Początki w związkach

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez Artemizja 04 sie 2013, 08:17
Z jakimi problemami borykaliście się na początku związku? Mówi się, że początki zawsze są trudne. Jak udało się Wam przez to przejść, dotrzeć się? Czy był jakiś szczególny problem, który omal nie rozbił związku? Jak radziliście sobie z pierwszymi kryzysami? Co było dla Was najtrudniejsze do pokonania?
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44133
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Początki w związkach

przez PolaManola 12 sie 2013, 00:49
Witajcie drodzy forumowicze. Skoro mamy pisać o tym z czym się borykaliśmy to ja opowiem wam przez co przebrnęłam nie tak dawno, bo rok temu. Poznałam chłopaka, a właściwie poznał mnie z nim mój kolega. Umówił nas na spotkanie, przy czym kilka dni wcześniej zaznaczył, że spotkanie odbędzie się z "mężczyzną mojego życia". Dużo się nie pomylił. Chłopak okazał się być przystojny, czarujący, zabawny i inteligentny. Słowem przyszły, dobrze prosperujący, obecny student medycyny na Uniwersytecie Medycznym w Stolicy. Kiedy pierwszy raz pojawił się u mnie w domu nic nie zapowiadało, że coś do niego poczuję. Jak potem poinformował mnie mój znajomy, Krzysztof chciał zagrać macho, żeby móc mi zaimponować. Efekt okazał się być odwrotnym do zamierzonego, gdyż przez ukrywanie swojej wrażliwości, początkowo zniechęcił mnie do siebie. Stwierdziłam, że dam mu kolejna szansę. Na drugi dzień przyszedł z kumplem, a nasza rozmowa przebiegała całkowicie inaczej niż poprzedniego dnia. Krzysztof zaprezentował się z całkowicie innej strony. Kompletnie oczarował mnie pokazując swoją wrażliwość i nieśmiałość. Z racji tego, że odwiedzili mnie niespodziewani goście, nie mogłam ugościć chłopców zbyt długo. Umówiliśmy się następnego dnia na pieszą wycieczkę turystyczną. Wieczorem zauważyłam u siebie niepokojące objawy. Żołądek skurczył mi się do wielkości małej fasolki, nie mogłam spać jeść i byłam rozkojarzona coraz częściej myśląc o Krzysztofie. Jednym zdaniem jajniki zalały mi mózg hormonami. Tego dnia (w niedzielę ) było bardzo gorąco, lato w pełni. Maszerowaliśmy malowniczą trasą z Lasek do Złotego Stoku przez Mąkolno. Rozmawialiśmy swobodnie, przechodząc z tematu na temat często ociągając się, by móc spędzić ze sobą jak najwięcej czasu i poznać się lepiej. Mój kumpel Mateusz( proszony jak się potem okazało przez obie strony) podsycał romantyczny charakter spotkania. Naszym celem była Kopalnia Złota w Złotym Stoku. Była to niebywałą okazja by stworzyć napiętą sytuację ze szczyptą pikanterii. Weszliśmy do kopalni bez biletów. Mateusz stwierdził, że taka sytuacja zbliży nas do siebie. Wcale się nie pomylił. Wzbudziło to we mnie ogromne emocje. Podłączyliśmy się do wycieczki i zwiedzaliśmy kopalnię. Początkowo przeciwna dałam się zwieść na manowce. Jako grzeczna dziewczynka odczuwałam pewien dyskomfort, jednak uległam urokowi Krzysztofa i poszłam za nim niczym owca na rzeź. Wszystko zapowiadało się dobrze. Mateusz postanowił zająć pozycję na czele grupy, jako że pod latarnią jest zawsze najciemniej. Jednak przewodniczka okazała się nie w ciemię bita i wykryła nasz podstęp. Kiedy skończyła prezentować walory kopalni oznajmiła, że po przejeździe kolejką zostaną sprawdzone bilety, których jak wcześniej wspomniałam nie mieliśmy. Kiedy grupa szła naprzód my uważnie badaliśmy każdy szczegół by zostać z tyłu, a gdy grupa się oddaliła wzięliśmy nogi za pas i zaczęliśmy iść w stronę wyjścia modląc się przy tym, by kolejna grupa nas nie zgarnęła. Nagły skok adrenaliny sprawił, że Krzysztof zaoferował swoją pomoc i chwycił mnie pod rękę w ciemnym tunelu. Klnąc i wyzywając, przeklinając w myślach Mateusza dotarliśmy w pocie czoła na tereny kamieniołomu. Kiedy sytuacja ustabilizowała się, a moje tętno zwolniło kontynuowaliśmy naszą wędrówkę do kolejnego genialnego pomysłu mojego kumpla, którym była kolejna dziura w ziemi. Oczywiście nie wierzyłam w powodzenie tego przedsięwzięcia. Teraz