niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

przez zagubiona25 06 kwi 2012, 17:12
coz.pisze bo wkoncu musze to z siebie wyrzucic,a nie ma to jak swieze poglady na ten temat.sporo by tu pisac by przedstawic cala sytuacje-bo wszystko ma jakies znaczenie.ale to moze potem wyniknie w dyskusji-bedzie sie dopelniac.... wiec moze tak-w czym problem. coz-bylam w zwiazku ktory mnie wiele zdrowia kosztowal i stresu.ale taka ta milosc-ze z czasem coraz trudniej sie wycofac,a jest gorzej...kurcze moze zaczne od poczatku... przebywam za granica-totalnie sama.poznalam go tam w jakichs okolicznosciach.ja mialam te 23 lata on 29.dojrzaly i ustawiony sie wydawal.wielka milosc od pierwszego ujrzenia.pierwsze rozmowy typowe-co czemu,jakie ma sie oczekiwania-no wszystko pasowalo.jestem bardzo zasadnicza i konsekwetna(no tamtego czasu bylam).ogolnie poszlo o to-jak mi sam opowiadal ze mial tylko jedna prawdziwa milosc przez 7lat ale nie docenial bo byl mlody i glupoi.potem tylko romanse.ale nie chce juz tak dluzej -tylko mysli juz o rodzinie i powaznym zwiazku.wydawal sie bardzo przekonujacy.i faktycznie.szybko zamieszkalam u jego rodzicow-ogolnie wszystko wygladalo powaznie.byl u mnie w domu w polsce,poznal rodzine,ja jego tez-pelna akceptacja itd.bylam hjak w niebie.tylko ze to bylo tylko pare tygodni.mowil ze u niego nawet kawa z inna tpo juz jak zdrada,nie ma jakichs przyjazni miedzy k i m.dokladnie tak jak ja.no i wlasnie.ogolni etu sie zaczelo.opowiadal jak juz ta swoja ex zdradzal z teka jedna ale tylko dlatego bo bral narkotyki i tak do niej jezdzil by sobie razem uzywali.ex odeszla i tak zostal lata z tamta.oczywiscie obiecal ze to koniec.i faktycznje-one zaczela sie meldowac ,smsy ale on nie odpowiadal jej na zadne.bylismy 24h na dobe,bo i razem pracowalismy potem u niego w saloni.akurat w to wierze bo i teraz sporo sprawdzilam.tylko ze z czasem zaczelo draznic.iale to byl juz czas kiedy i inne rzeczy wojna bylo,wiec ciagle klotnie.jeszcze co zapomnialam dodac.najpierw opowiadal o wszystkich podbojach,a potem ze mna nie spal-ztylko okazjonalnie bo niby chory,przez te narkotyki.no na prawo i lewo nie chodzil(wiem) weic jakos to tak wierzylam,tylko akurat nie w chorobe jak brak zainteresoania mna,bo niby nie bylam w jego typie.zartami mowil ale z czasem analizuje sie wszystko.no i co?z czasem brakowalo wszystkiego.do tego takie strony typu kwick,czy facebook,ciagle otweiral i szukal pieknych dziewczyn.nibyszczeka bo nie gryzie.jak przychodzilo co do czego to niby to ja ta njawazniejsza,rodzina nawet to samo mowila,ze ma plany na przyszlosc tyklo ze mna i jestem jedyna ktora sie w domu pojawila.no tak-tylko ze bolalo to corazu bardziej,zaczelam interpretiwac kazdy ruch i niestety widze ze nie interesowal sie mnna nawet nie probowal jakos imponowac.np urodziny.on nie obchodzi wiec taka glupota-no ale ja.bylo mi przykro-tylko zte skoro niewazne i nic nie znacza jemu to trudno myslec o czyms takim,ake jak pare dni pozniej nagle w panike wpada ze musi cos kupic pracownicy bo ma urodziny to mnie scielo.i tego typu historie bylo setki.ze ze mna nawet wina wypic nie chce bo jutro do pracy,ale przjydzie klientka i nagle üpoiija w kacie bo ona przyniosla.no takie rzeczy.nie dalo sie