Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

Avatar użytkownika
przez black swan 09 sty 2013, 22:43
Nie chodzę, niedawno byłam pierwszy raz u psychiatry, na razie dał mi jakieś leki i mam zadzwonić niedługo czy chcę jechać na jakąś terapię kilkutygodniową czy też dojeżdżać gdzieś regularnie... Obie opcje z nfz. Nie wiem co lepsze. Pojechałabym gdzieś, ale znowu co ja powiem rodzinie i facetowi, nie chcę żeby wiedzieli. Poza tym muszę szukać źródła dochodu, więc jakieś kilkutygodniowe wyjazdy chyba nie wchodzą w grę...
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

Avatar użytkownika
przez bittersweet 09 sty 2013, 22:46
black swan napisał(a):
Bo podświadomie uważam, że uczucie w każdej chwili może zniknąć, tak jak kiedyś znikało ze strony rodziców

Czuję to samo. :? I jak z tym lękiem żyć?
Najważniejsze zdać sobie z tego sprawę... że na partnera przenosimy nieracjonalne lęki z dzieciństwa... poza tym terapia.. ale jest strasznie ciężko.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

Avatar użytkownika
przez Candy14 09 sty 2013, 22:46
Ja bym wybrala jednak stacjonarna. Takie wyjazdowe na dzien dobry to raczej dla ludzi ktorzy
-mieli juz do czynienia z terapia i sa gotowi odciac sie na jakis czas od domu
- sa w bardzo zlym stanie i potrzebuja terapii non stop
- musza wyjsc z mega toksycznego srodowiska bo inaczej terapia nie bedzie miala sensu
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

Avatar użytkownika
przez black swan 09 sty 2013, 22:49
Mam takie pytanie... Czy na tych terapiach przerabia się wszystkie złe sytuacje z dzieciństwa, traumy, lęki itp? Czy od tego jest terapia, czy raczej od nastawiania się pozytywnie?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

Avatar użytkownika
przez Candy14 09 sty 2013, 22:54
To zalezy od nurtu w jakim jest przeprowadzana. A zamykanie traum dziecinstwa nie przeszkadza w pozytywnym nastawieniu na doroslosc
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