przyda się nota wyjaśniająca zachowanie Krzysztofa. Jako że jest to chłopak niewątpliwie inteligentny pokładałam w nim ogromne nadziej. Jak się potem okazało na próżno. Mimo ogromnego ilorazu IQ chłopaka nie potrafił on odnaleźć się w życiowych sytuacjach, a tym bardziej obcować z kobietą. Kiedy weszliśmy do nieoświetlonego tunelu należało świecić pod nogi. Krzysztof znajdując się w zupełnie nowej sytuacji przeoczył ten szczegół, przez co szłam w egipskich ciemnościach na szarym końcu naszego pochodu donikąd ( od czasu do czasu grzęznąc nogą w błotnistej kałuży). Mateusz znając Krzysztofa nadmienił, że wypadałoby świecić mi pod nogi, żebym się nie wywróciła. Jak powiedział tak zrobił i żeby tego było mało było chwycił mnie za rękę. Nie jestem w stanie powiedzieć co w tedy czułam. Dreszcz emocji wywołany wędrówką w ciemne odmęty kopalni czy ekscytację wywołaną dotykiem jego delikatnych dłoni. Koniec końców tunel kończył się ślepą uliczką a także kilkoma siniakami i otarciami. Gdy tylko wyszliśmy na powierzchnię postanowiliśmy odpocząć i oficjalnie ochłonąć przy pobliskim akwenie wodnym. Kiedy ja wpatrywałam się w Krzysztofa jak w obrazek on sam wykazał większe zainteresowanie okoliczną fauną- konkretnie kijankami. żeby wyjść cało z tej sytuacji zaproponowałam mu swoją pomoc. On podziękował i zaproponował wizytę w miejskiej pizzerii. Moje serce zabiło całkowicie nowym rytmem. Warunkiem tego było spięcie się w pełnym słońcu na pobliski szczyt. W pogardzie mając upał i zmęczenie szłam za nim tak długo jak on chciał wyczekując tylko końca i wspólnie zjedzonej pizzy. W drodze do pizzerii odważyłam się porozmawiać na forum o moich problemach sercowych, dając subtelne sygnały Krzysztofowi. Powiedziałam Mateuszowi, że mam problemy ze snem, odżywianiem i ogólną koncentracją. Krzysztof analizując powyższe symptomy, jako kompetentny przyszły student medycyny zdiagnozował u mnie stan zakochania i jako chłopak prostolinijny, acz mało bystry spytał w prost- " Może się zakochałaś?" Na co odrzekłam- "Może". "Masz kogoś na oku" "Może". "A Któż to?" " Chyba nie uważasz, że Ci powiem". Wtedy moje zażenowanie sięgnęło zenitu. Myślałam, że robi ze mnie kretynkę i tak też się czułam. Milcząc szłam do pizzerii, by tam nabrać sił i nadziei. Kiedy obliczyliśmy powierzchnię pizzy, wybraliśmy najbardziej opłacalną opcję. Miłość miłością, ale ekonomia musi się zgadzać. Gdy już się nasyciliśmy, ruszyliśmy w drogę powrotną. Tak minął kolejny dzień naszej znajomości. Następny dzień zapowiadał się równie ekscytująco Mimo fali upałów, jaka przetaczała się przez nasz kraj dałam się namówić na kolejny spacer w pełnym słońcu. Celem wyprawy była romantyczna polana pod starym dębem, które to miejsce obrał swat- Mateusz. Gdy dotarliśmy na miejsce doznałam kolejnego zawodu. Jako kobieta zaradna postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Nieśmiałego chłopaka trzeba było w końcu jakoś zachęcić. Podczas kiedy ja próbowałam nawiązać kontakt mój obiekt westchnień najzwyczajniej w świecie zasnął lekko przy tym chrapiąc. Nie poddając się zerwałam źdźbło trawy i zaczęłam go łaskotać. Po chwili powrócił z Krainy Morfeusza, jednak w odpowiedzi nie uzyskałam zamierzonego efektu. Krzysztof również zerwał trawkę, jednak nie zbliżył się z nią do mnie, ale do Mateusza. Czując zażenowanie i nietakt sytuacyjny Mateusz oddalił się zostawiając nas samych sobie. Nie stało się dokładnie nic. Wróciliśmy do swoich domów opowiadając pod drodze dowcipy. Kiedy już ulokowałam się jedząc kolację zadzwonił dzwonek do drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu w drzwiach pojawił się Krzysztof prosząc o pomoc przy zapaleniu spojówki. Nie mogąc temu zaradzić odesłałam go do domu, co poprzedziliśmy ciepłym pożegnaniem. Niespełniony pojawił się po godzinie ponownie, by znów się pożegnać, gdyż wiedział, że następnego dnia wyjeżdżam na wakacje. Podczas pobytu na wakacjach dowiedziałam się, że Krzysztof postanowił pozostać u Mateusza aż do mojego powrotu. Zjawiali