Przemoc w rodzinie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez Artemizja 28 lis 2012, 07:25
Problem przemocy w rodzinie jest niestety bardzo powszechny.Jest problemem ogromnym.W jaki sposób można sobie z tym poradzić?Co się dzieje,że dochodzi do przemocy domowej?Jak to jest,że nawet się nie orientujemy,kiedy do rodziny wdziera się przemoc?
Zachęcam rownież do przeczytania poniższego artykułu:

Scenariusz w umyśle zapisany...

„W języku polskim mówimy niestety „kocham się w kimś”, to znaczy kocham siebie w nim. Tymczasem miłość to właśnie zapominanie o sobie, myśl, że kocha się kogoś. Miłość jest wyjściem poza siebie, zapominaniem o sobie: „zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz”. Miłość uczy dawania siebie.”
ks. Jan Twardowski

Miłość to jedno z piękniejszych i ważniejszych – jeśli nie najważniejsze i najpiękniejsze... – doświadczeń w życiu każdego człowieka. Na przeciwległym krańcu miłości jest przemoc. To również jedno z ważniejszych, choć już najbardziej raniących i bardzo niepożądanych doznań.

Definicja podaje, iż przemoc domowa oznacza działania lub rażące zaniedbania dokonywane przez jednego z członków rodziny przeciwko pozostałym. Wykorzystują one istniejącą lub stworzoną przez okoliczności przewagę sił lub władzy. Powodują u ofiary szkody lub cierpienia godzące w jej prawa lub dobra osobiste, a w szczególności w ich życie lub zdrowie (fizyczne lub/i psychiczne) (Mellibruda, 2000, s. 755). Odwracając definicję – miłość domowa polegać będzie na działaniach każdego z członków rodziny, zwłaszcza w pierwszym rzędzie rodziców, którzy korzystają z prawa każdego z członków do bezwarunkowej akceptacji i szacunku i powodują przez to wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa i rozwój.

Ojczyzną rozwoju, życia jest dom. Dom to budowla, która ma fundamenty, drzwi w środku i na zewnątrz, schody na dół do ciemnej piwnicy i w górę, liczne okna, światło i określony zapach. Każdy z nas przychodzi na świat „pod innym dachem”, który różnych rzeczy pozwala doświadczać. I każdy buduje potem swój własny dom. Pragnie, aby był bardzo ładny, ładniejszy, niestety nie zawsze to się udaje...Przykładem tego, mogą być poniższe wypowiedzi Zofii i Tomasza, które układają smutną historię. Pokazuje ona jak działa zapisany w dziecięcym umyśle scenariusz rodziny.

