Początki w związkach

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez cyklopka 08 lis 2015, 00:39
Dlatego mówię o twoim życiu, a nie o jej, bo za nią życia nie przeżyjesz, a na forum możemy pogadać tylko z tobą.

Kiedyś, bardzo dawno, chyba 8 lat temu wparowałam na forum (jeszcze na innym koncie), mówiąc, że chyba mam nerwicę i chcę pomóc chłopakowi, który ma nerwicę, oczywiście nic z tego nie wyszło, a dopiero po latach się okazało, że moje problemy leżą zupełnie gdzie indziej.
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Offline
I Miss Forum
Posty
7973
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Początki w związkach

przez zal, bol,bezradnosc 08 lis 2015, 00:53
nie jestem osoba ktora godzi sie ze stanem rzeczy tak poprostu bez walki niepotrafie przejsc obojetnie obok niej wiedzac co ona czuje w sercu i jak cierpi znam ja i wiem ze w sercu placze a na zewnatrz pokazuje silna , mam straszny zal do zycia ze jest takie kur..ie
Posty
8
Dołączył(a)
07 lis 2015, 22:58

Początki w związkach

przez bonsai 09 lis 2015, 11:37
Evia, kiedyś chyba odpisałaś mi na pytanie o okazywanie czułości, uczuć, emocji wobec chłopaka - rzekłaś, że nie robisz tego i że Twojego faceta to złości. Teraz twierdzisz, że emocjonalność/romantyczne elementy w związku są potrzebne tylko niektórym "rozhisteryzowanym lub nielogicznym" osobom. Generalnie gardzisz tą, jakże istotną, częścią każdej, zdrowej relacji. Z drugiej strony pisałaś, że Twój facet Cię wkurza, że strzela "fochy", że nie wiesz, czy w ogóle jeszcze jesteście razem itp. Abstrahując od innych Waszych problemów, o których nie wspominałaś, czy nie przyszło Ci do głowy, że może on nie jest po prostu szczęśliwy, bo ma obok siebie taki "emocjonalny beton" (to tylko taki zwrot, bez urazy proszę ;)).

Łączenie się w pary na drodze stricte "rozumowej" jest, moim zdaniem, nieporozumieniem i w najlepszym przypadku prowadzi do rozstania (w gorszym do zdrad, braku zaufania, niepewności). Nie da się całkowicie wyplenić ludzkiej potrzeby dawania i otrzymywania bliskości, ciepła, miłości, pożądania. Co więcej, po co w ogóle z tym walczyć, skoro jest to jeden z najpiękniejszych elementów związku. :time:
bonsai
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez Evia 09 lis 2015, 12:58
bonsai,

Nie uważam, że okazywanie uczuć jest potrzebne tylko histerykom i osobom alogicznym. Twierdziłam, że kierowanie się rozumem w relacjach damsko męskich nie zawsze jest dobrym pomysłem, w szczególności u takich osób, gdyż duże emocje i opaczna logika może zaburzyć skuteczność wyboru, co może okazać się jeszcze gorszą klęską. Poza tym uważam, że należałoby być bardzo dobrym strategiem aby w efektywny sposób wszystko zaplanować, a nie oszukując się to takich osób jest raczej mało. Nawet osoba sprawiająca wrażenie kogoś twardo stąpającego po ziemi, nie zawsze może wszystko dobrze przewidzieć, dlatego też człowiek jest jeszcze uzbrojony w takie elementy jak instynkt czy też podświadomość, które nieraz mogą w praniu wyjść znacznie lepiej.
Faktycznie jednak uważam, że czasem przesadny emocjonalizm jest zbędny. NIe gardzę jednak czułością. Jeśli ktoś chce to niech sobie ją stosuję. NIe ingeruję w życie innych, sama jednak wolę obchodzić się bez tego... Nie wiem czy doczytałeś w tamtym wątku o uczuciach, ale napisałam tam, że z czasem nauczyłam się okazywać niektóre czułości w stosunku do mojego faceta, jednak na pewno nie jest to wystarczająca ilość, której by chciał.

bonsai napisał(a): Abstrahując od innych Waszych problemów, o których nie wspominałaś, czy nie przyszło Ci do głowy, że może on nie jest po prostu szczęśliwy, bo ma obok siebie taki "emocjonalny beton" (to tylko taki zwrot, bez urazy proszę ;)).