się u mnie wielokrotnie sprawdzając, czy nie wróciłam. Po czwartym dniu wyczekiwania na mój powrót zastali mnie w domu. Od siebie dodam tyle, że podczas plażowania ciągle czułam zapach Krzysztofa. Nie potrafiłam oderwać od jego osoby moich myśli. Gdy wypoczywając dowiedziałam się, że czeka on na mnie, od tego momentu pobyt zaczął mi się straszliwie dłużyć. Chciałam wrócić, by móc po raz kolejny spojrzeć w jego piękne, niebieskie oczy. Gdy po powrocie ujrzałam go w progu moich drzwi, serce we mnie zadrżało. Zaproponowałam wspólną wyprawę na gminne dożynki, o których to niedawno się dowiedziałam. Mogę dodać tyle, że Mateusz uprzedził mnie, iż Krzysztof w sposób ciągły i nagminny opowiada o mojej osobie w jego domu do tego stopnia, że mama Mateusza nie znając mnie, ma mnie zwyczajnie dość. Był bezradny wobec swojej nieśmiałości, co pociągało mnie w nim jeszcze bardziej. Nie muszę mówić, że wobec jego oryginalnego poczucia humoru wszyscy byli bezradni. Wyczucie taktu jak i zwykłych norm kulturalnych było mu obce. Pytania najbardziej intymne wypływały z jego ust swobodnie niczym słowiczy trel. Za przykład może posłużyć rozmowa przy obiedzie w domu Mateusza z jego mamą. Podczas spożywania posiłku emitowana była reklama środka do higieny intymnej pochwy, wywiązała się z tego dość dwuznaczna rozmowa, ponieważ Krzysztof z badawczą miną wypalił do mamy Mateusza wprost " Czy miała pani kiedyś wirusowe zapalenie pochwy?" Mama Mateusza wyrozumiałą w wielu kwestiach odpowiedziała szczerze, że nie i podczas obiadu rozmawiali o higienie intymnej pochwy. Mateusz chcąc zdusić temat w zarodku dyskretnie kopał pod stołem swojego gościa, na co ten oburzony zapytał mamy Mateusza dlaczego ten go kopie, wprawiając go tym samym w zakłopotanie i zażenowanie. Naszych miłosnych epizodów i wypraw nie było dość. Kolejnego dnia wybraliśmy się do mojej przyjaciółki, by ta poznała moją sympatię. Było to zaraz po okresie moich rozliczeń z przeszłością i oznajmiając przyjaciółce, iż przeprowadziłam poprzedniego dnia szczerą i dogłębną rozmowę z rodzicami, Krzysztof zapytał mnie wprost i bez ogródek jak i bezpodstawnie "Czy jesteś lesbijką?". Moja przyjaciółka, którą uważałam za ostoję spokoju i taktu, pytanie to wprawiło ją w zakłopotanie i pierwszy raz w życiu nie wiedziała jak zareagować. Mateusz opuścił nas, by nalać sobie czegoś do picia zostawiając nas w tej gęstej atmosferze i całym ambarasie. Dyplomatycznie wyszłam z całej sytuacji zaprzeczając tym oszczerstwom. Kolejno po tym miały miejsce dożynki. W drodze na miejsce Krzysztof relacjonował nam rytuały obrzezania pośród dzikich plemion Afryki ich zbawiennych skutkach dla tamtejszej populacji. Nie zaskoczył nas taką rozmową, lecz bardziej zastanawiające i wprawiające w zakłopotanie było pytanie skierowane do Mateusza a brzmiące tak: " Czy miewałeś kiedyś serowaty nalot pod napletkiem?" Mateusz oczywiście zrobił się czerwony i odrzekł, że nie. Nie była to zaskakująca odpowiedź, tym bardziej, że poza Krzysztofem i Mateuszem w drodze towarzyszyły im same dziewczyny. Krzysztof niezadowolony z odpowiedzi zgłębiał wątek stwierdzając, że każdy mężczyzna kiedyś z takowym problemem miał przyjemność się borykać" Ja ratując sytuację rezolutnie poddałam wątpliwości męskość Mateusza. Na szczęście zostało to odebrane jako dobry żart i temat się na tym zakończył. Po dotarciu na miejsce stanęliśmy w sali pełnej ludzi, z których duża część od dawna zajmowała parkiet. Wzbijałam się na wyżyny perswazji próbując delikatnie zachęcić nieśmiałego Krzysztofa do tańca. On zaskoczony takim pytaniem zapytał " Z Tobą?". To pytanie całkowicie zabrało mi chęć do dalszych manewrów, tym bardziej, że Krzysztof wyżej cenił sobie rozrywkę jaką było rozpruwanie pluszowego pingwina i rozrzucanie jego wnętrzności dookoła. Oboje wiedzieliśmy, że nasz czas wspólnie spędzony dobiega końca. Mateusz chcąc ratować sytuację zaproponował nam spędzenie kolejnego dnia z miłosnymi podchodami ukazując tym samym całą komedię miłości i farsę