Avatar użytkownika
przez black swan 12 sty 2013, 15:05
Dzisiaj znowu wariuję... Parę dni temu on znowu wyjechał do pracy, nie dał mi nawet znać jak już dojechał, a tłumaczył się tym, że przecież nie prosiłam żeby dał mi znać, zostawił telefon i poszedł tam do jakichś znajomych... Teraz już drugi dzień się nie odzywa sam, ostatnie dwa razy ja pierwsza zaczynałam rozmowę. Nie było go wczoraj na necie, pewnie poszedł do kogoś na jakieś piwo, bo piątek, dzisiaj pewnie gdzieś jechał, bo sobota, ale dlaczego do cholery nawet nic mi nie napisał, nawet głupiego smsa... I z takich powodów ja odchodzę od siebie, a on się potem głupio tłumaczy, gdy mu zwrócę uwagę. Właściwie już nie będę zwracać mu żadnej uwagi, bo mam tego dość. Jak ja olewałam jego, bo wydawało mi się, że go nie kocham, to pisał codziennie, czułe słówka, tęsknił, itp. A teraz dosłownie zachowuje się jakby miał mnie w dupie. Widocznie nie mogę mu okazywać za wiele uczuć, bo potem czuje się zbyt pewnie i wtedy olewa mnie... Tylko że ja nie chcę być jakąś nieczułą suką, nie chcę bawić się w żadne gierki! Chcę po prostu zachowywać się naturalnie. A naturalne byłoby dla mnie obustronne równoczesne zaangażowanie o takiej samej sile. W naszym związku jest zawsze tak, że jedno kocha bardziej. Albo on abo ja. I co jakiś czas zamieniamy się rolami. To jest beznadziejne, nienawidzę być tą stroną, która kocha bardziej.
Jak w końcu przypomni sobie o moim istnieniu i wyśle jakąś zdawkową wiadomość "co u ciebie", to odpowiem mu dopiero po takim samym czasie przez jaki on milczał. To chyba jedyny sposób, aby coś do niego dotarło. Bo gadanie dosłownie nic nie daje.
Jeszcze przychodzi mi do głowy jedna rzecz... Że on po prostu się mści za to, że go nie kochałam przez jakiś czas "zwodziłam" jak to sam określił. Jak przyjechał z tej pracy i spędziliśmy trochę czasu razem, to wszystko pięknie, lecz był jakby trochę zdystansowany, zero rozmów o nas, o uczuciach, brak miłosnych spojrzeń. Teraz wyjechał i nagle jakby zapomniał o moim istnieniu. Jakbym zeszła na najdalszy plan. Wszystko jest najpierw, znajomi, sąsiedzi, wyjazdy, bla bla bla... Może robi to specjalnie, żeby pokazać mi jak się czuł? Ale nie powinno się tak robić, nie powinno się najpierw udawać że wszystko jest ok, co prawda bez werbalizowania tego, lecz samym zachowaniem, a potem się mścić. Albo się mści od razu albo wcale... Mszczenie się po udawaniu że jest ok jest okrutne...
Nie wiem co mam myśleć, boli mnie jego zachowanie. Ja potrzebuje uwagi, zapewnień, zachowań świadczących o tym, że mu zależy, potrzebuje widzieć, że mu zależy, stale. Inaczej strasznie się denerwuję, niemal wpadam w szał, czasami nie uda mi się tego powstrzymać i powiem/napiszę mu coś naprawdę niemiłego i jest jeszcze gorzej. Dlatego wręcz nienawidzę się zakochiwać, nienawidzę kochać. Bo wariuję przez to. A jak zaczynam wariować, to miłość przemienia się w nienawiść i potem ja się dystansuję i myślę nad rozstaniem. Dlaczego on potrafi mi okazywać uczucia tak jak bym chciała, tylko gdy czuje, że ja się oddalam od niego? Może jesteśmy wyjątkowo niedobraną parą, dwoma przeciwieństwami i nie powinniśmy być razem?...

-- 13 sty 2013, 21:40 --

Oczywiście histeryzowałam... Tak się dziś okazało. Bezsensownie zadręczanie się i histeria choć nie było powodu. A on po prostu ma życie, ma zajęcia, pracę, znajomych, sąsiadów, rzeczy, hobby, pasje. Ma życie. Ja ostatnio nie mam życia, moje pasje przestały dla mnie istnieć, już mnie nic nie interesuje, nie mam znajomych, przyjaciół. On mi pozostał i moja głowa, w której rozgrywa się ostatnio moje życie. Dlatego tak wariuję. Bo on ma życie, a ja nie.
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

przez daga-p 08 lip 2013, 15:49
Właśnie przeczytałam Twój post. Zastanawiałam się czy jeszcze masz ten problem bo minęło trochę czasu. Ale niezależnie czy sobie poradziłaś czy nie napiszę Ci parę słów. Czytając to co napisałaś mam wrażenie, że czytam swoje myśli. Jestem owładnięta moim mężem. Myślę tylko o nim, o tym co robi, co myśli, czy mnie kocha, czy na pewno chce ze mną być...i tak od ośmiu lat. Nie mam już siły, chęci, nie mam motywacji do zmiany. Jest mi bardzo przykro że tak postępuję ale nic nie zmieniam. Jak to mówi mój mąż...tylko ciągle mówię a nic nie robię. Przed chwilą, dosłownie, zrobiłam to znowu. Napisałam mu stertę bzdur jak to mocno mnie krzywdzi bo nie robi jak ja chcę. Wmawiam mu że kłamie a on po prostu ma już mnie dość....nie wie co może a co powinien mi powiedzieć. Bardzo go kocham a sprawiam ciągły ból mówieniem...narzekam, płaczę, tęsknię..a on coraz mniej tego potrzebuje. Jest kierowcą - dużo wyjeżdża. A ja cierpię w samotności. Najgorsze jest to że mam dwie wspaniałe córki a myślę jak nastolatka. Tylko o miłości, szczęściu, wspólnych chwilach. Nie o codzienności, obowiązkach, wychowaniu dzieci. A jak też nie dostaną tyle miłości co potrzebują i będą takie jak ja...nieszczęśliwe...a może ja nie jestem nieszczęśliwa tylko tak o sobie mówię. Nie mam czasu na terapię. Ja pracuję, mąż jeździ po Polsce, Zuzia chodzi do szkoły a Maja do przedszkola. Jak nie powstrzymam tego przygnębienia i tych myśli on odejdzie. Rozwalę to co budowaliśmy przez kilka lat.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 lip 2013, 15:30

