Kancerofobia, niezgodność celów, czy cholera wie co?....

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Kancerofobia, niezgodność celów, czy cholera wie co?....

przez greentara 10 lut 2012, 01:35
Witam serdecznie.
Jeśli piszę w złym temacie, bardzo proszę o przeniesienie/moderację i z góry przepraszam.
Może ktoś coś mądrego poradzi, bo zwyczajnie brakuje mi sił, a sytuacja, w której się znajduję zmierza ku powrotowi do koszmaru depresji, nerwicy i autodestrukcji. Naprawdę nie chcę tam wracać.. :cry:
Od kilkunastu lat pozostaję w związku z osobą, która zawsze miała skłonności do depresji, a zaburzenia nerwicowe nierzadko kończyły się na ostrym dyżurze. Ja również mam za sobą ciężkie chwile i kilogramy antydepresantów przeszły przez mój organizm.
Od 2 lat moje życie wygląda inaczej - walczę, by nie wrócić do przeszłości. Mam szanse na rozwój zawodowy, na odrobienie tego, co choroba zaprzepaściła mi w przeszłości. Nie skończone studia, przerywane okresy zatrudnienia - to wszystko nie powinno mieć znaczenia, gdy pojawia się realna możliwość "odrobienia" zaległości i rozpoczęcia od nowa...
Niestety - sytuacja jest bardziej skomplikowana. Ta osoba nie chce zaakceptować mojej mobilizacji i zaczęła uważać mnie za wroga. Nazywa mnie pozbawionym uczuć cyborgiem, Terminatorem itp.
Jest mi niezwykle ciężko spełniać zawodowe wymagania, realizować plany, ale wiem, że to moja ostatnia szansa w naszej sytuacji materialnej. Jestem na skraju wyczerpania psychicznego. Nie ma szans na współpracę, wspólne ratowanie togo, co się da, bo pojawił się nowy czynnik. Osoba uważa że jest chora na raka. Że umiera. Że to jest najważniejsze, a ja jestem ostatnią kanalią, bo ośmielam się mówić o teraźniejszości, o codziennych sprawach...
Od miesięcy idzie na badania, oczywiście "w przyszłym tygodniu"...
Widzę, że pogrąża się w paranoi, zaczyna pytać "Dlaczego właśnie ja"??? Widzę agresję, nie ma szans na logiczną rozmowę. Nie mam siły, próbuję wszystkich sposobów. Mam dość, a niestety od mojej sprawności intelektualnej i emocjonalnej zależy nasza materialna egzystencja.
Konfrontacje kończą się płaczem w stylu dziecka i zarzutami o "nienawidzenie" i zmarnowanie życia...
Bardzo się boję o nas. O tą osobę, o mnie... Bardzo się boję i jestem na skraju wyczerpania, fizycznie i emocjonalnie.
Proszę o pomoc.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 lut 2012, 00:49

Kancerofobia, niezgodność celów, czy cholera wie co?....

Avatar użytkownika
przez *Monika* 10 lut 2012, 01:49
greentara, Wg mnie osoba ta ogranicza Twoją wolność i potrzeby.
Nie chcę tej osoby oceniać, ale z tego co piszesz domniemywam,że ona może błędnie odbierać, że Twoje dążenie do samorozwoju, realizacji planów na przyszłość jest odtrąceniem Jej.
Nie wiem czy czasem nie jest to toksyczny związek, ale jak dla mnie...wszystko na to wskazuje.
Jeśli byłaby na prawdę chora na raka, to musi mieć przecież diagnozę. Nie wierzę w to, że mając taką diagnozę bagatelizowałaby leczenie.
Może ten "rak" jest tylko sygnałem, żeby się tą osobą zaopiekować?
Jeśli ona cierpiała/cierpi na stany lękowo-depresyjne, to musi być ich przyczyna, więc pierwsze co poleciłabym-to terapię.
A po drugie...może i Tobie przydałaby się psychoterapia? Dużo wyjaśni Tobie.
Mam na myśli nieświadome konflikty.
Chyba, że będziecie w stanie wybrać się na terapię par.
Co Ty na to?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Kancerofobia, niezgodność celów, czy cholera wie co?....