jaka toczyła się przez minione dni. Ostatni wieczór miał być pełen romantycznych uniesień utwierdzając nas oboje w przekonaniu, że jednak jest coś między nami, tylko potrzebujemy jakiegoś bodźca, który oficjalnie obnaży nasze uczucia. Mateusz doradził Krzysztofowi, by ten zaproponował mi obejrzenie romantycznego filmu. Jako, że tych jest wiele Krzysztof wybrał z wielu tytułów. Mateusz postanowił podsycić atmosferę i dodać jej szczyptę namiętności. Zaoferował, że przyrządzi czekoladę na gorąco( a ta wychodziła mu rewelacyjnie). Jak powszechnie wiadomo czekolada jest afrodyzjakiem. Z dodatkiem ostrych przypraw powinna była rozgrzać atmosferę. Gdy wszystko było ustalone i mieliśmy się udać o mojego pokoju celem obejrzenia filmu Krzysztof stwierdził, że nie widział on nigdy procesu przygotowywania takowej czekolady, dlatego też pozostanie z Mateuszem w kuchni zamiast udać się ze mną, by w samotności delektować się wspólnie spędzanymi chwilami. Mimo słownych dygresji Mateusza Krzysztof pozostał niewzruszony i uporczywie wisiał nad rondelkiem. Mając już czekoladę zaczęliśmy oglądać film. Podczas emisji postanowiłam nieco zbliżyć się do Krzysztofa, zakładając optymistycznie, że zbliżenie takie zakończy się przynajmniej przytuleniem. Pełna złudnych nadziei zaczęłam się do Krzysztofa przysuwać. W odpowiedzi ten przesunął się w stronę krawędzi łóżka. Żałuję tylko, że łóżko nie było wprost proporcjonalne do długości filmu. Wówczas Krzysztof mógłby przesuwać się dalej. Mateusz widząc co się święci i wyczuwając sygnały wysyłane przez mnie udał się by "zadzwonić", podczas gdy prawdziwym jego celem było opuszczenie mojego domu i pozostawienie nas samych. Pragnęłam porozmawiać z Krzysztofem na osobności. Efekt tego był taki, że Krzysztof dowiadując się o odejściu Mateusza poprosił mnie, abym o 22 w ciemności obok sklepu pełnego nietrzeźwych osobników odprowadziła go do domu, gdyż sam się boi, a następnie wracała bez nikogo. Pytając czy zwariował, w odpowiedzi usłyszałam, że wręcz przeciwnie. Ja tu mieszkam i znam te okolice, a on sam może się zgubić. Rozdrażniona postanowiłam zmienić temat. Po kilku minutach Krzysztof stwierdził, że mam zadzwonić po Mateusza, by ten wrócił i bezpiecznie zabrał go do domu celem pakowania plecaka wojskowego przez najbliższe trzy godziny. Jak się okazało ostatni związek Krzysztofa nie był szczęśliwy. Poprosił mnie o czas na zastanowienie i przemyślenie tego co do mnie czuje. Jak się potem okazało, nie tylko do mnie coś czuł. W rezultacie wyznał on płomienną miłość Mateuszowi mnie pozostawiając skonfudowaną i rozgoryczoną. Jak wynikło z jego późniejszych rozmów z Mateuszem ( ze mną konwersacji rzecz jasna zaniechał) chciał on nawiązać dość specyficzną relację, a mianowicie pragnął nas obojga jednocześnie darząc tym samym uczuciem, gdyż nie potrafił wybrać kogo bardziej kocha.
Mijały kolejne dni. Oboje nie mogliśmy się pozbierać po otrzymanej informacji. Kontakt zanikał, a konflikt między Mateuszem a Krzysztofem zaognił się skutkując zagorzałą nienawiścią. Mnie w tym przypadku przyszło zagrać rolę marionetki i tak też się poczułam- rzucona w kąt, niechciana, porzucona i nieatrakcyjna. Ciężko jest mi po upływie tylu miesięcy powiedzieć co tak na prawdę się wydarzyło. Wiem jedno, że ta sytuacja, która sprawiła mi ogromny ból i zawód dzisiaj wspominam ze śmiechem i lekkim rozgoryczeniem, a wręcz nostalgią. Przypomina mi to groteskową komedię z elementami mody na sukces drukowaną w zwykłym brukowcu dla młodych nastolatek, które szukają księcia z bajki, z tym jednym wyjątkiem, że moja historia przeplatana romantycznymi uniesieniami, wobec których normalny zdrowo funkcjonujący facet nie oparł by się, nie kończy się happy endem, a jynie płaczem i zgrzytaniem pochwy. Teraz Krzysztof mimowolnie stał się typem, którego doszukuję się w moich kolejnych partnerach, a który to typ uniemożliwia mi normalne nawiązanie zdrowej relacji z partnerem.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
11 sie 2013, 22:15

