Związki...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Związki...

przez LUPA 29 mar 2010, 20:36
Hej. Mam 25 lat i od roku jestem w zwiazku z chlopakiem, od samego poczatku przestrzegal mnie przed swoim ciezkim charakterem,ale ja spokojna dusza mowilam sobie ze wiem jak go ujazmiac. Sa czasy ze jest cudownie,zero klotni, smiechu co nie miara ,ale od kiedy zmienil prace jego zachowanie mnie zaskakuje, potrafi z dowcipnego stac sie w przeciagu sekundy czlowiekiem z brakiem jakichkolwiek wyrzutow sumienia, mowi ze mnie nie chce i wmawia mi rzeczy ktorych nigdy nie powiedzialam, tlumaczylam to sobie stresem w nowej pracy itd, co napewno bylo prawda. Zawsze mial podwyzszone cisnienie i popekane naczynka w oczach,mial bole pod lopatka.Mieszkamy za granica, a ja musialam wyjechac na dwa miesiace do Polski... w przeciagu tych dwoch miesiecy dostal klujacych bolow brzucha, bolow glowy, bolow calego ciala, przede wszystkim lydek i plecow... musialam wracac, bo swiadomosc o tym co sie z nim dzieje ''zabijala'' i mnie powoli. Po dlugich bezsensownych klotniach doszlismy do wniosku ze musi leciec do Polski zbadac caly swoj organizm, podejrzewa kamienie w woreczku zolciowym albo dwunastnice. Dzisiaj polecial do kraju. A do mnie dopiero dzisiaj dotarlo w rozmowie z przyjaciolka ze on ma nerwice. Weszlam na to forum i przecyztalam pare wpisow i objawow ktore zupelnie przypominaja objawy mojego M. Gdybym wiedziala wczesniej ,zaciskalabym zeby i nie krzyczala na niego. MAm nadzieje ze lekarze w Polsce zaopiekuja sie nim i szybko wroci do mnie. Powiedzcie mi jak moge mu pomoc oprocz wspierania go??
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 mar 2010, 19:55

Re: Związki...

przez Nenaja 30 mar 2010, 19:55
LUPA mam chłopaka od ponad 5lat, znamy się od 7lat, dodam. On ma zdiagnozowaną nerwicę, można powiedzieć, że od 5lat. Popękane naczynka, nerwobóle i zmiana gwałtowna nastroju to u niego normalne, choć mamy to samo, to u każdego z nas inaczej te ataki wyglądają i zazwyczaj są naprzemienne, jest niekiedy bardzo ciężko...wczoraj np. miał dzień wolny, ja myślałam, że załatwia różne sprawy notarialne na mieście, a dopiero jak mi napisał o 19, że musi się napić domyśliłam się że ma atak i mam straszne wyrzuty sumienia że mnie przy nim nie było wcześniej, jak z nim rozmawiałam to powiedział, że od 4lat już takiego ataku nie miał :why: muszę go zabrać do lekarza, bo mi się wykończy...ja wczoraj lepiej czułam...zawsze staram się go "oblewać" miłością, a on mnie...
On ma nadzieję, że to kiedyś minie, że kiedyś będzie lepiej, że musi być lepiej...ja niestety mam inny tok myślenia, bardziej pesymistyczny...ale dla niego żyję i wiem że on dla mnie i to nas trzyma przy życiu.
Nenaja
Offline

Re: Związki...

przez coksinelka 30 mar 2010, 20:29
Nenaja jesteś straszliwie dzielną kobietą! a poza tym musisz straszliwie kochać swego faceta. tak myślę czy ja umiałabym tak się poświęcić dla mego męża (z którym bądź co bądź przechodzę teraz poważny kryzys, może nawet ostatni w naszym małżeństwie). i nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.
jestem pełna uznania, że masz w sobie tyle siły.powodzenia
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Związki...

