Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez 4aether 19 cze 2013, 20:16
Witam, przechodząc do sedna. Mam 24 lata od początku lutego brałem udział w 12 tyg. terapii grupowej, co pozwoliło mi zrobić wgląd w swoją osobę. Poznałem jak wiele mechanizmów zaczerpniętych z dzieciństwa wpływa na mnie i moje postrzeganie wielu spraw. Zyskałem na pewności siebie, świadomości, udało mi sie wyłapać emocje które odczuwam. W czasie trwania terapii poznałem dziewczyne, która mi sie spodobała, która ma podobne poglądy, spojrzenie na świat, poczucie humoru, wyczucie estetyki które bardzo cenie. Stopniowo z każdym tygodniem trwania zajęć coraz bardziej sie nia interesowałem, jednak z racji zakazu utrzymywania kontaktów by nie zaburzyć informacji zwrotnych nie rozmawialiśmy ze sobą poza zajęciami, coraz bardziej w niej sie podkochiwałem w swych wyobrażeniach. Do momentu kiedy odwoziłem ją po drodze, wymiana nr, spotkanie, miła rozmowa. Przed terapią miałem ogromny problem z bliskością, wyrażaniem emocji, byłem sztywny, z drugiej strony czułem jakieś parcie na poznanie bratniej duszy, być może ta wyczuwalna desperacja była źródłem moich niepowodzeń z poznawanymi kobietami. Tutaj jednak odczułem brak gry z jej strony, ja też podszedłem na luzie do tej znajomości, normalna miła rozmowa. W czasie terapii doszło między nami do zbliżenia. Oboje tego chcieliśmy. Ona skończyła terapie 2 tyg. przede mną. Z czasem gdy na koniec terapii nabrałem więcej odwagi i pewności, zacząłem więcej spotykać sie z nią i zagadywać nowe, nieznajome dziewczyny gdzieś na zakupach, czy w przypadkowych miejscach. Podnosiło to moją pewność siebie, jednak z drugiej strony było silniejsze ode mnie, skoro spotykam sie z nią to robie coś wbrew szczerości. Do tej pory nie deklarowałem wobec niej stanowiska czy jesteśmy w związku itd. Ona wie też o moim problemie z bliskością który nieraz wychodził na zajęciach. Powiedziałem dla niej ok 4 tyg. temu że czuje że jest inaczej aniżeli na początku i musze to przemyśleć, ona powiedziała że mogłem w to tak nie wchodzić skoro teraz tak do tego podchodze. Po tym co jej powiedziałem rozpłakała sie gdyż jest bardzo wrażliwa. Wrażliwość, przeżywanie to co ją cechuje jeszcze bardziej ode mnie, a ja oprócz tego żę niechce jej zranić robie za jej placami coś dokładnie odwrotnego, jednocześnie później tego żałuje i boje sie wchodzić z nią w związek, bo boje sie że będe ograniczony, zawsze byłem zamotny nie licząc ponad rocznej relacji z byłą ok 2 lata temu. Samotny gdy wyjeżdzali moi rodzice za granice (gdy miałem 10 lat), i wracali na święta/urlop. Wtedy byłem pod jako taką opieką babci. Zawsze raczej zamknięty w sobie. Przyzwyczajony do bycia samotnym, jednak wtedy gdy już jestem sam cierpie, chce być z kimś, troche z kimś pobęde i znowu chce wrócić do samotnego JA, przyznaje że przypomina mi to troche właśnie to że moja matka jest na chwile a dłuższy czas jej niema i wtedy ja cierpie, gdy pusto w domu... Czuje że zostałem tak zaprogramowany. Ale czy napewno to jest to ? Może uciekam przed odpowiedzialnością jaką niesie za sobą bycie w związku z drugą osobą? Widze jak ona sie stara i czuje że jej zależy na tej znajomości jednak nie do końca chyba potrafie to docenić i poczuć tak samo? Szukam w niej i skupiam sie na jej niedociągnięciach, zamiast mieć na uwadze zalety. Jednocześnie rozglądam sie za innymi dziewczynami, jakbym potrzebował ciągłych emocji, poznawania czeogś nowego. Czuje do niej coś więcej niż koleżeńską sympatię, ale nie tak jak początkowo gdy była niedostępna, twarda, tylko jako znajoma, jednak ona deklarowała żę nie gra tylko jest szczera. A ja tej szczerości nie potrafie docenić bo ciągle chciałbym zdobywać tak jak być może robiłem to początkowo... Jest to wartościowa osoba, tylko w mojej głowie jest straszny mętlik niewiem w którą strone iść. Coraz bardziej złoszcze sie na siebie i między nami też robi się nijako. Jednak gdy ostatnio ją zobaczyłem na wspólnym wyjściu bardzo mi sie podobała, ten wdzięk i urok osobisty, coś co trudno ubrać w słowa. Jednocześnie z figury widze wiele atrakcyjniejszych dziewczyn, niestety mam w sobie typowego 'chłopa wzrokowca' sam też jestem przystojny co często słysze a jak czytałem by związek był udany dziewczyna powinna być atrakcyjniejsza od faceta. Nie chce zrywać z nią kontaktu i chce ją poznawać. Lecz boje sie bliskości, boje sie jakiś ram ograniczenia które niesie za sobą związek. Od zawsze widziałem swoich rodziców którzy są ze sobą jak w słoiku, zamknięci, sfrustrowani, na domiar złego wciągnięci w alkohol. Czy mogę przez to czerpać niechęć do bliskich relacji? Nie chce też jej ranić i niewiem jak do tego wszystkiego już podejść bo wiem że bardzo to przeżyje, wiem też że miała ona niepowodzenie w miłości kiedy chłopak ją zdradził, wiem też że jak kocha to potrafi robić to bezinteresownie, bez kalkulacji, po prostu tak wyczuwam...
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 sty 2013, 21:32