Ale ja bardzo dobrze sobie zdaję sprawę, że mój sposób bycia nie czyni go specjalnie szczęśliwym. Mało tego to nie chcę spełnić jego marzenia i dać mu dziecka, a zegar biologiczny nieustannie tyka...
I właśnie tego nie rozumiem. Dlaczego w takim razie on nadal chce ze mną być? To jest dla mnie pozbawione sensu, jak nie tylko to. Wielokrotnie próbuję dociec sensu niektórych jego zachowań czy uzasadnień na temat niektórych jego twierdzeń, ale on wtedy się tylko wścieka :? :D Co oczywiście pozostawia mnie z uczuciem znaku zapytania.

bonsai napisał(a):Łączenie się w pary na drodze stricte "rozumowej" jest, moim zdaniem, nieporozumieniem i w najlepszym przypadku prowadzi do rozstania (w gorszym do zdrad, braku zaufania, niepewności).


Uważam, że najlepszy związek to zwyczajna przyjaźń połączona z seksem. Jeśli obydwie osoby nadawałyby na tych samych falach (w tym np również rozumowe podejście do wielu spraw) Wtedy wszystko powinno przechodzić bez zakłóceń. Jeśli osoby się rozumieją i rozmawiają, to wtedy nie powinno się to zakończyć brakiem zaufania czy też zdradą.
Tak by się stało wtedy kiedy do miłości rozumowej podeszłyby osoby, które nie mają odpowiednich predyspozycji (o czym właśnie pisałam powyżej)

bonsai napisał(a): Nie da się całkowicie wyplenić ludzkiej potrzeby dawania i otrzymywania bliskości, ciepła, miłości, pożądania.


Całkowicie pewnie nie, ale są osoby, które mają większe i mniejsze potrzeby w tych sferach, dlatego też najlepiej jest się dobrać na tym samym poziome. Poza tym bliskość itp można wyrażać na wiele sposobów.

bonsai napisał(a):Co więcej, po co w ogóle z tym walczyć, skoro jest to jeden z najpiękniejszych elementów związku.


Ale nie u każdego jest to walka, dla niektórych walką może być odwrotna sytuacja.

Ps. Nie uraża mnie "emocjonalny beton" :P :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1971
Dołączył(a)
19 lis 2014, 10:53

Początki w związkach

przez bonsai 09 lis 2015, 15:56
Evia napisał(a):Nie uważam, że okazywanie uczuć jest potrzebne tylko histerykom i osobom alogicznym. Twierdziłam, że kierowanie się rozumem w relacjach damsko męskich nie zawsze jest dobrym pomysłem, w szczególności u takich osób, gdyż duże emocje i opaczna logika może zaburzyć skuteczność wyboru, co może okazać się jeszcze gorszą klęską. Poza tym uważam, że należałoby być bardzo dobrym strategiem aby w efektywny sposób wszystko zaplanować, a nie oszukując się to takich osób jest raczej mało. Nawet osoba sprawiająca wrażenie kogoś twardo stąpającego po ziemi, nie zawsze może wszystko dobrze przewidzieć, dlatego też człowiek jest jeszcze uzbrojony w takie elementy jak instynkt czy też podświadomość, które nieraz mogą w praniu wyjść znacznie lepiej.

Nie da się wszystkiego przewidzieć, gdy decydujemy się na stworzenie związku. Ba, można przewidzieć jedynie niewielką część przyszłości, opierając się wyłącznie na tym, co już wiemy i czego ewentualnie możemy oczekiwać. Uważam, że osób, które nazwałaś strategami w ogóle nie ma (mam na myśli populację zdrowych ludzi, a nie zaburzonych socjopatów/psychopatów). Nikt nie jest idealny, więc w pewnym sensie inwestujemy w nieznane. Jestem jednak zdania, że oparcie się wyłącznie na zdroworozsądkowych przesłankach nie zbuduje trwałej relacji. Ludzie mają jednak swoje pragnienia, chcą czuć, a życie bez odrobiny emocjonalnego szaleństwa prowadzi do stetryczenia i tęsknoty.
Evia napisał(a):Faktycznie jednak uważam, że czasem przesadny emocjonalizm jest zbędny.

