Piekło w domu

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Piekło w domu

przez slawek4574 18 lis 2012, 21:51
Witam.
Potrzebuję rady odnośnie problemu który pokrótce opiszę. Być może ktoś z forumowiczów miał lub ma podobną sytuację .
Moja żona jest nerwową osobą przy czym "nerwową" to delikatne określenie. Praktycznie od początku naszej znajomości miewała napady niepohamowanej złości o tzw bzdety np wkładanie palca w obiektyw przy robieniu zdjęcia. Po takim czymś potrafiła robić regularną dwudniową "jazdę" czyli wypominanie przewin faktycznych i wydumanych od początku naszej znajomości, obrażanie się połaczone z uporczywym milczeniem i wreszcie płacze i stawianie się w pozycji ofiary, której zmarnowano życie. Wszystko to generowały jak już wspomniałem bzdety jak np rozmowa w sprawie zmiany abonamentu tv sat lub też wstanie z łóżka trochę później niż zwykle. Z czasem te napady stawały się coraz częstsze i coraz bardziej destrukcyjne. Praktycznie ostatnimi czasy jedynie gdy żona czegoś potrzebuje potrafi się pohamować. Destrukcyjność tych napadów przejawia się w tym że robi rzeczy, których normalnie by nie zrobiła np wyrywanie wycieraczek w samochodzie albo kopnięcie któregoś ze zwierzaków w domu, które na codzień skądinąd bardzo hołubi (kiedyś potrafiła przytargać do domu każdego bezdomnego kota czy psa). Jej napady kończą się zwykle leżeniem przez cały dzień w łóżku, mówieniem że ma wszystko w d... i niech się to wszystko rozleci. Ponieważ ustawicznie ja byłem obwiniany o ten stan rzeczy tzn że nie jestem w naszym związku taki jaki powinienem być zaproponowałem terapię dla par. Po długich namowach z mojej strony i wykretach z jej strony (np" nie ma sensu bo ty i tak się nie zmienisz, bo itak masz wszystko w d..., bo i tak robisz co chcesz") udało się nam pojechać na spotkanie z terapeutką. Po dwóch spotkaniach terapeutka stwierdziła że ja na razie mam nie przyjeżdżać natomiast żona powinna przyjeżdżać co tydzien na seans. Po dwu m-cach spotkań żona stwierdziła że musi zrobić przerwę bo trzeba odciążyć trochę nasz budżet domowy. Tu akurat nie było takiej potrzeby ale odpuściłem i nie drążyłem tematu bo poco mi kolejna wojna. Niestety po tygodniu od przerwania terapii żona dostała kolejnego napadu furii. Po dwu dniach gdy nieco się uspokoiła zaproponowałem wyjazd do terapeutki. Odparła że nie ma sensu bo ja i tak się nie zmieniam. Powiedziałem jej że skoro nie jeżdziłem ostatnimi czasy na terapię to i nie otrzymywałem wytycznych od terapeutki w jaki sposób mam się zmienić ale jesli chce to pojedziemy znowu razem. Tak też zrobiliśmy . Terapeutka poprosiła mnie pierwszego i powiedziała że w zasadzie przewiduje spotkanie ze mną dopiero po co najmniej kilku jeszcze spotkaniach z żoną. Ponadto żona potrzebuje pomocy lekarza i terapeutka postara jej się odpowiedniego fachowca znalęźć i namówić ją na leczenie. Potem poprosiła do gabinetu żonę. Po wyjściu żona powiedziała mi to samo co terapeutka i sprawiała wrażenie zdecydowanej na podjęcie leczenia u lekarza specjalisty. Dwa dni później wszystko wróciło do "normy" czyli usłyszałem że leczenie nie ma sensu bo wina leży po mojej stronie i po stronie jej rodziny która traktuje ją jak psa (ewidentna bzdura bo ma naprawdę kochającą i martwiącą się o nią rodzinę) i gdybysmy byli inni to ona też nie byłaby taka. Niestety sprecyzowanie co znaczy "inni" już nie przychodzi jej tak łatwo. Generalnie po półgodzinnym kluczeniu i myleniu tropów wszystko sprowadza się do tego że bycie innym oznacza spełnianie jej żądań i kupowanie jej rzeczy na które akurat ma ochotę. Dzisiaj miał miejsce kolejny atak przy którym musiałem wymierzyć jej policzek na otrzeźwienie gdyż zaczęła znęcać się nad jednym ze zwierzaków. Rzuciła się na mnie z paznokciami drąc się że tylko to potrafię. Zapewne chodziło jej o to że już raz kiedyś wymierzyłem jej taki policzek gdy rzuciła się z pięściami na swoją matkę, która tylko tym jej zawiniła że zaproponowała aby usiadła a ona czyli matka zrobi jej herbatę na uspokojenie.
Jezeli ktoś przeżywał podobne sytuacje i wie jak postępować proszę o radę bo jestem na granicy wytrzymałości . Trzyma mnie tylko świadomość iż nie jest to jej podły charakter a choroba, która wymaga leczenia. Tyle że potrzebna jest jeszcze dobra wola osoby chorej aby się leczyć
Ostatnio edytowano 18 lis 2012, 21:54 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z działu "Witam"
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 lis 2012, 21:17

