Nie chce mi się żyć

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nie chce mi się żyć

przez paulicha 16 kwi 2013, 11:33
Mam 23 lata, dwoje dzieci i partnera. Od zawsze byłam nerwowca, od roku nasiliło się to tak bardzo, że denerwuje mnie nawet rozrzucona zabawka która leży nie w tym koszu co powinna. Nie mam już siły na nic. Nie mam ochoty bawić się z dziećmi, najchętniej usiadła bym na łóżku i przesiedziała cały dzień. Dzieci zmuszają mnie do funkcjonowania. Partner pracuje za granicą, wiecznie jakieś problemy z pieniędzmi -a to przelew źle poszedł, a to szef miał wpłacić a nie wpłacił, rachunki nie opłacone, nie umiem sobie z tym poradzić, ta sytuacja mnie wykańcza nerwowo. Cały dzień myślę o tym co złe w moim życiu. Mieszkam z teściową, konflikty mniejsze i większe, ogólnie gram dobrą minę do złej gry. Czasem mam ochotę wyjść z domu i już nigdy nie wracać. Uciekam w alkohol, ale nic już to nie daje, nie chce mi się już żyć. Partner mnie nie rozumie, uważa że przesadzam, że wyolbrzymiam. Nie umiem się nie przejmować, w zasadzie wszystko co się źle dzieje przeżywam całymi dniami do tego stopnia że zapominam dać dzieciom obiadu, dobrze że są na tyle duże że same się upomną. Partner ma do mnie pretensje że nie chce się z nim kochać, sądzi że go zdradzam. Ja mam taki natłok myśli że o seksie nawet nie myślę. Dobija mnie moje życie. 23lata, dwoje dzieci, nie pracuję bo młodszy syn ma 2,5 roku więc nie miał by z kim zostać w domu, jestem na łasce partnera. Czuję że nie mam niczego, czasami myślę że lepiej będzie dla wszystkich jak zniknę, chciała bym ze sobą skończyć, ale boję się o dzieci.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie mam z kim o tym porozmawiać, moja rodzina sądzi że mam super życie u boku wspaniałego faceta. Nie mówię im o swoich problemach bo mi wstyd.
Boję się że nie jestem dobrą matką bo mam ochoty na zabawę z dziećmi, jak wstaje rano to czekam aż będzie wieczór i dzieci zasną a ja nie będę musiała nic robić.
Co ja mam robić, chyba zwariujesz ze sobą.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 kwi 2013, 11:22

Nie chce mi się żyć

Avatar użytkownika
przez agusiaww 16 kwi 2013, 11:49
paulicha, doskonale Ciebie rozumiem i Ci sie nie dziwie. Troche za wczesnie zdecydowalas sie na dzieci, w sumie to raczej nie mialas oddechu zeby pozyc sobie jak singielka, wiec to zrozumiale, ze czujesz sie przytloczona. Po 1) zadbaj o antykoncepcje, no niestaty ale jak bedzie trzecie i kolejne dziecko to nigdy sie z pieluch nie wyrwiesz, po 2) znajdz czas dla siebie, zostaw dzieci pod opieka tesciowej, skoro z nia mieszkasz to taki plus i idz nawet sama, do sklepu kup sobie nwet apaszke za 20 zl, pochodz po miescie, na spacer do parku, po3) zastanow sie czy nie mozesz oddac dziecka do rpzedszkola i poszukac pracy chociazby na pol etatu, po 4) porozmawiaj wprost z mezem, ze cala rodzina jest na Twoich barkach bo tak jest i jest Ci zle, a jak Ci sie poprawi to wtedy sie do niego potulisz. Czlowiek to nie jest zwierzak ze jak mu sie zachce to musi. I moze zwierz sie swojej rodzinie? Mamie? Na pewno bedzie Ci lzej.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Nie chce mi się żyć