Tak samo jak przesadne racjonalizowanie i kierowanie się wyłącznie rozumem. Żadne skrajności nie są dobre.
Evia napisał(a):Ale ja bardzo dobrze sobie zdaję sprawę, że mój sposób bycia nie czyni go specjalnie szczęśliwym. Mało tego to nie chcę spełnić jego marzenia i dać mu dziecka, a zegar biologiczny nieustannie tyka...
I właśnie tego nie rozumiem. Dlaczego w takim razie on nadal chce ze mną być? To jest dla mnie pozbawione sensu, jak nie tylko to. Wielokrotnie próbuję dociec sensu niektórych jego zachowań czy uzasadnień na temat niektórych jego twierdzeń, ale on wtedy się tylko wścieka :? :D Co oczywiście pozostawia mnie z uczuciem znaku zapytania.

Można by też zastanowić się, co sama do niego czujesz, skoro jesteś z nim wiedząc, że nie dajesz mu pełni szczęścia. On nie musi wszystkiego uzasadniać, czasem bardzo trudno jest pytać wprost o rzeczy, które są jakby tak podstawowe, że czuje się zażenowanie na myśl o dyskusji o nich. Ma Cię pytać czemu nie chcesz się do niego przytulać, czemu nie chcesz dzieci, dlaczego nie okazujesz mu miłości? Gdy związek dojdzie do etapu, na którym takie wątpliwości pojawiają się nieustannie, to często odpowiedź jest tylko jedna i nieuchronnie prowadzi do rozstania. Może on nie chce usłyszeć Twojej prawdy, a jednocześnie denerwuje się, że Ty tego nie rozumiesz i stąd złość.

A czemu ludzie trwają przy sobie? Czasem z przyzwyczajenia, czasem z obawy przed samotnością, czasem ze zwykłego lenistwa (nie do końca odpowiada nam to, co mamy, ale przynajmniej to znamy, a coś nowego, to zawsze jakieś ryzyko, trzeba się starać itp.), względów finansowych, słabości charakteru... Można wymieniać i wymieniać.
Evia napisał(a):Uważam, że najlepszy związek to zwyczajna przyjaźń połączona z seksem. Jeśli obydwie osoby nadawałyby na tych samych falach (w tym np również rozumowe podejście do wielu spraw) Wtedy wszystko powinno przechodzić bez zakłóceń. Jeśli osoby się rozumieją i rozmawiają, to wtedy nie powinno się to zakończyć brakiem zaufania czy też zdradą.
Tak by się stało wtedy kiedy do miłości rozumowej podeszłyby osoby, które nie mają odpowiednich predyspozycji (o czym właśnie pisałam powyżej)

Przyjaźń jest bardzo ważna, owszem. Seks również jest bardzo ważny. Natomiast połączenie przyjaźni i seksu nie jest najbardziej "esencjonalnym" rodzajem zbliżenia. To można poczuć, gdy uprawiało się seks z przyjacielem i z kimś, kogo kochało się całym sercem. Nie wiem, może piszemy o tym samym, ale w nieco inny sposób. Mnie przyjaźń (czy miłość rozumowa) kojarzy się jednak z brakiem namiętności. Takiej prawdziwej, którą można rozbudowywać latami, gdy pierwsze, silne zauroczenie już dawno wygaśnie.
Evia napisał(a):Całkowicie pewnie nie, ale są osoby, które mają większe i mniejsze potrzeby w tych sferach, dlatego też najlepiej jest się dobrać na tym samym poziome. Poza tym bliskość itp można wyrażać na wiele sposobów.

No tak, to jest jakby oczywiste. Gdy ludzie są do siebie niedopasowani, to żadne sztuczki czy rozmowy nie pomogą.

To sobie popisaliśmy!
bonsai
Offline

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez Evia 09 lis 2015, 18:37
bonsai napisał(a):Nie da się wszystkiego przewidzieć, gdy decydujemy się na stworzenie związku. Ba, można przewidzieć jedynie niewielką część przyszłości, opierając się wyłącznie na tym, co już wiemy i czego ewentualnie możemy oczekiwać.