rozmawiac-bo twierdzil ze mam paranoje bo to salon i tak niestety jet.do tego to sa nie wazne rzeczy,liczy sie to ze ze mna chce byc i kocha i mieszkac chce itd.no i tyle.trwalo to 2lata.wkoncu i napisal pannie jakie to ma slodkie usta i jest jego marzeniem.no i depresja.bo ja juz dawno przestalam sie czic jak ktos atrakcyjny-bo ani nie zabiegal,w jednym lozku plecami do mnie,cmok cmok i to wszystko-ale spedzalismy cale dnie razem i wszedzie chcoal mnie ze soba.mysle ze on faktycznie nie rozumial ze mnie rani-ale sluchac tez nie chcial.a po trym emailu do tej panny-zalamalam sie-raz ze oklamal ze nic nie napisal,potem ze to byl zart bo costam koledzy chcieli,ze nie wiedzial ze mnie tak to trafi-ale jak nie-jej powiedzial cos czego ja nigdy nie slyszalam.tak to widze-a on doi dzis bedzie obracal kota ogonem ze to nic nie znaczylo.no i moze ,ale mnie cholernie zabolalo.i tu problem-ze w takich momentach on sie skupia na dyskusji zamiast przejac sie tym ze ja zraniona.no i wojna coraz wieksza o racje.nigdy nie sluchal jak ja sie czuje-wszystko dla niego to jak atak-wiec sam atakowal dalej.najgorsze ze wiele razy do tego wracalam-by przypomniec i jakies wyrzuty sumienia wywolac-ale bez echa.to bylo nic-i kropka.ja mam paranoje.no tak tylko ze taka piekna ze tylkko spojrzal i nie mogl sie pochamowac od komplekentu a na mnie üatrzy 2lkata i nie ma nic do powiedzenia.ogolnie ma problemy z wyrazaniem uczuc,troche macho,weic ja wiem ze trudno mu,ale potenm jak widze cos takiego-szok.do tego narkotyki-zaczal znowu bo nivby tylko tak moze ze ma otwarcie mowic-i faktycuznie wtedy slaszalam co chcialam i potrzebowalam,ale tylko minelo i kurde inna twarz.i tak zylam 3lata z nim-ciagle analizujac jeden ruch i slowo-bo poprostu trudno wiedrzyc w to wszystko.klotnia to u niego jak wojna swiatowa,ze zlosliwoscia co znowu przynioslo weicej problemow.zaczelo sie bicie.i potem juz byla tylko klotnia,no i ja juz wtedy tez sie agresywniejsza zrobilam.i teraz on widzi tylko tak-tego nie zrobi bo nie ma ochoty kjak sie klocimy ciagle,nie sypia ze mna bo ciagle klotnia itd.ale dzien spomoju i oczywiscie ja najwazniejsza i przeciez zycie ze mna buduje.no tak.wzial mieszkanie dla nas,oficjalnie bylam jak jego zona juz.ale co z tego kiedy bylo jak bylo.ja mialam wiecej kompleksow,ze potem nic sie juz nie uklada,szuikam ciepla,kontaktu-to mowi ze naciskam,jak sie odsuwam mowi ze boi sie mnie stracol-i dlatego nie ufa dpo konca czy warto wszystko tak ryzykowac.mial z dziecinstwa problemy jako niekochane dziecko-potem te narkotyki-juz nie wiem gdzie sprawwa acharakteru a gdzie choroby.nic juz nie rozumiem....ale teraz do punktu.... doszlo raz juz do takiej wojny ze i ja nie zostawalam dluzna.poszlo o to,ze juz uciekklam do polski z dnia na dzien.2miesiace sie nie odzywal wiec zaczelam budowac na nowo.szkola-o to mi chodzi.zaczelam prace i szkole ktora juz w niemczech zaczelam.no i nagle sie pojawia-tylko tez nie tak sam-tylko przez moje takie ulatwianie-tzn-jakby na litosc,bo niby ciagle probowalam dotrzec do niego by zrozumjial to czy tamto-bo jak inaczej.no ale przyjechal.wrocilam,ale juz zapowiedzialam ze szkole skoncze mimmo wszystko w polsce.bylo jak(tylko na zaliczenia raz na 2miesiace-akurat weekend-on