Jak pogodzić się z samotnością?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Jak pogodzić się z samotnością?

Avatar użytkownika
przez zmęczona_wszystkim 14 paź 2013, 21:28
MankaPat napisał(a):Tak jak już ktoś mówił, wszystko ma plusy i minusy, zależy które z nich dla Ciebie mają większą wagę..


W niektórych momentach samotność tak dokucza niektórym, ze pewnie jeden plus byłby w stanie obalić większość minusów.
Posty
1210
Dołączył(a)
01 sie 2013, 16:53

Jak pogodzić się z samotnością?

przez korpus84 15 paź 2013, 12:32
Ja też mam pewne zaburzenia psychiczne lękowe. No i niestety choroba tak jak myślę podszywa sie pod moją osobowość, pewność siebie. Ostatnio dziewczyna mi powiedziała, że "jesteś niezdecydowany, nie wiesz czego od życia chcesz, że to jest takie niemęskie". nie spotykamy się już. Czy osoby z zaburzeniami psychicznymi nie mają prawa do szczęścia? ja w dalszym ciągu jestem otwarty na nowe znajomości nawet na tym forum. Czy lepiej na jakiś czas pozostać samotnym?
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
15 paź 2013, 11:00
Lokalizacja
W-wa

Jak pogodzić się z samotnością?

Avatar użytkownika
przez Abstrakcyjna91 15 paź 2013, 14:19
Nie szukaj winy w sobie, ale w niej.
Nadzieję miej, że spotkasz taką, która nie będzie zarzucać Ci powyższego.
Tłumacz sobie to tak, że ona nie była warta Twojej uwagi nawet,
a gdyby kochała Cię, akceptowałaby to, starając Ci się nawet pomóc.
Kiedy się kocha, wiele wad partnera traktujemy jak zalety.

Z osobą chorą wcale nie jest łatwo żyć, a jeszcze trudniej jest ją pokochać.
I żyję sobie na oddziale, wędrując od ściany do ściany, od okna do okna, mijając chore dusze, które chodzą po innej, wyznaczonej prostej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
13 paź 2013, 11:26
Lokalizacja
Śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak pogodzić się z samotnością?

przez korpus84 15 paź 2013, 17:46
Dziękuję Abstrakcyjna 91 za dobre słowo :smile:
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
15 paź 2013, 11:00
Lokalizacja
W-wa

Jak pogodzić się z samotnością?

przez torres 06 lis 2013, 02:16
Niestety prawdą jest, że to będzie zawsze wracać :( Już myślałem w pewnym momencie, ze udało się pogodzić, że jest dobrze. Chwilę to trwało i jest jeszcze gorzej niz było, tragedia :/
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Jak pogodzić się z samotnością?

przez aardvark3 06 lis 2013, 23:47
Samotnosc to stan ducha.
Tez ostatnimi czasy odczuwam wyobcowanie coraz czesciej. Kiedys mialam wiecej nadziei - no, moze mniej doswiadczenia zyciowego, samoswiadomosci i swiadomosci sytuacji w jakiej sie znajduje. Teraz mam pelna swiadomosc na czym stoje i - mimo iz akceptuje swoja sytuacje (akceptuje = nie walcze, zreszta nie mialoby to sensu) - czasami czuje to wrecz bolesnie.
Radze sobie bardzo dobrze ze wszystkim. Technicznie. Wiem, ze jestem sama i wiem, ze pewne rzeczy musza byc zrobione - takie jest zycie. Pewne odpowiedzialnosci wypelnione.
Wyszlam ponad 2 lata temu z toksycznego, wyniszczajacego, przemocowego zwiazku.
Od tamtej pory jestem sama, unikam ludzi. Tzn jak jest okazja do kontaktu to potrafie sie komunikowac ale towarzysko sie nie udzielam.
Chcialabym jakos wejsc z powrotem w jakies zycie towarzyskie, gdzies bywac - ale jakos nie mam do tego energii i przekonania. Nie sadze, bym sie bala. Kiedys prowadzilam bardzo ozywione zycie towarzyskie, znalam mnostwo ludzi - ale to bylo bardzo powierzchowne.
Zdalam sobie sprawe, ze mam spory problem z zaufaniem, otwarciem sie. I to odkad pamietam. Wiem, ze zrodlo jest w moim dziecinstwie i domu rodzinnym.
Ale to nie powinno juz wplywac na moje zycie.
Brakuje mi zyczliwej duszy, kogos z kim moglabym pogadac o wszystkim - niekoniecznie partnera zyciowego. Kogos, kto pomoglby mi nauczyc sie ufac. Czasami to, co wiem, co przezylam - uwiera mnie, uciska...
Mialam przed laty takiego bliskiego czlowieka - i dzieki niemu wiele dostrzeglam.To byl ktos, kto sluchal tego, co mowie. Kto mnie obserwowal, poznawal i nie dawal sie zwiesc pozorom. I zamiast leku czulam sie coraz bezpieczniej. Ale nasza wspolna podroz byla zbyt krotka... Potem powrot do dobrze znanej rzeczywistosci i ludzi ktorzy widzieli we mnie to, co chcieli widziec. A ja nie znalam innej rzeczywistosci.
Kiedy chcialabym pogadac o swojej watrobie to w myslach slysze: nie zawracaj glowy swoimi sprawami, ludzie maja inne problemy, nikogo to nie obchodzi, jak sobie nie umiesz radzic to sie do tego nie przyznawaj albo naucz sie radzic sobie bez pomocy. Prosba o pomoc to zabieranie innym czasu. Wykorzystywanie.
Bylo juz ze mna lepiej to przytrafil mi sie ow zwiazek - wzmocnil traumy z dziecinstwa.
Dzisiaj akurat mam troche gorszy dzien, psychicznie. Fizycznie mialam sporo roboty wiec jakos zlecialo.
Z natury jestem optymistycznie nastawiona do zycia ale cos mi sie wydaje, ze ten optymizm to "jazda na oparach". Nie mam skad czerpac energii emocjonalnej. Od dobrych kilku lat nikogo nie przytulalam. Dotyku tez mi brakuje, takiego zwyklego, ludzkiego, bez podtekstow. Ze o reszcie nie wspomne. I o "dobrym slowie", jakims cieplym gescie, prezentu nie dostalam tez kilka dobrych lat. Za to sama robie sobie super prezenty - to, co naprawde chce. Oszczedzam jakis czas i potem sobie kupuje. Nigdy nie liczylam na to (nie marzylam nawet) ze ktos kupi mi to o czym marze - zreszta malo kogo to obchodzilo. Malo kto mnie znal na tyle by wiedziec, czego chce. O czym marze. A jesli wiedzial to bylo czesto skwitowane: a ty masz takie glupie marzenia, zachciewa ci sie tego czy tamtego. Przestalam wiec o tym mowic i tak sie oduczylam mowic o sobie, o tym co naprawde czuje i mysle.
Chcialabym sie pozbierac do kupy ale mi sie nie chce.
Mam mnostwo hobby wiec sie nimi zajmuje.
Opiekuje sie osoba niepelnosprawna. Nie mam zadnej pomocy - chyba ze ze strony instytucji a to juz sa koszty. Tak wiec z czasem wolnym u mnie krucho.
Mam kilku bliskich przyjaciol ale sa daleko, widujemy sie rzadko. Jak do nich dzwonie to jest tyle tematow ze zale gdzies sie rozplywaja albo nie mam checi o tym mowic...
Od kilkunastu lat nie nawiazalam bliskich przyjazni. Nie jest to latwe. Owszem, mam znajomych ale jakis dystans jest.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do