Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

przez Driv3r 08 mar 2012, 11:52
Cześć.

Chciałbym się po prostu wyżalić i usłyszeć kilka dobrych rad. W liceum chodziłem do klasy biologiczno chemicznej, namówił mnie na to mój ojciec, który jest kardiologiem i pragnął mieć syna lekarza. Nie miałem nic przeciwko, byłem tak młodym człowiekiem, że wizja bycia lekarzem, dużych pieniędzy, szacunku społecznego ogarnęła mnie całkowicie. Przygotowywałem się od pierwszej klasy liceum, rodzice opłacali mi zajęcia dodatkowe z chemii oraz biologii. W trzeciej klasie doszła matematyka. Zdałem maturę i wybrałem się na studia medyczne do Krakowa, wiadomo jaka uczelnia. Powiem Wam szczerze, szło mi dobrze. Nie miałem żadnego zaliczenia do tyłu. Niestety w grudniu ubiegłego roku zdałem sobie sprawę, że te studia nie są dla mnie. Po prostu poczułem to, nikt mi nie wmówi, że jestem głupi, że z medycyny się nie rezygnuje i tym podobne. Walczyłem ze sobą coraz mocniej, starałem się przekonać siebie, że muszę to skończyć, ponieważ będzie mi w życiu lepiej. Niestety im bardziej tak myślałem, tym szybciej doszedłem do wniosku, że trzeba podjąć jakieś radykalne kroki. Było i jest bardzo, ale naprawdę bardzo ciężko. Zdałem semestr, wlaściwie nie do końca, ponieważ uznałem, że to już nie ma sensu i wróciłem jednego weekendu do domu, aby poinformować wszystkich o mojej decyzji. Nie udało mi się, rodzice i dziadkowie od razu zaczęli się wypytywać jak mi idzie, jakie oceny, tylko to było ważne. Nikt nie zapytał o to jak się czuję, jaki jest mój stosunek do studiów. Ciągle tylko dzwonili i pytali się jak mi idzie, czy mam coś do tyłu, że są ze mnie bardzo dumni. Nie udało mi się. Wróciłem więc do Krakowa na tydzień jeszcze, ale już nie chodziłem na zajęcia, właściwie to nie było wtedy już do końca tak zajęć. Postanowiłem w kolejny weekend. Wróciłem i powiedziałem mamie, że rezygnuję i za rok pójdę na zupełnie inne studia, które mam w planach. Niestety to była katastrofa. Nikt mnie nie rozumiał i nikt nadal nie stara się zrozumieć. Nie chcę opisywać krok po kroku reakcji mojej rodziny, ale uwierzcie mi, totalna porażka. Moi rodzice uważają mnie za wybitnego człowieka, który ma multum znajomych i niewiadomo jak ciekawe życie. Ojciec nawet mi mówił niedawno przed moim odejściem ze studiów, że muszę swoją "paczkę znajomych" zebrać i w wakacje wybrać się gdzieś do pracy na wakacje. O czym on w ogóle do mnie mówił ? Paczkę znajomych? Jaką znowu paczkę? Moich dobrych znajomych mogę wyliczyć na palcach u JEDNEJ RĘKI. Moje życie wcale interesujące nie jest. Jestem samotnikiem, czy z wyboru? Tego nie wiem. Być może chciałbym mieć bardziej atrakcyjne życie społeczne, ale jest tak jak jest. Oczywiście w tym momencie wszyscy się ode mnie odwrócili i mam postawione ultimatum, że albo za rok pójdę na medycynę, albo nikt mi nie będzie opłacał żadnych innych studiów (Mam na myśli akademika czy jakiejś stancji).

Być może ja wszystko wyolbrzymiam, może troche inaczej to odbieram, ale tok wydarzeń jest taki jak opisałem. Szkoda, że własna rodzina mnie nie potrafi zrozumieć. Ważne są tylko studia, wykształcenie i pieniądze. Jest mi bardzo przykro, że nie mogę iść na studia, które mi odpowiadają. Aa miałem nie pisać jakie, bo wiem, że ludzie lubia się obecnie wyśmiewać z tego kierunku. Chciałbym studiować ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim. Ciągnie mnie do tego, nawet rok temu miałem taką chęć złożyć tam papiery, ale mówię sobie - wstyd i hańba, przecież ja sie dostałem na medycynę. Nie chcę, aby ktokolwiek kwestionował moje decyzje, chciałbym tylko usłyszeć kilka dobrych rad, ponieważ czuje sie fatalnie z myślą, że za rok będę musiał albo iść jeszcze raz na medycynę, albo w ogóle nigdzie.