ma przerwe dla siebie ja dla siebie no i rodzine widze,a w tyg normalnie u niego pracuje-kosszt 100 tam i z powrotem) to nie-alno u niego albo wcale(musialabym caly system tu przytoczyc tego szkolnictwa-to jest tak zte szkola to zaklad-i jedno z drugim powiazane)no i tak.wiec wszytsko zosatwilam jak jest-ale juz zaznaczylam-to szansa dla niego udowodnic ze moge mu znowu ufac-on na to ze nawet gdybysmy nie byli razem on chce bym to skonczyla-czyli u niego i nie bedziemy spobie na zlosc robic.ogolnie jest bardzo pomocny kazdemu-wiec niby nie wierzylam ale musialam dac szanse.no i wlkasnie-do tego dnia.wojna o byle co,ale zostawilam to na strone i mowie by podpoisal umowe ktora do szkoly potrzebowalam,a on na to ze nie-bo bede to przecow niemu wykorzystywac i nie bedzie mogl mie wyrzucic jak mu sie zechce.tylko ze takie warunki byly powrotu-bo ta umowa wiarze z salonem i szkola-tak tu jest.poza tym mowilam-prace od domu odcinamy i ja niewazne jak bylam zla swoje obowiazki wykonywalam.a on tu z takim tekstem bo poszlo o zmywanie naczyn w domu.wiec mnie juz wyprowadzil z rownowagi,a ze do tego zanim mnie uspokajac tylko jeszcze wiecej ognia robil-ze nie docieraja argumenty ktore sam mowil to poszlo wszystko zadaleko.smial sie w twarz.i to jedemn z tych momentow kiedy do mordu dochodzi-teraz wiem i rozumiem.gdybym miala noz juzby nie zyl.jak ktos tak rani-to lata sie chowamy a nagle wybuchamy.i tak wlasnie bylo.chcialam go trafic jakos by bolalo,uderzy tylko-ale on silniejszy -wiec jak mnie przydusil tak sie zagotowalo na tyle ze zadzwonilam po policje.i to byl koniec.on mnie z domu wyrzucil,bylam u jegoi rodzicow-bo oi zawsze po mojej stronie stali ze wzgledu ze widzieli jak zle mnie traktuje(te narkotyki-agresja,ciagle wojny itd) tylko ze ten koniec to juz tyle ich bylo ze nic jeszcze nie znaczyl-tylko ze puierwszy raz ja odpowiedzialam atakiem czym ta policja byla.i wlasnie-to mnie wkurza bo nagle to dla niego definitywny koniec bo go zdradzilam niby-ale to jak mnie ciagle zdradzal i potem wracalam-tego nie rozumie ile mnie to kosztowalo i dlaczego potem juz nie jest jak bylo-bo chocby przeprosil-ale ani tego nigdy nie zrobil.i wojna dalej.oczywiscie brak kontaktu-ale ja wiedzialam ze sie pojawi-tylko ze to byl pierwszy raz gdy zdecydowalam sie na koniec-bo ta ucieczka do polski tylko prowokacja byla-proba ktorej tez nie zdal do konca.no ake. minal czas i bez echa.od jego rodzicow sie wyprowadzilam-i 3tygodnie pozniej(od wyprowadzki-bo u rodzicow 3miesiace bylam i nic)znowu z mojego powodu nagle sie pojawil-i slodki jak nigdy.ja juzn kowilam ze to nie wyjdzie-ale szczerze-mnie tez zle bylo,brakowalo tego czego ani bedac z nim nie mialam-taki toksyczny zwiazek.no i oczywiscie ze chcialam uwagi-wiec sie zaczelo ale tak ze nie mieszkalismy razem.i co.obiecywal ze nie zdradzil ten czas,ze chcial mnie spowerotem ale ja wojne robilam itd.ze teraz bedzie dobrze i z czasem zobaczymy jak dalej.ale kazdy wypad do niego na weeekend konczyl sie klotnia-o glupoty-a on to konczyl wojna i zrywal jak dziecko.i nagle weszla policja w gre.ktos go podal o handel-no i kto-niby ja-wszyscy mysla.wiec wojna na nowio.jak sie uspokoilo i wyjasnilo ze nie ja-to juz sie duzo w miedzy czasie stalo.bo on