Nieszczęśliwa miłośc

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nieszczęśliwa miłośc

przez ola12231 27 gru 2011, 13:29
Do L:)....nie wiem gdzie tam patologię i przemoc widziałeś....on nigdy mnie nie tknął....
Odp.Psychologa.....najbardziej ok....wiem ,że o związek należy dbać...nie robiłam tego w tym przypadku....i sama jestem sobie winna.Mądrość ludzka jest ograniczona....i czasem przychodzi zbyt późno...ciężko mi tylko zrozumieć dlaczego tak postępowałam...dlaczego nie byłam dla niego dobra....jaki problem tkwi we mnie....
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
19 gru 2011, 22:20

Nieszczęśliwa miłośc

przez L:) 27 gru 2011, 14:24
Naucz się odpowiadać w jednym temacie...,

Odpowiedź nie było skierowana konkretnie do Ciebie, tylko do ogółu - jeżeli poczujesz że Ciebie dotyczy, to znak, że trzeba coś zrobić.
Kłótnie w pewien sposób są patologią, wiem że pierwsza myśł która Ci przyszła to alkohol, przestępcy, itp, ale kłótnie są bardzo kluczowym czynnikiem - potrafią zobrazować, jak daleko kłócące się osoby są w stanie pójsć. Jeżeli poczułaś, że naruszał ( zbytnio ) Twoją autonomię, to znaczy że mamy do czynienia z patologią.
L:)
Offline

Nieszczęśliwa miłośc

przez ola12231 27 gru 2011, 15:03
Może...ale tak mówiąc to każdy z nas musiałby taki czynnik w związku mieć....bo nie znam nikogo kto by ani razu się nie pokłócił z drugą osobą...u nie były to kłótnie naprawdę z błahych powodów....zaczynam powoli dochodzić do wniosku ,że może to bardziej przez różnice charakterów...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
19 gru 2011, 22:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nieszczęśliwa miłośc

przez L:) 27 gru 2011, 15:58
Nie chodzi o sam fakt kłótni - kłótnie są naturalną konsekwencją różnicy poglądów czy humorków ; ) Chodzi o to, jak przebiegają - jeżeli na dyskusji, nawet z nieco podniesionym tonem, "fochami" itp to jest ok. Gorzej jeżeli np. mężczyzna zaczyna szarpać kobietę czy wyzywać - wtedy mamy agesję (przemoc) i sytuację patologiczną. Nie nam wchodzić w Twoje prywatne sprawy (bo i po co zresztą?), ale sama musisz ocenić, czy relacja była zdrowa, czy nie. Stąd moje odniesienie do przemocy (która często idzie w parze z kłótnią) i patologii. Agresja psychiczna również jest formą przemocy, nie można o tym zapominać.
L:)
Offline

Nieszczęśliwa miłośc

przez ola12231 27 gru 2011, 19:20
Do L....I tak wielkie dzięki....po Twoich wypowiedział mogę stwierdzić,że jesteś stałym gościem,może też doświadczonym w tych sprawach bo z bardzo głębokimi przemyśleniami..racjonalnymi i sensownymi...
Ktoś zwrócił mi uwagę...pewnie żartem bym napisała bloga,a nie tu snuła swoje opowieści....
Ale nie taki był mój cel chciałam po prostu wygadać się na spokojnym forum....gdzie zaglądają osoby w miarę wyrozumiałe na różne sytuację w życiu...a nie blog do pośmiania się z kogoś....
Może i dla kogoś moja historyjka wydawać się śmieszna....jak ktoś zaznaczył...zachowanie małej dziewczynki,ale czasem tak jest ,że bezradność i uczucia biorą górę nad racjonalizmem i realnym myśleniem...
Nie jestem podlotkiem....mam swoje lata...wcześniej byłam w związku ponad 8lat i potrafiłam szybko zapomnieć o tamtej osobie....tutaj teraz mam problem....
Na początku miałam go gdzieś,a on latał za mną....i jakoś z czasem go pokochałam,ale nie wiedziałam ,że to uczucie jest takie mocne....zawsze starałam się być twarda i wydaje mi się ,że taka byłam...a teraz nie mogę sobie z tym poradzić....
Minęło już 5 miesięcy....ale myślę,że upłynie jeszcze dużo zanim o nim zapomnę...bo wiem ,że muszę...bo nie ma innego wyjścia...on układa sobie pewnie już życie od nowa....
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
19 gru 2011, 22:20

Nieszczęśliwa miłośc

przez L:) 27 gru 2011, 20:10
Proszę :)

Ktoś zwrócił mi uwagę...pewnie żartem bym napisała bloga,a nie tu snuła swoje opowieści....