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez Saraid 19 cze 2013, 22:08
4aether, oczywiscie,że przez to co spotkało Cię w dzieciństwie teraz akurat w ten sposób odbierasz bliskość boisz się jej.Zastanów się na czym Ci zależy bo mam wrażenie iż tego sam nie wiesz.Wydaje mi się że skoro tak odczuwasz ten akurat problem masz w sobie nie przepracowany.Jeżeli nie chcesz tracic z nią kontaktu musisz byc uczciwy w tych relacjach wobec niej i siebie inaczej poranisz tą relacje.
Dziewczyna sam widzisz jest bardziej zaangazowana niż Ty.Nikt nie zostaje jakos tam ''zaprogramowany'' powielamy tylko wzorce przede wszystkim te z domu rodzinnego ,ale to zawsze mozna zmienić i popracowac nad tym.
Saraid
Offline

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez 4aether 20 cze 2013, 00:09
Dokładnie tego nie wiem. Wiem jedno, gdy poluzuje relacje z tą dziewczyną będzie mi smutno, bo zostane sam sobie i strasznie w tym wszystkim będe znów sie nakręcał. Z drugiej strony będzie mi żal tego, że rozbudziłem w jej nadzieje naszymi udanymi spotkaniami, dogadywaniem się itd. a koniec końców zostane odebrany jako tchórz, w końcu ona inaczej to wszystko odbierała, dając dużo od siebie... Jest jeszcze taka kwestia, że zawsze widze w czymś jakiś problem i go szlifuje do niepojętej rangi, kiedy to jest błahostka, często słysze, że za dużo analizuje, za dużo coś rozkładam na czynniki pierwsze. Tak w też w odniesieniu do swojej osoby, gdy zrobie coś bardzo dobrze, zamiast to docenić, ganie siebie za drobne niedociągnięcia nie pozwalając na błędy. Tak w tej relacji, widze pewne rzeczy które mi do końca w niej nie odpowiadają, drażnią (typu np. tak jak ja dużo analizuje, przeżywa ponad miare, często zamyka sie w sobie, jakbym momentami widział lustrzane odbicie mojej osobowości ), ale jak wspomniałem zamiast docenić pozytywy, na pierwszym planie jak zwykle to co jest gorsze. Oczywiście tak to wszystko rozgrywam w głowie, by jak najmniej odczuła moje dylematy, lecz dało sie zauważyć na ostatnim spotkaniu że ona jest przejęta, smutna moim wahaniem i jako czujna kobieta wie że coś jest na rzeczy. Szkoda mi tego... i płakać mi sie chce za tą dziewczyne, że tak wszystko początkowo było super, a teraz sypie mi sie w głowie, a ją czeka rozczarowanie. Jak to sie mówi życie to sztuka wyborów, w takim razie jestem złym artystą, który nie potrafi określić swojego nurtu. Przez to odczuwam że ciężko mi jest zaznać prawdziwego szczęścia i tych gorszych chwil, bo po prostu sie tego boje... W dzieciństwie brakowało mi czułości, bliskości, większość rzeczy które sie działy wokół mnie były dla mnie nie jasne, zachodziłem w głowe, o co chodzi moim rodzicom, byli zimni, często obojętni, brak czułości nadrabiali wsparciem materialnym i na tej podstawie wymagali ode mnie szacunku, sami jednak nie dając przykładu. Kolejny raz czuje że mam wiele klocków w układance, lecz nie moge wszystkiego zgrać do kupy i przestać sie ciągle oglądać, bo coś jest niejasne, niezrozumiałe, nie ma wytłumaczenia... Co ciekawe ostatnio w jakimś programie TV był temat o DDA "...najpierw jest partner idealny, później nie idealny, ma wady które przesłaniają zalety, partner - Piotruś Pan który całe życie ucieka. Prawidłowo dziecko odbiega i wraca do mamy by uczyć się bliskości.." Widze w sobie DDA, bo to co było w tym programie to jakby skrót mojej osoby. Pytanie teraz jaki rodzaj terapii byłby najbardziej pomocny by znaleźć rozwiązanie tego problemu i co szczerze powiedzieć tej dziewczynie żeby nie odebrała tego jako zwykłe cwane tchórzostwo z mojej strony? Teraz gdy to pisze, czuje że nie chce jej opuścić, by następnego dnia zapewne znowu sie wahać :silence:
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 sty 2013, 21:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez Saraid 20 cze 2013, 02:15
Zycie to pasmo wyborow i odpowiedzialnosci za nie,za kazda osobe ktora zapraszamy do naszego zycia na tym polega miedzy innymi dojrzalosc w relacjach z innymi.Pamietaj,ze tutaj tez chodzi o ta dziewczyne by jej nie skrzywdzic nie tylko o Ciebie.
Saraid
Offline

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez lukk79 20 cze 2013, 02:31
Można spytać jakie masz rozpoznanie po ukończonej terapii?
Offline
Pierwszy Romantyk Forum
Posty
923
Dołączył(a)
04 paź 2012, 21:24
Lokalizacja
Szczecin

