Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez eliza_w3 09 cze 2013, 11:55
Ja potrafię kochać. Niestety aż za bardzo. Dla ukochanej osoby jestem w stanie zrobić wszystko i poświęcić się całkowicie. Mogłabym mu 5 dzieci urodzić, prać skarpety całe życie i byłabym szczęsliwa. :D Nie wiem co musiałby zrobić żebym przestała kochać. Jestem świetnym materiałem na żonę dla alkoholika sadysty. :/ Nie mogę się tez uwolnić od uczucia, kiedy ktoś mnie porzuci. Aktualnie męczę się z miłością, której on nie może odwzajemnić już 4 rok. Końca niestety nie widać... Jeżeli ja jestem osobą porzucającą lub odrzucającą to dręczą mnie wyrzuty sumienia i będą dręczyć do końca życia jak mniemam. :P

Pociąg seksualny mam, ale tylko do osób z którymi jestem związana romantycznym uczuciem. Do innych też mam zero pociągu, a nawet mnie odpychają. Nie wyobrażam sobie jak można uprawiać seks z osobą do której nic się nie czuję. :P

A z okazywanie uczuć tez mam problem, ale bardzo lubię kiedy ktoś okazuje uczucia mnie. :P Też chyba uważam, że okazanie komuś uczuć = słabość. Nie wiem skąd się to wzięło, ale mam nadzieję, że po terapii mi to przejdzie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
16 maja 2013, 12:01

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez Hans 09 cze 2013, 12:53
Też uważałem, że okazywanie uczuć to słabość. Wyniosłem to z domu, gdzie rodzice się nie przytulali, nie mówili sobie czułych słów, nawet nigdy zdrobniale do siebie nie powiedzieli przy mnie. Największy jednak wpływ miała postawa ojca wobec mnie, który jak mi się coś stało, gdy byłem mały, to zamiast mnie przytulić lub obrócić to w żart, to mówił mi, żebym nie był 'baba' i wielokrotnie obśmiewał mnie przed świadkami zdarzenia. Zresztą matkę też lubił obśmiewać i upokarzać publicznie, tak jakby dostawał za każde takie zachowanie dodatkowe punkty do rangi true macho.
Feed your head
Feed your head
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
28 lis 2008, 09:30

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez mark123 09 cze 2013, 13:35
Co do przytulania, to nie jestem całkiem pewny przyczyny, ale hipotezę mam taką, że u mnie odczucie, że przytulanie jest związane ze słabością wzięło się stąd, że matka przytulała mnie, gdy płakałem mając jakiś problem. I powstało takie skojarzenie, że jest przytulanie - jest problem, jest źle, ktoś się po prostu lituje nade mną; nie ma przytulania - nie ma problemu, jest dobrze. Później automatem wytworzyło się skojarzenie, że jeśli jest problem, to ktoś jest zbyt słaby, by go rozwiązać.

Na moje podejście do przytulania mogły wpłynąć także moje aspergerowe cechy.

Jako słabość, zacząłem traktować też płacz. Tutaj też mam tylko hipotezę, że wynika to z tego, że gdy miałem jakieś 13 lat, zdałem sobie sprawę, że do tej pory byłem beksą, no i doszedłem do wniosku, że normalnie nic z tym nie zrobię, bo mam tak jakby patologiczną nadwrażliwość emocjonalną i postanowiłem nie okazywać emocji, żebym sam mógł ze sobą spokojnie wytrzymać oraz żeby inni mogli spokojnie ze mną wytrzymać.

W sumie pod względem odczuwania emocji (a kiedyś także okazywania) jest przeciwieństwem swojego ojca.

-- 09 cze 2013, 14:26:37 --

Hans napisał(a):Wyniosłem to z domu, gdzie rodzice się nie przytulali, nie mówili sobie czułych słów, nawet nigdy zdrobniale do siebie nie powiedzieli przy mnie.

Mnie by raczej w ogóle przez gardło nie przeszło, żeby powiedzieć coś do kogoś zdrobniale, albo jakieś czułe słowa, nie widzę za bardzo sensu w takim mówieniu, w przytulaniu, jeśli chodzi o logikę, też nie widzę sensu.
Moi rodzice mówili i mówią czasami do siebie czule, zdrobniale, zdarzało im się i zdarza też przytulać (wtedy jestem obojętny na to), ale czasem także zdarza im się to w sytuacjach, kiedy nie powinni tego robić (mówiąc w skrócie okazują sobie czasem uczucia i jednocześnie są wkurzeni i obrażeni na siebie). Kiedyś mnie to w ogóle nie wkurzało, ale obecnie bardzo wkurza, bo to jest sprzeczność, mam ochotę im przyłożyć wtedy. Kilka lat temu zorientowałem się też, że moja matka czasami uprawia sex z moim ojcem, gdy ten jest pijany, będąc jednocześnie wkurzona na niego, że jest pijany. To jest jeszcze większa sprzeczność i wkurza mnie to wtedy jeszcze bardziej.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

przez Schwarzi 09 cze 2013, 17:11
mark123

Mówiąc w skrócie, to w niektórych sytuacjach, w których czuję litość albo żal, pojawia się u mnie jednocześnie podniecenie seksualne.


Ja miałam w dzieciństwie tak,że jak oglądałam jakąkolwiek przemoc to czułam podniecenie. Musiałam sobie wtedy ulżyć. Ale nie nazwałabym tego sadyzmem czy masochizmem,bo oprócz podniecenia czułam też wiele innych,nieprzyjemnych uczuć i sądzę,że reakcję w postaci podniecenia seksualnego mogłam mieć dlatego,że po prostu byłam przewrażliwiona na punkcie takich scen i jak np. ktoś kogoś bił to czułam i złość i lęk i obrzydzenie no i ten popęd. To było dziwne zresztą. Możliwe,że w Twoim przypadku też coś takiego jest. Bo ja zauważyłam u siebie,że sytuacje,które wywołują u mnie silne emocje (zazwyczaj te powiązane ze stresem) powodują podniecenie seksualne.

niewidoczny

Właśnie nie. Dobrze mi z tym jak na razie. Dlatego ten post nie ma postaci "wyżalenia się" tylko wymiany poglądów,bo widzę,że w tym bardzo różnię się od innych ludzi.

Cytuj:
Dla mnie to słabość okazywanie sobie uczuć,zwłaszcza fizyczne


Dlaczego?


Właśnie nie wiem. Niby zostałam wychowana w normalnej rodzinie,w sensie miałam okazywane uczucia,nie było przemocy,alkoholizmu. Rodzice bardzo mnie kochali,chyba nawet aż za bardzo bo byłam raczej rozpieszczana (stąd moja niesamodzielność xd). Być może ma to swoją przyczynę w moim charakterze. Mój ojciec był bardzo agresywny,rodzinę szanował ale poza nią to dość problemów z ludźmi miał. Zanim się urodziłam był alkoholikiem,takim typowym,moja siostra mówiła,że często musieli go z ulicy zbierać z bratem, wtedy też wykazywał agresję w stosunku do innych domowników (mnie jeszcze wtedy nie było). Jak byłam dzieckiem to pamiętam tylko tyle,że ojciec był z rodzaju tych co nadmiernie "nie dają sobie w kaszę dmuchać" ,był okrutny także w stosunku do zwierząt. Sądzę,że niechęć do uczuć mogłam po nim odziedziczyć,bo bądź co bądź mam po ojcu prawie wszystkie cechy :wygląd fizyczny,zachowanie,chód,gestykulację,a i agresywna jestem od zawsze i chociaż wychowano mnie w warunkach pełnych miłości to czasami przekraczałam pewien poziom agresji "dozwolony" dla ludzi z dobrych domów. A ojciec miał towarzystwo,ale nawet wśród kolegów się nie patyczkował i jakoś nie był za bardzo wylewny. Co w rodzinie to nie zginie jak to mówią.

anonus

Moze jestes aseksualna?