jak cos sie psuje to zamiast naprawic-psuje bardziej.a potem znowu jestesmy razem i mnie juz to zbyt duzo to on na obrone mowi ze juz popsute bylo.od policji sie dowiedzialam ze zdradzil wlasnie z ta ktora niby tylko dziwka dla niego byla.i o to tu teraz idzie.zadzwonilam ze lzami-to najpierw mowil ze nie prawda.ze nie byl(najsmieszniejsze ze wlasnie o nia pytalam czasu gdy sie u mnie pojawil-czy sie nie kontaktowala-a on ze nie-ze jej nie potrzebuje,ze to dziwka itd)tydzien dyskusji byl o to czy zrobil czy nie-az wkoncu on obrazony ze sie tygodnie nie odzywa.wiec ja sie spakowalam i wynioslam do innego miasta-wszystko zostawilam-prace ,mieszkanie.dopiero znowu wtedy sie odezwal ze jak mnie kocha,ze chial bysmy znowu razem byli,ze po to to wszystko bylo planowane i robione,ze przeciez wrocvil itd.i ze oczywiscie nie widzial z nia.ja na to ze policja mi nagranie puscila jak z nia rozmawial-a on na to-no bo ty tak ciagle mnie podpuszczalas i wojne robilas-ze mnie juz wszystko jedno bylo a ona akurat zadzwonial.wiec pojechalemALE cie nie zdradzielem bo o tobie myslalem.tylko tak sie wizielismy.oczywiscie ja w to nie uwierzylam,wiec ze lzami,krzykiem ciagle na telefon i podwazalam wszystko co mowil.to on na to tysiace meili ale w mo9m kierunku,ze tylko klotnie byly,ze mnie nigyd nie zdradziol,ze zawsze byl wierny,nigdy do nikogo jak do mnie,ze sie stawil swojej rodzinie przeciw by ze mna byc itd.i tak trwalo tygodnie az w koncu on obrazony-stwierdzil-.ze nie moze dluzej moich obelg sluchac-bo on nie zdradzil-byl tam fakt no ale nic nie bylo(tylko to nie przypadkowy romans tylko taki z przed lat.czyli za czyms tesknil-a jak mial przerwac kontakt to tylko nie odpisywal ale nie chcial jej powiedziec-daj nam spokuj np-jakby trzymal ja w rezerwie-a wiec tak-czuje sie zdradzona chocby tym ze do niej zadzwonil)no i tak sie skonczylo.ja dlugo milczalam,a on nigdy pierwszy nie zadzwoni.az w koncu od policji sie dowiedzialam ze sie przespal z nia bo byl tam 2dni.no wiec ja znowu za telefon i ze skarga-kjak to mogl spac z tamta i wszystko zepsuc a potem do mnie przyjsc i liczy c ze cos sie znowu zbuduje.a on na to-ze juz bylo ppsute wszystko.no i taka gadka-tylko jak pytam -skoro popsute bylo czemu jesuzcze do mnie wrocil.jak mogl wogole-najgorsze ze zteroi wsydu-nawet teraz.dzwonie by slysze ze mu sie glois lamie,albo skruche,albo wstyd-a tu nic.tylko duma,alnbo juz jak lepszy humor-to mowui ze nie bylismy razem...itd...dlugo by jeszcze pisac.chodzi mi o to-ze fakt ze probowal to ukryc i do konca klamal-wiec zdaje sobie sprawe ze zrobil czego nie powinien,po tamtym razie ani razu juz sie nie kontaktowal tam(od polocji wiem) wiec tak jakby zalowal.tylko ze oznal skruchy brak.teraz pytanie do was-czy kochal(to wiem ze niby tak na swoj chor sposob) tylko czy mimo tych swoich zali(bo widzi tylko zesmy sie klocili,wojna byla,nigdy zadne nie zadowolone-ale mimo wzsytsko ciagle wracalismy do siebie)czy to faktycznie tylko mowi czy tak tez myslki.tzn.jak sie nacpal to mowil ze ja dobra jestem ,ze kocha,ze potrzebuje mojej pomocy,ze mnie rozumie i nie chce stracic-czesto przy tym plakal.ale potem tylko slycze ze ja wszystko popsulam,ze sie nie da dla mnie czegos z soebie trobic bo tylko sie kloce,ze