Piekło w domu

Avatar użytkownika
przez silence_sadness 18 lis 2012, 22:38
Czarno na białym widać , że Twoja żona potrzebuje leczenia i to natychmiast..

Ale jak wiadomo chęci do tego nabrać musi sama bo nikt siła jej do tego nie zmusi..

Hmm.. Nie wiem co doradzić..

Postraj sie z nią jeszcze raz porozmawiać na spokojnie ale wtedy kiedy jej humor będzie pozytywny..

Musicie ustalić pewne reguły, niech Ci powie co jej w Tobie nie pasuje, czego oczekuje od Ciebie i innych..

Jakies warunki trzeba postawić..
"Musimy czerpać radość z każdej chwili i głęboko w sercu mieć nadzieję, że dobrych momentów w życiu nigdy nam nie zabraknie."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2713
Dołączył(a)
03 lis 2012, 23:56

Piekło w domu

przez Siddhi 18 lis 2012, 22:45
Jedyna szansa na to, żeby coś się ruszyło będzie wtedy jeśli ona zobaczy, że to w niej jest problem. To musi być szczere i uczciwe przyznanie się do tego i zrozumienie, że to nie warunki zewnętrzne są przyczyną wybuchów i złości. To punkt wyjścia do jakichkolwiek zmian. Na tym się skoncentruj, spróbuj ją jakoś nakierować na ten trop, bez stwarzania poczucia winy, sama musi to zobaczyć. Zorientuj się też gdzie te złości miały swój początek, może to był jakiś niewielki, nieistotny uraz, który rozwinął się w tym kierunku. To wszystko może być bardzo trudne biorąc pod uwagę to o czym napisałeś... moje doświadczenie mówi mi, że sprawa jest przegrana.

Kiedy osoba chora nie uświadamia sobie tego, że jest chora, że problem jest w niej, to nie zrobisz NICZEGO. Następne lata będą coraz większym piekłem...

Kiedy już ten wątek umrze wpadnij za kilka miesięcy, rok, albo więcej opowiedzieć jak sprawa się rozwinęła... jeśli będziesz miał ochotę.
Siddhi
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Piekło w domu

przez ladywind 18 lis 2012, 22:59
slawek4574, jesli zona dalej bedzie oporna na leczenie i ciągle obwiniała Ciebie za wszystko, kiedy to w niej tkwi problem, to pomysl o tymczasowym zamieszkaniu osobno. Natomiast jak to nic nie da i nie podejmie decyzji o terapii, to nie wiem czy jest sens męczyć się z taka osobą.

-- 18 lis 2012, 22:02 --

Siddhi napisał(a):Kiedy osoba chora nie uświadamia sobie tego, że jest chora, że problem jest w niej, to nie zrobisz NICZEGO. Następne lata będą coraz większym piekłem....


dokładnie, a Ty możesz się mocno wypalić, nie chce uzywac slowa "wykonczyć'.
Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_pu ... 52&v=76652
Offline
Posty
7567
Dołączył(a)
02 lut 2012, 21:32

Piekło w domu

przez slawek4574 18 lis 2012, 23:26
silence_sadness napisał(a):
Postraj sie z nią jeszcze raz porozmawiać na spokojnie ale wtedy kiedy jej humor będzie pozytywny..