przez greentara 10 lut 2012, 02:02
Dzięki za szybką odpowiedź.
Osoba kiedyś miała wolę terapii, ale nie zrealizowała jej. Podobnie jak większość zamierzeń i planów - znakomita większość z nich pozostawała na etapie życzeń. To takie jakby poczucie pokrzywdzenia przez życie, które nie pozwala na normalne działanie, więc-mając na uwadze cel, ja działam za tą osobę, tak jakby była dzieckiem. śmiertelnie chorym, oczywiście :?
Proszę o każde działanie, o wstanie z łóżka, bo jest późno...
Ja również mam za sobą kilka spotkań z psychologiem, najprawdopodobniej skutecznych, bo spowodowały przysięgę: Nigdy więcej terapii, wolę, sobie pomóc sam ;)
Terapia par odpada. Co mogę jeszcze? Tak bardzo mi zależy, ale nie wiem co robić. Osoba nie potrafi rozmawiać na poziomie dorosłego ja.
A ja nie wyobrażam sobie życia bez Osoby... :(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 lut 2012, 00:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Kancerofobia, niezgodność celów, czy cholera wie co?....

Avatar użytkownika
przez *Monika* 10 lut 2012, 02:11
greentara, No, ale to nie jest zdrowo funkcjonujący związek, niestety, przykro mi to przyznać.
Ty sprawujesz nad tą osobą opiekę, jakby była małoletnia. Pełnisz funkcję jej ojca?Opiekuna?
Skoro jej nie zaciągniesz siłą na terapię, nie chcesz też jej opuścić, to w takim razie powiedz dlaczego nie wyobrażasz sobie życia bez tej osoby?
Myślisz, że nie zasługujesz na dojrzałe traktowanie?Przecież Ty też masz potrzeby, np. bezpieczeństwa. Czy Ty przy tej osobie czujesz się bezpiecznie? Przecież ona Cię demotywuje.
Wyrażasz więc zgodę na taki stan rzeczy, więc co jeszcze można doradzić? Skoro ona nawet nie rozumie tego, że chcesz się rozwijać, aby Wam zapewnić byt.
Ona powinna udać się niezwłocznie na terapię, potem podjąć pracę, poszukać sobie zajęcia, może jakąś pasję, hobby, cokolwiek.
Albo to Ty jesteś ofiarą w tym związku, albo ta osoba.
Rozumiem, że jesteście ze sobą związani emocjonalnie, ale czasem bywa tak, że człowiek nie umie dostrzec toksyczności w relacji z bliską osobą.
Dla mnie to niepojęte.
A Ty masz na myśli jakieś rozwiązania? Może sam wybierz się na terapię. Wiele Ci wyjaśni.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Kancerofobia, niezgodność celów, czy cholera wie co?....

przez greentara 10 lut 2012, 02:20
Dziękuję za odpowiedź, myślę, myślę....
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 lut 2012, 00:49

Kancerofobia, niezgodność celów, czy cholera wie co?....

Avatar użytkownika
przez agusiaww 13 lut 2012, 16:25
greentara, wybacz ale dla mnie to juz nie jest depresja ale cos z pogranicy schizofrenii. Moim zdaniem to przede wszytskim nalezy porozmawiac z lekarzem psychiatra jak on widzi leczenie tej osoby i jakie mozliwosci leczenia, moze terapia zajeciowa dzienna w szpitalu psychiatrycznym. Jezeli zas ta osoba nie bedzie sie na to godzila to mysle ze dlugo tak nie pociagniesz...i w koncu sie obydwoje wykonczycie. Niestety z zycie z chora osoba nie jest latwe i jest dosc meczace dla tej osoby zdrowszej.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do