przez paulicha 16 kwi 2013, 12:10
Moja teściowa nie zajmuje się moimi dziećmi. Da czekoladę, dobra radę w stylu: ,,czemu on płacze, no daj mu to bo przecież jak to tak żeby on płakał''. Moje miasto rodzinne jest 500km dalej, jestem tu sama jak palec. Czuje się jak 40letnia matka i żona, seks to obowiązek, życie to obowiązek. Mój młodszy syn na pewno nie dostanie się przedszkola bo starszy dostał się dopiero jako 5latek, kiedy miał już obowiązek szkolny, nie ma miejsc tym bardziej że ja nie pracuję. Ale druga sprawa jak mam pracować skoro dziecko w domu:/ Ale to nikogo nie obchodzi. O trzecie dziecko się nie martwię bo się zabezpieczam, wkładką domaciczną. Mój partner nie rozumie, że on jest w domu raz na 5 tygodni, a ja tu jestem cały czas, on traktuje powrót do domu jak wakacje. Zajmuje się dziećmi, ale to nie o to tylko chodzi przecież. Jest o wszystko zazdrosny, zarzuca mi że ja go zdradzam. Wiele razy mu mówiłam że nawet gdybym bardzo chciała to nie mam jak go zdradzić. Dwoje dzieci, teściowa stoi nad głową, nawet do sklepu nie wychodzę sama, ale on twierdzi swoje. Starszy syn ma problemu ze zdrowiem, ma tiki nerwowe za które się obwiniam bo myślę że to przeze mnie, że krzyczę. Chciała bym coś zmienić w swoim życiu ale się boję. Miłość się wypaliła, ale zostały dzieci i nie wiem jak z tym żyć.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 kwi 2013, 11:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie chce mi się żyć

przez vifi 16 kwi 2013, 16:16
Witaj, czy jest możliwe żebyś się spotkała z psychologiem, albo zatrudniła opiekunkę i zaczęła pracować? Masz trochę czasu dla siebie, jakiś kontakt z koleżankami? Spróbuj rozluźnić trochę to napięcie. Można też znaleźć oferty rozmów z psychologiem przez internet, albo jakieś książki jak sobie z tym poradzić.
Musicie poważnie porozmawiać z mężem, bo nie ma między wami porozumienia. Nie powinien tak cię lekceważyć.
Czy kontakt z teściową cię drażni? Większość czasu spędzasz z nią i z dziećmi. To może cię męczyć.
bo się zabezpieczam, wkładką domaciczną
Nie zman się na tym, ale czy one nie działają wczesnoporonnie?
Trzymaj się, mimo wszystko.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Nie chce mi się żyć

przez paulicha 16 kwi 2013, 18:28
Codziennie do 15 jestem sama z dziećmi, później z teściową :| Mam wrażenie że to chora sytuacja kiedy mojego partnera nie ma a ja mieszkam z jego matką. W sierpniu przeprowadzamy się do swojego mieszkania, tzn. ja z dziećmi, bo on i tak za granicą. Teraz mieszkam za miastem 20km i ciężko mi wyjść gdziekolwiek. Mam nadzieję, że jak będę mieszkać w mieście to znajdę pracę na pół etatu chociaż a małego poślę prywatnie do przedszkola. Mój partner cały czas mówi, po co masz pracować, zarobisz 1200zł, za przedszkole prywatnie i twój wysiłek w pracy, dzieci bez matki = nie opłaca się. Ale on nie rozumie co to znaczy od 6lat siedzieć cały czas w domu i cały czas dzieci i dzieci. Jak kończyłam liceum zaocznie, w weekendy co drugi, co chwile były telefony czy mogę wyjść szybciej, czy długo jeszcze:| On nie może posiedzieć sam z dzieciakami 2 godziny jak ja jestem u fryzjera bo co 10minut sms, a nie umie zrozumieć mnie kiedy ja w tym tkwie 24 godziny na dobę. Młodszy syn jest jeszcze na piersi i to jeszcze bardziej mnie wiąże przy nim. A mojemu facetowi to chyba na rękę, bo jest dobra wymówka, nie idz na długo bo Kuba. On mi tylko powtarza; daj spokój, wyluzuj, będzie dobrze, nie przejmuj się tak wszystkim. Ale on siedzi za granicą i mam wrazenie ze ma wszystko w nosie, a ja tutaj musze zajac sie dziecmi, z jego matka sie uzerac, wysluchiwac jej rad i gadania ze ile to jeszcze tego czarka nie bedzie w domu jak tak mozna. Nawet jej nie pasuje ze chcemy wziac tylko slub cywilny BO CO LUDZIE POWIEDZA, DWOJE DZIECI I ZEBY KOSCIELNEGO SLUBU NIE BRAC. Dosłownie tak powiedziała. A co mnie ludzie obchodzą!! Żeby nie dzieci, już by mnie tu nie było.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 kwi 2013, 11:22