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

Avatar użytkownika
przez socorro 14 lip 2013, 20:31
black swan, daga-p, tu trzeba nazwac rzeczy po imieniu- jestescie uzaleznione od milosci, jestescie kobietami kochajacymi za bardzo. tak jak ktos pisal wczesniej w watku moze to wynikac z ,,niedokochania,, wyniesionego z dziecinstwa.

ale co najwazniejsze- to jest do ogarniecia, mozna z tego ,,wyjść,, , spojrzec inaczej na sprawe, inaczej sie poczuc i wziac zycie w swoje rece. wiem, bo sama wyszlam z toksycznego zwiazku.

czulam sie dokladnie tak jak Ty, swan, po prostu caly moj swiat to byl on, bylam na kazde jego zawolanie, zrobilabym wszystko, zeby tylko zwrocic jego uwage na siebie, zeby sie mna zainteresowal, zmienialam swoje plany, zeby tylko sie z nim spotkac. kochałam kochałam i łaknęłam obsesyjnie miłości. a on mnie zlewał, nie okazywał uczucia, oszukiwał mnie.. a ja miałam takie jazdy, płakałam czesciej niz sie smialam jak z nim bylam. wahalam sie, czulam sie okropnie, naprawde bardzo zniszczyl mi psychike, te lata kiedy z nim bylam byly naprawde ciezkim okresem w moim zyciu :cry:

ostatni rok jak z nim bylam byl chyba najgorszy- ciagla niepewnosc, placz, ciagle zastanawianie sie i bicie sie z myslami CO ROBIĆ. wtedy, DOPIERO wtedy, zdalam sobie sprawe, ze to nie jest normalne, ze jak tak dalej pojdzie to ja bede wrakiem, odkrylam, ze kocham za bardzo i ze to czysta patologia. ale trwalam w zwiazku, bo balam sie samotnosci, tego co bedzie, jak odejde, ze nikt sie mna nie zainteresuje i ze bedzie jeszcze gorzej niz jest teraz.

jednak pewnego dnia, kiedy on znowu mnie oszukal, znowu przez niego plakalam, ,,czara goryczy,, sie przepelnila, powiedzialam DOŚĆ, ZNAM SWOJĄ WARTOŚĆ, ZASŁUGUJĘ NA COŚ LEPSZEGO, urwalam kontakt a nastepnie zerwałam. na początku było mi trudno, jednak bardzo mi pomogła wewnętrzna pewność, że zrobiłam dobrze, bo prostu wiedzialam, ze to bedzie dobra decyzja. i okazalo sie ze mialam racje ;) odkad jestem sama, a to jest juz troche czasu, czuje ze zyje, czuje ze moje samopoczucie zalezy tylko i wylacznie ode mnie i to ja podejmuje decyzje odnosnie tego, jak wyglada moje zycie, to ode mnie zalezy, kim sie otacza i jak CI ludzie wplywaja na MOJE życie. poczułam, ze zlapalam byka za rogi i zaczelam zyc.

uważam, że to była najlepsza decyzja w moim życiu. sadze tez, ze lepiej być samotną będac samemu, niz byc samotna, bedac w zwiazku.

tak wiec dziewczyny to WY jestescie kowalami wlasnego losu, macie ta sile, macie ta moc, zeby sprawic, zeby Wasze zycie wygladalo inaczej, zeby byc szczesliwa :)

najlepszym wyjsciem bylaby w Waszym przypadku terapia. wiadomo, psychoterapeuta to specjalista, ktory najlepiej zna sie na rzeczy i wie, jak to rozgryzc, zebyscie wyszly na tym jak najlepiej. tym bardziej ze mozna chodzic na terapie na nfz.