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 12 sie 2013, 10:21
Witaj PolaManola,
Sama dostrzegasz, że porównywanie partnerów z tym chłopakiem, ostatecznie rozbija Twoje kolejne związki.
Wracanie do przeszłości, mimo, że jest w jakimś sensie upojne, to jednak rujnuje plany na przyszłość.
Im szybciej 'pożegnasz się' z emocjami, które towarzyszyły tamtym dniom, tym szybciej będziesz w stanie nawiązać poprawne relacje z partnerami. Pomocne w tym może być uświadomienie sobie, że te miłe chwile nie muszą być jedynymi, które możesz doświadczyć w życiu - wiele jeszcze takich możesz przeżyć, jeśli się na nie otworzysz! ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Początki w związkach

przez wiewiorka1983 16 sie 2013, 17:06
ja nie mam zupełnie problemów na początku związków. gorzej później :roll: sabotaż, ucieczka, brak zaangażowania i bliskości..
Offline
Posty
67
Dołączył(a)
01 sie 2013, 12:24

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez MalaMi1001 16 sie 2013, 19:55
A ja mam inny problem z początkami w związkach. Szczerze? Czuję się wtedy jak dziecko we mgle. Nie jestem w stanie nawet w najmniejszym stopniu wyczuć o co chodzi facetowi. Pewnie jest tak dlatego, że każda moja "poważna" znajomość w młodości zaczynała się w dość oczywisty sposób, sprawa była postawiona jasno "chcę z tobą być" i było wiadomo o co chodzi, to mój chłopak a ja jestem jego dziewczyną. Po moim bardzo ciężkim rozstaniu po którym wylądowałam u psychiatry właśnie wszystko się zmieniło. Nie wiem o co chodzi, ale nie zadaje pytań żeby nie być nachalną. Muszą płynąć absolutnie jasne sygnały, że spotkamy się dla rozrywki za obustronna zgodą. Tak wyglądała moja poprzednia znajomość. Choć mogło wyglądać to na coś poważniejszego od niemal samego początku wiedziałam, ze to tylko na chwilę, dla fajnie spędzonego razem czasu, bez obietnic i na to się godziłam. Rozstanie wyniknęło samo, bez zgrzytów i pretensji. Ot fajne wspomnienia. Teraz jednak zaczęłam spotykać się z kimś i nie wiem o co chodzi. Czy to jest normalnie czy czas uciekać, żeby potem nie płakać? Zaczęło się niewinnie, od piwa ze znajomymi. Potem była przerwa z powodu niewyjaśnionych między nami spraw. Jak dzieci, dosłownie. Potem znów małe uniesienie (bez seksu, tylko pocałunki) i znowu zgrzyt z powodu niedomówień. No jak dzieci. Poźniej powoli zaczęliśmy sobie pewne sprawy wyjaśniać, parę spotkań, wspólny wyjazd na wakacje, pierwszy seks, no jak w bajce. Dziś też jest jak w bajce. Seks jest za każdym razem kiedy jesteśmy sami. Ciąglę słyszę, ze jestem ucieleśnieniem jego marzeń, ze jestem spełnieniem jego fantazji, że milion facetów chciałoby być na jego miejscu. Dziś powiedział, że mnie uwielbia. I teraz nie wiem czy jestem tylko zabawką, bo tak mu się podoba seks czy to jest normalne na początku związku? Spotykamy się z różnych powodów, ostatnio chciał popatrzeć jak maluję i pojechaliśmy sobie nad rzekę. Dopiero po wczorajszym spotkaniu dziś pocałował mnie na dzień dobry w pracy i na pożegnanie. Mówi, źe nie ma doświadczenia, dotychczas byłe wierny jednej kobiecie i wiem, że to prawda. Ale wciąż nie wiem co to wszystko znaczy? Co to znaczy, ze ktoś kogoś uwielbia? To jest wszystko normalne? Postanowiłam mu podarować ten obraz który namalowałam, ucieszył się i stwierdził, że może kiedyś będzie musiał go zniszczyć. Kiedy zapytałam dlaczego stwierdził, że przecież nie wie jak będzie. Na pytanie co musiałabym mu zrobić odpowiedział, ze nie wie. Jedno jest pewne, ja nie potrafię ocenić czy to płomienny romans, czy plany na coś poważniejszego. I tak jest za każdym razem kiedy zaczynam się z kimś spotykać. Pewnie nie raz zwiałam z czegoś fajnego przez swoje tłumaczenia, że przecież to nic, kolejna przygoda. A może mam rację?
______________
wenlafaksyna 75 mg
zolpidem 10 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1930
Dołączył(a)
29 paź 2010, 19:44
Lokalizacja
łódzkie