Myślałam nad tym i jak na razie to wszystko na to wskazuje. Nie chcę jednak w tym wieku określać swoich orientacji,czy raczej ich braku.

Ja z kolei mam tak, ze mam zal do dziewczyn, ze niby nie sa mna zainteresowane, ze mnie zlewaja, ale jak juz sie jakas mna zainteresuje to staram sie od niej odciac. Popieprzony jestem no :p


Tak też mam. W sumie to mam identycznie ale u mnie wynika to raczej z tego ,że mam pretensje do kogoś,że mnie nie chce ale jak jest mną zainteresowany to się odsuwam dlatego,że tak naprawdę to go nie potrzebuję. Może to zabrzmi dość egoistycznie ale idealnie dla mnie by było gdyby każdy mnie kochał i tyle. Po prostu powodzenie chciałabym mieć,ale nie chciałabym się z nikim wiązać.

znudzona-ona

Niby masz rację,wielu starszych mi to mówi ale uwierz-nawet jeśli poczuję "coś" do kogoś to i tak związek ze mną nie ma racji bytu. Już olać to podniecenie,bo może kiedyś zacznę je odczuwać ale są też inne powody,dla których nie założę szczęśliwej rodzinki i związku. Jednym z nich jest żal do mężczyzn,można rzec,że jestem przykładem takiej stereotypowej "feministki",która nienawidzi mężczyzn,gardzi nimi z powodu doznanych krzywd. Dalej-nie mam żadnych męskich przyjaciół,ŻADNYCH,nie znam się wgl. na facetach,nie umiałabym z nimi gadać bo nigdy tego nie robiłam (pomijam tu oczywiście sytuacje,gdy w klasie jakiś chłopak zagadał do mnie bo chciał coś pożyczyć),a to dość dziwne i niespotykane jak na 19 latkę. Inna sprawa to to,że jestem straszną egoistką i nie dbam o związki. W przyjaźni to pół biedy,da się jakoś dogadać i moja przyjaciółka np. rozumie i toleruje mój charakter,bo nie jest na mnie skazana. A w związku? Pewnie facet chciałby być tym jednym,najważniejszym dla mnie,a ja jak mam dla kogoś coś zrobić to chora jestem. Jestem też niedojrzała. Tak jak facet w moim wieku już kończy dojrzewać i staje się poważniejszy,tak ja zachowuję się właśnie jak chłopczyk z gimnazjum. Który facet chciałby niedojrzałą laskę ?

eliza_w3

Ja potrafię kochać. Niestety aż za bardzo. Dla ukochanej osoby jestem w stanie zrobić wszystko i poświęcić się całkowicie. Mogłabym mu 5 dzieci urodzić, prać skarpety całe życie i byłabym szczęsliwa.


Haha xd Tylko nie zapominaj o asertywności : )

Jestem świetnym materiałem na żonę dla alkoholika sadysty. :/


To nie znaczy,że na takiego trafisz.

Nie mogę się tez uwolnić od uczucia, kiedy ktoś mnie porzuci. Aktualnie męczę się z miłością, której on nie może odwzajemnić już 4 rok. Końca niestety nie widać... Jeżeli ja jestem osobą porzucającą lub odrzucającą to dręczą mnie wyrzuty sumienia i będą dręczyć do końca życia jak mniemam.


Jesteś bardzo wrażliwa w takim razie.

Pociąg seksualny mam, ale tylko do osób z którymi jestem związana romantycznym uczuciem. Do innych też mam zero pociągu, a nawet mnie odpychają. Nie wyobrażam sobie jak można uprawiać seks z osobą do której nic się nie czuję.


To akurat nic dziwnego,jestem w stanie to zrozumieć. Jak dla mnie to naturalny odruch,świadczy o wierności do partnera i o tym,że szanujesz siebie i nie jesteś rozwiązła.

ale mam nadzieję, że po terapii mi to przejdzie.


Powodzenia życzę :)

Hans

No Ty masz akurat takie myślenie przez postawy rodziców ,co jest akurat zrozumiałe. Współczuję Ci,bo to musi być naprawdę okropne,gdy najbliższe osoby nie pozwalają dziecku być sobą i każą tłumić emocje.

mark123

Co do przytulania, to nie jestem całkiem pewny przyczyny, ale hipotezę mam taką, że u mnie odczucie, że przytulanie jest związane ze słabością wzięło się stąd, że matka przytulała mnie, gdy płakałem mając jakiś problem. I powstało takie skojarzenie, że jest przytulanie - jest problem, jest źle, ktoś się po prostu lituje nade mną; nie ma przytulania - nie ma problemu, jest dobrze. Później automatem wytworzyło się skojarzenie, że jeśli jest problem, to ktoś jest zbyt słaby, by go rozwiązać.


Ciekawe ,ciekawe... Masz dużo racji według mnie. Jakby nie patrzeć litowanie się nad kimś może w oczach tej osoby oznaczać własną bezradność,nieporadność,brak rozwiązywania problemów. Hmm... a pozwól,że spytam. Ty większość swoich problemów rozwiązujesz teraz samodzielnie,czy raczej starasz się poszukać wsparcia u innych ?

Na moje podejście do przytulania mogły wpłynąć także moje aspergerowe cechy.


Masz zespół Aspergera ?

Jako słabość, zacząłem traktować też płacz. Tutaj też mam tylko hipotezę, że wynika to z tego, że gdy miałem jakieś 13 lat, zdałem sobie sprawę, że do tej pory byłem beksą, no i doszedłem do wniosku, że normalnie nic z tym nie zrobię, bo mam tak jakby patologiczną nadwrażliwość emocjonalną i postanowiłem nie okazywać emocji, żebym sam mógł ze sobą spokojnie wytrzymać oraz żeby inni mogli spokojnie ze mną wytrzymać.


Ja też byłam beksą. Jeden kuzyn zawsze nabijał się ze mnie i nazywał mnie "miągwą". Ale płaczu akurat nie uważam za słabość. Dla mnie słabością nie są moje własne uczucia,nawet strach czy stres nie jest słabością dla mnie. Dla mnie słabość to tylko okazywanie uczuć innym np. w przypadku płaczu to,gdybym miała się popłakać bo coś mi nie wyszło (do dzisiaj mi się tak zdarza w skrajnych sytuacjach) to nie czuję się słaba,natomiast czułabym się tak,gdybym miała się popłakać,bo ktoś mnie zostawił,skrytykował itp. Ja po prostu jestem takim egocentrykiem,że to już wkracza nawet w sferę uczuć. Najchętniej to niczym bym się nie dzieliła z innymi,nawet własnym powietrzem xd

W sumie pod względem odczuwania emocji (a kiedyś także okazywania) jest przeciwieństwem swojego ojca.


Ja widziałam tylko raz jak mój ojciec płakał. Po śmierci mamy to było,więc nie sądzę,że mimo agresji był jakimś tam złym człowiekiem. O rodzinę dbał,zwłaszcza po moich narodzinach ale ogólnie to jestem strasznie podobna do niego pod względem charakteru tyle,że o innych się nie troszczę i to nas różni.

Mnie by raczej w ogóle przez gardło nie przeszło, żeby powiedzieć coś do kogoś zdrobniale, albo jakieś czułe słowa, nie widzę za bardzo sensu w takim mówieniu, w przytulaniu, jeśli chodzi o logikę, też nie widzę sensu.
Moi rodzice mówili i mówią czasami do siebie czule, zdrobniale, zdarzało im się i zdarza też przytulać (wtedy jestem obojętny na to), ale czasem także zdarza im się to w sytuacjach, kiedy nie powinni tego robić (mówiąc w skrócie okazują sobie czasem uczucia i jednocześnie są wkurzeni i obrażeni na siebie). Kiedyś mnie to w ogóle nie wkurzało, ale obecnie bardzo wkurza, bo to jest sprzeczność, mam ochotę im przyłożyć wtedy. Kilka lat temu zorientowałem się też, że moja matka czasami uprawia sex z moim ojcem, gdy ten jest pijany, będąc jednocześnie wkurzona na niego, że jest pijany. To jest jeszcze większa sprzeczność i wkurza mnie to wtedy jeszcze bardziej.