Jestem teraz takim intruzem we własnym domu...
Ostatnio edytowano 08 mar 2012, 12:39 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z działu "depresja"
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 mar 2012, 11:29

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

przez paradoksy 08 mar 2012, 11:59
podjęcie decyzji o rezygnacji ze studiów jest bardzo ciężkie (sama wiem po sobie). szczególnie jeśli wobec Ciebie zostaly postawione wysokie wymagania, rodzice już wcześniej określili kim MASZ być, szkoda że nie zapytali Ciebie o zdanie...
W Liceum człowiek uczy się, bo uczy ale tak naprawdę mając 17 lat ciężko jest okreslić co się będzie robić w przyszłości.
A żadna to frajda, jakbyś się potem męczył kilkadziesiąt lat wykonując zawód, którego nie lubisz. Nie mówiąc o ilości nauki do przyswojenia, którą zacząłbyś pewnie w końcu nienawidzieć...

Moim zdaniem podjąłeś dobrą, męską decyzję. Wiesz, czego chcesz, a raczej - wiesz czego nie chcesz. To dobry start.
Jeśli rodzice postawili Ci takie ultimatum, to postaw na swoje - pojedź do tej Warszawy,zacznij studia dzienne na publicznej uczelni, znajdź jakąś pracę na weekendy, albo odwrotnie - praca na pełny etat i studia zaoczne.

Myślę, że rodzicom w końcu przejdzie. Teraz uraziłeś ich dumę - bo miałeś być kolejnym lekarzem, a nim nie będziesz. Nie musisz być swoim drugim ojcem, bądź sobą.
paradoksy
Offline

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Avatar użytkownika
przez Smutny_clown 08 mar 2012, 12:09
I to mi się podoba! Sam byłem w takiej samej sytuacji dwa lata temu dokładnie. Ja byłem na prawie. W mojej rodzinie medycyna i prawo to jedyne kierunki to na które powinienem iść i w ogóle tylko po tych kierunkach jest praca. A ja dwa lata temu stwierdziłem, że prawo mi kompletnie nie odpowiada, będę się męczył w tym zawodzie przez najbliższe nie wiem 30 - 40 lat. O nie! Postawiłem się wszystkim i rzuciłem to w cholerę. Wybrałem inny kierunek studiów i teraz jest mi z tym w miarę dobrze. Wyjechałem daleko od rodziny i mam spokój.

Teraz dążę powoli do realizacji swojego największego marzenia, czyli dostania się do pewnej artystycznej szkoły. To jest postanowienie i do tego będę dążył.

Więc jeżeli Ciebie kusi na tą ekonomię, to idź na tą ekonomię! Znajdź sobie pracę i żyj. A przede wszystkim nie przejmuj się rodziną. Ktoś mi kiedyś powiedział, że oni kiedyś odejdą wszyscy a Ty zostaniesz sam za jakieś no nie wiem 20 - 30 lat. Jako ktoś kim nie chcesz być. Więc idź na ekonomię!!

Mi zawsze imponowały osoby, które rzuciły studia jakieś tam super ekstra, a zaczęły studiować to co naprawdę chciały.

Także życzę powodzenia!
My mind is a prison
I cannot break free
http://www.youtube.com/watch?v=OqVPiEiaviI
And I don’t want the world to see me
’cause I don’t think that they’d understand