Da się jednak ustalić większe lub mniejsze prawdopodobieństwo na czym można byłoby się opierać.

bonsai napisał(a):Uważam, że osób, które nazwałaś strategami w ogóle nie ma (mam na myśli populację zdrowych ludzi, a nie zaburzonych socjopatów/psychopatów).


Chcesz powiedzieć, że wszyscy stratedzy to psychole pokroju Hanibala? :shock: Czyli Aleksander Macedoński był socjopatą?
No dobra w jego przypadku to na upartego można jeszcze polemizować gdyż był strategiem wojennym. Jednak chcesz powiedzieć, że stratedzy sportowi czy ekonomiczni, a nawet miłośnicy szachów to psychole? :shock:

bonsai napisał(a):estem jednak zdania, że oparcie się wyłącznie na zdroworozsądkowych przesłankach nie zbuduje trwałej relacji.


Na przykładzie historii można byłoby wyciągnąć inne wnioski. Ustawione małżeństwa były zaskakująco trwałe. Teraz kiedy mamy do czynienia ze związkami z własnego wyboru, rozwody są plagą.
Jednak ja bym była bardziej skłonna co do stwierdzenia, że człowiek w ogóle nie ma w naturze budowania trwałych relacji seksualnych. Z istoty jesteśmy poligamiczni, jednak to często właśnie rozum determinuje nasze wybory co do monogamii.

bonsai napisał(a):Można by też zastanowić się, co sama do niego czujesz, skoro jesteś z nim wiedząc, że nie dajesz mu pełni szczęścia. On nie musi wszystkiego uzasadniać, czasem bardzo trudno jest pytać wprost o rzeczy, które są jakby tak podstawowe, że czuje się zażenowanie na myśl o dyskusji o nich. Ma Cię pytać czemu nie chcesz się do niego przytulać, czemu nie chcesz dzieci, dlaczego nie okazujesz mu miłości? Gdy związek dojdzie do etapu, na którym takie wątpliwości pojawiają się nieustannie, to często odpowiedź jest tylko jedna i nieuchronnie prowadzi do rozstania. Może on nie chce usłyszeć Twojej prawdy, a jednocześnie denerwuje się, że Ty tego nie rozumiesz i stąd złość.


Tylko, że ja potrafiłabym odpowiedzieć na wszystkie wymienione przez Ciebie pytania :D :P
Poza tym mi nie do końca chodziło o pytania tego typu... Zazwyczaj nie dopytuję o uzasadnienia uczuć, a jeśli już mi się zdarzy to on w tym przypadku raczej reaguje na to śmiechem.
Wścieka się kiedy moje pytania dotyczą jego logiki w bardziej prozaicznych sprawach :D Przykładem może być sytuacja, która powtarza się co jakiś czas i dotyczy jego jazdy samochodem.
Wielokrotnie nie chce mu się stać na światłach i jedzie wtedy na około miasta, co w efekcie trwa jeszcze dłużej a do tego mamy większe zużycie benzyny.
Kiedy próbuję mu to wytłumaczyć to się wkurza i nie ma dyskusji :D Podobnych przykładów jest znacznie więcej, dotyczą one codziennego życia.
Czasem jednak jego logika bywa wręcz powalająca (ostatnio coś takiego było, jednak nie mogę sobie przypomnieć konkretów...)
Jego złość raczej wynika z innej kwestii. Po prostu bardzo często się nad czymś nie zastanawia, a jeśli mu się to wytknie to się wkurza, bo sam nie zna odpowiedzi i nie potrafi poprzeć niczym swojego zachowania czy poglądów. Pewnie z czasem sam sobie zdaje z tego sprawę, ale duma mu nie pozwala się do tego przyznać.

bonsai napisał(a):Przyjaźń jest bardzo ważna, owszem. Seks również jest bardzo ważny. Natomiast połączenie przyjaźni i seksu nie jest najbardziej "esencjonalnym" rodzajem zbliżenia. To można poczuć, gdy uprawiało się seks z przyjacielem i z kimś, kogo kochało się całym sercem. Nie wiem, może piszemy o tym samym, ale w nieco inny sposób. Mnie przyjaźń (czy miłość rozumowa) kojarzy się jednak z brakiem namiętności. Takiej prawdziwej, którą można rozbudowywać latami, gdy pierwsze, silne zauroczenie już dawno wygaśnie.