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez 4aether 20 cze 2013, 10:52
Zaburzenia adaptacyjne F43.2
Mieszane zaburzenia osobowości F61

Terapie zacząłem z problemem wchodzenia w bliskie relacje ze znajomymi, związki, co dodatkowo utrudniały jak mniemałem stałe szumy uszne które mam od kilku lat. Bałem sie odkrywać przed drugą osobą, skupiałem sie na tym co mam powiedzieć nie słuchając innych, teraz troche lęk ten pozostał ale zdecydowanie sie otworzyłem, jak stwierdzają osoby w moim otoczeniu, znajomi, jestem mniej sztywny. Jednak kwestia bliskości o ile uległa poprawie, o tyle cały czas jest jakieś rozdarcie. Stan przy wypisie: nie stwierdzono odchyleń od normy.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 sty 2013, 21:32

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez lukk79 21 cze 2013, 01:12
Opis jaki zamieściłeś to momentami jakbym czytał siebie. Przy takich mieszanych zaburzeniach osobowości to trochę się nie dziwię, że czujesz rozdarcie jeśli chodzi o bliskie kontakty, też mam z tym problem.
Offline
Pierwszy Romantyk Forum
Posty
923
Dołączył(a)
04 paź 2012, 21:24
Lokalizacja
Szczecin

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez 4aether 21 cze 2013, 22:20
Jest to bardzo męczące, czasem udaje mi sie z tym rozdarciem uporać, ale wątpliwości wracają jak bumerang jestem jak chorągiewka na wietrze, mimo że tego nie daje odczuć drugiej osobie. Czy udało Ci sie w jakimś stopniu to odmienić? Jeśli tak to w jaki sposób?
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 sty 2013, 21:32

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez lukk79 22 cze 2013, 00:33
Trochę się odmieniło poprzez zyskanie świadomości siebie samego, każdy pewnie ma inną drogę do tego, ja przez całe lata wybierałem to co mnie mniej więcej interesowało. Nie wiem dokładnie co masz na myśli mówiąc "chorągiewka", jeśli postrzegasz to podobnie do mnie, to dzięki tej świadomości siebie zacząłem zwracać większą uwagę na to jak dana sytuacja na mnie wpływa, po prostu jak się z tym czuję (tak jak na terapii). No i się okazywało, że coś mi się bardziej podoba, to złości, a tamto nie, itd., przy czym trzymałem się zasady, że nie winię siebie za nic co było trudne na początku. Piszesz, że u Ciebie kwestia bliskości ulegała poprawie, a co rozumiesz przez bliskość? Ja przez to rozumiem dłuższy związek z kimś, a tego nie zmieniłem, nie wiem więc czy to co piszę będzie odpowiedzią na Twoje pytania. Jeśli przez bliskość rozumieć więcej kontaktów z ludźmi (kiedy między nimi nie czuję się jak ta "chorągiewka") to na pewno dużo się u mnie zmieniło. I jak już to poznałem to teraz chcę być sobą zawsze ale to męczy jak się może domyślasz. Też skończyłem niedawno terapię (12 tyg. grupową), 3 m-c temu i od tego czasu niemal każdego dnia widzę jak duży mam problem z tą prawdziwą bliskością, czyli związkiem, na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie żeby to mogło się zmienić ale b. chcę żeby się zmieniło. Powiem Ci, że tak jak czytam Twoje dwie pierwsze wypowiedzi to ja na przestrzeni lat miałem podobne analizy i tak dalej. Wydaje mi się, że to kwestia zaburzeń, mam stwierdzone podobne do Twoich. Nie wiem skąd się to bierze, ja jak teraz sięgam, czasem daleko, wstecz to widzę siebie jako kogoś "nieokreślonego", tak jakbym teraz miał kształtować swoją osobowość. Pamiętam pewne zdanie z jakiegoś filmu amerykańskiego, usłyszane bardzo dawno temu, kiedy była scena, że jeden gość przedstawiał swojemu koledze jakieś grono osób, i tak przedstawia każdego po kolei i przy jednym gościu powiedział tylko "to John, miał pecha urodzić się bez osobowości" i przedstawia dalej innych. Pamiętam to zdanie bo odniosłem je wtedy do siebie i dzisiaj też odnoszę. Wcale mi się to nie podoba, to nawet dość przerażające. Piszesz: Kolejny raz czuje że mam wiele klocków w układance, lecz nie moge wszystkiego zgrać do kupy i przestać sie ciągle oglądać, bo coś jest niejasne, niezrozumiałe, nie ma wytłumaczenia... - to dla mnie znajome chociaż już jakby poradziłem sobie z tym, ale piszę "jakby" czyli znowu nie jestem pewien. Każdy dzień ostatnio taki.
Czuje do niej coś więcej niż koleżeńską sympatię, ale nie tak jak początkowo gdy była niedostępna, twarda, tylko jako znajoma, jednak ona deklarowała żę nie gra tylko jest szczera. A ja tej szczerości nie potrafie docenić bo ciągle chciałbym zdobywać tak jak być może robiłem to początkowo...
.
Teraz gdy to pisze, czuje że nie chce jej opuścić, by następnego dnia zapewne znowu sie wahać
U mnie było tak samo, dałem sobie spokój na razie z próbą bycia z kimś, staram się rozmawiać z dziewczynami normalnie, bo tak jak kiedyś rozmawiałem z nimi mało to teraz budzę w nich zwyczajnie jakieś przerażenie. Kiedy już doprowadzę do sytuacji, że rozmawiamy to jak zaczynam widzieć, że ona się mną interesuje to pojawia się we mnie chaos, tak jakbym wiedział, że taka sytuacja nie będzie miała miejsca długo, że coś co ona traktuje jako normalność dla mnie jest ciągłym wysiłkiem by tą normalność zachować. Czytałeś trochę o tych zaburzeniach osobowości, odkrywasz coś w sobie?
Offline
Pierwszy Romantyk Forum
Posty
923
Dołączył(a)
04 paź 2012, 21:24
Lokalizacja
Szczecin