Zofia:
„Pochodziłam z wielodzietnej rodziny, miałam trzy siostry i dwóch braci, byłam najstarsza. Jak byłam bardzo mała, jakoś chyba miałam 9 lata, zmarł tata, zmarł niespodziewanie na zawał serca. Nasze życie od tego momentu zrobiło się dosyć trudne, choć i wcześniej nie było łatwo. W domu zawsze brakowało pieniędzy, mama zajmowała się nami, a tata utrzymaniem nas... Teraz mama poszła do pracy, pracowała całymi dniami... Ja zastępowałam ją, zajmowałam się domem, rodzeństwem. Było nam naprawdę ciężko, mi było trudno, nie mogłam być już dzieckiem, musiałam nagle stać się dorosła i odpowiedzialna, musiałam odpowiadać nie tylko za siebie... Mama dużo pracowała i czasem w tym zdenerwowaniu potrafiła na mnie, na nas krzyczeć. Miewała do mnie pretensje, że wiele rzeczy źle robię, że nie ma ze mnie pożytku... A ja się bardzo starałam, coraz bardziej, nie chciałam, by przeze mnie się złościła... Nie chciałam dawać jej powodu do tego, aby mnie biła za karę. Bardzo chciałam, aby wszystko było jak dawniej, kiedy w domu był tata i spokój... Kiedy zaczęłam dorastać przerwałam szkołę, ukończyłam szkolę handlową i poszłam jak najprędzej dla mamy do pracy. Mama poznała mężczyznę, przychodził czasem do domu. Jakoś nie lubiłam go. Skrycie liczyłam na jego pomoc, chociaż finansową, na wsparcie, ale nie dawał mi, nam tego, przychodził tylko dla mamy... Potem poznałam Tomasza. Bardzo, bardzo zakochałam się w nim. I zapragnęłam wydobyć się z tego okropnego domu... Wzięliśmy ślub. Dosyć szybko, po pół roku... Na początku było bardzo dobrze, rozumieliśmy się bez słów, czułam się przez niego bardzo rozumiana, jakby lepiej mnie znał, niż ja samą siebie... i w ogóle. To smutne, to bardzo smutne, przygnębia mnie to...... jakoś po roku czasu się popsuło, wszystko jak domek z kart zawaliło się, wraz z tym całe moje szczęście... radość życia... Dlaczego się popsuło? Jak? Nie wiem, nie do końca do rozumiem. Tomasz z czasem przestał być taki kochany, rozumiejący mnie bez słów... Zaczął coraz bardziej się ode mnie oddalać, wychodził z domu, z kolegami. Wolał ich towarzystwo, niż moje. Czułam się odtrącana... Kiedy próbowałam z nim o tym rozmawiać, mówił, że powinnam pozwolić mu na rozrywkę, że ciężko pracuje na dom i ma prawo do odpoczynku, relaksu..., że powinnam to zrozumieć, a nie się czepiać..., ale przecież ja się nie czepiałam... Z czasem przynosił coraz mniej pieniędzy do domu, w którym coraz mniej bywał, wracał nietrzeźwy... Parę razy mnie uderzył, kiedy pytałam gdzie był... Zaczęłam się go bać, bardzo... to był zupełnie nie ten Tomasz, którego kochałam... Dziś próbujemy dojść do tego, co się dzieje, ale mam poczucie, że się kompletnie nie rozumiemy...”

Tomasz:
„Moja historia dorastania w rodzinnym domu jest inna niż Zosi. Ja w odróżnieniu od niej byłem jedynakiem i wychowywałem się w dosyć zamożnej rodzinie, w której nigdy nie było kłopotów finansowych, wręcz odwrotnie... Mogłem mieć wszystko, czego tylko zapragnąłem pod warunkiem, że na to zasłużę... No bo ja miałem dosyć wymagającego ojca... Moi rodzice byli po wyższych studiach, uniwersytetach i zależało im na dobrym wykształceniu mnie... Od dziecka, od pierwszych klas podstawówki pamiętam ciężko, ale i wytrwale, dzielnie pracowałem na uznanie rodziców, zwłaszcza ojca... Starałem się osiągać jak najwięcej w klasie, w szkole... Nawet mi to wychodziło... Choć wciąż mogło być wyżej i lepiej... Z dzisiejszej perspektywy patrząc, to byłem kujonem, bardzo wybijającym się w szkole uczniem, ale tata niezwykle rzadko okazywał mi z tego tytułu ciepłe, pozytywne uczucia, słowa dumy ze mnie, pochwały, czy uznania. Nader często zaś powtarzał, że ma mało się staram..... Pamiętam do dziś, jak nic poza nauką nie mogłem robić, bawić się jak inni, po prostu być dzieckiem... Ojciec mówił mi, że nie wypuści mnie na podwórko do kolegów, że nie pozwoli jechać na szkolną wycieczkę, że robi to dla mojego dobra, że jak będę starszy to mu podziękuję i go zrozumiem, że miał rację i słuszność... Ja byłem taki zamknięty, mało spontaniczny, cichy, ułożony... Zasady surowej dyscypliny taty wspierała też mama, choć czasem kochała mnie za nic... Tak wzrastałem, kiedy zacząłem dorastać, zacząłem po kryjomu uciekać z domu, wymykać się – miałem preteksty – biblioteka na końcu miasta, egzamin... ale oczywiście nie chodziło o naukę, poznałem Zośkę, pokochałem ją, od razu! Zośka to moja pierwsza dziewczyna! Nie miałem innych... Bardzo imponowała mi jej zaradność, samodzielność, no i skromność. Wzięliśmy ślub. Moi rodzice nie byli zbyt przychylnie nastawieni... Nie podobało im się, że Zosia nie miała wykształcenia, że pochodziła z biednej rodziny... Wiem, że Zosia nie chcąc sprawiać mi przykrości ukrywała przede mną to, że bardzo ją te oceny bolały... Czuła się gorsza... Mnie to bardzo męczyło... Nic nie mogłem zmienić... Kochałem ją, ale moi rodzice... też byli ważni... ich zdanie i ta akceptacja... Po ślubie było dobrze, byłem zadowolony i w ogóle... tylko Ci rodzice... Zosia ma inaczej, jej mama nie patrzyła na mnie krzywo, nie czułem się przez nią oceniany, czy coś w tym stylu... Podzieliliśmy się tak rolami w małżeństwie, że ja miałem zarabiać pieniądze, utrzymywać dom, a Zośka prowadzić go... Nie jest łatwo utrzymać taki dom z jednej pensji, łatwiej byłoby jakbyśmy oboje pracowali. Ale ja wiem, że Zosia ciężko pracowała w dzieciństwie, dla mamy zrezygnowała ze szkoły na rzecz pracy, chciałem, aby miała lepiej... Wziąłem pracę na dwa etaty... Zosia mnie nie doceniała, to zaczynało już być naprawdę irytujące. Ile można znosić po 12-stu godzinach pracy pretensji o to, że mnie nie ma... Ona chciała rozmawiać, gadać, być ze mną wieczorem, ale ja już nie miałem do tego sił, głowy... Powinna to zrozumieć! To dla niej przecież! Coraz bardziej narzekała, końca nie było widać, zacząłem uciekać do kumpli z pracy, chodziliśmy do pubu na piwo i tam relaksowaliśmy się. I znowu wracam i już myślałem, że sobie odpocznę a tu stara śpiewka, jej stare pretensje i śpiewki. To irytujące!!!! Miałem już jej, tego dosyć, no nie mogłem... Uderzyłem ją, przez nią, doskonale wiedziała, że źle robi, że ma się inaczej zachowywać! starać... być grzeczna, dobra... bo to dla niej... A dziś opowiadam to wszystko i nie wiem co będzie... Kocham ją... ale nie wiem... męczy mnie! Zadręcza, robi mi krzywdę!! Robi mi na złość!! Nie mogę sobie na to pozwolić. Co ona sobie myśli... nie ma do tego prawa!!!”