Poniekąd piszemy o tym samym, jednak ja uważam, że jeśli ludzie nadają na tych samych czy podobnych falach to prowadzi to do przyjaźni, a jeśli dodatkowo płeć jest np przeciwna (czy też w jakikolwiek inny sposób istnieje dopasowanie seksualne) to i pojawia się również pociąg seksualny, przy czym taka relacja również może być namiętna.
Poza tym z biegiem lat namiętność i tak zdycha, a przyjaźń pozostaje nadal. Właśnie też z tych powodów ludzie najczęściej na stałego partnera nie szukają sobie osób, które są jedynie atrakcyjnie fizycznie. Ważne są wtedy również inne cechy.

bonsai napisał(a):To sobie popisaliśmy!


Jak widać temat jednak nie został wyczerpany :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1971
Dołączył(a)
19 lis 2014, 10:53

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez refren 09 lis 2015, 18:47
zal, bol,bezradnosc, pewnie to nie jest zła osoba, ma swoje obciążenia z dzieciństwa, nie radzi sobie z emocjami, ale ciągnąc za nią wszystkie sprawy i pozwalając jej pić nie pomożesz jej. Nieraz trzeba coś stracić, żeby się otrząsnąć, a jak teraz nie pomogło to widać jeszcze parę związków musi się jej rozpaść albo inne sprawy zawalić, żeby zaczęła się leczyć, o ile kiedyś zacznie.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3283
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Początki w związkach

przez bonsai 09 lis 2015, 19:35
Evia napisał(a):Chcesz powiedzieć, że wszyscy stratedzy to psychole pokroju Hanibala? :shock: Czyli Aleksander Macedoński był socjopatą?
No dobra w jego przypadku to na upartego można jeszcze polemizować gdyż był strategiem wojennym. Jednak chcesz powiedzieć, że stratedzy sportowi czy ekonomiczni, a nawet miłośnicy szachów to psychole? :shock:

Tego nie mogę powiedzieć, a w zasadzie napisać, bo sam lubię ekonomię i szachy. :D Natomiast nie za bardzo rozumiem do czego zmierzasz, gdyż chyba nie chcesz porównywać strategii wojennej do rozumowego pojmowania związku? Czy może strateg to zawód ("mój mąż jest z zawodu dyrektorem") i można być po prostu dobrym we wszystkim? :>
Evia napisał(a):Na przykładzie historii można byłoby wyciągnąć inne wnioski. Ustawione małżeństwa były zaskakująco trwałe. Teraz kiedy mamy do czynienia ze związkami z własnego wyboru, rozwody są plagą.

No ba, na przykładzie historii można by rzec, że kiedyś mniej zdradzano, bo obawiano się surowej kary, łatwo można było stracić przyrodzenie lub zostać ukamienowanym. Rozwody są plagą, to fakt, ale to tylko dowód na to, jak trudno jest się dobrać i być szczęśliwym. Powracam tu zatem do tezy mówiącej o tym, że jedynie rozumowe podejście do relacji, raczej zwiększy liczbę rozwodów, a nie odwrotnie.
Evia napisał(a):Jednak ja bym była bardziej skłonna co do stwierdzenia, że człowiek w ogóle nie ma w naturze budowania trwałych relacji seksualnych. Z istoty jesteśmy poligamiczni, jednak to często właśnie rozum determinuje nasze wybory co do monogamii.

Tak, jednak różnimy się od zwierząt m.in. tym, że mamy uczucia wyższe, empatię, emocje i setki innych właściwości, które powodują, że wierność nie jest kompletnie absurdalnym pojęciem.
Evia napisał(a):Wścieka się kiedy moje pytania dotyczą jego logiki w bardziej prozaicznych sprawach :D Przykładem może być sytuacja, która powtarza się co jakiś czas i dotyczy jego jazdy samochodem. (...)

