Mam problem czy go imaginuje?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Enoona 11 sty 2012, 02:45
Hej,
chciałam zacząć od tego, że nie wiem gdzie zacząć, mam nadzieje, że to dobry temat...

Jestem zagubioną studentką (lat 20), moje życie jest strasznie sinusoidalne (patrz waha się).

Raz jestem szczęśliwą, nieprzejmującą się niczym dziewczyną, mającą grono przyjaciół i swoje zainteresowania, a raz siedzę całymi dniami w łóżku, oglądam wszystko co mogłoby mnie zmusić do płaczu (np oglądam komedię romantyczną i ryczę, że to piękne, ale ja tak nigdy nie będę mieć), myślę o tym, że obleje studia i nie dam rady sobie w życiu.

Trafiłam tu, bo po kolejnym zmarnowanym dniu postanowiłam sprawdzić czy nie ma w Krakowie jakiegoś dobrego psychologa dla młodych ludzi. Szperając w internecie znalazłam Wasze forum. Ale od początku, o co chodzi.

Zacznijmy od tego, że sama się już zastanawiam czy mam problemy czy sobie je wymyślam.
Dlaczego raz jestem optymistką, a po powrocie do domu ryczę w poduszkę?
Dlaczego raz kocham chłopaka a raz nie mogę na niego patrzeć i niedobrze mi się robi jak z nim rozmawiam? Czy to on jest dla mnie nie dobry, czy to ja wyszukuje sobie kolejne problemy?

Jedno wiem napewno, bodajże w maturalnej klasie miałam problem taki, że jak się zdenerwowałam to coś zaczynało mnie potwornie swędzieć, a drapanie się nie pomagało, a wręcz pogarszało sprawę. Skóra robiła mi się potwornie czerwona i wyrastały mi wypukłe bąble. Dochodziło to nawet do takich sytuacji, że można było po mnie "rysować" np paznokciem, bo tak jak się przejechało - tak wyrastał bąbel - wygladający trochę jak blizna.
Kiedy przeprowadziłam się na studia wszystko trochę ustało, może dlatego, że zdałam maturę dostałam się na studia i wyjechałam z domu, gdzie rodzice notorycznie się kłócą. Ale teraz niedawno - wszystko to wróciło, nawet siedząc teraz (po przekiblowaniu połowy dnia w łóżku, płaczu i zastanawianiu się nad egzystencją ) drapię się jak głupek.
Zastanawia mnie to tym bardziej, że ktoś mi kiedyś powiedział, że to pierwsza rzecz jaka sprawdzana jest przy nerwicach, ale jakoś nigdzie tego się nie doczytałam, może ktoś coś wie na ten temat...


Chciałam iść do psychologa, żeby z kimś pogadać, mam dość dzielenia się ze znajomymi swoimi problemami, bo oni się potem martwią, bądź mnie nie rozumieją. Poza tym do niektórych wstyd by mi było się przyznać (np jeśli chodzi o seks).
Zastanawiam się tylko czy jak będę pisać o tym wszystkim tutaj - to trafię na ludzi, którzy będą to chcieli czytać, czy nie bardzo. A może po prostu mnie wyśmieją...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
11 sty 2012, 01:30

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Pasman 11 sty 2012, 08:49
Jeżeli chodzi o to forum to zrozumie cię może 20%. Natomiast jak znajdziesz kogoś z kim nadajesz na tych samych falach to możesz pisac na priv.
Wszystkie wymienione tutaj porady moga byc nieprawidłowe. Stosujesz na własne ryzyko !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
762
Dołączył(a)
18 sty 2010, 05:32
Lokalizacja
Łódź

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez monk.2000 11 sty 2012, 09:20
Jeśli są u ciebie dni w których na nic nie masz siły, to myślę że masz problem. Co masz zrobić, tego nie wiem. Ja ostatnio miałem natrętne myśli, wszystko przeszło. Nie wiem czy zawdzięczam to zmianie leków, czy po prostu upływowi czasu. Sam chodzę do psychologa, może tobie też to pomoże.
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Korba 11 sty 2012, 09:21
Enoona, nikt Cię tutaj nie wyśmieje. Uważam, że rozmowa z psychologiem jest dobrym pomysłem. Może warto spróbować? Nie masz nic do stracenia.