daga, piszesz, ze nie masz czasu na terapie, a moze jednak by zadzwonic, zapytac? jak dzieciaki sa w szkole, moze ta godzinka czy pół by sie znalazla?

a jak nie, to moze poczytaj jakies ksiazki czy artykuly w internecie, ktore zmienilyby Twoje podejscie do sprawy? takie spojrzenie z innego punktu? ja obylam sie bez terapii i czuje sie szczesliwa ;) jak chcesz, napisz na PW to polece Ci ksiazki, ktore mi pomogły.

black swan, jak wyglada sprawa?

trzymajcie sie :papa:
Ostatecznie wszyscy mamy do opowiedzenia tylko jedną historię - ,,X,, na naszej mapie.
,,X,, oznacza nie miejsce, gdzie zaczyna się życie, lecz gdzie zaczyna się ono liczyć...
Avatar użytkownika
Offline
Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
1642
Dołączył(a)
13 lip 2013, 18:54

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

przez ania_taka 14 lip 2013, 21:24
hmmm ja chyba miałam podobnie dłuugo, bardzo długo. Od początku związku z moim mężem nie czułam się tak na prawdę dla neigo atrakcyjną kobietą a uważałam że to jest niezwykle istotne. Sprawy potoczyły się szybko, mówił mi że kocha, że nigdy jeszcze do innej nie czuł czegoś takiego, ja też go pokochałam... niedlugo po tych wyznaniach zaszłam w ciaze. Slub 9 lat temu. Pierwsze trzy lata małżeństwa istny cud. Życie jak w bajce. Chociaz zawsze uważałam się dla neigo za brzydka... około 5 lat po ślubie kryzys. Straszny kryzys. On mial przyjaciólkę, powiedziął ze nei kocha, ze nei wie czy nie jest ze mna ze względu na córkę. Ja desperatka, czekałam az mu się odmieni. Po kilku miesiącach odmienilo się, twerdził ze do niczego z przyjaciółką nie doszło. Przez jakiś czas uważałam ze jest między nami lepiej nawet niz przed kryzysem. Ale jeszcze czułam się nie wystarczająco ladna, niewystarczająco kobieca dla niego. Tez bylam gotowa zrobić wszystko dla niego, dla nas, dla związku. Teraz.... sama dla siebie czuję się atrakcyjna, slysze od obcych facetów nie raz że jestem ładna, zgrabna itp itd. Pod tym kątem moje ego wzrosło. Nie zabiegam już tak, dużo wyluzowałam. Mąż średnio raz w tygodniu wyjeżdża w trasę na tydzień - taka praca. Kiedys to ja zawsze pierwsza się odzywalam, dzwoniłam, pisałam. Teraz zawsze on. Czasem wypomina że nei dzwonie, więc nei tęsknie. Ale jakos teraz nie czuję takiej potrzby. Przyzwyczaiłam sie że zawsze rano zadzwoni, wieczorem tez. A w ciągu dnia, jak zadzwoni to ok, jak nie to nie. I fakt, w ciągu tego tygodnia teraz nie zdążę zatęsknić. A on? To on teraz tęskni, nie chce wcale wyjeżdżac, dzwoni, pisze. Teraz to on pierwszy zawsze mówi że kocha.
Nie wiem czy moje uczucie teraz osłabło, czy może właśnie teraz jest normalne, czy to własnie to co jest teraz to prawdziwa miłość. Już nie wiem czym jest tak na prawde miłość. Po 9 latach muszę stwierdzić ze dobrze mi z nim, dogadujemy się we wszystkim, dotarliśmy się pod kazdym kątem. Znamy się jak łyse konie. Na pewno bym tęskniła gdyby czekała nas długa rozłąka. Może się po prostu uodporniłam i dlatego tak bardzo mi już nie zależy? nie wiem
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
24 wrz 2011, 09:30