jemu juz nic sie nie chce.jestem w satnie zrozumiec-tylko niech on tez riozumie skad to sie bierze ze juz krzycze.bo tez mam dosc dyskusji na temat ktore takie jasne sa.albo ze robi cos totalnie przeciw temu co mowi itd.drugie pytanie-skoro kochal-to czy z czasem pozaluje tego ze mnie tak latwo starcil-bo nigdy nie przejal sie ze odchodze tylko jak wroce juz to mowi jak to mu strasznie bylo.kolejna rzecz-czy kiedys zrozumie skad ta moja nienawisc do niego-i ze mialo to szanse ale on sie sporo przyczynil ze postawil takie mury-jako ze nie hja tylko winna.bo on tak wszystko mowi-jakbym to faktycznie tylko ja ta zla byla.i ze to nie mialo sensu bo ja taka czy taka.ale ze mna ciagle byl.wiec nie rozumiem juz.do tego jak czesto pytam czy teg prubuje wywolac na litosc,na lzy jakies odczucia poczucia winny to nie ma nic.wiec juz otwarcie pytam badz zarzucam ze nie moze kochac i byc obojetna na fakt ze przez niego placze.a na to tyklo atak.wiec jak w koncuz.czy w glebi duszy wie ze zrobil zle,wie ze mnie ranil,rozumie moj bol?albo czy przyjdzie taki czas ze zrozumie-bo to ze nie chce komus racji przyznac to normalne u nniego-genetxyczne-no ale ja tez nie czuje emocji.to juk koniec-i ciesdze sie ze wyszlam z tego-mimo ze znalazlam sie na ulicy i bez pracy,bez szkoly i zaczyna m od nowa wszystko-ale ze udalo mi sie odejsc.co nie znaczy ze boli mniej.boli bardzo-a jeszcze bardziej kiedy nie dzuje by mu jakkolwiek smutno bylo czy obojetne-jest to mozliwe po 3latach razem-tak by nic nie poruszylo.moze i nienawisc byc-ja nienawidze-ale boli.a jego?tylko slysze-ze nie wybacz ybo policja bo to czy tamto-ztly i zraniony-no tak-musialam pokazac skoro slow nie rozumial. a on zamiast zrozumiec i poweidziec-no tak teraz wiem jak sie czulas to on wiedzi tylko siebie jako ofiare-dlatego tez twierdzui ze mi nic nihy nie zrobil,a jesli juz to zaslozylam na weicej.weic ani zdrady nie zaluje bo sama sie o to prosilam itd-ze moja winna ze wszystko popsute.i teraz tyk wiele to mowi(no mowil te 3lata i ostatni czas-bo od miesiaca zero kontaktu juz na amen)tyle mowi ze chyba juz sam w to wierzy.i dokladnie co mji zarzuca ze np go ponizylam i dlatego nie da rady dalej-to sam to juz lata wczesniej zrobij a jak moeilam to nie rozumial i sie smial ze mnie ze mnie cos tam boli.wiec jak teraz to przytaczam to znowu zera zrozumienia-tylko z innej strony atak.i tak wkolo.ludzie pomozcie mi.nie daje mi zyc mysl ze on nic nie rozumie i zero wstydu ma.ze on zapomnial jak mnie bil,poniewieral-a jak przypominam to mowi ze nie zrobil nic czego ja tez nie zrobilam.no nawet jesli-to chce by roziumial czemu-ze to sie juz na poczatkiu zaczelo i z jego inny.bo on to czy tamto i tak lata budowal moja nienawisc do niego.ale tego jjz nie rozumie.nie widzi jak 2lata tylko uciekalam w kat albo tylko plakam o wszystko a nic przeciw niemu nie zrobilam.teraz tak ale tez bo sam zadaleko sie posunal.ludzie pomozcie.powiedzcie ze on tylko tak gada albo ze zbyt dumny by soie przyznac badz mnie przyznac racje-ale ze wglebi duszy ma jakies wyrzuty sumienia
Ostatnio edytowano 06 kwi 2012, 17:18 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: zmieniono dział
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 kwi 2012, 17:07