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez 4aether 25 cze 2013, 22:30
Trochę się odmieniło poprzez zyskanie świadomości siebie samego, każdy pewnie ma inną drogę do tego, ja przez całe lata wybierałem to co mnie mniej więcej interesowało. Nie wiem dokładnie co masz na myśli mówiąc "chorągiewka" Piszesz, że u Ciebie kwestia bliskości ulegała poprawie, a co rozumiesz przez bliskość? Jeśli przez bliskość rozumieć więcej kontaktów z ludźmi (kiedy między nimi nie czuję się jak ta "chorągiewka") to na pewno dużo się u mnie zmieniło. I jak już to poznałem to teraz chcę być sobą zawsze ale to męczy jak się może domyślasz.


Świadomość samego siebie to napewno coś co zyskałem. Podobnie jak Ty więcej uwagi przywiązuje do oddziaływania różnych sytuacji na mnie.
Przez bliskość bardziej otwarte mówienie o tym co się czuje, rozwój znajomości zawartych do tej pory, wykazanie większej inicjatywy w gronie znajomych w celu integracji. Brak strachu przed tym, że ktoś wykorzysta lub zakwestionuje gdy o swoich odczuciach przeciwko Tobie, co łączy się z większą pewnością siebie którą nabyłem. Cały czas jednak wymaga to pracy, bo mięsień nie trenowany zanika.
Bliskość ulegała poprawie, jednak nie na tyle bym nie miał lęków i oporów mniej lub bardziej wyimaginowanych, przed mówieniem np. bliskiej mi dziewczynie co czuje. Bliskość jest blokowana przez częste analizowanie i kalkulowanie, przez co często nie oddaje się temu co być może powinno nadejść samo, czyli iskra uczucia tylko skupiam sie na tym jaki to ja mam problem z zakochaniem sie. Boje sie deklarować czy chce związku, czy znajomości, bo związek to chyba dla mnie imadło ograniczenia, które mnie zablokuje, bo będąc samemu jest mi tak dobrze, bez zobowiązań, jednak pragnę mieć przy sobie kogoś bliskiego, ale tak nie za mocno, bo zaburzy to moją wolność i niezależność.
"Chorągiewka" mam na myśli to, że mimo tej zyskanej pewności, często łapie się na wahaniu w wielu sprawach mniej i bardziej istotnych, lub gdy już jestem na coś zdecydowany, zmienie zdanie w ostatniej chwili bo coś mi nie odpowiada w 100 %.

Nie wiem skąd się to bierze, ja jak teraz sięgam, czasem daleko, wstecz to widzę siebie jako kogoś "nieokreślonego", tak jakbym teraz miał kształtować swoją osobowość. Pamiętam pewne zdanie z jakiegoś filmu amerykańskiego, usłyszane bardzo dawno temu, kiedy była scena, że jeden gość przedstawiał swojemu koledze jakieś grono osób, i tak przedstawia każdego po kolei i przy jednym gościu powiedział tylko "to John, miał pecha urodzić się bez osobowości" i przedstawia dalej innych. Pamiętam to zdanie bo odniosłem je wtedy do siebie i dzisiaj też odnoszę.


To zdanie mógłbym po części odnieść do siebie, mówiłem nawet na terapii, że zapytać moich znajomych to niewiem co by wymieniono po za poczuciem humoru. Teraz możę powiedzieli by więcej, bo stałem się bardziej kontaktowy. Nie tłumie w sobie tego co chce powiedzieć, nie udaje, nie owijam w bawełne. Lecz tak jak Ty czuje że moja osobowość dopiero się klaruje. Zauważyłem też że jestem bardzo podatny na czerpanie z zachowań i reakcji z grona znajomych osób po za rodziną. Zachowuje się podobnie do jakiejś osoby z która przebywam dłuższą chwile, Np. sobotni wieczór z kumplami, zaczynam następnego dnia żartować w podobny sposób do nich. Noc z sympatią odnośnie której sie waham, zacząłem mówić podobnie jak ona i być mniej asertywnym tak jak ona. Przyswajam i oddaje to co wokół mnie się dzieje, oczywiście, sprawiam wrażenie pewnego siebie, będąc sugestywnym na zachowanie innych, zamiast suwerennym sobą z własnym ja. A na terapii tak właśnie byłem postrzegany. Wydaje mi się że ma to związek z brakiem autorytetu w dzieciństwie, gdzie teraz przyozdabiam się jako indywidualista, doskonały w swojej roli (mój ojciec jak ja stanowczy, jednak w sobie słaby i uległy). Jestem podatny na zmienne środowisko, dlatego nazywam siebie chorągiewka.