Kiedy Zofia i Tomasz brali ślub, przyrzekali sobie wzajemnie, że będą się kochać i szanować, zawsze... Zofia zarzekała się, że nigdy nie dopuści do tego, aby brakowało im pieniędzy, zawsze będą żyć godnie i dostatnio. Tomasz był pewien, że zawsze będzie akceptował Zofię taką, jaka jest, nie tak, jak jego ojciec... Niestety, nie do końca tak się stało. Dlaczego? Na czym zasadza się ów wewnętrzny, psychiczny fundament związku tych dwojga ludzi?

Nawiązując do słów księdza Jana Twardowskiego powiedzieć można, że miłość Zofii i Tomasza polegała na tym, iż zakochali się w sobie nawzajem, nie zaś w swoich partnerach. Każde z nich odnalazło w drugim swój mały dziecięcy świat i gotowość do tego, by go uchronić, uratować przed kolejnym nieszczęściem. Oboje zaprowadzili przed ołtarz w kościele swoje wewnętrzne poranione dzieci.

Odwołując się do definicji miłości i przemocy stwierdzić należy, iż zarówno u Zofii, jak Tomasza do czynienia mamy z przemocą w rodzinach pierwotnych i brakiem bezwarunkowej miłości. W dalszej konsekwencji prowadzi to do przemocy w ich własnej rodzinie. Oboje w zaburzony sposób spostrzegają się wzajemnie. Oczekują zaspokojenia wielu potrzeb, przede wszystkim potrzeby bycia opiekowanym. Chcą, aby druga osoby pełniła funkcje rodzicielskie. Jest to trudne zadanie, ponieważ potrzeba bycia zaopiekowanym dotyczy ich obojga. Każdy z nich chce dostać, a odczuwa przymus dawania. Konsekwencją tego jest regularne zrzucanie winy za własny gniew na drugą osobę i przerzucanie na nią odpowiedzialności za ten gniew. Wewnętrzne konflikty i deficyty prowadzą do przeniesień i przeciwprzeniesień, nakręcają spiralę frustracji, złości, a nawet agresji. Tomasz zaczyna interpretować zachowanie Zofii, jakby było zachowaniem wymagającego ojca. Rzutuje na nią tę część własnej osobowości, której nie akceptuje i którą chciałby zniszczyć, czyli zinternalizowanego ojca. W dalszej konsekwencji Zofia spostrzegana jest jako przyczyna problemów i trudności Tomasza. Staje się kozłem ofiarnym, na który skierowany jest cały gniew Tomasza w stosunku do ojca i siebie.