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

Avatar użytkownika
przez tahela 06 kwi 2012, 18:26
przy takich kłotniach to nie będzie normalnego zwiazku tylko kłotnie, brak szacunku, to wręćz z opisu zaprzeczenie związku a jakas dzwna relacja pomiedzy dwojgiem ludzi, którzy w końcu bardzo sie nie lubia
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Online
Posty
10959
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

Avatar użytkownika
przez bittersweet 06 kwi 2012, 22:53
zagubiona25,

Myślę że ten Twój ex nie ma żadnych wyrzutów sumienia i niczego nie żałuje. W/g mnie jest egoistą i manipulatorem. Zastanawia mnie jedno, a mianowicie dlaczego tak Ci na tym zależy, żeby on okazał jakąś skruchę lub poczucie winy ?
Bo inaczej by sie okazało, że zmarnowałas 3 /chyba 3/ lata życia dla kogoś niewiele wartego ?
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

przez zagubiona25 07 kwi 2012, 01:07
to proste-bym zmiekla-bo wtedy juz bedzie mi wszystko jedno i bede mogla zyc dalej,wybaczyc ,zapomniec,nie bedzie juz tak bolec i i cos znaczyc-a tak sie czuje nie doceniona,jakby wykorzystana i oszukana.to tak jakby mi zwrocil wiare ze jednak bylam cos warta.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 kwi 2012, 17:07

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

Avatar użytkownika
przez bittersweet 07 kwi 2012, 18:03
zagubiona25,

to błędne koło - w związku Twoje samopoczucie było uzależnione od niego i teraz tak samo ? Czy Twoja wartość zależy od tego jak on się zachowa lub co sobie pomyśli ? uświadom sobie, że taka postawa nie ma sensu, bo Ci tylko szkodzi. Popełniłaś pomyłkę zadając się z tym gościem - trudno. Teraz będziesz mądrzejsza ;)
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

przez konwalia123 07 kwi 2012, 22:08
jestes cos warta -bez wzgledu an to jak sie zachowa i co Ci powie.Zajmij sie swoim zyciem,czym kolwiek szkola praca hobby byle nie myslec ,powiedz mu co myslisz.Skoncz to nawwet jak zaboli
Poczekaj.Zatęskni.Pozałuje.Mezczyzni naogół potrzebuja kopa zeby cokowiek zrozmiec.Nie czekaj az zacznie Cie prosic ,jego strata ! skoro nie docenai Twojej milosci...to nie jest Ciebie wart.