U mnie było tak samo, dałem sobie spokój na razie z próbą bycia z kimś, staram się rozmawiać z dziewczynami normalnie, bo tak jak kiedyś rozmawiałem z nimi mało to teraz budzę w nich zwyczajnie jakieś przerażenie. Kiedy już doprowadzę do sytuacji, że rozmawiamy to jak zaczynam widzieć, że ona się mną interesuje to pojawia się we mnie chaos, tak jakbym wiedział, że taka sytuacja nie będzie miała miejsca długo, że coś co ona traktuje jako normalność dla mnie jest ciągłym wysiłkiem by tą normalność zachować. Czytałeś trochę o tych zaburzeniach osobowości, odkrywasz coś w sobie?


Okdrywam w sobie, że pomimo większej otwartośći do ludzi - mam pokuse unikania z nimi kontaktu. Gdy coś mi sie nie spodoba, komentarz uwaga na mój temat, często odsuwam sie od grupy, lub szykuje odwet w ramach rewanżu. Jestem bardzo pamiętliwy. Mam dużo niepokojących myśli. Pomimo początkowego spokoju jak po terapii, nawraca niepokój. problemy z dłuższym skupieniem uwagi (choć to akurat staram sie opanować). Problemy z hazardem przed w trakcie i po terapii. Obwiniam siebie i zazdroszcze innym, że nie mają tylu zmartwień w głowie co ja. Jestem ironiczny, choć nie tak jak przed terapią. Mam trudność z okazaniem dobrego humoru, jakbym wiedział że zaraz znowu wróci zły nastrój. Myśle o tym w kategoriach, jestem tego świadom, lecz jak to zmienić? frustruje się ze zamiast skupić się na rozwoju swojej osoby, krążę w okół tego. Dodatkowo myślenie, terapia sie zakończyła, więc za późno już by coś we mnie uległo poprawie. Gdy choruje (grypa przeziębienie), czuje sie lepiej jakbym miał usprawiedliwienie tego by faktycznie poczuć się dobrze. Tak jak wcześniej pozwalałem sobie na chwile gorszego nastroju tak teraz znowu siebie ganie za to że mam zły humor. W całym tym kółeczku biega sobie chomik.

Dodam jeszcze że dzisiaj powiedziałem szczerze tej dziewczynie, że waham sie, niewiem czego chce, chce przemyśleć, jednak boje sie tej bliskości, że nie przepracowałem tego tematu na terapii i że nie mówie o tym tak jako wymówka, bo mi tak wygodniej, powiedziałem jej że nie chce jej ranić, oszukiwać, ona powiedziała że nie chce sie zmieniać i zgrywać niedostępnej tak jak ja bym chciał bym bardziej sie zaangażował, ja chciałbym ją zdobywać, walczyć, ona stwierdziła, że ta walka kojarzy sie jej z tym co mówiłem na terapii, że ja chce ciągle walczyć. Powiedziała też że została ostro zraniona i nie chce być kolejny raz w niepewności i chce to przemyśleć, a związek budować na szczerości i zaufaniu. Ja powiedziałem że niedostępność i tajemniczość to elementy, które mogą współgrać ze szczerością i prawdziwością, zachowaniem siebie, a taka znajomość mogłaby być kompromisowa, w końcu na tym polega budowanie relacji. Ona jest idealnym materiałem na żone. Dla mnie jednak brakuje przynajmniej lekkiego dreszczyka emocji, wiem że jeśli ona mi nie da zawalczyć, ja stane sie złośliwy, opryskliwy nie docenie tego co mam. Tylko pytanie czy można dojść do kompromisu zgodnie z tym co jej zaproponowałem?
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 sty 2013, 21:32

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez lukk79 27 cze 2013, 00:08
Ja jakoś 4 lata temu próbowałem być z dziewczyną, poznaliśmy się na kursie tańca, dokładnie na weekendowym wyjeździe i tam można powiedzieć, że nie zwracałem na nią uwagi, zwracała moją uwagę inna dziewczyna, która miała mnie w nosie (dopiero pod koniec to do mnie dotarło). Ale z tamtą dziewczyną rozmawiałem co jakiś czas, a pod koniec wyjazdu już przebywaliśmy ze sobą dłużej. Nie wiedziałem co to, czy zakochanie czy zwykłe polubienie, teraz z perspektywy czasu wiem, że to duże pokrewieństwo dusz. Po powrocie spotykaliśmy się i było nam w swoim towarzystwie dobrze, czułem się kimś przy niej, w sensie osobowości. Ale z drugiej strony pojawiało się, że nie chcę tego, nie chcę związku. Dużo z tego co piszesz było u mnie, brak zdecydowania,
Boje sie deklarować czy chce związku, czy znajomości, bo związek to chyba dla mnie imadło ograniczenia, które mnie zablokuje, bo będąc samemu jest mi tak dobrze, bez zobowiązań, jednak pragnę mieć przy sobie kogoś bliskiego, ale tak nie za mocno, bo zaburzy to moją wolność i niezależność.
W końcu powiedziałem jej, że nie chcę, tylko wtedy nie rozumiałem dlaczego, myślałem, że muszę szukać dalej, bardziej atrakcyjnej,
Dla mnie jednak brakuje przynajmniej lekkiego dreszczyka emocji, wiem że jeśli ona mi nie da zawalczyć
... myślałem podobnie. Właściwie to powiedziałem jej to dość wprost, że mi się nie podoba bo nie rozumiejąc tego nie wiedziałem jak inaczej to powiedzieć. Musiałem ją bardzo wtedy zranić i zraniłem. Do dziś mamy kontakt, będziemy widzieć się w piątek, przyjaźnimy się. Ona ma chor. afekt. dwubieg., ostatnio miała okres, że nie brała leków, jak do mnie dzwoniła to wiedziałem, że coś nie tak, jakby oszalała, potem na szczęście wróciło do normy. Ale nie o tym miałem pisać, chodzi o to, że mam, a raczej miałem podobne reakcje do Twoich,
Obwiniam siebie [...] Jestem ironiczny, choć nie tak jak przed terapią. Mam trudność z okazaniem dobrego humoru, jakbym wiedział że zaraz znowu wróci zły nastrój. Myśle o tym w kategoriach, jestem tego świadom, lecz jak to zmienić?
Tak jak wcześniej pozwalałem sobie na chwile gorszego nastroju tak teraz znowu siebie ganie za to że mam zły humor.
, dłużej mam z tym styczność (jestem starszy prawie 10 lat) dlatego teraz tak nie mam albo lepiej radze sobie ale miałem. Chociaż będą w Twoim wieku byłem tego nieświadomy, a Ty widzę, że jesteś.
Ja w ogóle w moich kontaktach z dziewczynami, z którymi potencjalnie miałem tworzyć związek bardzo to wszystko gmatwałem, jakieś wyjaśnienia i analizy i próby wyjaśniania im co czuję, to mi przypomina co piszesz pod koniec posta, jakbym zupełnie nie potrafił czuć spontanicznie tylko jak w jakimś podręczniku! Nie przeżyłem w swoim życiu prawdziwej bliskości, teraz wiem, że coś jest nie tak ale nie wiem jeszcze jak to zmienić.
Offline
Pierwszy Romantyk Forum
Posty
923
Dołączył(a)
04 paź 2012, 21:24
Lokalizacja
Szczecin

