do spotkania po raz kolejny nie doszło...
Tak czy siak, ja jestem już o wiele spokojniejsza i dopiero teraz widzę z nieco innej perspektywy jaką straszną paranoję sobie wkręciłam z tą teściową.
Porozmawiałam z moją mamą o tym i zwróciła mi uwagę na bardzo ważną rzecz - że skoro teściowa ciągle w bezpośrednim kontakcie jest dla mnie miła, to może świadczyć o tym, że się stara i że szacunek do mnie ma, bo gdyby nie miała to prawdopodobnie z jej osobowością, nie krępowałaby się mi wygarnąć, co o mnie myśli. Cóż, na razie odsuwam od siebie ten temat i jestem znacznie spokojniejsza. Nie ma co przeżywać.
"We all make choices. But in the end, our choices make us."
―Andrew Ryan (Bioshock)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
08 sty 2014, 13:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do