Problem w tym iż ona już nie miewa humorów pozytywnych. Zdarza się jej jedynie nie robić nadąsanych min kiedy czegoś potrzebuje, ale nie che jej szantażować w ten sposób "zrobię dla ciebie to i tamto ale jak podejmiesz leczenie". Wydaje mi się że nie tędy droga. Żona ma też straszny kompleks na punkcie tego iż jest dzieckiem adoptowanym chociaż była adoptowana jeszcze w szpitalu kilka dni po urodzeniu to wciąż powtarza iż jej rodzina to nie jest jej rodzina bo wzięli ją z domu dziecka tak jak by sobie psa ze schroniska wzięli.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 lis 2012, 21:17

Piekło w domu

przez ladywind 18 lis 2012, 23:37
slawek4574, tymbardziej Twoja żona potrzebuje pomocy psychologicznej. Być może, ze stąd miedzy in. biorą sie jej problemy.
Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_pu ... 52&v=76652
Offline
Posty
7567
Dołączył(a)
02 lut 2012, 21:32

Piekło w domu

Avatar użytkownika
przez tahela 19 lis 2012, 02:00
slawek4574,
widziałes od poczatku , widocznie poleciałes na te minnki itp. robienie z siebie ofiary to teraz ja wyslij na terapie i tyle albo bedziesz tak zył , my tutaj cmozemy pomóc tylko i wyłacznie rozmowa ,ale my nie jestesmy terapeutami a i psychiatra by sie przydał zpewnoscia
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10979
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Piekło w domu

Avatar użytkownika
przez Vian 19 lis 2012, 08:37
slawek4574, chcesz parę rad od złośnika? Ja wprawdzie ogólnie Twojej żony nie przypominam, ale napady furii to mamy całkiem podobne.

Po pierwsze, człowiek nigdy nie wścieka się bez powodu, albo jedynie z powodu palca w obiektywie czy innej pierdoły, natomiast w człowieku złość może się kumulować (czasem nawet całe życie), aż się jej nazbiera tyle, ze każda pierdoła może wywołać furię. No i co to za powody to nawet Twoja żona może nie wiedzieć - może jej rodzina nie była tak kochająca, może była wyśmiewana całe życie przez to, że jest adoptowana, może może może... Z palca sobie te powody wyssałam tak przykładowo. Chodziło o to, że może być zła bo była wyśmiewana i nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że to w niej ciągle siedzi i się jątrzy.

Po drugie jak my złośnicy się wściekamy, to nie ma sensu z nami podejmować żadnej rozmowy aż się wywściekamy, bo nie dość, że do nas nie dotrze, to jeszcze nakręci. Np alergicznie reagujemy na pytania w rodzaju "O co się wściekasz?" bo uważamy, że cały świat powinien świetnie wiedzieć, o co się wściekamy. (Mnie ta iluzja przechodzi wraz z furią, a jak u Twojej żony to nei wiem).

Po trzecie nie lubimy jak nas ktoś traktuje protekcjonalnie albo bagatelizuje - "Przecież nie masz o co się drzeć..." albo "Dooobra, skończ już" działają jak płachta na byka, bo ponownie - nawet kiedy pozornie wściekamy się o rozlaną wodę albo w ogóle zupełnie bez powodu, to tak naprawdę mamy bardzo poważny powód i czujemy to w środku. A ktoś nas olewa...

Natomiast co do reszty zachowań Twojej żony - ciągły zły nastrój, zwalanie winy na kogoś, nieprzyjmowanie do wiadomości, że takie zachowanie jest złe, zamykanie się w sobie na dobę po awanturze - to już całkiem nie ja, ale z drugiej strony ja swoje problemy przepracowałam, może gdybym tego nie zrobiła, też bym się tak zachowywała. A i tak wściekam się częściej i bardziej niż przeciętna Kowalska. A nawet Kowalski. ;-)

nie che jej szantażować w ten sposób "zrobię dla ciebie to i tamto ale jak podejmiesz leczenie".

Tu raczej chodzi o - skoro nie podjęłaś leczenia to ja się wyprowadzam, ponieważ ciągłe awantury i obwinianie mnie dobijają. Spójrz na to z tej strony - gdyby była alkoholiczką pijącą, o swoje picie winiła Ciebie i nie zamierzała się leczyć, co byś zrobił?
"Niewiele można sobie wyobrazić zagrożeń, którym porządny młotek nie mógłby zaradzić."
Lisbeth Salander
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2282
Dołączył(a)
23 lip 2011, 03:25
Lokalizacja
Warszawa

Piekło w domu

przez Beti1234 16 kwi 2013, 20:47
dobrze cię rozumie, mam to samo tylko z mężem, gdybyś chciał i potrzebował porozmawiać daj znać
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
16 kwi 2013, 20:39

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do