Pasman, prowadzisz statystyki? forum, jak sama nazwa wskazuje, służy do dzielenia się problemami, a nie uciekanie z jakimś mądralińskim na pw. Więc bądź tak miły i nie zniechęcaj na dzień dobry użytkowników, którzy dopiero co się zarejestrowali.
Pieprz-i-vanilia
F60.31 F38 F33 F31
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
12808
Dołączył(a)
22 sty 2010, 22:58
Lokalizacja
nie z tej ziemi

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Enoona 11 sty 2012, 18:47
Moja sytuacja może nie jest tragiczna, ale złożona z wielu aspektów...
Zacznijmy od tego, że mam ogromny problem z rodzicami, może nie tyle, że ja z nimi - co oni ze sobą, ale na nas (mnie i rodzeństwo) bardzo to wpływa. Kiedyś było ok, było się dzieckiem, rodzice się nie kłócili, a ich problemy do nas nie docierały, jednak teraz z opowiadań mamy wiem, że ona by nas nie martwić, po prostu płakała w koncie i dawała sobą pamiatać. Teraz nauczyła się walczyć o swoje prawa i wyrażać swoje zdanie (ja ją tego nauczyłam, bo potrafię mieć "charakterek tatusia" i np odpowiedzieć mu tak jak on do mnie mówi, ale ja do tego mam serce i staram się takich niemiłych słów nie używać w stosunku do ludzi, którzy nic mi nie zrobili. Co do tego, że mama walczy o swoje to z jednej strony się cieszę, a z drugiej brakuje mi ciszy i spokoju). Niestety jej 'walka' kończy się nie raz tragicznie. Począwszy od tego, że kłócą się od rana tak głośno, że spać się nie da, skończywszy niestety na rozbitych sprzętach domowych. Na całe szczęście jeszcze nie rzucają w siebie, tylko obok. Jednak nagminnie w nerwach powtarzają jakby to sobie krzywde najchętniej zrobili. Kiedy się pokłócą - nie można ich na chwilę samych zostawić, bo skoczyli by sobie do oczu.
Mój brat stwierdził ostatnio, że chyba on sam pójdzie do psychologa poradzić się co ma z nimi robić.

To by był mój pierwszy problem, który niestety niesie za sobą kolejne, bo...
Mówi się przecież, że dziewczyna szuka w swoim partnerze swojego ojca. I ja - choć jestem młoda i chłopaka na poważnie mam dopiero po raz 2, to widzę, że ciągnie mnie do konfliktów.
Mój pierwszy chłopak 'na poważnie' był, że tak to wyrażę innego statusu majątkowego, przez co często nie mogliśmy się dogadać. Przyjazdy do mnie były dla niego wakacjami, bo szliśmy razem do aquaparku, jeździliśmy na narty, chodziliśmy na desery i obiadki, oczywiście starał się jak mógł, żeby np kupić mi prezent, ale całe przyjazdy do mnie były raczej finansowane przez moich (w tej kwestii) wyrozumiałych rodziców (a raczej mamy).
Związek skończył się jednak, kiedy chciałam wyjechać z nim na wakacje. On nie chciał, bo jak mówię wakacje miał u mnie wystarczająco 'kolorowe', nie było mu nic więcej potrzeba, poza tym nie było go stać. Rozumiałam to, więc zaproponowałam, że pojedziemy na obóz z OHP(Ochotniczy Hufiec Pracy) - gdzie pracuje się np w porze posiłków, a reszta czasu jest wolna. I wakacje są za darmo. Nie zgodził się, bo nie będziemy przecież pracować w wakacje. To i parę innych konfliktów (np fakt, że mieszkał 400km ode mnie) nie pozwoliło nam przetrwać.