Zofia podobnie odbiera postawę Tomasza, jakby była postawą niepozwalającej narzekać, żalić się i rozwijać matki. Ponownie bardzo się stara, aby nie dać Tomaszowi, jak matce powodów do tego, by być bitą.

Oboje rozumieją miłość małżeńską, jako wzajemne poświęcenie się dla drugiej osoby. Tomasz wbrew sobie znów, tym razem dla Zofii, nie dla ojca, ciężko pracuje, bez wytchnienia. Zofia wbrew sobie znów, tym razem dla Tomasza, nie dla matki, prowadzi dom. Z czasem Tomasz nie wytrzymuje presji własnych wewnętrznych konfliktów i próbuje wyrwać się z kolegami przy piwie. Zofia, podobnie, próbuje dać sobie prawo odczuwania żalu do Tomasza o emocjonalnie niezaspokajanie jej.

Ich nowa ojczyzna okazuje się nie być tak przestrzenną i bezpieczną. Okazuje się być domkiem z kart.

źródło:http://psychologia.net.pl/artykul.php?level=181
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44133
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Przemoc w rodzinie

przez ruda80 04 sty 2013, 00:34
Myślę, że to ważny temat. Czy zastanawialiście się nad definicja przemocy. Co jest przemocą? kiedy się zaczyna? Kazdy odczuwa to inaczej. Czy przemoc jest wtedy kiedy ktoś bije codziennie, są ślady, ma sie podbite oczy? A jak ktos bije raz w tygodniu to tez mówimy o przemocy czy już nie za bardzo?
Czy jeśli ktos nas poniża w kłotniach to jest to przemoc psychiczna czy nie?
Chodzi mi o to czy ktoś może stwierdzić, ze dana sytuacja to jest przemoc a inna to nie i ze ktoś przesadza. Każdy czuje inaczej. Dla jednego wielka trauma bedzie bicie codziennie a dla innego to że jest uderzony raz na tydzień. Czy ktos ma prawo mówić wtedy, ze to żadna przemoc. Czy ktos ma prawo mowić, że ubliżanie to nie przemoc?
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
14 cze 2012, 23:53
Lokalizacja
Warszawa

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez Artemizja 04 sty 2013, 21:16
Czy przemoc jest wtedy kiedy ktoś bije codziennie, są ślady, ma sie podbite oczy? A jak ktos bije raz w tygodniu to tez mówimy o przemocy czy już nie za bardzo?
Częstotliwość nie ma tu nic do rzeczy.Nikt nie ma prawa podnosić na drugiego człowieka ręki-nieważne,czy robi to raz w tygodniu czy codziennie.To nadal jest przemoc.Cierpienie pozostaje takie samo i nikt nie ma prawa go oceniać...
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44133
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez Absinthe 04 sty 2013, 23:29
ruda80 napisał(a):Czy jeśli ktos nas poniża w kłotniach to jest to przemoc psychiczna czy nie?

To kwestia sporna....no bo czasami kogoś wyzwiemy w nerwach,a czasami po to żeby zgnoić.Jak dłużej to trwa i często się powtarza,to wtedy kwalifikowane do przemocy.Tak mi psychioog powiedziała.
Chodzi mi o to czy ktoś może stwierdzić, ze dana sytuacja to jest przemoc a inna to nie i ze ktoś przesadza. Każdy czuje inaczej. Dla jednego wielka trauma bedzie bicie codziennie a dla innego to że jest uderzony raz na tydzień. Czy ktos ma prawo mówić wtedy, ze to żadna przemoc. Czy ktos ma prawo mowić, że ubliżanie to nie przemoc?