http://www.youtube.com/watch?v=CS_FCbQ-okM
Avatar użytkownika
Offline
Posty
176
Dołączył(a)
03 gru 2011, 22:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Avatar użytkownika
przez L.E. 08 mar 2012, 12:30
Driv3r, bardzo dobrze rozumiem co czujesz. Sama mam mamę lekarza, której baaaaaaaaaardzo zależało na tym, żebym poszła na medycynę. Też na początku niby chciałam, a im bliżej było wyników rekrutacji tym większą miałam nadzieję, że się nie dostanę. Zabrakło mi minimalnej ilości punktów. Więc oczywiście zaczęło się pchanie mnie na płatne. Oponowałam. Potem dwa razy byłam molestowana o poprawianie matury. Nawet teraz zdarza jej się pytać czemu nie poszłam na medycynę i czy nie żałuję.
Prawda jest taka, że rodzice nie zawsze wiedzą co jest dla Ciebie najlepsze ;) I czasem nie rozumieją, że to, co jest dobre dla nich nie musi być dobre dla Ciebie.
Na pocieszenie powiem Ci, że znam sporo osób, które stwierdzały, że nie interesuje ich to co studiują i zaczynały coś innego (jedna nawet na trzecim roku nie mając żadnego tytułu). Wszystkie są teraz szczęśliwe i zadowolone ze swoich decyzji.
Mam nadzieję, że Tobie też wszystko się ułoży :smile:
'Każdy z nas jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć,
cało wyjść z burzowej chmury, musi tylko w to uwierzyć"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3514
Dołączył(a)
03 mar 2010, 18:48

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 08 mar 2012, 13:52
Driv3r, Jak widzisz tutaj wszyscy jednak to rozumieją. Też uważam ,że zrobiłeś bardzo dobrze. Lekarzem powinno się zostawać z powołania, a nie dla pieniędzy czy prestiżu (oczywiście to tylko marzenia :evil: ) . Nie wyobrażam sobie ,że ktoś kto tego nie czuje sprawdzi się w tym zawodzie, więc po co? Na dodatek Ty jak widzę doskonale wiesz co Cię interesuje i co chciałbyś w życiu robić, więc tym bardziej powinieneś walczyć o swoje. Masz szansę pracować w zawodzie , który Cię interesuje i daje spełnienie. Oczywiście optymalnie byłoby gdyby się udało wytłumaczyć to rodzicom i przekonać ich do Twojego wyboru. W żadnym razie jednak nie powinieneś poddać się ich presji , bo za kilka lat zostaniesz użytkownikiem tego forum , ale w innym temacie. Trzymamy kciuki , nie poddawaj się i walcz o swoje , to Twoje życie i masz prawo je przeżyć po swojemu.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Avatar użytkownika
przez halenore 08 mar 2012, 14:35
*Wiola* ma rację. Do wykonywania takich zawodów trzeba być powołanym. I może to właśnie powinieneś powiedzieć rodziców. Zmuszając się do bycia lekarzem, możesz skrzywdzić nie tylko siebie.
3mamy kciuki za zmianę kierunku żeglowania :D
My mother said to get things done.
You'd better not mess with Major Tom...
Avatar użytkownika
Offline
Natręt Gramatyczny
Posty
4811
Dołączył(a)
12 kwi 2010, 21:32

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

przez Driv3r 08 mar 2012, 15:11
Nie spodziewalem sie tylu milych slow, jest mi naprawde bardzo milo, poniewaz od nikogo z moich najblizszych nie uslyszalbym takich pozytywnych komentarzy. Nie chce siedziec caly dzien w domu, bylem dzisiaj zapytac w sklepie meblowym w ktorym pracowalem przez wakacje czy moge na magazynie popracowac poniewaz niestety sytuacja mnie do tego troche zmusza, a ponadto chce jednak cos udowodnic swojej rodzinie. Pani mnie nie pamietala ale powiedziala ze prawdopodobnie od przyszlego tygodnia moge zaczac. Co prawda to tylko 5,50 za godzine, jednak siedzac w domu bym pewnie skisl. Martwi mnie jednakze to, ze rodzice , a wlasciwie ojciec, nie zgodzi sie na moje studia w warszawie na kierunku ktory na pewno on uwaza za strate czasu, a z takiej dorywczej pracy trudno mi bedzie sie utrzymac, ale licze bardzo mocno ze zmienia zdanie. Troche mi tez szkoda straconego roku, ale nie wiedzialem ze w koncu sie przemoge i uciekne stamtad, naprawde to tak we mnie narastalo, najpierw uwazalem to za glupie ciche mysli az w koncu przerodzilo sie to w rezygnacje.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 mar 2012, 11:29

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

przez paradoksy 08 mar 2012, 15:57
jesteś dorosły, rodzice nie mogą Ci zabronić żyć własnym życiem. jak na miejscu znalazłeś pracę to sądzę że w Warszawie też dałbyś radę, może uruchom jakieś kontakty, popytaj znajomych ;)
a może narazie coś zarób i spróbuj odłożyć i od września szturm na stolicę? :)
paradoksy
Offline