przez Nenaja 30 mar 2010, 21:12
coksinelka dziękuję :D choć ja osobiście nie uważam siebie za dzielną :mrgreen: my także na początku zeszłego roku przechodziliśmy poważny kryzys doszło nawet do rozstania (tygodniowego) ta choroba doprowadza nas do różnych rzeczy... mój K. pracował całymi dniami od rana do nocy dzień w dzień, ze 2 razy w tygodniu po 22.00 się z nim widziałam na godzinkę lub dwie... oddaliliśmy się od siebie, ja poszłam do pracy i poznałam tam faceta z którym zaczęłam mailować, potem gg i o mały włos nie popełniłabym największego błędu w życiu... ale wyjaśniliśmy sobie wiele spraw, uświadomiliśmy sobie jak nam na sobie zależy...było to widocznie potrzebne. Teraz po 4m-cach zwolnienia lekarskiego, wrócił do pracy, wiem, że będzie nam ciężko (brak Go przyprawia mnie o lęk). Nasz związek rozpoczął się bardzo pomału, przez dwa lata chciał mnie zniechęcić do siebie, bo już wtedy wiedział, że coś z nim jest nie tak...ale tak łatwo się nie poddałam :mrgreen: można powiedzieć, że choroba nas połączyła :lol:
Nenaja
Offline

Re: Związki...

przez LUPA 30 mar 2010, 21:56
Ja tez oblewam mojego chlopaka uczuciem ,nieba bym mu uchylila ale niestety z jego strony dostaje niewiele a czasami tak mnie rani slowami i to prosto w oczy ,ze juz nie wiem co myslec...zachowuje sie jakby nie mial do mnie szacunku ,jakby mnie nie chcial,odtraca mnie, mowi ze jakbym od niego odeszla to by nawet po mnie nie wybiegl. Przeszkadza mu ze jestem optymistka ,ze sie smieje, ze placze a ja robie to wszystko dla niego, zeby go jakos uspokoic. Czasami brak mi sil i slow na jego komentarze. Boje sie ,ze wykonczy mnie psychicznie... A moze on juz mnie nie chce...moze odejsc od niego??

[Dodane po edycji:]

coksinelka moj chlopak identycznie jak Twoj na poczatku zwiazku zniechecal mnie do siebie,zreszta caly czas to robi podczas awantur o byle co i tak samo pracowal dzien w dzien bez dnia wytchnienia. Aj raz go kocham raz go nienawidze...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 mar 2010, 19:55

Re: Związki...

przez Nenaja 30 mar 2010, 22:20
Ataki atakami, wiadomo jak jest z tą chorobą, ale bez przesady...ja, ani Mój Luby nigdy nie mówiliśmy sobie takich rzeczy...pogadaj z nim na poważnie, bo tak nie może być, to że jest chory moim osobistym zdaniem Go nie usprawiedliwia by takie słowa wypowiadać...szanuj osobę, która Ciebie szanuje...aż się zdenerwowałam normalnie :evil:
Nenaja
Offline

Re: Związki...

przez LUPA 30 mar 2010, 22:42
Nie dziwie Ci sie ze sie zdenerwowalas, jak sie czyta takie rzeczy to az wlosy staja deba, ze ludzie potrafia tacy byc. On wczoraj polecial do Polski sie leczyc(oczywiscie po ''wspanialych'' ripostach w moja strone). Wylam w domu caly wieczor i cala noc przy okazji myslac co tu zrobic, bo z jednej strony go kocham tak strasznie ze jestem gotowa na poswiecenie, ale z drugiej strony za jakie grzechy ja mam tak sie z nim szarpac?? Postanowilam, ze dam nam jescze jedna szanse jak wroci z PL, ocenie czy jego stan sie polepszyl i czy jest w stanie porozmawiac ze mna powaznie. Jezeli po jakims czasie wyskoczy do mnie z tymi samymi tekstami co ostatnio- pakuje walizy i wychodze. Bedzie ciezko,beda lzy ale uwolnie sie od tej chorej milosci. Jednak mam cicha nadzieje ze wroci i bedzie inny...
cholera znowu rycze przez niego :why:
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 mar 2010, 19:55

Re: Związki...

przez coksinelka 01 kwi 2010, 15:37
Lupa, mam wrażenie, że powinnaś dać sobie spokój z tym facetem. Z tego, co piszesz, on w ogóle ciebie nie szanuje. nie możesz pozwalać na takie traktowanie!!! nie, nie i jeszcze raz nie!! zresztą sama widzisz, jak to na Ciebie wpływa! Przecież to Cię niszczy! ja zakończyłam zwiazek, który mnie wykańczał. To nie jest łatwe. I teraz też nie jest mi łatwo. Zastanawiam się czy dobrze zrobiłam. ale tego pewnie nigdy sie nie dowiem, no chyba że odnajde w swoim życiu szczęście, zwiążę się z kimś wartościowym. Tyle, że trudno mi uwierzyć, że na tym świecie są porządni faceci. I z góry przepraszam za te słowa tych facetów, którzy się za takich uważają. To tylko moja bardzo subiektywna opinia.
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Re: Związki...