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez 4aether 27 cze 2013, 01:24
Nie wiedziałem co to, czy zakochanie czy zwykłe polubienie, teraz z perspektywy czasu wiem, że to duże pokrewieństwo dusz.


Jak innymi słowy byś to sformułowanie wyraził i rozwinął ? Pokrewieństwo dusz to coś rzadko spotykanego, ja mam to w tym przypadku, rozumiem ją, czasem bez słów. Chwytało mnie w środku gdy mówiła mi rzeczy które miałem w myślach na dany temat, coś nieprawdopodobnego. Mamy wiele wspólnych cech i właśnie niewiem czy te podobieństwa nie są przeszkodą w rozwoju uczucia, a blokują je, bo często jak stary lis wiem czego sie po niej spodziewać? Bliskie ideału wręcz zrozumienie, empatia, poczucie humoru, z negatywnych oboje mamy problemy z wzięciem sie w garść i motywacją, co uważam za szkodliwe w związku. Biore to też pod kategorie zaburzeń adaptacyjnych które mam, w sensie że boje sie podejmować nowych sytuacji życiowych.

W końcu powiedziałem jej, że nie chcę, tylko wtedy nie rozumiałem dlaczego, myślałem, że muszę szukać dalej, bardziej atrakcyjnej,


Właśnie mam identycznie... myślę że muszę szukać dalej, kiedy "ona" ma jedno wnętrze i drugie wygląd wypośrodkowane. Co więcej uważam że przez to moje niezdecydowanie, przez długi czas mogę kogoś nie poznać, nie wejść w związek. Zostawienie naszej relacji zaś na poziomie przyjaźni sprawi że ona zapomni o tym co nas łączyło pozna kogoś innego, a ja będę żałował swojej decyzji. Z kolei moje wewnętrzne walki i rozterki z tym związane mogą negatywnie odbijać się na nas obojgu i w gruncie rzeczy będzie jeszcze gorzej, niż będąc samemu.

Dla mnie jednak brakuje przynajmniej lekkiego dreszczyka emocji, wiem że jeśli ona mi nie da zawalczyć
... myślałem podobnie. Właściwie to powiedziałem jej to dość wprost, że mi się nie podoba bo nie rozumiejąc tego nie wiedziałem jak inaczej to powiedzieć. Musiałem ją bardzo wtedy zranić i zraniłem.


Powiedziałeś jej wprost że Ci się nie podoba? Czy, że brakuje Ci tej adrenaliny z początku znajomości? Ja gdy spotkaliśmy sie wczoraj, powiedziałem jej że brakuje mi troche niedostępności, bym mógł o nią zawalczyć. Ona stwierdziła że to ja mam problem i że ona jest otwarta i szczera wobec mnie... a ja myśle, że taka bezwzględna szczerość to niestety prowadzi do rutyny, a rutyna zabija związki... Więc ja planuje teraz zmienić strategie i podejsć do tego inaczej i powiedzieć jej inaczej. Jeżeli mi na tym zależy i uważam ją za wartościową osobę, warto wprowadzić więcej zaskoczenia, troche chłodu. Niech to intryguje, niech to nie będzie relacja a'la małżeńska szarość... Myśle że jeszcze dam sobie kilka dni na przemyślenie... Widze u niej tą ciekawą ceche co u siebie, potrafi pozytywnie rozwijać sie myślowo i uskrzydlić np. w nowej pracy, mam więc nadzieje że rozwinie z czasem w sobie jakąś pasje, którą myśle że w głębi duszy ma nieodkrytą, to napewno by mnie do niej zbliżyło i zaciekawiło mnie ją jako złożoną osobowością.

