Byłam molestowana. Jak zbudować związek,nie zranić partnera?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Byłam molestowana. Jak zbudować związek,nie zranić partnera?

przez esk 10 sty 2012, 01:30
Witam wszystkich!

Piszę, ponieważ życie dało mi wielką szansę, a jednak bardzo trudno jest mi z niej skorzystać, i mam wielką nadzieję, że znajdę tutaj kogoś, kto doradzi lub opowie mi o własnych doświadczeniach, co również może być niezmiernie cenne.

Znalazłam się właśnie w bardzo ważnym punkcie dla mojego życia, i pragnę aby wszystko się udało, dlatego najpierw pokrótce opowiem o swojej sytuacji, która jest nietypowa.

Nie byłam molestowana jako małe dziecko, a jako nastolatka, aż do... - właściwie, zamknęłam sprawę kilka miesięcy temu. Historia zaczęła się, gdy miałam lat 15. Dziś mam 22.

Wychowywałam się w rodzinie kochającej i nie mogę niczego zarzucić rodzicom, choć mój tato był alkoholikiem - to właśnie jego alkoholizm sprawił, że dobrowolnie, ze względów finansowych, zrezygnowałam z uprawiania pasji w jednej z dziedzin artystycznych jako dziesięciolatka. Byłam zawsze niezwykle wrażliwa, i nieprzyjemna sytuacja w domu sprawiła, że byłam dzieckiem wystraszonym, zamkniętym w sobie, o objawach nerwicy lękowej, co wnioskuję dziś, starając się wyjaśnić sobie pewne zastanawiające fakty ze swojego dzieciństwa. Oczywiście, jako uzdolniona artystycznie, od nieprzyjemnych sytuacji, które były wtedy dla minie zbyt obciążające, pragnęłam uciekać zajmując się sztuką - wiedziałam, że w ten sposób mogę przez chwilę czuć się wolną. W zajęciach ze sztuki było ciepło i spokojnie.

Do swojej pasji powróciłam, gdy sytuacja finansowa rodziny odrobinę się poprawiła. Tato stał się "trzeźwym alkoholikiem", w czym bohatersko, na całe szczęście, trwa do dziś, jednak ja, już piętnastolatka, wciąż byłam osobą pełną lęku, milczącą, obawiającą się kontaktów z innymi, o tendencji do smutku, nieustanie odczuwającą samotność. Jak już mówiłam- powróciłam do zajęcia się swoją pasją, i nie istniało dla mnie nic ważniejszego. Trafiłam do jednej z najlepszych szkół artystycznych w swojej dziedzinie, i chociaż byłam bardzo opóźniona w nauce, mając zaległości z kilku lat, uznano mnie za niezwykle utalentowaną. Bardzo polubił mnie pedagog, prawie sześćdziesięcioletni mężczyzna - i to właśnie on.

Wielu szczegółów z początku istnienia tamtej patologicznej relacji nie pamiętam. W każdym razie - nie umiałam się sprzeciwić. Nasza nowa relacja została przez niego obdarzona "zewnętrznymi" cechami prawdziwego związku opartego na miłości. Uważał, że mnie kocha - i uważa tak po dziś dzień. Moja niezdolność do sprzeciwu, moje wcześniejsze zafascynowanie tym człowiekiem jako wspaniałym nauczycielem oraz upokorzenie, jakiego doznałam sprawiły, że poddałam się mu. I, oczywiście, nikomu ani słowa.

Wkrótce, gdy miałam siedemnaście lat, moi rodzice wyemigrowali w celach zarobkowych za granicę. Zostałam sama, ze swoim "ukochanym". Szybko okazało się, że jestem całkowicie od niego zależna, a przynajmniej taką się czułam. Manipulował również w ten sposób, że wzbudzał we mnie litość - był człowiekiem samotnym, nieszczęśliwym, z okropną żoną (również moją nauczycielką...). Poza tym, zawsze był mentorem: wychowywał, mówił jak żyć, co powinnam robić w przyszłości, jaką kobietą powinnam się stać, i niechęć wobec wszystkich okropnych uczuć jakich przy nim doznawałam doprowadziły mnie nawet do mówienia sobie, że kocham go naprawdę. Ale równocześnie rozwijały się depresja i nerwica lękowa - nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieję. Sporą część mojej świadomości okryło coś w rodzaju amnezji. Jeżeli jednak w jakiś sposób próbowałam uciec od niego, to ja okazywałam się okrutną, winną i głupią. W istocie, byłam przez lata gwałcona - inaczej tego nie nazwę.

Nie pomagały osoby, które wiedziały o istnieniu nieodpowiedniej sytuacji między mną, a moim nauczycielem - osoby dorosłe, w tym jego żona. Przeciwnie - stałam się zakałą społeczności. Dziwką,którą ten wspaniały człowiek trzymał przy sobie, choć to ohydne, ale na co ze zniesmaczeniem przywalano ze względu na jego wielkie osiągnięcia.

Powiedzieć komuś? -śmiertelna hańba!

Skończyło się tak: żadnej edukacji, żadnych perspektyw w tej chwili. W dniu matury usnęłam z wycieńczenia po wielu bezsennych nocach.

Świadomość przyszła niedawno, gdy mój stan psychiczny stawał się coraz bardziej nieznośny, i pod tym względem muszę sobie powiedzieć, że jestem silna. Oczywiście, dziś widzę - moja wina, można było na to nie pozwolić. Ale...