Ja nienawidzę,jak ktoś do mnie mówi zdrobniale. Taka osoba wtedy może mnie w pewnym sensie "pozyskać". Zdrobniałe słówka kojarzą mi się z moją matką,którą kochałam i jak np. wdam się w kłótnię z nauczycielem i ten do mnie powie znienacka "Monisiu" to automatycznie odpuszczam i się uspokajam. Czułe słówka to mój słaby punkt,kojarzą mi się z matką,która mówiła do mnie w ten sposób,chcąc mnie uspokoić bądź okazać swoje uczucia.
Mi się nie zdarzyło,żeby rodzice czy opiekunowie zachowywali się tak sprzecznie o.o Dziwne to..
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez znudzona-ona 09 cze 2013, 17:16
Schwarzi, nie ma w tym kraju obowiązku wchodzenia w związek małżeński i zakładania rodziny. Ja mam 40 lat i nie mam męża i nigdy nie miałam, nie mam dzieci. Niedojrzałość przeważnie mija z wiekiem, a wiele rzeczy się zmienia jak się człowiek zakocha. nie twierdzę, że akurat ciebie spotka wielka miłość bo nie każdy ma to szczęście.
Małgorzata. Pomagam w angielskim.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
688
Dołączył(a)
15 maja 2012, 18:33
Lokalizacja
podkarpackie

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

przez Schwarzi 09 cze 2013, 17:57
znudzona-ona

Zależy jaką niedojrzałość masz na myśli. Każdy dojrzewa w swoim tempie,jedni szybciej drudzy wolniej ale mój problem ma charakter zaburzenia. W wieku 13 lat psychiatra stwierdził u mnie niedojrzałość emocjonalną,byłam wtedy na wizycie z siostrą ,bo miałam problemy adaptacyjne w szkole. Pani psychiatra powiedziała mojej siostrze,że jest duże prawdopodobieństwo,że nigdy nie "dogonię" swoich rówieśników. Bo wiesz.. zdarza się,że ktoś wolniej dojrzewa ale to norma,to nie ma nic wspólnego z tym co ja mam stwierdzone,bo moja niedojrzałość polega na tym,że na skutek traumy czy złego wychowania (w moim przypadku wyręczania mnie we wszystkich obowiązkach) rozwój psychiczny osoby zatrzymuje się na pewnym etapie. Niestety mało jest informacji w internecie na ten temat ,niedojrzałość to raczej taka predyspozycja do zachorowań na różne choroby psychiczne,czy zaburzenia. To coś jak w przypadku lęków,które same są uciążliwe ale odczuwane silnie otwierają osobie drogę do różnych,nieprzyjemnych chorób. Niedojrzałość emocjonalna polega na tym,że człowiek,którego to dotyczy jest niesamodzielny,często ma trudności z podejmowaniem decyzji, jest nieodpowiedzialny,nie radzi sobie ze stresem i frustracją, łatwo reaguje agresją,nie panuje nad emocjami,jest egocentryczny, nie posiada empatii i ma słabo rozwinięte uczucia wyższe przy dobrym ilorazie inteligencji. W moim przypadku skutkuje to tym,że w szkole radziłam sobie dobrze z nauką ale kwestia relacji z innymi uczniami oraz moje zachowanie były mocno zaburzone. To jest uciążliwe,bo osoba niedojrzała ma jakby podwójną robotę do ogarnięcia. Nie dość,że musi radzić sobie ze stresem i trudnościami życiowymi tak jak reszta,to na dodatek musi podwójnie się sprężyć ,bo te trudności przekraczają jej "emocjonalne normy rozwojowe". Ja np. mogę znaleźć pracę,mogę mieć dużą wiedzę na dany temat,mogę tą wiedzą przewyższać wszystkich ale i tak będę miała trudności z adaptacją bo nie poradzę sobie ze stresem jaki niesie życie,nie będę umiała dogadać się z innymi pracownikami,w głowie będę miała żarty zamiast poważnego podejścia do problemu itp.
Już nie wspomnę o swoich brakach. Ja dosłownie NIC nie umiem sama zrobić. Decyzję podejmuję,bo akurat nie lubię jak ktoś się wtrąca w moje życie ale leżę w sytuacjach typowo życiowych,gdzie trzeba np.samemu gotować, prać, mam strasznie małą wiedzę o otaczającym mnie świecie. Przykładem może być np. to jak w licem na lekcjach przedsiębiorczości CAŁA KLASA dyskutowała z nauczycielką na temat jakiś pitów,vatów,podatków,ubezpieczeń,a ja siedziałam jak słup modląc się,żeby mnie nie spytała. Nie znam się WGL. na przyziemnych sprawach. Idę teraz na studia ,a nie wiem nic. Najgorsze jest to,że totalnie nie umiem się takich rzeczy nauczyć. To mnie wgl. nie interesuje,toteż wiedza niczym z matmy po paru dniach ulatnia mi się z głowy. Oczywiście to też kwestia niedojrzałości,bo zamiast poważnie myśleć o przyszłości,to wolę zastanawiać się co by tu śmiesznego odwalić ze znajomymi w weekend. Inny przykład na moje nieuctwo to "próba" uruchomienia kasy samoobsługowej w tesco. Z racji tego,że mieszkam w małym mieście i nie mamy takich supermarketów to nie miałam się gdzie tego nauczyć,ale chodziłam do szkoły,do większego miasta i tam było tesco z kasą samoobsługową,którą w ramach "samodzielnego kroku" próbowałam uruchomić. Pierwszy raz się nie udało,poprosiłam o pomoc ekspedientkę,potem postanowiłam,że przy każdym zakupie w tesco będę płaciła przez tę kasę,żeby się nauczyć. Drugi raz też nic nie dało,znowu pomoc,trzeci to samo,czwarty też, potem przyszłam z koleżanką i ona też nie umiała tego obsługiwać to kazałam jej 10 zł wrzucić tam gdzie drobne i oczywiście ekspedientka na mnie z ryjem ,zaczęła się drzeć,bo musiała całą kasę rozkręcić żeby wyjąć tę dychę. Myślałam,ze mam nauczkę ,a tu dupa.. Po tej akcji znowu nie potrafiłam obsłużyć tej kasy i znowu te same błędy popełniałam. Wiem,że to śmieszne ale taka jest właśnie moja rzeczywistość. Czy piorę,czy gotuję,czy obsługuję jakąś maszynę,ZAWSZE muszę to robić z instrukcją,bo nie mam takiego nawyku,wszystko za mnie było robione i teraz nic nie czaję. No np. mam jechać do pracy za granicę to nie boję się wcale o język jak większość,wiem,że dam radę się dogadać,nie boję się też o samą pracę,bo jakoś to będzie ale w panikę wpadam,gdy pomyślę o tych wszystkich dziwnych urządzeniach typu toalety na czujnik, samoobsługowe wydawanie biletów,różne sprzęty automatyczne ,których w Polsce nie ma to szału dostaję.
To jest właśnie moja niedojrzałość,która coraz bardziej utrudnia mi życie.
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez mark123 09 cze 2013, 19:46
Ja miałam w dzieciństwie tak,że jak oglądałam jakąkolwiek przemoc to czułam podniecenie. Musiałam sobie wtedy ulżyć. Ale nie nazwałabym tego sadyzmem czy masochizmem,bo oprócz podniecenia czułam też wiele innych,nieprzyjemnych uczuć i sądzę,że reakcję w postaci podniecenia seksualnego mogłam mieć dlatego,że po prostu byłam przewrażliwiona na punkcie takich scen i jak np. ktoś kogoś bił to czułam i złość i lęk i obrzydzenie no i ten popęd. To było dziwne zresztą. Możliwe,że w Twoim przypadku też coś takiego jest. Bo ja zauważyłam u siebie,że sytuacje,które wywołują u mnie silne emocje (zazwyczaj te powiązane ze stresem) powodują podniecenie seksualne.