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

przez Saraid 16 lip 2013, 02:45
ania_taka moze po prostu Twoja samoocena wzrosła a to przelozyla na Twoje relacje z mezem.Warto miec tzw.zdrowy luz w zwiazku nikt nie jest nasza wlasnoscia i moze chcec nagle i takze odejsc nawet majac rodzine.
Na siłe niczego sie nie zdziala.
Warto w zwiazku walczyc o siebie to procentuje .
Saraid
Offline

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

przez ania_taka 16 lip 2013, 06:14
Saraid, dzieki. Tak, masz w zupełności rację. Ja długo nie potrafiłam wyjść wieczorem nawet do koleżanki, bo małam wyrzuty sumenia ze zostawiam w domu męża z dzieckiem i w ogóle całkowicie o sobie zapomniałam. Teraz walczę o siebie, moja samoocena faktycznie mocno podskoczyla :)
a męża - kocham, wiem to. Jest to coś innego niż na początku, niż nawet rok temu, ale miłość ewoluuje, zmnia się. Jesteśmy obecnie na prawdę dobranymi partnerami w każdej dziedzinie życia. Czego więcej chceć :) a na ten zdrowy luz co by sie dowartościowac chyba będę sobie pozwalac :)
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
24 wrz 2011, 09:30

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

przez Yuzuki 17 lip 2013, 22:25
Jeśli chodzi o sam temat, mam trochę podobnie. Tylko trochę, gdyż wiem, że partner mnie kocha i ja kocham jego. Po równo. Umiemy sobie okazywać pozytywne uczucia i nigdy nie nadużywamy słowa "kocham", ale wiem kiedy sobie to mówić :) natomiast w tej chwili czuje inny lęk ( o którym możecie poczytać w moim poście "Kłopoty" w związku?"). Bo jeśli chodzi o mówienie sobie 'co się nam nie podoba" to oboje mamy z tym kłopot. Nie kłócimy się. Np. mnie się ostatnio nie podobało, że partner siedzi tylko na kompie, że nic mu się nie chce za bardzo, co przekładało się na moje chęci i takie tam. Nie mówiłam mu tego, bo nie przeszkadzało mi to aż tak, nie widziałam w tej naszej rutynie kłopotu (bo rutyna to rzecz, która każdego czeka), a tu nagle ni z gruchy ni z pietruchy dowiaduje się tego i owego (to też w moim poście opisałam) i teraz chcielibyśmy zmian, ale boje się, że nawet gdy będzie nam dobrze, to on tak naprawdę nie będzie szczęśliwy. I w tej chwili czuje taki strach, czy spełnię oczekiwania partnera, czy ja nagle nie zacznę za dużo wymagać itp. itd. Nie jest to jakiś duży strach, bo raz znika, raz się nasila. Ale przyznam, chetnię posłuchałabym jakieś porady :) jeśli chcielibyście mi coś poradzić/wyjaśnić, to zapraszam na mój temat!

(I może to zabrzmi samolubnie, ale teraz widzę, że naprawdę nasz "kryzys" to nic w porównaniu z kłopotami niektórych ^^")
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
17 lip 2013, 20:45

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

przez wegorz7000 23 lip 2013, 06:24
Takie nieracjonalne przeczucia wynikają zazwyczaj z niskiej samooceny i niskiego poczucia własnej wartości. Żeby się tego pozbyć, to najlepiej iść do psychologa i zastanowić się, czym to jest spowodowane, a następnie zająć się zwalczaniem negatywnych myśli.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
19 lip 2013, 11:16

Ciągły strach i zadręczanie się, że on/a mnie nie kocha.

przez ania_taka 23 lip 2013, 06:42
wegorz7000, j a chyba wiem skąd się u mnie to wzięło, ale raczej nic z tym nei zrobię. Niska samoocena, tak jak najbardziej. I niestety aby ją podnieść potrzebuję komplementów ze strony płci przeciwnej, i poweim szczerze że słyszę je od obcych, od kolegów... pomaga mi. Choć niby wygląd nie jest ważny, ale dzięki kolegom i tego co mi mówili, uwierzyłam w siebie
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
24 wrz 2011, 09:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do