Mama...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Mama...

przez ja1980 20 kwi 2012, 22:11
Mam problem i nie mam nikogo kto moze mi cos poradzic.. Czytalam o zaborczych matkach, ale niewiele mi to pomoglo, bo kazdy przypadek jest inny i nie ma dwoch takich samych. Mieszkam za granica i po ostatnim pobycie w Polsce nie mam juz ochoty odwiedzac mojej mamy. Niby nic sie nie stalo, ale jakby cos we mnie peklo. Przez cale moje dziecinstwo odczuwalam, ze musze spelniac oczekiwania mamy, zeby zasluzyc na jej milosc, inaczej byla "rozczarowana", "zawiedziona", "nie tak mnie wychowala" i nie chodzilo tu o wielkie rzeczy tylko np. o zwyczajny swiatopoglad. Mama urodzila mnie jako ostatnia i po pewnych przejsciach. Zawsze slyszalam, ze powinnam zrobic kariere, osiagnac sukces, zeby byla ze mnie dumna. Zawsze mnie krytykowala za odmienne zdanie w jakiejs kwestii i porownywala z moja starsza siostra, ktora z kolei wszystko robila tak, zeby przypodobac sie mamie (chodzenie do Kosciola, klekanie do pacierza-dorosla kobieta), ale tylko wtedy kiedy mama patrzyla/widziala. Ja taka nie jestem. Nie robie nic na pokaz i nie wstydze sie swoich pogladow. Kiedy jednak bylam mala zazdroscilam siostrze tej akceptacji ze strony mamy, wiec chcialam byc jak ona, z drugiej cos we mnie krzyczalo, ze to nie jestem ja. Dzis mam problem z ludzmi, zle znosze krytyke, lape sie na tym, ze probuje sie komus przypodobac, modyfikujac swoje poglady i opinie.
Z jednej strony jestem zadowolona z zycia. Choc kariery nie zrobilam to mam prace, ktora lubie, na finanse nie moge specjalnie narzekac, choc jakas bogata tez nie jestem, mam chlopaka, ktorego kocham, ktory kocha i szanuje mnie. Mojej mamie to jednak malo. Za granice nie wyemigrowalam z koniecznosci (mialam prace w Polsce), ale dlatego ze chcialam zyc dla siebie, a nie dla matki i tu jest problem, bo ona chcialaby miec mnie obok siebie. Moj chlopak tez nie jest ksieciem z bajki, ani zieciem z bajki, ani o zgrozo, nie jest specjalnie religijni, a wedlug mojej mamy tylko religijni ludzie sa wartosciowi. Nieszczesciem jest takze to, ze ja nie potzrbuje do niczego slubu koscielnego.
Staram sie nie rozpamietywac wielu rzeczy, ale niektorych sie poprostu nie zapomina. Jak to, ze nazwala mnie "gownem smierdzacym" bo miala gorszy dzien, a nie dlatego, ze ja cos strasznego zrobilam. Jak to, ze posadzila mnie o kradziez pieniedzy z jej portfela, a wrecz stwierdzila, ze "to tylko ty wzielas" bo bylam tego dnia w jej pokoju i na nic zdalo sie moje przysieganie, ze nic nie ukradlam! Jak to kiedy sasiadka powiedziala na mnie leja (zdarzalo mi sie jako dziecku moczyc w nocy), a kiedy poskarzylam sie mamie uslyszalam "napewno ci sie przeslyszalo". Nie dosc, ze poczulam sie upokorzona to jeszcze taki policzek od osoby, od ktorej oczekiwalam wsparcia. Czytala moj pamietnik i opowiadala innym czlonkom rodziny jego zawartosc. Napisalam list milosny do chlopaka z innej szkoly, w ktorym sie podkochiwalam, a mama po znalezieniu i przeczytaniu oswiadczyla mi, ze nawypisywalam tam same swinstwa i wyrazila nadzieje, zebym nie byla w przyszlosci "kochliwa".
Dzis ciesze sie, ze mieszkam z daleka od niej i moge byc soba, chociaz nie do konca moge bo ciagle towarzyszy mi odczucie, ze mama nie bylaby zadowolona z tego lub tamtego. Cokolwiek nie zrobie to jestem przeswiadczona, ze moglam zrobic to trzy razy lepiej. Nie chce tam jezdzic z moim chlopakiem, bo obie z moja siostra go obgaduja, ze niewystarczajaco wysoki, nie jest po prestizowych studiach itp.
A moze to ze mna jest cos nie tak? Moze jestem jakas przewrazliwiona? Ale jesli tak to dlaczego tylko na punkcie mamy, a nie taty? O tacie tu nie pisalam, bo z nim sytuacje jest o niebo lepsza. On mnie kocha i akceptuje taka jaka jestem, to sie wie i czuje. Czuje sie przy nim jak drzewo w ogrodzie, ktoremu pozwala sie rosnac tak jak chce, bez zbednego przycinania, wiazania, krepowania.
Sory, ze was zanudzam, ale chyba pomoglo mi, ze po raz pierwszy w zyciu czesc tego wszystkiego choc troche z siebie wyrzucilam...
Ostatnio edytowano 20 kwi 2012, 22:14 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: zmieniono dział
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
20 kwi 2012, 21:14

Mama...

Avatar użytkownika
przez Artemizja 21 kwi 2012, 08:49
ja1980, dobrze,że nie mieszkasz już z mamą.Myślę też,że dobrze by było spróbować uwolnić się od przeświadczenia,że coś,co robisz nie spodobałoby się Twojej mamie.To nie jest jej życie tylko Twoje i masz prawo przeżyć je po swojemu.Masz prawo do błędów,do miłości,szacunku i wolnego wyboru.Dobrze by było,żeby Twoja mama zrozumiała,że jesteś już dorosła i nie ma na Ciebie tak naprawdę wpływu.Wiem,że zachowanie Twojej mamy boli,bo od najbliższych spodziewamy się wsparcia i zrozumienia,a nie kopa w tyłek.Wiem,że nie jest to łatwe,ale spróbuj się tak nie przejmować tym,co Twojej mamie by się nie spodobało,że miałaby jakieś obiekcje,co do Twoich wyborów.To nie jest ważne.Najważniejsze jest to,jak Ty się z tymi wyborami czujesz.Postępuj w zgodzie ze sobą,swoim sumieniem,poglądami i nie daj się stłamsić matce.Ty i tylko Ty masz prawo decydować o tym,w jaki sposób przeżyjesz własne życie.Nie musisz starać się jej przypodobać,rozważać milion opcji i wybierać takie,które Ona akceptuje.Wybierz rozwiązania,które pasują Tobie.Twoja mama nie ma prawa wyładowywać na Tobie swoich frustracji.Jesteś człowiekiem i masz uczucia,z którymi powinna się liczyć.Jesteś w tej chwili osobą samodzielną,dorosłą i wpływ Twojej mamy będzie tylko taki,na jaki jej pozwolisz.Pamiętaj,że najważniejsze jest to,żebyś czuła się dobrze sama ze sobą i wyborami,których dokonujesz,bo to Ty żyjesz tym życiem,a nie Twoja mama...
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do