Ja się zawsze bałem przemocy, a nawet zwykłej złości też. Gdy w telewizji widzę przemoc, to też się trochę stresuję, ale oglądam, bo jestem bardzo ciekawy zakończenia, "dopinguję" by ofiara została uratowana, a sprawca ukarany. Potem w głowie zaczynam sobie wyobrażać, że ta ofiara potrzebuje pocieszenia, robi mi się jej żal i wtedy pojawia się podniecenie i chęć masturbacji.
Jeszcze większe podniecenie i jeszcze większą chęć masturbacji odczuwam w przypadku dłoni. Gdy np. widzę lub wyobrażam sobie, że ktoś ma chore albo brudne dłonie, to robi mi się tej osoby żal oraz zaczynam czuć podniecenie i chęć masturbacji.
Podczas masturbacji wyobrażam sobie pewne działania, które podejmuję by pomóc.
Moje pierwsze podniecenie seksualne w życiu było związane z kredą na dłoniach. Robiło mi się żal tych, co mają ręce brudne z kredy. Potem podczas masturbacji wyobrażałem sobie pewne działanie (nie chodzi o mycie, inne działanie sobie wyobrażałem) mające na celu im pomóc.

Mój ojciec był bardzo agresywny,rodzinę szanował ale poza nią to dość problemów z ludźmi miał. Zanim się urodziłam był alkoholikiem,takim typowym,moja siostra mówiła,że często musieli go z ulicy zbierać z bratem, wtedy też wykazywał agresję w stosunku do innych domowników (mnie jeszcze wtedy nie było). Jak byłam dzieckiem to pamiętam tylko tyle,że ojciec był z rodzaju tych co nadmiernie "nie dają sobie w kaszę dmuchać" ,był okrutny także w stosunku do zwierząt

Mój ojciec też był kiedyś agresywny po pijaku. Gdy moja matka była w ciąży, to podobno zdarzała się przemoc fizyczna. Po moim już raczej jej nie było (ewentualnie skończyła się, gdy miałem kilka miesięcy), a ojciec z tego co mi wiadomo wyładowywał agresję na przedmiotach oraz urządzając słowne awantury. Potem było coraz spokojniej. W roku, w którym poszedłem do zerówki, to już raczej tłuczenia przedmiotów nie było. A tak dokładnie, kiedy się awantury zakończyły to nie wiem, bo nie pamiętam zbyt dobrze, co się działo w pewnych sytuacjach (nie mam pełnych wspomnień z dzieciństwa). A nigdy nie wypytywałem matki o szczegóły. Osobiście pamiętam tylko jedną awanturę, miałem jakieś 7-8 lat, ale wtedy to matka wykazała się pewną fizyczną agresją wobec pewnej osoby (ale to było jednorazowe), mój ojciec tylko słowną wobec pewnej innej osoby. Pamiętam trochę, że matka "użerała" się z ojcem, gdy był pijany podczas powrotu ze spotkań rodzinnych. Wiem, że gdy miałem jakieś 10-11 lat, to już nawet słownych awantur nie było. Ojciec co prawda nie przestał pić, ale nie awanturuje się (wyjątek tylko stanowiła pewna sytuacja 3 lata temu).
A wobec zwierząt też mojemu ojcu zdarzało się kiedyś być agresywnym.

Ty większość swoich problemów rozwiązujesz teraz samodzielnie,czy raczej starasz się poszukać wsparcia u innych ?

Zazwyczaj problemy rozwiązuje za mnie matka, która zaś była zawsze nadopiekuńcza i "prowadziła mnie za rękę" we wszystkim. Ja nie umiem jak na razie rozwiązywać problemów.

Masz zespół Aspergera ?

Nie wiem, nie byłem diagnozowany pod tym kątem, ale biorąc pod uwagę objawy i kryteria ICD-10, to nie wykluczone, że mam.

Ale płaczu akurat nie uważam za słabość. Dla mnie słabością nie są moje własne uczucia,nawet strach czy stres nie jest słabością dla mnie. Dla mnie słabość to tylko okazywanie uczuć innym np. w przypadku płaczu to,gdybym miała się popłakać bo coś mi nie wyszło (do dzisiaj mi się tak zdarza w skrajnych sytuacjach) to nie czuję się słaba,natomiast czułabym się tak,gdybym miała się popłakać,bo ktoś mnie zostawił,skrytykował itp.

Rozumowo to ja raczej też nie uważam płaczu za słabość, ale odczucia mam takie, że to słabość, bez względu na powód.

Ja widziałam tylko raz jak mój ojciec płakał. Po śmierci mamy to było,więc nie sądzę,że mimo agresji był jakimś tam złym człowiekiem. O rodzinę dbał,zwłaszcza po moich narodzinach ale ogólnie to jestem strasznie podobna do niego pod względem charakteru tyle,że o innych się nie troszczę i to nas różni.

Mój ojciec nigdy nie płakał, a gdy zmarła moja babcia (jego matka) to dziadek się trochę popłakał, a ojciec nie uronił łez.

Ja nienawidzę,jak ktoś do mnie mówi zdrobniale. Taka osoba wtedy może mnie w pewnym sensie "pozyskać". Zdrobniałe słówka kojarzą mi się z moją matką,którą kochałam i jak np. wdam się w kłótnię z nauczycielem i ten do mnie powie znienacka "Monisiu" to automatycznie odpuszczam i się uspokajam. Czułe słówka to mój słaby punkt,kojarzą mi się z matką,która mówiła do mnie w ten sposób,chcąc mnie uspokoić bądź okazać swoje uczucia.

Też nie lubię, jak ktoś do mnie mówi zdrobniale, czuję się wtedy też słaby. Moja babcia głównie tak do mnie mówiła w dzieciństwie, (ale wtedy i tak to przy niej czułem się najlepiej, najbardziej jej ufałem, że na pewno nie zrobi mi krzywdy). Nie lubię też, gdy moja babcia mówi do mnie, że mnie kocha, ponieważ emocjonalnie nie rozumiem dokładnie, o co chodzi.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 cze 2013, 21:15
No, dość dziwne te poglądy u koleżanki...
Ja tak nie mam, bo ja, jako uczuciowy człowiek, dążę do uczucia, bliskości. Miałem tylko raz taką bliskość z dziewczyną i to "chwilową". Ale to też nie była szczera bliskość. Seks też był "chwilowy", a ja myślałem, że tak będzie na stałe.
Psychologia uczy nas myślenia i mądrego postrzegania świata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez Candy14 09 cze 2013, 21:19
Bonus, przeciez Ty prawiczek jestes...to jaki chwilowy seks masz na mysli?
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 cze 2013, 21:22
Jaki prawiczek? Już nim nie jestem. Bo z jedną koleżanką był seks, ale też jakoś on mnie nie satysfakcjonował.
Psychologia uczy nas myślenia i mądrego postrzegania świata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez Candy14 09 cze 2013, 21:27
Ale, ze przez telefon? Bo tak mowiles
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

przez Schwarzi 09 cze 2013, 21:29
mark123

Ja się zawsze bałem przemocy, a nawet zwykłej złości też.