Eeee, no co Ty mi tu! :> Czyli kłócicie się o pierdoły. Choć pewnie jest to denerwujące na dłuższą metę. Może działacie na siebie w tych momentach, jak płachta na byka, bo zadawane pytania są głupawo-czepialskie? Nie szukajmy daleko: ktoś na forum pisze "trawa jest zielona", a za moment pojawia się inna osoba, która pyta: "Skąd wiesz, że zielona? Co daje ci przesłanki do tak jednoznacznych stwierdzeń? Czy wiesz, że daltoniści nie widzą zielonego a pszczoły kierują się głównie do niebieskiego i żółtego, bo zielony im się zlewa? Nic nie wiesz, przeczytaj książkę!" Nie podejrzewam Was o aż tak skrajne nudziarstwo, ale może coś jest na rzeczy?
Evia napisał(a):Poniekąd piszemy o tym samym, jednak ja uważam, że jeśli ludzie nadają na tych samych czy podobnych falach to prowadzi to do przyjaźni, a jeśli dodatkowo płeć jest np przeciwna (czy też w jakikolwiek inny sposób istnieje dopasowanie seksualne) to i pojawia się również pociąg seksualny, przy czym taka relacja również może być namiętna.
Poza tym z biegiem lat namiętność i tak zdycha, a przyjaźń pozostaje nadal. Właśnie też z tych powodów ludzie najczęściej na stałego partnera nie szukają sobie osób, które są jedynie atrakcyjnie fizycznie. Ważne są wtedy również inne cechy.

Zdycha, zdycha... Zmienia się, ale nie musi zdychać. O wszystko trzeba dbać, a dbać szczególnie należy o coś, co trwa latami. No nic, ja jednak pozostanę zwolennikiem modelu, w którym najpierw strzela w nas Amor, szalejemy z zakochania, a dopiero potem okazuje się, czy również się przyjaźnimy, czy kończymy na zauroczeniu. :>
bonsai
Offline

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez Evia 09 lis 2015, 20:40
bonsai napisał(a):ego nie mogę powiedzieć, a w zasadzie napisać, bo sam lubię ekonomię i szachy. :D Natomiast nie za bardzo rozumiem do czego zmierzasz, gdyż chyba nie chcesz porównywać strategii wojennej do rozumowego pojmowania związku? Czy może strateg to zawód ("mój mąż jest z zawodu dyrektorem") i można być po prostu dobrym we wszystkim? :>


Uważam, że strateg to osoba, która posiada szczególne zdolności. Podobnie jak artysta czy ścisłowiec. Dlaczego więc posiadając owe zdolności ktoś miałby je wykorzystywać tylko na jednym polu? Dlaczego nie można by było przenieść tego również do sfery osobistej?

bonsai napisał(a):Rozwody są plagą, to fakt, ale to tylko dowód na to, jak trudno jest się dobrać i być szczęśliwym. Powracam tu zatem do tezy mówiącej o tym, że jedynie rozumowe podejście do relacji, raczej zwiększy liczbę rozwodów, a nie odwrotnie.


Owszem, również tak twierdziłam, ale uważam, że w przypadku osób, które mają dobrze rozwinięte umysły w dziedzinie strategii i nadają na tych samych falach, czy też są zbliżeni pod pożądanymi względami, taki związek mógłby być lepszy. Myślę, że można byłoby to nawet wyliczyć. Ponoć nawet to już istnieje. Matematyczne dopasowanie par. Myślę, że takie kojarzenie małżeństw ma lepsze prognozy niż przypadkowy związek. Tak samo jak podjęcie jakiejś decyzji opierając się na danych procentowych ma większe prawdopodobieństwo niż czysty strzał.


bonsai napisał(a):Eeee, no co Ty mi tu! :> Czyli kłócicie się o pierdoły.

Pierdoły to nasza domena :lol:
Chociaż swoją drogą to akurat przytoczony przeze mnie przykład nie jest aż taką pierdołą, bo to powoduje, że spóźniam się do pracy :?

bonsai napisał(a):Nie szukajmy daleko: ktoś na forum pisze "trawa jest zielona", a za moment pojawia się inna osoba, która pyta: "Skąd wiesz, że zielona? Co daje ci przesłanki do tak jednoznacznych stwierdzeń? Czy wiesz, że daltoniści nie widzą zielonego a pszczoły kierują się głównie do niebieskiego i żółtego, bo zielony im się zlewa? Nic nie wiesz, przeczytaj książkę!" Nie podejrzewam Was o aż tak skrajne nudziarstwo, ale może coś jest na rzeczy?