Do dziś mamy kontakt, będziemy widzieć się w piątek, przyjaźnimy się. Ona ma chor. afekt. dwubieg., ostatnio miała okres, że nie brała leków, jak do mnie dzwoniła to wiedziałem, że coś nie tak, jakby oszalała, potem na szczęście wróciło do normy. Ale nie o tym miałem pisać, chodzi o to, że mam, a raczej miałem podobne reakcje do Twoich,


Przyjaźnicie sie, a przechodzi Ci przez myśl, że możecie stworzyć coś więcej? Wrócić kiedyś do tego co było na nowo, z większą świadomością siebie?
Gdy czytam Twoje zdania połowa to moje myśli, druga połowa to jakbym widział swoją rzeczywistość. Piszesz o przyjaźni, ja myśle o tym samym, abyśmy sie przyjaźnili, bo początkowe emocje wygasają i w tym kierunku zmierza nasza relacja, której nie chce zaprzepaścić i rozważam zaproponowanie przyjaźni. Jak dzwoniła wiedziałeś że coś nie tak, ja to też wiem gdy rozmawiam ze swoją, czuje gdy jest smutna.

Obwiniam siebie [...] Jestem ironiczny, choć nie tak jak przed terapią. Mam trudność z okazaniem dobrego humoru, jakbym wiedział że zaraz znowu wróci zły nastrój. Myśle o tym w kategoriach, jestem tego świadom, lecz jak to zmienić?
Tak jak wcześniej pozwalałem sobie na chwile gorszego nastroju tak teraz znowu siebie ganie za to że mam zły humor.
, dłużej mam z tym styczność (jestem starszy prawie 10 lat) dlatego teraz tak nie mam albo lepiej radze sobie ale miałem. Chociaż będą w Twoim wieku byłem tego nieświadomy, a Ty widzę, że jesteś.


Wiem że to kwestia indywidualna, zapytam jednak co sprawiło że nastapił ten zwrot i lepiej sobie z tym radzisz, podejmując ku temu jak rozumiem wiele wysiłku?
Powiedz co u Ciebie zdiagnozowano?

Ja w ogóle w moich kontaktach z dziewczynami, z którymi potencjalnie miałem tworzyć związek bardzo to wszystko gmatwałem, jakieś wyjaśnienia i analizy i próby wyjaśniania im co czuję, to mi przypomina co piszesz pod koniec posta, jakbym zupełnie nie potrafił czuć spontanicznie tylko jak w jakimś podręczniku! Nie przeżyłem w swoim życiu prawdziwej bliskości, teraz wiem, że coś jest nie tak ale nie wiem jeszcze jak to zmienić.


Ja czuje że chce to zmienić, jeśli nie zaryzykuje i nie pozwole dać sobie szansy będę w tym sie pogrążał. Ale pojawia sie pytanie, jeśli dam szanse, czy tą szanse wykorzystam i nasze uczucie ie odrodzi, a jeśli nie ona sie zaangażuje i ucierpi na tym zapewne zdecydowanie bardziej, wtedy wątpie w przyjacielskie relacje...
Jakie to wszystko pokręcone :time:
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 sty 2013, 21:32

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez lukk79 29 cze 2013, 22:38
Pokrewieństwo dusz dlatego, że fajnie się rozumiemy, może to powinno nazywać się inaczej ale po prostu dobrze się rozumiemy. Nie wiem czy takie zrozumienie może szkodzić w jakiś sposób związkowi, zdrowy rozsądek podpowiada, że nie ale w związku pewnie muszą być też spełnione inne warunki, mnie przychodzi do głowy jeszcze wzajemna fascynacja swoją cielesnością, może ktoś inny mógłby więcej na ten temat powiedzieć.
Też czasem żałowałem, a raczej zastanawiałem się nad tym, że nie jesteśmy razem ale nie mogło być inaczej. Ja bym nie potrafił być w związku, to jest to o czym pisaliśmy na początku, te poczucie ograniczenia, nie wiem dokładnie na czym to jeszcze polega i będę się temu przyglądał bo nie wiem czy nie nadaję się do żadnego związku? Miałem stwierdzone zaburzenia adaptacyjne i os. schizoidalną, czyli dość podobnie do Ciebie, jak pisałem większość co napisałeś przypomina mi moje przemyślenia, mój sposób interpretacji tego, w chwili obecnej jestem o tyle dalej, że przyjąłem do wiadomości czym w ogóle mogą być zaburzenia osobowości, choć wciąż pojawiają się myśli, że to, że jestem sam jest wynikiem mojej nieudolności (że za mało robię żeby kogoś poznać itd.). Zauważyłem, że im bardziej odpuszczam tym jakby więcej jestem w zgodzie ze sobą ale wtedy pojawia się myśl, że jeśli tak, to się to przecież nigdy nie zmieni, a ja przecież kiedyś bym chciał z kimś być. Może potrzebuję czasu, czasu żeby nauczyć się żyć ze świadomością tego kim i jaki jestem, a to by być z kimś pozostawić na dalszym planie. Nie szukaj a znajdziesz i tym podobne stwierdzenia słyszałem czasem. W miłości tak chyba jest, trzeba robić swoje a ona się wtedy pojawia. Tylko to nie jest proste, całe to życie, ale może dla nikogo nie jest proste.
dłużej mam z tym styczność (jestem starszy prawie 10 lat) dlatego teraz tak nie mam albo lepiej radze sobie ale miałem. Chociaż będą w Twoim wieku byłem tego nieświadomy, a Ty widzę, że jesteś.

Wiem że to kwestia indywidualna, zapytam jednak co sprawiło że nastapił ten zwrot i lepiej sobie z tym radzisz, podejmując ku temu jak rozumiem wiele wysiłku?