Ja we wczesnym dzieciństwie też chociaż sama byłam agresywna. To taka sprzeczność trochę.

"dopinguję" by ofiara została uratowana, a sprawca ukarany.


Heh,ja od zawsze dopinguję czarnym charakterom. Chyba,że taka postać jest zła do szpiku kości i nie da się jej lubić,czasami są w filmach takie kreacje,które nie wzbudzają w człowieku ŻADNYCH pozytywnych uczuć. Przykładem może być jakiś tam koleś co znęca się nad rodziną i podwładnymi ,a do wyższych rangą się przymila i trzęsie portkami jak widzi kogoś wyżej postawionego,w międzyczasie lubi wydawać swoich wspólników,zrzucać na nich odpowiedzialność w celu ratowania własnej skóry. Taka postać negatywna i bez jakiegokolwiek honoru i zasad. Jak takie coś widzę,to mam nadzieję,że w filmie czy książce szybko zdechnie.

Potem w głowie zaczynam sobie wyobrażać, że ta ofiara potrzebuje pocieszenia, robi mi się jej żal i wtedy pojawia się podniecenie i chęć masturbacji.


A ten żal jest silny ? Czujesz jeszcze coś poza żalem i podnieceniem ? Jakieś negatywne emocje,które powodują,że cała ta sytuacja to taki miszmasz emocjonalny ? Bo jak tak,to możesz mieć właśnie podobnie do mnie.

Jeszcze większe podniecenie i jeszcze większą chęć masturbacji odczuwam w przypadku dłoni. Gdy np. widzę lub wyobrażam sobie, że ktoś ma chore albo brudne dłonie, to robi mi się tej osoby żal oraz zaczynam czuć podniecenie i chęć masturbacji.


A te dłonie kojarzą Ci się z czymś ? Nie wiem,z biedą,bezdomnością,samotnością,chorobą,czymś czego można współczuć? Może to ma jakiś związek z dzieciństwem..Wiesz,nie znam się za bardzo ale może podświadomie pomoc osobom cierpiącym kojarzy Ci się z czymś niezwykle przyjemnym,a brudne,czy chore dłonie wywołują skojarzenie tej biedy..
Ogólnie dość dziwny fetysz,nie powiem,nie spotkałam się jeszcze z czymś takim,ale najważniejsze,żeby Tobie to nie przeszkadzało :)

Mój ojciec też był kiedyś agresywny po pijaku. Gdy moja matka była w ciąży, to podobno zdarzała się przemoc fizyczna. Po moim już raczej jej nie było (ewentualnie skończyła się, gdy miałem kilka miesięcy), a ojciec z tego co mi wiadomo wyładowywał agresję na przedmiotach oraz urządzając słowne awantury.


No ja za życia mojego ojca to w sumie pamiętam tylko 2 takie napady furii,dotknęło to oczywiście mojej matki. Raz podczas kłótni rzucał ją talerzami,byłam wtedy bardzo mała. Inna sytuacja była jak przyjechał do nas na wakacje mój siostrzeniec,z którym teraz mieszkam. Taki łobuz z niego był i za dzieciaka się dużo awanturował i też były z nim problemy. Pamiętam co mój ojciec chciał go usadzić i nauczyć szacunku. Poszedł po pasek i chciał mu spuścić lanie ale wtedy do akcji wkroczyła moja matka i chciała obronić wnuczka. Niestety,wtedy to jej się dostało. Najgorsze jest to jak oberwała. Nie wiem co działo się w tym pokoju,bo szybko się ulotniłam ale jak moja matka wyszła to była cała we krwi,na podłodze w pokoju też było pełno krwi,nie mam pojęcia co tam się działo i nawet nie chcę wiedzieć. Od ojca też oczywiście dostałam parę razy na dupę. Mocno xd Pisałam wprawdzie,że przestał być agresywny,no bo naprawdę to nie zdarzało się często,ale jak już miało miejsce to jego ataki były dość intensywne. Nie chcę pisać,że byłam z patologii bo to byłoby kłamstwo i oszczerstwo. Moi rodzice dawali mi naprawdę dużo miłości i nigdy nie karali mnie bez powodu. Wcześniej np. mój ojciec potrafił się uchlać,iść do baru i dzień w dzień wdawał się w awantury,z podbitym okiem chodził i raz mu nawet nos złamali. Słyszałam to wszystko oczywiście od siostry,która no..musiała zanosić go do domu.

Potem było coraz spokojniej.


U mnie też ale sądzę,że to efekt starzenia się. Moi rodzice byli w podeszłym wieku jak ja się urodziłam. Oczywiście ojciec nie stracił bojowego ducha ale ujawniał to w mniej intensywny sposób.

(nie mam pełnych wspomnień z dzieciństwa)


Ja też,a szkoda,bo niektórych mi żal. Teraz,z biegiem czasu strasznie chciałabym pamiętać,zwłaszcza te najgorsze chwile. Sądzę,że pomogły mi one dojść do źródła moich zachowań,to dla mnie ważne,dlatego zawsze,kiedy jest taka okazja to wypytuję się ludzi,którzy mięli ze mną kontakt w dzieciństwie o swoje zachowanie,jaka byłam,za jaką mnie postrzegali.

Ojciec co prawda nie przestał pić, ale nie awanturuje się


Mój zaczął znowu ,kiedy mama umarła. To przykre,bo miałam wtedy 9-10 lat i znikał z domu na całe dnie, w chacie też syf, brud,cud,że jeszcze mi gotował obiady ale byłam potem strasznie zaniedbana. Na mnie też się to odbiło. Był taki okres,że podkradałam mu spirytus. Raz,w wakacje pamiętam,jak miałam 12 lat i ojciec zachorował (leżał w szpitalu,chwilę potem zmarł) to potrafiłam normalnie żłopać wódkę z butelek,które miał w domu xd Ogólnie to moja siostra powiedziała,że gdyby to dalej się ciągnęło,w sensie jego alkoholizm i rozpacz to zapewne byłabym mu zabrana,bo on ledwo wyrabiał wychowawczo.

A wobec zwierząt też mojemu ojcu zdarzało się kiedyś być agresywnym.


Za moich czasów to mój ojciec bił wszystkie psy,które mieliśmy. Raz pobił jednego bo kury gonił. Tak pobił tego psa,że ten kulał i uciekł ze strachu. Więcej już go nie widziałam. Ale.. skoro moja siostra sama twierdzi,że był agresywny w stosunku do zwierząt to wolę nie wiedzieć jak to wyglądało przed moimi narodzinami kiedy był najbardziej agresywny.

Zazwyczaj problemy rozwiązuje za mnie matka, która zaś była zawsze nadopiekuńcza i "prowadziła mnie za rękę" we wszystkim. Ja nie umiem jak na razie rozwiązywać problemów.


No to witaj w klubie :))
Chociaż decyzje umiem podejmować w miarę,to już coś. Problemów za nic nie ruszę. Studia,szkołę,różne obozy,wyjazdy to wszystko mi siora łatwi w większości bo sama mam z tym problem.

Nie wiem, nie byłem diagnozowany pod tym kątem, ale biorąc pod uwagę objawy i kryteria ICD-10, to nie wykluczone, że mam.


W Polsce wgl. się takie coś diagnozuje ?
Mi z tego zespołu Aspergera też prawie wszystko pasuje. Zwłaszcza jak patrzę na swoje dzieciństwo to praktycznie każdy objaw się zgadza O.o
Najbardziej dobijają mnie wszystkie zaburzenia,których jednym z kryteriów jest słaby kontakt wzrokowy lub problemy z takim kontaktem. Jak widzę takie kryterium to od razu wiem,że reszta objawów zacznie się zgadzać O.O

Rozumowo to ja raczej też nie uważam płaczu za słabość, ale odczucia mam takie, że to słabość, bez względu na powód.