Tylko, że w naszym przypadku bardziej to wygląda tak, że on mówi, że trawa jest różowa :D
Prawdą jednak jest, że on uważa, że się go czepiam...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1971
Dołączył(a)
19 lis 2014, 10:53

Początki w związkach

przez bonsai 11 lis 2015, 13:43
Evia napisał(a):Uważam, że strateg to osoba, która posiada szczególne zdolności. Podobnie jak artysta czy ścisłowiec. Dlaczego więc posiadając owe zdolności ktoś miałby je wykorzystywać tylko na jednym polu? Dlaczego nie można by było przenieść tego również do sfery osobistej?

Gdyż, ponieważ, bo sfera osobista ma się nijak do zdolności przywódczych, zarządczych, kierowniczych. W sferze osobistej nie występują takie zależności, nie ma podległości, nie ma obowiązku trzymania się naszego planu itp. Zauważ, że ludzie na najwyższych stanowiskach czy inne "gwiazdy", mimo posiadania szczególnych zdolności, często mają mało udane życie osobiste. Może zatem jest coś w tym, że w kontaktach z najbliższymi liczą się inne przymioty.
Evia napisał(a):Owszem, również tak twierdziłam, ale uważam, że w przypadku osób, które mają dobrze rozwinięte umysły w dziedzinie strategii i nadają na tych samych falach, czy też są zbliżeni pod pożądanymi względami, taki związek mógłby być lepszy. Myślę, że można byłoby to nawet wyliczyć. Ponoć nawet to już istnieje. Matematyczne dopasowanie par. Myślę, że takie kojarzenie małżeństw ma lepsze prognozy niż przypadkowy związek. Tak samo jak podjęcie jakiejś decyzji opierając się na danych procentowych ma większe prawdopodobieństwo niż czysty strzał.

Aj, aj, aj, mam nadzieję, że nie dożyję czasów, w których matematyczne dopasowanie par będzie codziennością. Serio, wolę już popełniać błędy, ranić i być ranionym, niż szacować swoje prognozy na szczęśliwy związek na podstawie formalnych przesłanek. Nie chcę być robotem, no.
Evia napisał(a):Pierdoły to nasza domena :lol:
Chociaż swoją drogą to akurat przytoczony przeze mnie przykład nie jest aż taką pierdołą, bo to powoduje, że spóźniam się do pracy :?

Dopóki kłócicie się o pierdoły, to nie jest źle. Najgorsza sytuacja jest wówczas, gdy kłótnie zanikają, następuje cisza i ludziom przestaje zależeć na sobie. Co do przytoczonego przykładu - a Ty nie masz prawa jazdy? Można by zasugerować, że takie powtarzające się epizody zachęcą Cię do przejęcia kierownicy. :>
Evia napisał(a):Tylko, że w naszym przypadku bardziej to wygląda tak, że on mówi, że trawa jest różowa :D
Prawdą jednak jest, że on uważa, że się go czepiam...

Skoro tak, to rozumiem, że może Cię szlag trafiać. No, ale - jak sama przyznałaś - z jakichś powodów jesteście razem, więc może to jest taka codzienność związkowa. ;)
bonsai
Offline

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 11 lis 2015, 13:47
Czasem, jest lepiej się pokłócić.Niż milczeć.Przez tygodnie długie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16564
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Początki w związkach