Właśnie spotkałam cudownego, naprawdę cudownego mężczyznę. Oczywiście, nie jest osobą znającą problem molestowania seksualnego i nie mogę wymagać, by sam odkrył, co jest ze mną nie w porządku, a jednak na samą myśl o tym, by porozmawiać z nim o swoich doświadczeniach - paraliż, po prostu! I,jasna sprawa, coś mi mówi, że w wielu moich krokach wobec niego jest pragnienie, by to właśnie on, on sam, zdjął ze mnie całe obciążenie. Zdążyłam już nie jeden raz wprawić go w niewygodny stan, a przecież on chce mnie prawdziwie kochać, i w niczym nie zawinił. Czuję wielką potrzebę miłości z nim, ale w pewnych chwilach... - pragnienie i umysł są jednym, odczucia zaś czymś drugim, zupełnie innym i niechcianym, a niemożliwym do pokonania. Żebym mogła jakoś to "wyłączyć"! Gubię się teraz i boję się utracić wielką, wspaniałą szansę na normalne, spokojne życie, które jest moim największym marzeniem - jak w takiej sytuacji nie zranić cudownego mężczyzny?

Wiadomo, czego się boję: wstydu i odtrącenia, a nawet tego, jak bardzo trudny może okazać się proces "przechodzenia" w "nowe życie".

I pomyślałam sobie: "Nie po to poznał dziewczynę, która jest dla niego najpiękniejsza i nie po to ją pokochał, żeby teraz go zadręczała czymś, z czym nie ma nic wspólnego."

Niby jedna droga - powiedzieć mu. Ale! - to coś tak bardzo, bardzo strasznego! A teraz myślę, że po prostu poszukuję dopingu. Że chcę aby przekonano mnie, że powinnam z nim porozmawiać.

Czy ten beton, który mam w sercu kiedyś się skruszy?
Ostatnio edytowano 10 sty 2012, 01:37 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: poprawiono literówki w tytule wątku
esk
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 sty 2012, 23:55

Byłam molestowana. Jak zbudować związek,nie zranić partnera?

przez nextMatii 10 sty 2012, 02:18
Witaj padlas ofiara jakiegos chorego czlowieka ktory wykorzystywal swoja..ppozycje by uzyskiwac co chce....niczemu nie jestes winna to on powinnien sie leczyc...w trybie przyspieszonym..
Co do Twego zwiazku najlepiej gdybyscie razem poszli na terapie do psychologa..i tam On by sie dowiedzial ,zrozumial co jest z Toba w Tobie...jesli nie razem to sama idz potrzebujesz wsparcia..
Reakcja partnera moze byc rozna
wiec warto by sie i jego na to przygotowac jakos.....
nextMatii
Offline

Byłam molestowana. Jak zbudować związek,nie zranić partnera?

przez esk 10 sty 2012, 02:35
Bardzo, bardzo dziękuję!

Powinnam teraz zastanawiać się nad tym, w jaki sposób przeprowadzić "sprawę" z partnerem.

O terapii nie ma mowy, przy moich zarobkach. Nawet nie najniższa krajowa. Ale już tak wiele udało się zrobić samodzielnie :)
esk
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 sty 2012, 23:55

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Byłam molestowana. Jak zbudować związek,nie zranić partnera?

przez nextMatii 10 sty 2012, 03:21
Mozesz sie leczyc na Nfz..psychiatra bez skierowania,i on da Ci skierowanie do psychologa...pozdrawiam.
nextMatii
Offline

Byłam molestowana. Jak zbudować związek,nie zranić partnera?

Avatar użytkownika
przez Artemizja 10 sty 2012, 03:58
esk, witaj.Myślę,że najlepszym wyjściem,jest w tej chwili terapia.Całą sprawę "zamknęłas" parę miesięcy temu,ale tak naprawdę pozostaje ona otwarta.Rany,które wówczas powstały,wciąż się nie zagoiły.I same się niestety nie zagoją.Do tego potrzebna jest profesjonalna pomoc,ponieważ ślady po takich przejściach zostają na całe życie i dają o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie...pewne kawałeczki próbujesz poskładać teraz w całość,ale jest ona tak niestabilna jak domek z kart...w każdej chwili może runąć...terapia pozwoli Ci zbudować siebie na nowo,ale na trwałych fundamentach...
Nie jesteś winna temu,co Cię spotkało.Ten człowiek wykorzystał to,że byłaś zamknięta w sobie,cicha,wrażliwa.To on jest winny,nie Ty.
Rozmowa z osobą,którą kochasz jest wyjątkowo trudna i bolesna.Jest jednak możliwa.Można przez to przejść.Wiem,że boisz się odtrącenia,odrzucenia,oceny,tego,że on się od Ciebie odsunie,że nie zrozumie,że zacznie żywić uczucia,które Ty sama do siebie czujesz.Jednak szczera rozmowa jest potrzebna,ponieważ on nie wie w jaki sposób ma się wobec Ciebie zachować.Nie wiem na jakim etapie związku jesteście,ale pewne rzeczy da się zauważyć.I myślę,że on je widzi i nie wie,co się z Tobą dzieje.Decyzja jednak pozostaje w Twoich rękach,to Ty musisz zdecydować czy chcesz i czy dasz radę mu o tym powiedzieć...
Trzymaj się ciepło.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do