No powiedzmy,że jak ja na coś patrzę rozumowo to już nie muszę mieć żadnych odczuć odnośnie tej kwestii ; D

Mój ojciec nigdy nie płakał, a gdy zmarła moja babcia (jego matka) to dziadek się trochę popłakał, a ojciec nie uronił łez.


Wiesz.. To akurat o niczym nie świadczy. Ja byłam świadkiem śmierci mojej mamy i też mnie to nawet nie ruszyło chociaż miałam z nią rewelacyjny kontakt. Rok później zmarł ojciec i zamiast się tym przejmować i rozpaczać to myślałam nad tym co teraz ze mną będzie.

Też nie lubię, jak ktoś do mnie mówi zdrobniale, czuję się wtedy też słaby. Moja babcia głównie tak do mnie mówiła w dzieciństwie, (ale wtedy i tak to przy niej czułem się najlepiej, najbardziej jej ufałem, że na pewno nie zrobi mi krzywdy). Nie lubię też, gdy moja babcia mówi do mnie, że mnie kocha, ponieważ emocjonalnie nie rozumiem dokładnie, o co chodzi.


Ja miałam fajną babcię. Ale krótko ją znałam i stale chorowała. Chciałabym mieć babcię i dziadka. Póki co mam tylko przyszywaną babcię,która mieszka bardzo daleko od mojej miejscowości i piszę z nią tylko czasami na nk. A odwiedzić, to nie odwiedzę,bo z jej prawdziwą wnuczką (dzięki której zresztą ją poznałam) zakończyłam znajomość i nie odzywamy się do siebie od ładnych paru lat.

-- 09 cze 2013, 21:31 --

Bonus

To się ciesz naprawdę,bo na dłuższą metę taka samotność (nawet z wyboru) może okazać się męcząca. Człowiek czuje pustkę i nie umie jej zapełnić,dąży do miłości ale samo uczucie się nie pojawia.
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

Avatar użytkownika
przez mark123 10 cze 2013, 02:16
Niedojrzałość emocjonalna polega na tym,że człowiek,którego to dotyczy jest niesamodzielny,często ma trudności z podejmowaniem decyzji, jest nieodpowiedzialny,nie radzi sobie ze stresem i frustracją, łatwo reaguje agresją,nie panuje nad emocjami,jest egocentryczny, nie posiada empatii i ma słabo rozwinięte uczucia wyższe przy dobrym ilorazie inteligencji.

U mnie wygląda to tak: jestem niesamodzielny, nie umiem podejmować decyzji, bardzo łatwo się stresuję, raczej nie mam empatii (a nawet jeśli mam, to nie taką, jaka być powinna), uczuć wyższych raczej nie mam słabo rozwiniętych, ale mam raczej niskie IQ, obstawiam, że trochę ponad 80.

Przykładem może być np. to jak w licem na lekcjach przedsiębiorczości CAŁA KLASA dyskutowała z nauczycielką na temat jakiś pitów,vatów,podatków,ubezpieczeń,a ja siedziałam jak słup modląc się,żeby mnie nie spytała.

Ja też się na takich rzeczach nie znam.

Czy piorę,czy gotuję,czy obsługuję jakąś maszynę,ZAWSZE muszę to robić z instrukcją,bo nie mam takiego nawyku,wszystko za mnie było robione i teraz nic nie czaję. No np. mam jechać do pracy za granicę to nie boję się wcale o język jak większość,wiem,że dam radę się dogadać,nie boję się też o samą pracę,bo jakoś to będzie ale w panikę wpadam,gdy pomyślę o tych wszystkich dziwnych urządzeniach typu toalety na czujnik, samoobsługowe wydawanie biletów,różne sprzęty automatyczne ,których w Polsce nie ma to szału dostaję.

Ja mam tak, że potrzebuję sporo czasu, by się nauczyć obsługi jakiegoś urządzenia, ale sporą rolę odgrywa tutaj mój lęk przed krytyką, że jeżeli nie przeanalizuję milion razy, to coś zepsuję i będzie jakaś awantura. A gdy zaś nie ma kontroli drugiej osoby, to uruchamia się mój wewnętrzny krytyk: "nie ruszaj tego, bo i tak nic nie umiesz i zepsujesz" itp.

Ja we wczesnym dzieciństwie też chociaż sama byłam agresywna. To taka sprzeczność trochę.

Ja nie wiem, jaki byłem we wczesnym dzieciństwie nie pytałem się nigdy o to, a okres w którym już w miarę znam swoje zachowanie zaczyna się od zerówki.

Heh,ja od zawsze dopinguję czarnym charakterom. Chyba,że taka postać jest zła do szpiku kości i nie da się jej lubić,czasami są w filmach takie kreacje,które nie wzbudzają w człowieku ŻADNYCH pozytywnych uczuć. Przykładem może być jakiś tam koleś co znęca się nad rodziną i podwładnymi ,a do wyższych rangą się przymila i trzęsie portkami jak widzi kogoś wyżej postawionego,w międzyczasie lubi wydawać swoich wspólników,zrzucać na nich odpowiedzialność w celu ratowania własnej skóry. Taka postać negatywna i bez jakiegokolwiek honoru i zasad. Jak takie coś widzę,to mam nadzieję,że w filmie czy książce szybko zdechnie.

Ja gdy na filmie widzę kogokolwiek, kto jest w niebezpieczeństwie przez drugą osobę/istotę, to mam ochotę wejść do telewizora i zrobić porządek z tą drugą osobą/istotą porządek, tyczy się to nawet niektórych filmów niby z gatunku komedii. Nawet miewam wtedy pewne dolegliwości somatyczne, czasami też spaceruję przy telewizorze. A gdy jest reklama, to wyobrażam sobie w głowie, że wkraczam do tego filmu i zaprowadzam porządek. Gdy się wszystko skończy dobrze, to odczuwam radość i ulgę.

A ten żal jest silny ? Czujesz jeszcze coś poza żalem i podnieceniem ? Jakieś negatywne emocje,które powodują,że cała ta sytuacja to taki miszmasz emocjonalny ? Bo jak tak,to możesz mieć właśnie podobnie do mnie.

Taki średni raczej. Oprócz żalu i podniecenia raczej nie czuję żadnych innych emocji (ale całkiem pewny być nie mogę, bo nie zawsze potrafię zidentyfikować swoje emocje.

A te dłonie kojarzą Ci się z czymś ? Nie wiem,z biedą,bezdomnością,samotnością,chorobą,czymś czego można współczuć? Może to ma jakiś związek z dzieciństwem..Wiesz,nie znam się za bardzo ale może podświadomie pomoc osobom cierpiącym kojarzy Ci się z czymś niezwykle przyjemnym,a brudne,czy chore dłonie wywołują skojarzenie tej biedy..

Skojarzeń żadnych nie mam. Najpierw było tak (we wcześniejszym dzieciństwie) że nie lubiłem być jakkolwiek brudny, gdy zauważyłem na sobie jakiś brud, musiałem jak najszybciej wymyć/wytrzeć. Czułem wstręt (nie lęk) do brudu, a także gdy zauważyłem na sobie jakiś brud, czułem wstyd. W przypadku dłoni się to zmieniło, gdy zaczęły rozwijać się moje preferencje seksualne. Zacząłem też, gdy nikt nie widział, brudzić swoje dłonie lub pocierać, by były chociaż mocno spocone, aby poczuć podniecenie oraz wyobrazić sobie, że w ten sposób zabieram brud z dłoni jakiejś wymyślonej osoby. Potem przekształciło się to w pewien rytuał, zacząłem robić pewne rzeczy z dłońmi konkretną ilość razy. W czasie wykonywania rytuału też pojawia się erekcja. Zaniechanie rytuału, gdy czuję potrzebę go wykonać, powoduje u mnie pewne wyrzuty sumienia.