przez MamaEm 20 gru 2015, 21:44
A ja na początku każdego związku byłam nieufna do tego stopnia że kończyło to sie szybciej niż zaczęło,wszędzie widziiałam zdrady,chciałam mieć każdego dla siebie i że ma mi ciągle mówić że kocha i mu zależy. Aż trafiłam na jednego który nigdy nie słodził i tak zostało do dziś.mówimy sobie kocham ale nie ma takiego słodkiego pierdzenia.Po wielu porażkach dooszłam do wniosku że chcę faceta z którym bedę mogła uprawiać seks,czasem wyjść do kina i prowadzić życie osobno,bo on miał ojca alkoholika który go gnębił całe życie,ja tak samo i doszliśmy do wniosku że ani on ani ja nie potrafimy kochać,że nigdy żadne z nas nie założy rodziny bo się do tego nie nadajemy i mozemy być sobie przyjaciółmi takimi od seksu i żeby czasem pogadać gdy ktoś ma problem a dziś tworzymy fajną rodzinę,taką jakiej my nie mieliśmy.. Tylko on DDA i ja trochę DDA,jak jest kłotnia to w drugim pokoju krzyczymy na siebie,mówimy sobie czasem za dużo a po tym wszystkim płaczemy zawsze razem i rozmawiamy o tym na spokojnie. No i od poczatku było ciężko coś się dowiedzieć czemu ktoś ma problem,czemu jest zdenerwowany,nie ma ochoty gadać. Ani ja nie mówiłam ani on i czasem dalej tak jest,że jak się coś złego wydarzy to mówimy sobie to dopiero po paru dniach,no chyba że to coś co dotyczy nas oboje albo naszego dziecka to wiadomo że od razu. Ale jak np. go coś martwi to nigdy mi nie mówił o tym od razu. Z początku ciągnełam go za język a teraz wiem że albo powie albo nie. Już się przyzwyczaiłam do tego że nie bedzie mi się nigdy zwierzać ze swojego smutku.
"Dzisiaj miałem piękny sen, naprawdę piękny sen.Wolności moja, śniłem, że wziąłem z tobą ślub."
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
19 gru 2015, 21:34

Początki w związkach

przez akwen 05 lut 2016, 18:43
Artemizja napisał(a):Z jakimi problemami borykaliście się na początku związku? Mówi się, że początki zawsze są trudne. Jak udało się Wam przez to przejść, dotrzeć się? Czy był jakiś szczególny problem, który omal nie rozbił związku? Jak radziliście sobie z pierwszymi kryzysami? Co było dla Was najtrudniejsze do pokonania?


Czy borykał się ktoś z takim problemem, że kobiety same do niego lgnęły, robiły podchody i pokazywały rozmaite pyłki na swych płatkach, a potem uciekały jak oparzone, gdy tylko dowiedziały się cokolwiek więcej o swoim in-spe partnerze?

Kobiety to fajne kwiatki, czasem same się uchylą i nadstawią trochę nieba, tylko są szalenie płochliwe wobec ludzi nieco, a nawet bardzo nieco zwichrowanych, przynajmniej na samym początku związku, a jak jest dalej - to prawdę mówiąc się nie wypowiadam, bo nie wiem...
Offline
Posty
398
Dołączył(a)
27 sty 2016, 23:34

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez ryska 05 lut 2016, 22:20
około pół roku temu rozpoczął się mój związek z mężczyzną, z którym jestem do dziś. To mój pierwszy związek, mam 30 lat. I zawsze się zastanawiałam jak to będzie, co i jak ma być, jak coś zorganizować, zrobić, zachować się. Bałam się czy będę rozumiana, akceptowana, czy będę potrafiła być szczera, otwarta, czy będę potrafiła ufać, dawać, czy będę wyśmiewana. A wszystko samo się układa. Czasem pojawiają się drobne kłótnie, lęki. Ale okazuje się, że wystarczy odrobina dobrej woli, cierpliwości, wyrozumiałości i zaufania i wszystko dzieje się samo i dzieje się dobrze. Mimo ciągłej "walki" (bo oboje mamy zaburzenia), czasem trudów czy poświęceń, uznaję, że jest cały czas fantastycznie i jestem szczęśliwa. Może po prostu trafiłam na cudownego faceta :)
agorafobia, choroba sieroca, DDD, DDRR, mieszane zaburzenia lękowe, nerwica lękowa, nerwica natręctw, osobowość anankastyczna, osobowość unikająca, osobowość zależna, socjofobia, zaburzenia adaptacyjne, zaburzenia depresyjne... cdn. ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
366
Dołączył(a)
19 lis 2014, 09:34
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 7 gości

Przeskocz do