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Avatar użytkownika
przez Artemizja 08 mar 2012, 16:52
Driv3r, a ja Cię podziwiam za to,że mimo nacisków ze strony rodziny jednak się zdecydowałeś na zmiany.Często sprzeciwienie się najbliższym jest bardzo trudne i niektórzy niestety nie dają rady.Tak jak wyżej napisano-to przede wszystkim Twoje życie i Twoje wybory.Mam nadzieję,że uda Ci się studiować to,co lubisz,bo studiowanie na kierunku,który nie interesuje,to prawdziwa katorga.Coś o tym wiem....Trzymam za Ciebie mocno kciuki i mam również nadzieję,że rodzina z czasem zaakceptuje Twój wybór.Powodzenia! ;)
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44133
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Avatar użytkownika
przez Badziak 09 mar 2012, 15:38
Tak sobie myślę, że ta ekonomia może bardzo poprawić jakość Twojego życia w kwestiach społecznych. Wiadomo - na medycynie miałbyś kilka lat wyciętych z życia, bo musiałbyś się w pełni oddać zakuwaniu, a na ekonomii będziesz miał trochę więcej luzu i - co za tym idzie - więcej czasu na poukładanie spraw towarzyskich. Tzn. właśnie na znalezienie paczki przyjaciół czy towarzyszki życia. :D
Zaburzenia depresyjno-lękowe z elementami fobii społecznej:
Anafranil SR (klomipramina) 150 mg
Amizepin (karbamazepina) 400 mg

+ terapia behawioralno-poznawcza :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1412
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 23:21

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

przez Miniaa 09 mar 2012, 16:30
Sparafrazuje temat Twojego tematu "Rzuciłam weterynarie, nikt mnie nie rozumie..."

Czemu uważasz ze lekarski nie jest dla Ciebie? Jesteś pewien, że nie chcesz kontynuować tych studiów czy nie poradziłeś sobie z presją rodziców? Szkoda by było jakbyś powtórzył schemat na swoim wymarzonym kierunku. Wykorzystaj ten czas mądrze i zacznij psychoterapię.

Opisz bardziej swoje relacje z ojcem.
Kiedyś zatrzymam czas
I na skrzydłach jak ptak
Będę leciał co sił
Tam, gdzie moje sny,
Offline
Posty
519
Dołączył(a)
06 sty 2010, 20:10
Lokalizacja
Kraków

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Avatar użytkownika
przez kitka 09 mar 2012, 20:54
Też uważam, że podjąłeś słuszną decyzję, jeśli naprawdę na tej medycynie byś się męczył. Bez sensu uczyć się jeszcze kilka lat tego co nie interesuje człowieka. Mam koleżankę, która po pierwszym roku rzuciła medycynę, ojciec chciał aby była lekarzem, podobna do Ciebie historia.
Poszła na ekonomię.
Układaj sobie życie abyś był szczęśliwy, powinni to rodzice zrozumieć i przykro mi, że nie rozumieją. Idź na ekonomię, spróbuj, w tym zawodzie przecież też możesz dużo osiągnąć, życzę Tobie wytrwałości, nie poddawaj się w dążeniu do celu i trzymam za Ciebie kciuki :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
18 lut 2012, 22:27