No ja za życia mojego ojca to w sumie pamiętam tylko 2 takie napady furii,dotknęło to oczywiście mojej matki. Raz podczas kłótni rzucał ją talerzami,byłam wtedy bardzo mała.

Mnie kiedyś coś matka wspominała, że czasem uciekałem z nią do babci.
Dziś mam coś takiego, że jak ktoś jest w złym nastroju i coś potłucze, to się zlękam i czuję trochę, jak małe dziecko.
Awanturnikiem był także brat mojej matki, ten podobno często po pijaku się odgrażał, że wszystkich podpali. Ale on mieszkał w towarzystwie moim i moich rodziców tylko w moich pierwszych miesiącach życia.

Od ojca też oczywiście dostałam parę razy na dupę.

Ja od ojca raczej nigdy żadnej poważnej kary nie dostałem, tylko czasem klapsa ręką, albo zamknięcie w pokoju, a mimo to nigdy nie czułem się bezpiecznie, gdy ojciec był wkurzony.

Moi rodzice dawali mi naprawdę dużo miłości

A ja nie potrafię rozpoznać, czy moi rodzice dawali mi miłość, czy nie.

Ja też,a szkoda,bo niektórych mi żal. Teraz,z biegiem czasu strasznie chciałabym pamiętać,zwłaszcza te najgorsze chwile. Sądzę,że pomogły mi one dojść do źródła moich zachowań,to dla mnie ważne,dlatego zawsze,kiedy jest taka okazja to wypytuję się ludzi,którzy mięli ze mną kontakt w dzieciństwie o swoje zachowanie,jaka byłam,za jaką mnie postrzegali.

W moim przypadku źródła moich lęków raczej w większości tkwią w wydarzeniach, których nie pamiętam, a także przyczyna pewnego snu, który mi się przyśnił, gdy miałem niecałe 7 lat, a niektóre jego skutki odczuwam do dziś. Ja tylko mam możliwość wypytania się matki o więcej szczegółów, ale nie robię tego, bo nie wiem, czy by chciała mówić oraz głupio by mi było wypytywać.

Za moich czasów to mój ojciec bił wszystkie psy,które mieliśmy. Raz pobił jednego bo kury gonił. Tak pobił tego psa,że ten kulał i uciekł ze strachu. Więcej już go nie widziałam. Ale.. skoro moja siostra sama twierdzi,że był agresywny w stosunku do zwierząt to wolę nie wiedzieć jak to wyglądało przed moimi narodzinami kiedy był najbardziej agresywny.

Mojemu ojcu zdarzyło się rzucić psem. Ojciec był na podwórku z psem mojej babci, na podwórko wbiegł kot, pies zagryzł kota, a mój ojciec uniósł psa nad swoją głową i rzucił nim o taką budkę z grubej blachy. Z pewnych wyliczeń wiem, że miałem wtedy jakieś 7 lat. Nie pamiętam tego osobiście, ale ojciec o tym kiedyś opowiadał z dumą. Nie wiem, czy byłem wtedy w domu, czy na podwórku, bo tego ojciec nie mówił. Potem ten pies, gdy przychodziło się do babci, to niby chciał się przywitać z moim ojcem, ale wtedy także się kulił, drżał i czasem sikał.

W Polsce wgl. się takie coś diagnozuje ?
Mi z tego zespołu Aspergera też prawie wszystko pasuje. Zwłaszcza jak patrzę na swoje dzieciństwo to praktycznie każdy objaw się zgadza O.o
Najbardziej dobijają mnie wszystkie zaburzenia,których jednym z kryteriów jest słaby kontakt wzrokowy lub problemy z takim kontaktem. Jak widzę takie kryterium to od razu wiem,że reszta objawów zacznie się zgadzać O.O

U dzieci ZA w Polsce normalnie się diagnozuje, natomiast u dorosłych też, ale rzadko. Jest też tak, że przy diagnozowaniu osoby dorosłej ZA łatwo pomylić z osobowością schizoidalną, osobowością schizotypową i schizofrenią prostą. Diagnostyka ZA u dorosłego jest podobno bardzo trudna.
Ja też mam cechy aspergerowe od dzieciństwa. A co do kontaktu wzrokowego, to mam tak, że się wstydzę patrzeć komuś prosto w oczy.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Trochę o moich dziwnych poglądach na miłość.

przez Schwarzi 10 cze 2013, 04:15
mark123

U mnie wygląda to tak: jestem niesamodzielny, nie umiem podejmować decyzji, bardzo łatwo się stresuję, raczej nie mam empatii (a nawet jeśli mam, to nie taką, jaka być powinna), uczuć wyższych raczej nie mam słabo rozwiniętych, ale mam raczej niskie IQ, obstawiam, że trochę ponad 80.


Wiesz.. z niedojrzałością emocjonalną jest tak,że zazwyczaj jest ona składnikiem innych zaburzeń albo osobowościowych,emocjonalnych itp. To coś jak narcyzm,który występuje samodzielnie (jako osobna jednostka diagnostyczna) ale może też wchodzić w skład innych zaburzeń np. borderline.
Ja miałam diagnozowaną samą niedojrzałość,zresztą trudno o szerszą diagnozę w tak młodym wieku. Jeżeli się leczysz u psychologa czy terapeuty to możesz spytać o niedojrzałość i czy przejawiasz takie cechy. A uczucie niskiego IQ to akurat nic dziwnego. Osoba,która nie potrafi sobie poradzić z życiem może czuć się "tępa". Ja np. tak się bardzo często czuję,zazwyczaj w taki stan wprowadza mnie fakt,że podczas poważnych rozmów w jakiś biurach (z racji tego,że jestem z rodziny zastępczej to czasami musiałam załatwiać różne sprawy w opiece społecznej) ,czy czytania "dojrzałych" tekstów zawierających naukowe słownictwo nie czaję zupełnie nic. Dosłownie,jakby ktoś po chińsku mówił do mnie. Ja muszę np. dostawać jasne i zrozumiałe polecenia,a ta cecha często występuje w upośledzeniu. Ale ja akurat tym się nie przejmuję i na Twoim miejscu też bym się nie przejmowała. Uczucie ociężałości umysłowej występuje u wielu ludzi,którzy chorują psychicznie. A tak niskiego IQ na pewno nie masz skoro dostałeś się na studia. Miałam kiedyś robione testy na inteligencję,jak byłam mała i ponoć wynik miałam dobry,a i tak w tych obrazeczkach pod koniec strzelałam bo nie wiedziałam nawet po co to robię O.o

Ja też się na takich rzeczach nie znam.


Witaj w klubie ! :great: Jesteś 3 osobą łącznie ze mną,która tego nie czai (spośród ludzi,z którymi o tym rozmawiałam oczywiście) XD

Ja mam tak, że potrzebuję sporo czasu, by się nauczyć obsługi jakiegoś urządzenia, ale sporą rolę odgrywa tutaj mój lęk przed krytyką, że jeżeli nie przeanalizuję milion razy, to coś zepsuję i będzie jakaś awantura. A gdy zaś nie ma kontroli drugiej osoby, to uruchamia się mój wewnętrzny krytyk: "nie ruszaj tego, bo i tak nic nie umiesz i zepsujesz" itp.


No rozumiem Cię jakby nie patrzeć. Mi się często zdaje,że każdy umiałby coś uruchomić,więc jak ja tego nie uruchomię,to będą uważać mnie za "dziwaka". Heh,a ostatnio mam coś fazę na psucie wszystkiego czego się dotknę.

Ja nie wiem, jaki byłem we wczesnym dzieciństwie nie pytałem się nigdy o to, a okres w którym już w miarę znam swoje zachowanie zaczyna się od zerówki.