Mój teraźniejszy chłopak, którego już sama nie wiem czy kocham czy nie - również jest z zupełnie z innego domu. W tym wypadku to totalna kwestia wychowania. Jego rodzice są raczej konserwatywni, a on sam jest jedynakiem, więc jest pod stałym 'nadzorem' mamusi.
Nasze problemy zaczęły się jak stwierdzam już na początku (jestem z nim już ponad 2 lata), ale wtedy zauroczona nim na maksa tego nie widziałam.
Zaczęło się od tego, że Misiek (będę tak pisać, bo wolałabym nie podawać imienia na wszelki) nie chciał się przyznać u nas w klasie, że jesteśmy razem. Nie podobało mi się to, ale jako ześwirowana na jego punkcie nastolatka - nie kłóciłam się. Później zaprosił mnie do swoich rodziców, było ok, choć oczywiście miałam wywiad środowiskowy i pełną obserwację, ale to chyba każdy tak ma.
Pewnego dnia zdecydowaliśmy wyjść na weekend w góry. Jak się okazało Misiek nie powiedział rodzicom, że idzie ze mną tylko, że poszedł z kolegami, co gorsza, nie powiedział nawet, że ze mną i z nimi tylko "mnie tam nie było'. Na całe nasze nieszczęście okazało się, że jego mama ma nr do jednego z tych kolegów, których on wymienił i zadzwoniła do niego. A mój był na tyle głupi, że nawet tych kolegów nie uświadomił o tym skrzętnie uknutym planie. Matka kapnęła się, że jest ze mną - przeszukała mu wszystkie szafki, znalazła rzeczy, których nie powinna znaleźć i gumki (za co zrobiła mu awanturę w wieku 19 lat...). Po powrocie do domu Misiek miał wojnę, a ja (nie wprost do mnie - a do niego) zostałam nazwana "dziewczyną, która znalazła sobie jelenia do spełniania miłosnych zachcianek". Kazali mu ze mną zerwać, ale się nie zgodził.
Potem przyjechaliśmy na studia. On przychodzi do mnie i... nie przyznaje się rodzicom, że u mnie jest. Choć podobno "już nic do mnie nie mają". Tak twierdzi. Jeszcze rozumiem, jak dzwonią (a dzwonią codziennie) o 22 czy coś, ale nawet kiedy ja zrobie mu obiad o 13 w sobote on rozmawia z
mamą i mówi: "mamo nie mogę teraz rozmawiać, bo zrobiłem sobie obiad". Mnie szlag trafia, ale milczę raz drugi, trzeci. W wakacje wszystkie jego fochy i wybryki mnie przeniosły i z nim zerwałam. Ale on po paru dniach zaczął mnie przepraszać, obiecywać poprawę i wróciliśmy do siebie. Chwilę było fajnie, odpoczeliśmy w wakacje, on starał się zwracać uwagę na wiele rzeczy które mnie denerwowały, ale... może przez miesiąc. Później znów przestał się do mnie przyznawać, zaczął przychodzić do mnie tylko spać bądź jeść i tak już od wakacji, nie robimy prawie nic innego oprócz przesiadywania w jedym bądź drugim mieszkaniu. Doprowadza mnie to do takiego stanu, że są dni, kiedy po prostu nie mogę na niego patrzeć, bo nie dość, że robi dalej te wszystkie rzeczy które bardzo działają mi na nerwy, to do tego zupełnie przestał się starać by umilić nam życie.
Nie raz go proszę - chodźmy na imprezę, na siłownie, na spacer, ale albo nie ma czasu albo ochoty.
Mam takie dni, że dzwoni do mnie (jak jest w swoim domu to np o 23 z toalety, napuszczając wody do wanny, żeby go ktoś nie słyszał) a mnie się wymiotować chce jak go słyszę. Potem go zobaczę, przytulę i znów wmawiam sobie, że wszystko jest dobrze.
Doszło już nawet do tego, że wcale nie chce mi się seksu, a gdzieś w głowie mam zakodowane, że powinnam, bo on tego pragnie i robię to - tak dla niego, choć mi nie sprawia to za wiele przyjemności. 2 dni temu już przeszedł samego siebie, przyszedł do mnie po 23, byłam zmęczona jak nie wiem, a na następny dzień miałam zajęcia od 9, ale widziałam, że 'mu sie chce'. (przepraszam, że tak bezpośrednio, ale muszę gdzieś to wyrzucić) Robiłam mu dobrze, a on w pewnym momencie odsunął mnie i podszedł do komputera, sprawdzić jaka piosenka leci, bo mu się spodobała, po czym bez niczego wrócił i chciał żebym kontynuowała. Załamałam się po prostu... Poczułam się jak rzecz.