przez Nenaja 01 kwi 2010, 23:20
Super Extra się zapowiada "ciepły" okres w roku.... Moje Kochanie postanowiło:oprócz pracy od 10 do 23 od pn do nd pracować jeszcze na noce a dokładnie 10/15 nocy w miesiącu...aż mnie w fotel wbiło jak to usłyszałam...przeżyłam takie 2 lata plus 9 miesięczne wojsko,ale pomału brakuje mi sił. Rozumiem to z jednej strony, bo pieniążki dobre, lepiej się w pracy czuje jak pracuje non stop, praca tylko do końca września, albo nawet AŻ dla co poniektórych. Ale mnie szlak trafia i pioruny ogniste :why:
Nenaja
Offline

Re: Związki...

przez LUPA 02 kwi 2010, 12:03
oooo zesz do h...a wafla (za przeproszeniem) wiem co czujesz bo moj tak samo pracus,jakby mogl to by zapomnial o calym swiecie dla pracy. To jest dla mnie chore. Pieniadze pieniedzmi a gdzie TY? gdzie jego zdrowie,przeciez organizm wkoncu zareaguje na taka harowke?? W londynie ostatnio 23 letni chlopak umarl z przepracowania ,pokazalam ten reportaz mojemu to mu mina zrzedla. To po co wogle byc razem jezeli tak jak mowilas przezywalas to ponad 2 lata?? ilez mozna. Przeciez to tak jakbys byla sama. Wpsolczuje Ci i jestem sercem z Toba...

[Dodane po edycji:]

i jescze dodam ze dla mnie takie zawalanie sie praca jest strasznie egoistyczne,samolubne i nie wiem co jescze napisac....
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 mar 2010, 19:55

Re: Związki...

przez Lili-ana 02 kwi 2010, 14:30
a dla mnie to jest uzależnienie, nazywa się pracoholizm. Może wasi mężczyźni potrzebują terapii? Bo to nie jest normalne.
A kobieta w takim związku to współuzależniona.
Lili-ana
Offline

Re: Związki...

Avatar użytkownika
przez Alienated 02 lip 2010, 23:56
Przejrzałem pobieżnie dział o problemach w związkach i w rodzinie i wydaje mi się, że ten wątek będzie chyba najbardziej odpowiednim, ażeby wtrącić tu swoje trzy grosze... Chodzi mi generalnie o to, że angażując się w niemalże każdą bliższą relację z kobietą, dziewczyną czy jak kto woli, pozostaję w ostatecznym rozrachunku z uczuciem bycia "przeżutym" i odstawionym na boczny tor. Pomijając sytuacje kiedy to ja sam decydowałem się zakończyć związek przed czasem, ten schemat nieustannie się powtarza. Dochodzi do tego, że zacząłem strasznie obawiać się wychodzenia na zewnątrz i praktycznie zaniechałem prób nawiązywania nowych znajomości. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest też postępująca izolacja od ludzi, z którymi kontakty utrzymywałem przez, niekiedy, kilkanaście i więcej lat. Obserwując w jaki sposób oni radzą sobie na omawianym gruncie doświadczam w ich towarzystwie poczucia inności i wyobcowania. Dodatkowo kłopotliwym dla mnie faktem jest, kiedy niektórzy z tych moich bliskich znajomych stają się świadkami takich właśnie nietrafionych prób zbudowania jakiegoś bardziej trwałego związku w moim wykonaniu. Nikt nigdy oficjalnie nie robił z tego rodzaju historii afery, ale coraz częściej zaczynam doświadczać wrażenia, że ze względu na powyższe jestem coraz bardziej spychany na margines życia społecznego... Właściwie nie wiem po jaką cholerę się tym z wami dzielę, ale tak mnie coś naszło. Wybaczcie...
"A Magda jest najlepsza, bo ma złote serce... Bo to jest Magda...!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3400
Dołączył(a)
28 sty 2009, 19:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do