Nie chce mi się żyć

Avatar użytkownika
przez kaja123 16 kwi 2013, 18:41
paulicha, skoro nie potrafisz odnaleźć się w sytuacji w jakiej jesteś i nie chce Ci się żyć pomyśl jak z niej wyjść . Nie jesteś odosobniona gdzie mąż wyjeżdża do pracy za granicę a matka zajmuje się dziećmi. Jak na razie to wszyscy są winni Twojej sytuacji. Nie twierdzę że nie piszesz prawdy i wierze ze jest Ci ciężko bo inaczej byś tego nie pisała ale spójrz na tą sytuację inaczej. Nie obwiniaj wszystkich wokół za to ze jesteś nieszczęśliwa. Twoje szczęście leży w Twoich rękach. Jeżeli sama nie potrafisz to skorzystaj z pomocy psychologa.

ps. teściowej się nie wybiera - zajmij się sobą i dzieciakami
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2262
Dołączył(a)
08 sty 2011, 01:29

Nie chce mi się żyć

przez vifi 17 kwi 2013, 00:20
Wydaje mi się że złe relacje z teściową mogą znacznie obniżać twój nastrój, a niedługo się przeprowadzacie. To daje jakąś nadzieję. Jak twój facet reaguje na to kiedy mu mówisz że nie wie jak to jest przez 6 lat siedzieć w domu? Tylko zwykłym "przesadzasz"?
Może poszukaj jakieś pomocy, porad, książek jak sobie radzić w takich związkach. Twoje dziecko za kilka lat i tak będzie musiało iść do szkoły, wiem że to długo i należy szukać rozwiązań, ale przynajmniej jest jakaś nadzieja na zmianę w skończonym czasie.
Nawet jej nie pasuje ze chcemy wziac tylko slub cywilny BO CO LUDZIE POWIEDZA, DWOJE DZIECI I ZEBY KOSCIELNEGO SLUBU NIE BRAC
Ślub kościelny powinien bardziej wynikać z motywacji religijnej a nie co ludzie powiedzą. To jednak jest wasza decyzja a nie jej. Bardziej mnie zaniepokoiło stosowanie tej wkładki bo gdzieś czytałem że ma ona działanie wczesnoporonne (sory że tak to drążę bo nie o to pytasz).
Od kiedy twój partner taki jest? Wasz związek robi się toksyczny. Wiem że to trudne zwłaszcza teraz, ale pytałaś go dlaczego tak się zachowuje, jak on to wszystko odbiera co czuje? To nie jest zarzut, ale jakaś próba nawiązania lepszego kontaktu między wami. Nie mówię też żebyś to robiła na siłę - znasz go lepiej niż ja, pytam głównie o komunikację (a raczej jej brak) między wami.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Nie chce mi się żyć

Avatar użytkownika
przez barsinister 17 kwi 2013, 02:31
vifi napisał(a):Bardziej mnie zaniepokoiło stosowanie tej wkładki bo gdzieś czytałem że ma ona działanie wczesnoporonne (sory że tak to drążę bo nie o to pytasz).


rzeczywiście, największe tutaj zmartwienie to czy działanie wkładki można nazwać "wczesnoporonnym"
normalny środek antykoncepcyjny i tyle
Not poppy, nor mandragora,
Nor all the drowsy syrups of the world,
Shall ever medicine thee to that sweet sleep
Which thou ow'dst yesterday.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
838
Dołączył(a)
17 sty 2013, 04:44

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do