Na szczęście jest jeszcze kodeks karny który jasno opisuje co zalicza się do patologii i za co można nawet dostać zawiasy.I z tego co oglądałam przepisy cą całkiem w porządku.
You have to die a few times
before you can really
live.
Von all den Dingen, die ich verloren habe, vermisse ich meinen Verstand am meisten
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1839
Dołączył(a)
09 mar 2012, 21:53

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez mark123 05 sty 2013, 15:42
Chodzi mi o to czy ktoś może stwierdzić, ze dana sytuacja to jest przemoc a inna to nie i ze ktoś przesadza. Każdy czuje inaczej. Dla jednego wielka trauma bedzie bicie codziennie a dla innego to że jest uderzony raz na tydzień. Czy ktos ma prawo mówić wtedy, ze to żadna przemoc. Czy ktos ma prawo mowić, że ubliżanie to nie przemoc?

U osób z nadwrażliwością patologiczną (czyli będącą zaburzeniem) traumę może stanowić nawet okrzyczenie i to niekoniecznie z wyzwiskami. Więc subiektywnie dla tej osoby nawet taka sytuacja będzie przemocą.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10130
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez black swan 05 sty 2013, 16:16
U osób z nadwrażliwością patologiczną (czyli będącą zaburzeniem)

Jak odróżnić nadwrażliwość zwykłą od patologicznej i co jest powodem nadwrażliwości?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez mark123 05 sty 2013, 16:31
black swan napisał(a):
U osób z nadwrażliwością patologiczną (czyli będącą zaburzeniem)

Jak odróżnić nadwrażliwość zwykłą od patologicznej i co jest powodem nadwrażliwości?

Tego nie wiem dokładnie, ale wydaję mi się, że patologiczna jest właśnie wtedy, kiedy traumę wywołują bardzo proste sytuacje. Powodem takiej nadwrażliwości moim zdaniem mogą być zaburzenia neurologiczne (gdy mózg nieprawidłowo przetwarza niektóre informacje) lub jakieś znacznie większe traumy w przeszłości. Natomiast zwykła nadwrażliwość moim zdaniem jest wtedy, gdy jest się przewrażliwionym na wiele rzeczy, ale nie aż tak, że błahostki mogą wywołać traumę. Zwykła nadwrażliwość może świadczyć po prostu o takim charakterze, lub być wynikiem złych doświadczeń albo nerwicy. Raczej trudno wyznaczyć wyraźną granicę między nadwrażliwością zwykłą, a patologiczną.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10130
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez Artemizja 05 sty 2013, 21:26
I z tego co oglądałam przepisy cą całkiem w porządku.
Przepisy może i są w miarę,ale co z tego,skoro egzekwowanie ich jest marne? :(
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44133
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez black swan 05 sty 2013, 21:39
Zwykła nadwrażliwość może świadczyć po prostu o takim charakterze, lub być wynikiem złych doświadczeń albo nerwicy.

To może z czego konkretniej mogłaby się wziąć nadwrażliwość na krytykę? Dlaczego niektórzy ludzie są odporni na krytykę, a inni nie?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez mark123 05 sty 2013, 21:57
black swan napisał(a):
Zwykła nadwrażliwość może świadczyć po prostu o takim charakterze, lub być wynikiem złych doświadczeń albo nerwicy.

To może z czego konkretniej mogłaby się wziąć nadwrażliwość na krytykę? Dlaczego niektórzy ludzie są odporni na krytykę, a inni nie?

Jeżeli jest ona związana z charakterem, to z niczego, po prostu taka osobowość, jeden jest mniej wrażliwy, drugi bardziej. A jeśli nie jest związana bezpośrednio z charakterem, to moim zdaniem może wynikać z nadmiernej krytyki lub odrzucenia w przeszłości, w wyniku czego krytyka w późniejszym okresie świadomie lub podświadomie z tym się kojarzy, przez co może ranić bardziej.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10130
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez black swan 05 sty 2013, 23:16
No tak, tylko charakter i osobowość też się kształtują na podstawie przeszłych wydarzeń, więc powód jest i tak ten sam - przeszłość...

może wynikać z nadmiernej krytyki lub odrzucenia w przeszłości, w wyniku czego krytyka w późniejszym okresie świadomie lub podświadomie z tym się kojarzy, przez co może ranić bardziej

Pewnie masz rację. Strach przed odrzuceniem wszędzie się przewija. Dzieci, które nie dostały wystarczająco dużo miłości, czuły się niechciane i odrzucone mają same dysfunkcje w życiu dorosłym... :?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez Candy14 05 sty 2013, 23:20
Dlaczego niektórzy ludzie są odporni na krytykę, a inni nie?