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

Avatar użytkownika
przez tahela 09 mar 2012, 21:34
Hej znam parę osób, które poszły na medycynę ,ale to było marzenie ich życia. W stosunku do jednej z tych osób marzyła o tym od 6 klasy podstawówki dostała sie za 4 razem , było niezrozumienie ze strony rodziny. Ostatnio widziałam jej ojca i mi powiedział sam ma prywatna firmę, ze po co jej ta medycyna teraz, po medycynie lekarze mało zarabiają i powinna iść na jakąś ekonomie, hihi na serio. Jej ojciec by chciał żeby przejęła po nim jego firmę a ona nie ma na to najmniejszej ochoty ;) widzisz życie bywa przewrotne.
Lekarz to trudny zawód i nie każdy się do tego nadaje, trzeba patrzeć na cierpienie innych , na krew, poinformować rodzinę lub kogoś osobiście ze niedługo umrze lub o śmierci kogoś.
Lekarze często dużo piją i mnie to nie dziwi nie wytrzymują presji, w tym zawodzie jest spory procent alkoholików. Poza tym sporo godzin pracy za w sumie wcale nie tak duże pieniądze . Mam kolegę lekarza, byłam na paru imprezach z wałbrzyskimi młodymi lekarzami i naprawdę bardzo dużo pracują , na okrętkę można by rzec.
Poza tym 6 lat dość ciężkich studiów, które za bardzo nie interesują może być nie fajne i prowadzić nawet do stanów depresyjnych, dobrze, ze zrezygnowałeś , masz marzenia i to ważne , że wiesz co chcesz studiować.
Myślę ,że rodzicom jakoś to przejdzie będą gadać, ,ale wcześniej czy później pogodzą się z ta sytuacja i Ci pomogą możesz zagrać na ich uczuciach i powiedzieć, ze chyba wola mieć syna po innych dobrych studiach niż bez studiów. Możesz tez w razie W szukać już pracy w Wawie jeździć na rozmowy ,żeby mieć pracę od następnego semestru czy nawet zacząć prace wcześniej. Poszukać kogoś kto z Tobą wynajmie mieszkanie żeby było taniej i studiować zaocznie , w tej sytuacji to najlepsze wyjście dla Ciebie chyba. Wielu ludzi tak robi i daje rade. Oczywiście pomoc rodziców wszystko ułatwia, ale w życiu różnie bywa.
Powodzenia.
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Rzuciłem medycynę, nikt mnie nie rozumie...

przez Driv3r 09 mar 2012, 22:54
Myślę, że psychoterapia odpada. Mój stan nie jest psychicznie krytyczny, czy w jakimś stopniu uszkodzony. To, że moje życie nie jest tak ciekawe jak innych ludzi w moim wieku o niczym nie świadczy. Mogę napisać o swoich relacjach ze swoim ojcem, to nie jest żadna tajemnica. Tak naprawdę to relacji nie ma między mną a nim żadnych. Jest to człowiek w moich oczach rygorystyczny, mający na każdy temat, nawet najbardziej mu odległy, najwięcej do powiedzenia. Podam przykład, ostatnio była w telewizji wzmianka na temat bitwy w 1805 roku, nie pamiętam dokładnie gdzie, było to w Jednym z Dziesięciu. Mój ojciec wiedział o tym najwięcej, następnie przeszedł do powstań, uznał Polaków za ludzi gorszych, ponieważ dali się w Powstaniu Warszawskim tak łatwo pozabijać. Jest to człowiek, który nigdy się nie zgodzi z kimś, kto ma odmienne zdanie, jego zdania zmienić nie można. Powiem Wam, że rozmowa na temat moich studiów z nim była wylewaniem tony słów na wiatr. Tłumacząc mu jak wygląda sytuacja, on odparł, że ja jestem jeszcze za młody i zbyt mało doświadczony, i powinienem w niektórych kwestiach posłuchać osoby starszej, która przeszła w tym życiu więcej niż ja. Praktycznie zawsze to słyszę, jest to chyba jego życiowe motto. Moje relacje z nim są beznadziejne, szanuje go jako czlowieka, ale uważam, że przesadza. Tak pokrótce wygląda ta cała sytuacja.

Rzucenie studiów to nie był kaprys młodego człowieka, który nie wie czego chce. Radziłem sobie lepiej niż większość grupy, ale to naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Coraz częściej wracając z uczelni miałem te smutne myśli, te wątpliwości, tą narastającą niechęć. To głupie przekonywanie samego siebie, że to tylko sześć lat męczarni, potem zrobienie jakiegoś stażu i po około 10 latach wyszedłbym na prostą. Uważam, że postąpiłem dobrze rezygnując z tego. To naprawde nie jest dla mnie. Jestem przekonany, że po takich studiach miałbym przyszłość przynajmniej na dobrym poziomie, zdaje sobie z tego sprawę, ale mówię temu stanowcze nie.

Tak jeszcze dodam od siebie, że siedzę sobie teraz w pokoju, patrzę w lustro i uzmysłowiłem sobie, że ja nie mam nawet jednej osoby, do której mógłbym zadzwonić, aby się spotkać i porozmawiać. Nie wiem co mam o tym myśleć, może ta sytuacja ulegnie kiedyś zmianie, chociaż zdążyłem się już przyzwyczaić.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 mar 2012, 11:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do