Eh, rozpisałam się. Mogłabym napisac jeszcze o paru problemach, ale i tak nikt tego pewnie nie będzie czytał w całości...
Jeśli ktoś doczytał to - to i tak go podziwiam. Jeśli jest bardzo haotycznie to przepraszam, ale nie jestem najlepsza w wszelkich humanistycznych sprawach (za błędy też przepraszam jeśli są).

Wrr, pozdrawiam, zagubiona ja.

-- 12 sty 2012, 18:53 --

Nikt mnie czyta, ale co tam.
Dalej się zastanawiam, czy wolę być z chłopakiem, czy nie.
Czy to uczciwe, kiedy jestem z nim, a myśle o zerwaniu? Zastanawiam się czy to wszystko ma sens?
Czy myślenie o kimś innym to już zdrada?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
11 sty 2012, 01:30

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Kiya 13 sty 2012, 14:15
Myślenie o kimś innym, to może nie tyle zdrada (choć na upartego tak to można nazwać, zależy, dla niektórych nawet całowanie z kimś innym to jeszcze nie zdrada, dopiero seks), co znak, że może nie chcesz być z tym, z którym jesteś. Twój organizm, Twoja podświadomość, nakłaniają Cię do uświadomienia sobie, że są inni na tym świecie, być może lepsi...

Jestem w stanie zrozumieć, że Twój chłopak ukrywał Cię na początku przed rodzicami - wiedział, że zareagują tak, jak zareagowali. Ale to już dwa lata...

Robiłam mu dobrze, a on w pewnym momencie odsunął mnie i podszedł do komputera, sprawdzić jaka piosenka leci, bo mu się spodobała, po czym bez niczego wrócił i chciał żebym kontynuowała

:shock:
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Enoona 13 sty 2012, 17:24
co do Twojej emoty, miałam taką samą minę...
to chyba nie ja jestem tu nienormalna, co nie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
11 sty 2012, 01:30

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Sorrow 13 sty 2012, 19:53
Cała ta sytuacja brzmi tak jakby gość miał takich rodziców, że musiałby wybrać pomiędzy nimi a Tobą. I najwyraźniej nie jest na taki krok gotowy (no, bądźmy szczerzy - jak go rodzice karmili i wychowywali przez kilkanaście lat i nie znęcali się nad nim zbytnio to raczej trudno oczekiwać, że zerwie z nimi kontakty).

Enoona napisał(a):Załamałam się po prostu... Poczułam się jak rzecz.

Dlaczego?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Enoona 14 sty 2012, 00:52
Dlaczego? Bo poczułam się jak 'automat do lodów'... Jeśli jestem z kimś w związku chciałabym, żeby współżycie było współżyciem, uprawianiem miłości, a nie bezuczuciowym seksem, bo mamy potrzeby fiziologiczne (których ja ostatnio nie odczuwam).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
11 sty 2012, 01:30

Mam problem czy go imaginuje?

przez selfmademan666 14 sty 2012, 23:50
nie chciał się przyznać u nas w klasie, że jesteśmy razem.


Generalizuje, ale to nie najlepszy początek. Nie bez powodu klasowe miłości dorobiły się aforyzmów.
Sam mam złe doświadczenie w tym temacie.

Załamałam się po prostu... Poczułam się jak rzecz.


Mam takie dni, że dzwoni do mnie (jak jest w swoim domu to np o 23 z toalety, napuszczając wody do wanny, żeby go ktoś nie słyszał) a mnie się wymiotować chce jak go słyszę.


Brrr. Głupi ignorant :-|

Boje się, że jak ogarnę swoje problemy nabyte dzięki miłości ojca do alkoholu i kogoś poznam to po krótkim czasie też mogę się takim stać :-| Bo skoro dziś widze problem który dotyka mnie i walczę z nim niekonsekwentnie to co jeśli problem bedzie dotykał partnerki....



Może czymś się naraziłaś rodzicom chłopaka?
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
21 sie 2011, 21:57

Mam problem czy go imaginuje?

przez polakita 15 sty 2012, 12:37
Enoona napisał(a):Mam takie dni, że dzwoni do mnie (jak jest w swoim domu to np o 23 z toalety, napuszczając wody do wanny, żeby go ktoś nie słyszał) a mnie się wymiotować chce jak go słyszę. Potem go zobaczę, przytulę i znów wmawiam sobie, że wszystko jest dobrze.