Popracuj wpierw nad stylem pisania, choć blog byłby do tego również dobry, to jednak forum czy pisanie własnych opowiadań jest dużo lepszym rozwiązaniem : )

Jesteś jedną z osób, której z całego serca polecam wyciszenie się.
Możesz spróbować medytację Zazen, choć niekoniecznie taka forma może Ci pasować - nawet uspokojenie myśli na spacerach do lasu itp. W zasadzie nie ma tu żadnych czarów i uzdrawiaczy - poleciłem Ci dlatego, że masz pełno niepotrzebnych myśli, które nakręcają kolejne (łatwo do wywnioskować po tym co piszesz i jak). Daruj sobie pseudopsychoczaroterapie i psychologów, jeszcze większy mętlik Ci zrobią w głowie.
To co piszesz można skrócić spokojnie do: "niewyszedł mi związek, jestem zagubiona, nie wiem co zrobić, potrzebuję recepty". Reszta myśli jest tym samym, tylko w innej formie.

Skoro jesteś zagubiona, potrzebujesz znaleźć rozwiąznie, nieudane związki są doświadczeniem, które dużo Cię nauczyło i pozwoli zbudować kolejne lepsze, rób to co uważasz, bo nie ma żadnych recept na życie.
L:)
Offline

Nieszczęśliwa miłośc

przez ola12231 27 gru 2011, 20:42
Dziękuję:)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
19 gru 2011, 22:20

Nieszczęśliwa miłośc

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 28 gru 2011, 16:24
Daruj sobie pseudopsychoczaroterapie i psychologów, jeszcze większy mętlik Ci zrobią w głowie.
L:), wbrew pozorom, psychologowie pomagają często wszystko uporządkować i zaakceptować sytuację, w jakiej znalazła się dana osoba. Może Ty w swoim życiu natrafiłeś na psychologów, którzy bardziej Ci w głowie namącili niż pomogli, ale nie oznacza to, że ola12231 musi mieć tak samo negatywne doświadczenia w tym względzie jak Ty.

W oparciu o to, co napisała ola12231 trudno mi tam było dojrzeć patologię. To chyba słowo zbyt dużego kalibru. Owszem, była niedojrzałość, problemy z komunikacją, kłótnie, ale konflikty w związku są naturalnym elementem relacji. Nie nazwałabym tego patologią. Co więcej, kłótnie są nawet potrzebne, by dwoje ludzi nauczyło się konfrontować swoje poglądy, negocjować, poznawać swoje oczekiwania i potrzeby oraz dochodzić do kompromisu. Nie wiem, jak wyglądały konflikty między Agnieszką a jej partnerem - to ona musi ocenić, czy ich zachowania względem siebie były zdrowe, czy zakrawały już o patologię. Osobiście, byłabym ostrożna w szafowaniu tego typu określeniami. Nieprzemyślanym nazywaniem rzeczywistości i przyklejaniem etykiet słownych można zrobić czasem bardzo wiele niedobrego.

Pozdrawiam
Psycholog
Posty
7585
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Nieszczęśliwa miłośc

przez L:) 28 gru 2011, 21:13
L:), wbrew pozorom, psychologowie pomagają często wszystko uporządkować i zaakceptować sytuację, w jakiej znalazła się dana osoba.

To biznes. Powiedzmy sobie szczerze. I absolutnie go nie neguję, bo jest to bardzo potrzebny biznes - nie każdy ma czas, by zagłębiać się samemu w wiedzę potrzebną do zrozumienia własnej natury. Życzę kilku znajomym osobom na prawdę dobrej posady w nim :smile:

Jednak koleżanka nie ma problemów natury psychologicznej które musi rozwiazać, a problem z generowaniem niepotrzebnych problemów i interpretacji. Po co tu psycholog, żeby łatał te problemy? Jak dla mnie sprawa jest prosta - powinna się wyciszyć. To jest jej potrzebne, nie terapia.