To chyba zalezy od pewnosci siebie... Ci z niska samoocena zwykle spojrzenie w ich strone odbiora jako drwiace.. ci z wysoka odwzajemnia i usmiechna sie. Ci pirerwsi zwykle zwrocenie uwagi odbiora jako miazdzaca krytyke ci drudzy przyjma i przemysla bez cisnienia.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez kryty_k 06 sty 2013, 04:06
Dla mnie okropne jest to, że przemocy, szczególnie tej psychicznej (przy fizycznej wystarczy zrobić błyskawicznie obdukcję - albo domagać się w szpitalu na pogotowiu o konkretny świstek, który również może być dowodem na to w jakim się stanie fizycznym było - obdukcja na 3 dzień, może być już niewystarczająca, szczególnie jeśli nie zostało się dotkliwie pobitym - kilka siniaków to "za mało") nie udowodni się tak łatwo. Prokuratura umarza wniesione na policję sprawy, jeśli nie zbierze się porządnej dokumentacji co do zdarzeń. Smutne.
A jak zebrać taką dokumentację - sama nie wiem - mnie się to nie udało. nawet zeznania świadków okazały się niewystarczające. Co zrobić kiedy agresor niszczy wszelkie nagrania i inne zebrane dowody? Pytanie oczywiście retoryczne. A zgłaszającego przemoc bierze się nieraz za osobę kłamiącą, kręcącą, mającą na celu zaszkodzić drugiemu - bo przecież nie ma "wystarczających" dowodów.

-- 06 sty 2013, 03:51 --

Kiedy przemoc dotyczy dzieci, nie dorosłych, a np. - tak jak było w moim rodzinnym domu - ojciec bił, a matka bojąc się ojca - potrafiła się zdobyć tylko na płacz - wtedy jest problem. Jeśli sąsiedzi nie doniosą - dzieci długo nie wiedzą, że doświadczają przemocy, myślą, że tak ma być - taka przemoc może trwać bardzo długo. Zanim stanie się coś, co przemocy zacznie zapobiegać - dzieci mają już obniżone poczucie wartości, są znerwicowane, zastraszone...
Zmiana oznacza życie. Kiedy się nie zmieniasz, znaczy, że nie żyjesz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
321
Dołączył(a)
27 gru 2012, 18:51
Lokalizacja
sala sądowa

Przemoc w rodzinie

Avatar użytkownika
przez mark123 06 sty 2013, 13:23
kryty_k napisał(a):Kiedy przemoc dotyczy dzieci, nie dorosłych, a np. - tak jak było w moim rodzinnym domu - ojciec bił, a matka bojąc się ojca - potrafiła się zdobyć tylko na płacz - wtedy jest problem. Jeśli sąsiedzi nie doniosą - dzieci długo nie wiedzą, że doświadczają przemocy, myślą, że tak ma być - taka przemoc może trwać bardzo długo. Zanim stanie się coś, co przemocy zacznie zapobiegać - dzieci mają już obniżone poczucie wartości, są znerwicowane, zastraszone...

Czasami wystarczy, że przemoc będzie występować tylko przez pierwsze kilka lat życia i to nie koniecznie dziecko musi być ofiarą, może być tylko świadkiem przemocy wśród rodziców, a jeśli potem ta przemoc zniknie, to i tak może być już "pozamiatane", dziecko będzie znerwicowane itp. oraz na wskutek znacznie zwiększonej potem wrażliwości narażone na dalsze "krzywienie" psychiki w późniejszym dzieciństwie w wyniku już znacznie prostszych wydarzeń. Takim przykładem jestem ja.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10130
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do