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 sie 2013, 19:51
MalaMi1001, wiewiorka1983, przypuszczam, że Wasze poczucie niepewności w związku wynika z Waszych doświadczeń. A jeśli to przypuszczenie okazało się prawdziwe, nie warto byłoby zająć się tymi doświadczeniami na terapii, by nie rzutować ich na związki?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Początki w związkach

przez Myffka 27 sie 2013, 21:17
Największy problem był chyba z wyrażaniem wprost uczuć, każde z nas bało się powiedzieć tych najważniejszych słów. Teraz jest już lepiej. Kolejna sprawa to nauczenie się akceptacji poglądów drugiej strony, bo w wielu sprawach mamy całkiem odmienne zdanie i początkowo "przepychaliśmy" się próbując udowadniać swoje racje.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
27 sie 2013, 18:31

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez MalaMi1001 27 sie 2013, 21:44
Gods Top 10 napisał(a):MalaMi1001, wiewiorka1983, przypuszczam, że Wasze poczucie niepewności w związku wynika z Waszych doświadczeń. A jeśli to przypuszczenie okazało się prawdziwe, nie warto byłoby zająć się tymi doświadczeniami na terapii, by nie rzutować ich na związki?


Moje przypuszczenie okazało się prawdziwe. Kiedyś moja terapeutka powiedziała, że może warto byłoby słuchać intuicji. I miała rację. Coś mówiło mi, że to zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. I miałam rację!
______________
wenlafaksyna 75 mg
zolpidem 10 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1930
Dołączył(a)
29 paź 2010, 19:44
Lokalizacja
łódzkie

