żyję przeszłością

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

żyję przeszłością

przez Sara991 30 kwi 2012, 11:45
Witam. Mam 21 lat, zacznę od tego, że miałam piękne dzieciństwo. Jestem jedynaczką, mieszkałam z rodzicami, gdy byłam dzieckiem niczego mi nie brakowało. Mieszkałam w domu pod Warszawą, w pięknej okolicy. Potem, gdy miałam 5 lat mój ojciec notorycznie zdradzał Mamę, miał problemy z prawem, poszedł do więzienia na 15 lat.
Mama nigdy nie zdecydowała się na kolejnego partnera, zamieszkałyśmy z dziadkami. Jednak oni wcześnie zmarli i zostałam z Mamą
sama. Odkąd pamiętam, zawsze była smutna, miała wiele zmartwień, ciężko pracowała bym miała wszystko co inne dzieci, jednak warunki w jakich mieszkałyśmy... tragedia. Nigdy nie zapraszałam do domu znajomych, wstydziłam się. W naszym domu nie było nawet łazienki. Mama żyła w ciągłym stresie, gdy miałam 15 lat zachorowała na cukrzycę. Było coraz gorzej.
Nie zadawałam się z ludźmi z klasy, bo czułam się od nich gorsza, oni mieli normalne domy, zapraszali mnie a ja nie miałam takiej możliwości. Zawsze ciągnęło mnie do ludzi z rodzin patologicznych, umiałam rozmawiać z takimi osobami, bo doskonale rozumiałam ich sytuację, mimo, że w moim domu nigdy nie było alkoholu, bo Mama nie piła.
Rok temu mój ojciec wyszedł z więzienia, zaproponował mi zaraz po maturze wyjazd do jego i jego nowej konkubiny na drugi koniec Polski. Wyjechałam na wakacje, byłam zachwycona, piękne miasto, normalny dom... Poznałam wtedy sąsiada-chłopaka w moim wieku który poświęcał mi dużo czasu. Po wakacjach wróciłam do Mamy, ale nie byłam dla niej dobra. Wypominałam jej, że mój ojciec żyje w pięknym, wielkim domu, a ja męczę się z nia tutaj... Byłam w depresji, zerwałam kontakty ze wszystkimi znajomymi, poszłam na studia w październiku i juz w listopadzie rzuciłam, zamknęłam się w domu i nie spotykałam z nikim. Taki stan trwał az do grudnia, gdy moja Mama nagle źle się poczuła... Tuż przed Wigilia zmarła, a ja zostałam sama. Dziadkowie nie zyja, Mama była jedynaczką, ja również. Wtedy mój ojciec zaproponował że zamieszkam z nim i konkubiną. Przeprowadziłam się na drugi koniec Polski, po moim przyjeździe odezwał się ten sąsiad- którego poznałam w wakacje. Cierpiałam z powodu Mamy, ale chciałam zacząć wszystko w nowym mieście, z ojcem którego dobrze nie znałam, związałam się z tym chłopakiem, wspierał mnie. Wtedy zobaczyłam, że mój ojciec jest alkoholikiem, tak jak jego konkubina. Mimo, że nie brak im pieniędzy, żyją jak w "melinie" ojciec jest coraz bardziej agresywny... Mój chłopak tez pochodzi z rodziny alkoholików, więc rozumieliśmy się dobrze. Ten "piękny dom" stał się dla mnie miejscem, gdzie ciągle był tylko alkohol, zrozumiałam, że tak naprawdę tylko Mama mnie kochała, ale juz za późno... nikogo nie znałam w nowym mieście, jedyna osoba która dawała mi szczęście był chłopak, mieszkamy obok siebie, oboje chcieliśmy wyrwać się ze swoich domów i zamieszkać razem.
Niedawno coś zaczęło się psuć, on mnie unikał przez kilka dni, ale potem wszystko wróciło do normy i stał się dla mnie jeszcze lepszy... Dopiero kilka dni temu dowiedziałam się, dlaczego wtedy mnie unikał... miał inną dziewczynę, uprawiał z nią seks...
powiedział, że zrozumiał błąd, że chce wszystko naprawić. Dałam mu szansę, ale... teraz widze jak ogromna różnica nas dzieli.
Ja, wychowana przez Mamę- ciągle patrzyłam na cierpienie, większośc czasu spędziłam sama, jestem typem samotnika. Z rodziny mam wzór kobiety która wybrała samotnośc (Mama po zdradach ojca nie chciała juz innego) i wzór ojca- faceta, który obiecuje milion razy, że juz nie będzie pił, juz nie uderzy- i zawsze robi to samo.
Mój chłopak wychował się w rodzinie alkoholików, ale tam było inaczej- u niego zawsze są otwarte drzwi, jego 16-letnia siostra sypia z kim popadnie, jego koledzy twierdza, że dziewczyna służy tylko do jednego. Trawka, alkohol, przypadkowy seks...
Ja w tym towarzystwie nie widzę siebie, nie radzę sobie. Pokochałam tego chłopaka, martwię się o niego, bo wiem, że nie mozna tak żyć. Wychowana przez Mamę stałam się wrażliwa, dopiero teraz wiem, jak kochanym człowiekiem była.Potrafiła oddac swoje kanapki do pracy bezdomnemu psu. W Jej domu zawsze była cisza i spokój. Oddałabym życie, żeby do niej zadzwonic, jeszcze raz ja zobaczyć. Tutaj jestem sama w obcym mieście, uczę się zaocznie ale juz nie daję rady- na praktykach trzęsą mi się ręce, mam skurcze w żołądku, ciagle wymiotuję.
Wciąż myslę o tym chłopaku, nie umiem z nim zerwac definitywnie- jesteśmy sąsiadami, więc ból rozrywa mi serce gdy widze go jak dobrze się bawi tuz pod moim oknem... czy taka osoba może się zmienić?
Nie chciałabym cofnąć czasu, chciałabym przeżyć to jeszcze raz.

Stoję jeszcze w progu zatrzaśniętych drzwi
Słyszę jeszcze słowa nieistotne już

gg 42793749 , możesz napisać
http://www.byprzedsiebieisc.e-blogi.pl/
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
30 kwi 2012, 10:33

żyję przeszłością

Avatar użytkownika
przez premullo 30 kwi 2012, 23:34
witaj . wiem , ze ludzie potrafią sie zmienic, ale nie wiem czy ten chłopak zmieni sie az tak bardzo. Jezeli zdradzil Cie i oszukukiwał , to nie sądze , zeby mu naprawde zalezalo. Tym bardziej widac , ze nie ma w nim jakiegos zalu za to co zrobił. W zasadzie to jedyna osoba którą masz , dlatego tak Ci ciezko zerwac definitywnie znajomosc. Ale byc moze powinnas to zrobic , zeby nie wpakowac sie w jakies kłopoty . Napewno znajdziesz kogos kto Cie naprawde pokocha i wtedy bedziesz szczesliwa... :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
02 wrz 2010, 17:51
Lokalizacja
Słupsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do