prawda jest taka ,ze jesli by mu zalezalo by zalowal przepraszal i stawal na glowie ze y odbudowac zaufanie.
Tu nie ma wyjatkow.
jesli nei wroci nie zalezalo mu..i czyms szycbiej to sie skonczy tym lepiej.Pamietaj mas zbyc kims wyjatkowym ,kochanym i szanowanym nie tylko kobieta na "jakby cos" jakas rozrywka,dopoki sie nie znudzi.
zwiazek ma budowac,byc wsparciem a nie byc zrodlem cierpien~!
„[...] każdy na nią czeka, jak na stacji stoi, wypatruje, skąd nadjedzie pociąg, który wszystko wyprostuje”
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
06 mar 2011, 17:03

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

przez zagubiona25 07 kwi 2012, 23:42
coz.taka tez prawda-zawsze mowilam ze wszelkie czynniki wskazuja na to ze jednak mu wszystko jedno-trudno to opisac-bo to wszystko takie sprzeczne -jeszcze w zyciu nie spotkalam ani nie slyszalam o tak skoplikowanej osobie.on sam sobie zaprzecza i robi taki zamet ze pewnie sam nie wie czego che.a ja juz tymbardziej.normalnie 3lata stresu,placzu,depresji i kazdego dnia to samo-paranoja by w jakis sposob zaimponowac,spodobac sie,zapunktowac-i nic-czego bym nie robila.ale talko krok w strone wolnoscdci to zaraz placz i argumenty przeciw-ze niby jaka to ja wazna...normalnie stracilam wiare juz we wszystko.koniec koncem,tylko jakie mam teraz obawy na przyszlosc-ze to mi tak wszystko zostanie-ze kazdego bede juz mierzyc jego miara.male cos-a ja juz bede analizowac jakby to byl on-i dorzukiwac sie wszystkiego czego moze nie byc.mam straszne obawy-do tego jeszcze te kompleksy-gdzies stracilam wiare w siebie i nadzieje-a to akurat u mnie strasznie znaczna zmiana-bo do tego czasu wlasnie bylam ta co dominowala i pelna dumy i szacunku do siebie-a teraz ani tego nie ma.normalnie sama siebie nie poznaje i boje sie ze to trwalle zmiany.a to nie podoba mi sie wogole jaka teraz jestem.do tego agresywna i szybko mnie cos z rownowagi wyprowaza,cierpliwosci tez brak i popadam ze sjrajnosci w skrajnosc... czy to minie? trudno mi w to wierzyc.nawet nie wierze ze bede mogla kochac kogos-kurcze czuje ze go i tak kochsam -dlatego znowu sie nienawidze bo czym sobie zaslozyl na moja milosc i takie przywiazanie.to mnie tez meczy.odeszlam by bylo mi lepiej-a nie jest.rozgladam sie czy ktos moglby sie spodobac tak by sprawdzic czy mi przeszlo-ale czuje ze chocby sam banderas stal przede mna-nie zainteresowalabym sie bo nie bylby na tyle idealny-mimo ze moj ex tez nie jest wiadomo-ale jakos-nikt inny nie zastapi go.taka ta milosc slepa.nie radze sobie z tym wszystkim.

