Brak wsparcia w rodzicach.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Brak wsparcia w rodzicach.

przez Syluch 11 cze 2013, 21:53
Witam każdego z osobna. Mimo, że zupełnie nie wiem od czego zacząć, postaram się mniej więcej przedstawić sytuację, jaka panuje w mojej rodzinie.

Nie mam dobrego kontaktu zarówno z mamą, jak i tatą. Wielokrotnie próbowałam go nawiązać zarówno z jednym, jak i drugim rodzicem, aczkolwiek bezskutecznie. Mama po powrocie z pracy (której, swoją drogą, nienawidzi) pierwsze, co robi, to je obiad i resztę dnia spędza przed komputerem czatując ze znajomymi. Nasz dialog ogranicza się do standardowego pytania, jakie chyba każdy rodzic kieruje do swojego dziecka - Co w szkole? - i na tym koniec. Jakakolwiek próba nawiązania głębszej rozmowy o czymś innym, niż szkole, kończy się zazwyczaj awanturą (staram się z nią rozmawiać spokojnie, jak człowiek z człowiekiem, bardzo ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi, ale żadna wymiana poglądów, zdań, nie wchodzi w grę, bo ona zaraz prowokuje kłótnie, gdzie mama się denerwuje i krzyczy, co skutecznie zniechęca mnie do dalszej rozmowy).

Tak, jak sytuacja z mamą prezentuje się dość nieciekawie tak mogę powiedzieć, że sytuacja z ojcem nie prezentuje się hmm, w ogóle. Jego życie ogranicza się do chodzenia do pracy (której, pomimo, że dobrze płatna, to tak jak i mama - też nie lubi, po prostu rutyna), nie ma żadnej pasji, żadnych znajomych, na domiar złego nie dba o siebie (tata potrafi spalić trzy paczki papierosów dziennie, przy czym prawie w ogóle nie je, przez co przez ostatnie pół roku schudł około 10 kilogramów, zawsze był szczupły, a teraz jest wręcz wychudzony). Mimo, że mieszkamy pod jednym dachem, to nie ma on kontaktu ani ze mną, ani z moim bratem, który jest ode mnie o osiem lat starszy. Wydaje mi się, że w przypadku ojca to po prostu "kwestia charakteru", jeżeli tak to w ogóle można nazwać, albowiem mój brat wielokrotnie mi opowiadał o podobnych sytuacjach, których ja, będąc jeszcze bardzo małym dzieckiem, nie rozumiałam. Chodzi mianowicie o to, nie miał do kogo się zgłosić mając jakikolwiek problem i nigdy nie miał wsparcia zarówno w mamie, jak i ojcu.

A teraz do rzeczy.

Za rok zdaję maturę. Jestem przeciętną uczennicą, jednak z przedmiotów, na których bardzo mi zależy, mam dobre stopnie, choć wiadomo, że to niekoniecznie stanowi wyznacznik wiedzy. Nie jestem osobą mającą szeroki wachlarz zainteresowań, jednak moją największą pasją jest historia sztuki i teatr. Interesuję się tym, nie odważyłabym się stwierdzić, że mam obszerną wiedzę w tej dziedzinie, ale z pewnością jest to coś, do czego mnie ciągnie, do czego mam predyspozycje i coś, w czym bym chciała się realizować. Moim największym marzeniem jest dostać się do szkoły teatralnej.

I tu pojawiają się schody.

Jako przedmiot dodatkowy na maturze wybrałam sobie historię sztuki oraz rozszerzony język polski. Myślałam, że rodzina zaakceptuje mój wybór, jednak zarówno matka, jak i ojciec robią wszystko, by mnie zniechęcić zarówno jak i do tego wyboru, jak i dalszego, którym są studia artystyczne.
Twierdzą, że nie dam sobie rady, że robię wszystko, by móc się wyróżnić (tego argumentu w ogóle nie rozumiem, albowiem według ich opinii wybrałam sobie taki, a nie inny przedmiot ze względu na to, że jest on niszowy i chce się popisać? - cokolwiek to znaczy) oraz (uwaga) - "Dziecko, ale przecież to Ciebie w ogóle nie interesuje!" (to też argument zaczerpnięty z niewiadomo jakiego źródła). Cały czas mi powtarzają, że mam "zejść na ziemię" i iść w kierunku, który "da mi w przyszłości pieniądz". Ale mnie W OGÓLE nie interesuje żadna inna droga, mam taki, a nie inny pomysł na życie i chciałabym się w nim realizować. Wiem, że dla chcącego nic trudnego, jednak ciężko jest mi się skupić na czymkolwiek słysząc non stop, że "to durny pomysł" albo "i tak nie dasz sobie rady".

Czasami odnoszę wrażenie, że moi rodzice mają taki, a nie inny pogląd ze względu na to, że sami nie mają żadnych pasji ani zainteresowań, zaś praca stanowi dla nich jedynie przykry obowiązek i źródło dochodu (zarabiają nieźle, ale co z tego, skoro robią coś, czego - jak sami się zresztą przyznali - nie lubią?).

Z całą tą historią wiąże się moje pytanie, a mianowicie - czy ktoś w jakikolwiek sposób byłby w stanie mi doradzić, jak radzić sobie z brakiem wsparcia wśród najbliższych? Zdaję sobie sprawę z tego, że nie chcą mi rzucać celowo kłód pod nogi, ale takie komentarze bardzo mnie bolą i zniechęcają do jakiegokolwiek działania, a naprawdę nie chcę skończyć tak, jak oni - nie mam zamiaru spędzić całego życia robiąc coś, czego nienawidzę, niezależnie od tego, ilu pieniędzy bym z tego nie miała. Czy mógłby mi podsunąć ktoś jakieś rozwiązanie?
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
09 lut 2013, 15:26

Brak wsparcia w rodzicach.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 12 cze 2013, 19:17
Syluch, ze 100%ludnosci na kuli ziemskiej zaledwie jakies 8%pewnie odczuwa satysfakcje z pracy. Ty jesteś na poczatku drogi i nie rozumiesz podejścia rodziców a oni Twojego, bo dawno już zapomnieli jak to jest być tym nowicjuszem na ścieżce życia. Po prostu rodzicom powiedz, ze to Twój sposób na życie, zawsze możesz zacząć drugi kierunek, po studiach ewentualnie pracować na zmywaku w Anglii - nie jest to ciągnięcie w doł ale realia :) Powodzenia:)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do