No właśnie chyba sobie wmawiasz że jest dobrze... nie wiem nie znam się na związkach nastolatków mieszkających z rodzicami ale dla mnie seks to jest związek dwojga dojrzałych ludzi... nie wiem jak to jest od twojej strony, ale twój koleżka po prostu wydaje się niezdecydowany na stały związek z tobą, skoro nie przyznaje się do ciebie ani kolegom w klasie ani rodzicom. I co zadziwiające, trwa to już dwa lata, pytanie czy nie dlatego że ty się o niego starasz. Czy gdybyś ty się przestała starać to twój koleżka by zabiegał o ciebie? Nie wiem ale trochę to dla mnie śmieszne że z jednej strony chodzicie ze sobą do łóżka a z drugiej właściwie nie jesteście nawet oficjalnie parą... ale może tak wygląda nastoletnia miłość w tych czasach, nie znam się... ;)
Offline
Posty
887
Dołączył(a)
03 wrz 2010, 18:05

Mam problem czy go imaginuje?

Avatar użytkownika
przez Enoona 15 sty 2012, 18:58
Wiecie co, to nie jest do końca tak. My nie mieszkamy już z rodzicami raczej. Tak było na początku, bo zaczeliśmy chodzić ze sobą w 3 klasie liceum. Teraz jesteśmy na studiach, on ma swoje mieszkanie (z dwoma kolegami z naszej klasy), a ja swoje. A ukrywanie naszego związku niewiele dało, bo ludzie zaczeli się domyślać jeszcze zanim ze sobą tak naprawde byliśmy.
Moja mama ciągle twierdziła, że on zostawia sobie 'otwartą furtkę'. Teraz część osób wie, no bo ciężko to ukryć np na jego mieszkaniu, ale często widzę, że przy nowych ludziach trzyma mnie na dystans, tzn. siądzie koło mnie, czasami przytuli, ale o całowaniu (nawet cmokaniu) raczej nie ma mowy. Co innego za to przy moich znajomych. Przy moich chłopakach z grupy, bardzo wyraźnie zaznaczał, że jest ze mną.

selfmademan666, naraziłam? Oni mnie nienawidzą, co już pisałam, nie wiem czy doczytałeś, ale zacytuje:

Pewnego dnia zdecydowaliśmy wyjść na weekend w góry. Jak się okazało Misiek nie powiedział rodzicom, że idzie ze mną tylko, że poszedł z kolegami, co gorsza, nie powiedział nawet, że ze mną i z nimi tylko "mnie tam nie było'. Na całe nasze nieszczęście okazało się, że jego mama ma nr do jednego z tych kolegów, których on wymienił i zadzwoniła do niego. A mój był na tyle głupi, że nawet tych kolegów nie uświadomił o tym skrzętnie uknutym planie. Matka kapnęła się, że jest ze mną - przeszukała mu wszystkie szafki, znalazła rzeczy, których nie powinna znaleźć i gumki (za co zrobiła mu awanturę w wieku 19 lat...). Po powrocie do domu Misiek miał wojnę, a ja (nie wprost do mnie - a do niego) zostałam nazwana "dziewczyną, która znalazła sobie jelenia do spełniania miłosnych zachcianek". Kazali mu ze mną zerwać, ale się nie zgodził.


-- 15 sty 2012, 23:16 --

i kolejny wieczór, kiedy zamiast spać, chce mi się płakać.
Jeśli chodzi o materiał do sesji nie posunęłam się ani kawałek, raczej uświadomiłam sobie, że nic nie umiem. Nagmatwałam w głowie jeszcze bardziej.
A do tego cały czas męczą mnie relacje z chłopakiem, co zrobić? Czuje się taka samotna. Mam wrażenie, że nie mam prawdziwych przyjaciół dookoła. Wszyscy są zajęci swoim życiem... A ja zasłaniam zasłony i siedzę na tym forum, wyszukując w kółko co mi jest i jak się z tym uporać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
11 sty 2012, 01:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do