-- 07 kwi 2012, 23:52 --

chyba dlatego ze ta milosc jak dla mnie nigdy nie byla spelniona-mimo ze mnie duzo kosztowala-chyba dlatego nie potrafie tak zostawic-mimo ze wszystko co mozliwe zrobilam-i ani nawet nie chcialabym powrotu-ale nadzieja jakas ciagle na to by chociaz teraz docenil.dla mnie jakas ulga by to byla.sama nie wiem.czuje siagle jakby nie bylo to zakonczone-bo nie spelnione bylo.ale tez wiem ze nic nie bedzie.chcialam nienawidziec by latwiej bylo odejsc,ale niewazne jak nienawidze,w glebi czuje ze jednak kocham-wiec znowu boli tylko bardziej.nie czujesie gotowa na nowy zwiazek choc bardzo by mipomogl,tylko ze ja nie bede juz umiala odwzajemnic uczuc bo taka pusta jestem.nie czuje juz potrzeby kochac,ale byc kochana.bo te 3lata byly wlasnie na odwrot.a ze to nie jest w porzadku wiec unikam ludzi.potem jestem sama na siebie zla-i takie to kolo.a czas leci-a ja poza tym nie potrafie na niczym innym sie skupic.nie dosc ze sama za granica,jeszcze teraz w trudnej sytuacji-nie mam zadnej odpowiedzialnosci ktora by mnie trzymala przy zmyslach i ten taki przymus-ze trzeba wstac i isc do pracy itd.juz taka jestem teraz-by zyc dla kogos a nie dla siebie.bo inaczej nie mam ani po co wstawac bo ja sobie nic nie warta.potrzebuje sie potzebna czuc.dziecko,czy zwierze-to odpowiedzialnosc-ktora jakos motywuje.a ja nie mam nic.a sytucja ani nie pozwala by miec,rodzine czy zwerzeta.najgorsze wieczory-kladac sie spac.ani swojego miejsca nie mam-wszystko zostalo gdzies tam.cale moje zycie,przyszlosc i czastka mnie.nie ma juz nic
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 kwi 2012, 17:07

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

Avatar użytkownika
przez bittersweet 08 kwi 2012, 21:51
zagubiona25,

ten nieudany związek Cie zdołowal i doprowadził do depresji, dlatego tak podle sie teraz czujesz. Myslisz ze po 3 latach stresu nagle dojdziesz do siebie ? nie dojdziesz, nie łudź sie , to będzie jeszcze długo trwało. Proponowała bym Ci wizyte u jakiegoś specjalisty. Warto sie dowiedzieć, dlaczego znosiłas takie traktowanie, bo znowu usilujesz powtórzyc schemat : szukasz kogoś żeby uzyskac potwierdzenie że jestes cos warta. Czy samodzielnie nie możesz funkcjonować ? to niepokojacy objaw, w ten sposób zawsze będziesz zalezna od innych, od ich akceptacji, nastrojów, uczuć ... sama widzisz, jak się kończy taka zależnośc.
a to co nazywasz miłościa, to tylko forma toksycznego uzaleznienia. Tylko że jak będziesz tkwiła w takim układzie, to zawsze będzie źle, jak odejdziesz, to prędzej czy później sie polepszy i staniesz na nogi.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

niby kocha ale zranil i nie widac skruchy-czy znaczy ze nie

przez zagubiona25 09 kwi 2012, 01:51
pewnie masz racje...nawet myslalam juz o jkaijs terapii-tylko raz ze jezyk-tak wielu slow brakue by to opisac jakbym chciala-to nawet juz z nim mnie bardzo draznilo-brak porozumienia-ze nieraz tych slow brak -nim wypowiem sie jakbym chciala,opisze wszystko tak by miec pewnosc ze zrozumial o to co mi chodzi-to isze romany a on sie wkurza i jedzie dalej....co do terapii-myslalam-tylko szczerze przestalam wierzyc ze mi cos pomoze-bo niby jak...rozmowa tylko boli,opowiadac,myslec o tym wszystkim.ja juz tak analizuje 3lata wszystko i wydaje mi sie ze wszystko takie jasne.wiem czemu ze mna nie spal,wiem czemu sie nie rozumielismy-itd-tylko nie potrafie tego zmienic bo nie moglam do niego dotrzec.teraz to juz jedno.bo temat zamkniety tylko co ze mna teraz.fakt-tak sie dokladnie czuje jak piszesz-niesamodzielna i pusta.nigdy tak nie bylo.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
06 kwi 2012, 17:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do