Początki w związkach

przez gwidon 03 wrz 2013, 20:36
Mogę powiedzieć, ze moje odczucie niepewności w obecnym związku wiąże się z tym, że na początku związku zaliczyliśmy dosyć długą rozłąkę (po ponad miesiącu w związku jedno z nas musiało wyjechać do stanów na prawie 2 miesiące). Fatalnie się złożyło i ciągle mi się wydaje, że wszystkie problemy wynikają właśnie z tego. A może to tylko próba usprawiedliwania się i swoich niepowodzeń?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
03 wrz 2013, 20:19

Początki w związkach

przez wiewiorka1983 03 wrz 2013, 21:19
Gods Top 10,
zajmuję się i niestety zajmować się będę jeszcze długo, bo sprawa relacji jest u mnie wybitnie pokręcona. z perspektywy czasu widzę, że ŻADEN z moich związków ni był zdrowy
Offline
Posty
67
Dołączył(a)
01 sie 2013, 12:24

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez refren 04 wrz 2013, 02:32
Moją specjalnością na początku jest lęk, że nie powinnam być z tą osobą, bo z jakichś powodów jest to dla mnie niedobre. Przybiera to wręcz formę obsesji, więc początki są trudne. Być może to kwestia złych wyborów, być może zamartwiania się. Or both.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Online
Posty
3282
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez zmęczona_wszystkim 10 wrz 2013, 23:42
Niepewność, w czym jestem - czy to związek, czy zwykłe spotykanie się. Zwykle związywałam się z osobami, do których nic nie czułam, bo te, z którymi chciałam, były poza moim zasięgiem. Więc odgrywałam rolę, nie wiedząc nawet, w jakiej relacji jestem.
Posty
1210
Dołączył(a)
01 sie 2013, 16:53

Początki w związkach

przez anna.anakaia 11 wrz 2013, 02:10
zmęczona_wszystkim,
Niepewność, w czym jestem - czy to związek, czy zwykłe spotykanie się.

Hm... myślałam, że to się czuje. Masz tak, że potrzebujesz od partnera słownego potwierdzenia "tak, jesteśmy parą"? Podejrzewam, że taki stan rzeczy jest dość niekomfortowy w związku z towarzyszącą niepewnością.
Mam nadzieję, że teraz bierzesz pod uwagę, to jak Takie relacje wyglądają. Życzę Ci stworzenia związku z kimś do kogo będziesz coś czuła i będziesz miała pewność, że to co Was łączy to nie "zwykłe spotykanie":)
anna.anakaia
Offline

Początki w związkach

Avatar użytkownika
przez zmęczona_wszystkim 11 wrz 2013, 02:50
anna.anakaia napisał(a):zmęczona_wszystkim,
Niepewność, w czym jestem - czy to związek, czy zwykłe spotykanie się.

Hm... myślałam, że to się czuje. Masz tak, że potrzebujesz od partnera słownego potwierdzenia "tak, jesteśmy parą"? Podejrzewam, że taki stan rzeczy jest dość niekomfortowy w związku z towarzyszącą niepewnością.
Mam nadzieję, że teraz bierzesz pod uwagę, to jak Takie relacje wyglądają. Życzę Ci stworzenia związku z kimś do kogo będziesz coś czuła i będziesz miała pewność, że to co Was łączy to nie "zwykłe spotykanie":)


Chyba nie zawsze się czuje. Spotykasz się z tym kimś, sypiasz, to jeszcze mogą być osoby, które, powiedzmy, są jeszcze związane więzami małżeńskimi i same nie wiedzą, co z tym fantem zrobić, albo tak po prostu jesteś z kimś, bo lubisz się z tą osobą spotykać i wzajemnie dotrzymujecie sobie towarzystwa. i jeszcze dodatkowy problem, bo jeśli nie kochasz tej osoby, to czy to związek? Czy spotykanie się, czy coś innego? Nie ma prostej nazwy. Mam mały wybór na polu związkowym, więc pewnie dlatego ta niepewność i brak komfortu.
Ale myślę, że to jednak wcale nie taki rzadki problem: zastanawianie się, czy to tylko randkowanie czy nie? Bo dla jednej strony to może być coś więcej, a dla drugiej nie. Jeśli nie padną określone deklaracje, to nie ma tej chociażby małej pewności. Znam przypadki, w których jedna ze stron wykorzystała właśnie ten brak deklaracji, odgrywając później "zaskoczoną", bo przecież skoro nie obiecywała niczego, ani się nie deklarowała, to znaczy, że była wolna :evil:
Posty
1210
Dołączył(a)
01 sie 2013, 16:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 3 gości

Przeskocz do