Po prostu czas, lata mijały a ja robiłem swoje na tyle ile mogłem, idąc przez życie z tym czymś nie będąc tego świadomym, męczyłem się ale przeżywałem też miłe chwile, tylko że nigdy nie przeżyłem bliskości, nie takiej o jakiej tu mówimy.
Ja czuje że chce to zmienić, jeśli nie zaryzykuje i nie pozwole dać sobie szansy będę w tym sie pogrążał. Ale pojawia sie pytanie, jeśli dam szanse, czy tą szanse wykorzystam i nasze uczucie ie odrodzi, a jeśli nie ona sie zaangażuje i ucierpi na tym zapewne zdecydowanie bardziej, wtedy wątpie w przyjacielskie relacje...

Widzisz, te pytania, ja też się w taki sposób zastanawiałem. Myślę, że jak się poznaje kogoś i jest zainteresowanie z obu stron to chce się spróbować. Ja tak chyba zawsze mam, jak się coś "kroi" to chcę spróbować ale dość szybko się to u mnie wyjaśnia. Ale dobrze jak inni by się też wypowiedzieli. Nie myśli się o tym jak będzie (nie mówię o braniu pod uwagę czynników socjalno bytowych nazwijmy je) tylko jest się sobą zainteresowanym i to wystarcza. Ale może już tak nie ma, może teraz świat jest inny, nie wiem już sam. Jeśli nazywasz daniem sobie szansy taką chęć spróbowania to czemu nie, ja wtedy moją przyjaciółkę na tamten czas skrzywdziłem ale ona to rozumiała. I nasze relacje się nie popsuły może głównie dlatego, że ona też się zmaga z chorobą czy zaburzeniem, jak to nazwać. I to jest ta kwestia pokrewieństwa dusz bo możemy zawsze pogadać o różnych rzeczach ale generalnie widujemy się rzadko, ona żyje z kimś, całe szczęście.
Nie wiem czy to co napisałem wniosło coś nowego.
Offline
Pierwszy Romantyk Forum
Posty
923
Dołączył(a)
04 paź 2012, 21:24
Lokalizacja
Szczecin

Nie chce/nie umiem/bronie sie przed związkiem/zakochaniem

przez Desiderii 08 sie 2013, 21:43
Chłopaki, muszę z Wami pogadać. Dokładnie wiem, z czym się zmagacie, jeśli chodzi o niemożność wejścia w związek z kobietą. Sam przez to przechodzę, ale dopiero niedawno zdałem sobie sprawę ze specyficznych schematów, objawów wręcz, jakie rządzą się tą przypadłością. Zraniłem w życiu chyba z tuzin osób. Na początku powód był taki jak u Was - znajdę sobie atrakcyjniejszą, ta ma takie-a-takie wady. To tylko próba racjonalizacji, usprawiedliwienia dla naszej niechęci do bycia z kimś. Tak samo jak Wy cierpię z powodu samotności i pustki. Tak samo jak Ty, lukk79, gdy wycofuję się z relacji z dziewczyną, gdy w ogóle odsuwam się od problemu, czuję się jakby bardziej sobą, jestem spokojniejszy, ale gdy widzę na ulicy parę ludzi idącą za rękę to w pierwszej chwili pojawia się we mnie uczucie obrzydzenia i nienawiści, ale pod spodem kryje się ogromna zazdrość i przytłaczający smutek, że oni potrafią być ze sobą, potrafią cieszyć się wzajemną bliskością, a ja jestem jak zlodowaciały wrak. 4aether - nie radzę mieszać z tą dziewczyną w celu wprowadzenia do związku dodatkowych bodźców. To nic nie da. Nie tu jest problem.

Słuchajcie, jest nas wielu, mamy cholernie podobne schematy działania i odczuwania. Przede wszystkim rzućcie okiem na książkę Mężczyźni, którzy nie potrafią kochać autorstwa Carter i Sokol. To książka o nas. Uświadomiła mi, jakiej epidemii jesteśmy ofiarami. Opisała słowami to, co czuję. W 99%. Nie znam osobiście nikogo z takim problemem, dlatego zwracam się do Was, może razem coś wymyślimy. Tak jak Wy mam zdiagnozowane zaburzenie osobowości. Dzisiaj, po czterech dniach, zrezygnowałem z psychoterapii grupowej, z kilku przyczyn. Wasze wypowiedzi dały mi sporo informacji. Ta cholerna samotność i niemożliwość związania się z kimś, jest aktualnie czymś, co najbardziej mnie w życiu boli. Mogę znieść kiepską pracę, mogę znieść natręctwa, huśtawkę nastrojów, ale samotność i pustka wiercą niemal dziurę w duszy. To boli. Chciałbym wiedzieć, czy można coś z tym zrobić, czy nie można. Nie chcę być na rozdrożu. Jeśli nie można to trudno, jakoś sobie będziemy musieli poradzić, ale chciałbym to wiedzieć.

Wybaczcie chaos mojej wiadomości, ale dzisiaj, po rezygnacji z tej terapii byłem załamany, szperałem informacji na ten temat w internecie, ludzi, z którymi mógłbym się skontaktować... I znalazłem ten temat. Ucieszyłem się. I stąd taka euforyczno-chaotyczna wiadomość :).

Czekam na odzew z Waszej strony. Może razem uda nam się do czegoś dojść.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
08 sie 2013, 21:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do