Ja wiem od rodziny tylko :)

Ja gdy na filmie widzę kogokolwiek, kto jest w niebezpieczeństwie przez drugą osobę/istotę, to mam ochotę wejść do telewizora i zrobić porządek z tą drugą osobą/istotą porządek, tyczy się to nawet niektórych filmów niby z gatunku komedii. Nawet miewam wtedy pewne dolegliwości somatyczne, czasami też spaceruję przy telewizorze. A gdy jest reklama, to wyobrażam sobie w głowie, że wkraczam do tego filmu i zaprowadzam porządek. Gdy się wszystko skończy dobrze, to odczuwam radość i ulgę.


Strasznie wrażliwy jesteś widzę o.o To strzelam,że filmów wywołujących silne emocje np, dramaty nie oglądasz za bardzo ? Ja nie odczuwam żadnych dolegliwości somatycznych podczas oglądania filmów,chyba,że jak oglądam wyjątkowo mocne gore to rzygać mi się chce. Zresztą,przy takich filmach to zazwyczaj po kilku minutach wyłączam,bo nie mogę tego znieść.

Taki średni raczej. Oprócz żalu i podniecenia raczej nie czuję żadnych innych emocji (ale całkiem pewny być nie mogę, bo nie zawsze potrafię zidentyfikować swoje emocje.


Hmm..to dziwne. A nie zastanawiałeś się nad przyczyną takiego zachowania ?

Skojarzeń żadnych nie mam. Najpierw było tak (we wcześniejszym dzieciństwie) że nie lubiłem być jakkolwiek brudny, gdy zauważyłem na sobie jakiś brud, musiałem jak najszybciej wymyć/wytrzeć. Czułem wstręt (nie lęk) do brudu, a także gdy zauważyłem na sobie jakiś brud, czułem wstyd. W przypadku dłoni się to zmieniło, gdy zaczęły rozwijać się moje preferencje seksualne. Zacząłem też, gdy nikt nie widział, brudzić swoje dłonie lub pocierać, by były chociaż mocno spocone, aby poczuć podniecenie oraz wyobrazić sobie, że w ten sposób zabieram brud z dłoni jakiejś wymyślonej osoby. Potem przekształciło się to w pewien rytuał, zacząłem robić pewne rzeczy z dłońmi konkretną ilość razy. W czasie wykonywania rytuału też pojawia się erekcja. Zaniechanie rytuału, gdy czuję potrzebę go wykonać, powoduje u mnie pewne wyrzuty sumienia.


Ciekawi mnie Twój przypadek. Bardzo niespotykany "fetysz". Zastanawiające jest źródło jego powstania.

Dziś mam coś takiego, że jak ktoś jest w złym nastroju i coś potłucze, to się zlękam i czuję trochę, jak małe dziecko.


Ja też nie lubię awantur chociaż mam trudny temperament. Jak mam się z kimś kłócić,awanturować,bić czy coś to zawsze staram się,żeby to byli obcy ludzie z mojego otoczenia np. szkoła. Tam to se mogę robić problemy,bo nie jestem na tych ludzi skazana. Natomiast w domu staram się zachowywać stoicki spokój i raczej się podporządkowuję tylko po to,żeby nikogo nie denerwować. Atmosfera kłótni bardzo mi pomaga ale tylko na krótką metę. Pobudza mnie do działania,zresztą jak ja nie zacznę z kimś awantury to to nie będę ja xd Jednak są miejsca,w których wolałabym spokój. W domu jestem skazana na rodzinę i w pewnym sensie od niej zależna więc nie chcę podpaść i cwaniakować.

Awanturnikiem był także brat mojej matki, ten podobno często po pijaku się odgrażał, że wszystkich podpali. Ale on mieszkał w towarzystwie moim i moich rodziców tylko w moich pierwszych miesiącach życia.


Na szczęście tego nie zrobił o.o Chociaż po alkoholu ludzie gadają różne głupoty,szkoda tylko,że równie często je realizują.

Ja od ojca raczej nigdy żadnej poważnej kary nie dostałem, tylko czasem klapsa ręką, albo zamknięcie w pokoju, a mimo to nigdy nie czułem się bezpiecznie, gdy ojciec był wkurzony.


Ja kar,oprócz tych dwóch fizycznych to też nigdy nie dostawałam. Było mi wszystko wolno i moja matka nie potępiała zazwyczaj mojego zachowania. Dopóki byłam grzeczna w stosunku do dorosłych,mówiłam dzień dobry i wierzyłam w Boga (matka była katoliczką) to mogłam robić co tylko chciałam xd

A ja nie potrafię rozpoznać, czy moi rodzice dawali mi miłość, czy nie.


Aż tak źle u Ciebie z tą miłością ? To przecież widać, jak Cię przytulają,spędzają z Tobą czas,są wyrozumiali,pomagają Ci,to wszystko to są właśnie objawy miłości. Poznajesz to po gestach XD

W moim przypadku źródła moich lęków raczej w większości tkwią w wydarzeniach, których nie pamiętam


Wyparłeś może te trudne sytuacje.

Ja tylko mam możliwość wypytania się matki o więcej szczegółów, ale nie robię tego, bo nie wiem, czy by chciała mówić oraz głupio by mi było wypytywać.


No moja siostra się drze jak się ją o cokolwiek spytam. To też dla mnie katorga.

Mojemu ojcu zdarzyło się rzucić psem. Ojciec był na podwórku z psem mojej babci, na podwórko wbiegł kot, pies zagryzł kota, a mój ojciec uniósł psa nad swoją głową i rzucił nim o taką budkę z grubej blachy. Z pewnych wyliczeń wiem, że miałem wtedy jakieś 7 lat. Nie pamiętam tego osobiście, ale ojciec o tym kiedyś opowiadał z dumą. Nie wiem, czy byłem wtedy w domu, czy na podwórku, bo tego ojciec nie mówił. Potem ten pies, gdy przychodziło się do babci, to niby chciał się przywitać z moim ojcem, ale wtedy także się kulił, drżał i czasem sikał.


Zastanawia mnie ogólnie takie zachowanie biorąc pod uwagę kwestię wieku naszych rodziców. Kiedyś złe traktowanie zwierząt nie było aż tak potępiane. Ludzie hodowali kury,kaczki, różne zwierzęta na ubój,nikt nie krzyczał o okrucieństwie,a jak pies nie był posłuszny to nie jeden dziadek sprzedał mu przysłowiowego kopa, albo słyszałam akcję o truciu psów sąsiadów,które za głośno szczekały. Ciężko jest oceniać takie zachowanie według dzisiejszej miary,bo dla naszych pokoleń to szczyt okrucieństwa, ale nie zawsze tak było.

U dzieci ZA w Polsce normalnie się diagnozuje, natomiast u dorosłych też, ale rzadko. Jest też tak, że przy diagnozowaniu osoby dorosłej ZA łatwo pomylić z osobowością schizoidalną, osobowością schizotypową i schizofrenią prostą. Diagnostyka ZA u dorosłego jest podobno bardzo trudna.
Ja też mam cechy aspergerowe od dzieciństwa. A co do kontaktu wzrokowego, to mam tak, że się wstydzę patrzeć komuś prosto w oczy.


Zaburzenia rozwoju wgl. ciężko zdiagnozować u dorosłych. Czemu nie chciałbyś się wybrać na badanie pod kątem tego zaburzenia skoro je u siebie podejrzewasz ?
Ja mam zaburzony kontakt wzrokowy. Kiedyś wgl. nie utrzymywałam wzroku przy rozmowie,a teraz patrzę się zbyt intensywnie przy ludziach,których znam np. ludzie z klasy mówili,że ich to przeraża,a z drugiej strony unikam tego kontaktu kiedy mam do czynienia z kimś obcym.
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do