. Może Ty w swoim życiu natrafiłeś na psychologów, którzy bardziej Ci w głowie namącili niż pomogli

To ja im mąciłem jak już :mrgreen:
Zazwyczaj czystą logiką.

W oparciu o to, co napisała ola12231 trudno mi tam było dojrzeć patologię. To chyba słowo zbyt dużego kalibru.

Polecam czytanie ze zrozumieniem - sprostowałem to na życzenie koleżanki :smile:

Również pozdrawiam : )
L:)
Offline

Nieszczęśliwa miłośc

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 29 gru 2011, 13:38
L:), umiem czytać ze zrozumieniem. To raczej Ty masz problem z jasnym przekazem myśli, skoro musisz "prostować" własne słowa. Ale OK masz prawo dookreślać, o co Ci chodziło. Nie zgodzę się jednak, że psychologia i psychoterapia to biznes. Według mnie, bycie psychologiem to przede wszystkim powołanie i misja. Oczywiście, są pewnie osoby, które na psychologii i problemach innych chcę zarobić krocie. Osobiście jednak nie zarabiam Bóg wiem jakiej forsy. Mieszczę się chyba w kategorii osób, które zarabiają najmniej. I nie chce, by wybrzmiało to jakoś na zasadzie: "Współczujcie biednej Pani psycholog, że tak mało jej płacą". Chodzi mi o odmitologizowanie pewnych poglądów, które nieprawdziwie powielane są w społeczeństwie. Pozdrawiam

PS. Po prostu, nie generalizujmy :)
Psycholog
Posty
7585
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Nieszczęśliwa miłośc

przez L:) 29 gru 2011, 15:45
L:), umiem czytać ze zrozumieniem. To raczej Ty masz problem z jasnym przekazem myśli, skoro musisz "prostować" własne słowa.

Sprostowanie? Jeżeli dobrze przeczytasz wypowiedź nie była skierowana do koleżanki tylko ogólnie, ona przyjęła to do siebie, natomiast ja jej sprostowałem jej interpretacje, nie własną wypowiedź.

Nie zgodzę się jednak, że psychologia i psychoterapia to biznes.

:lol:
Za coś żyć trzeba.

. Według mnie, bycie psychologiem to przede wszystkim powołanie i misja.

To pasja, dla dobrych lub/i zaradnych psychologów dodatkowo bardzo dochodowa.

nvm, wracając - uważam, jak również wcześniej podkreśliłem, że koleżance psycholog potrzebny nie jest, bo tylko na tym straci i jak źle trafi to nawet sporo.
L:)
Offline

Nieszczęśliwa miłośc

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 29 gru 2011, 16:07
L:), masz prawo uważać, że koleżance psycholog nie jest potrzebny. Ona chyba jednak dostrzega, że z czymś sobie nie radzi, stąd dlatego m.in. trafiła na to forum. Nikt nie mówi zaraz o jakiejś długoterminowej psychoterapii, bo to byłaby rzeczywiście niedorzeczność, ale oprócz psychoterapii jest konsultacja psychologiczna. I myślę, że ta na pewno by jej nie zaszkodziła.
To pasja, dla dobrych lub/i zaradnych psychologów, dodatkowo bardzo dochodowa.

Według Twojej argumentacji i logiki, psychologia może być dochodowa dla dobrych albo/i zaradnych psychologów. A ja Ci mówię, że w większości najwięcej zarabiają pseudo-psychologowie i manipulanci. Wcale nie dobrzy, zaradni, wykształceni i z powołaniem psychologowie. Tacy najczęściej pracują w interwencji kryzysowej, w ośrodkach dla uzależnionych, w ośrodkach adopcyjnych, w poradniach psychologicznych, pracują na warsztatach terapii zajęciowej z upośledzonymi i nie zarabiają mnóstwa forsy. Chyba masz trochę inną wizję psychologa niż ja... To, że dla nich psychologia jest mniej dochodowa, nie oznacza wcale, że są mniej "dobrzy" albo "mniej zaradni".
Psycholog
Posty
7585
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Nieszczęśliwa miłośc

przez L:) 29 gru 2011, 16:23
I myślę, że ta na pewno by jej nie zaszkodziła.

Jeżeli ma na to ochotę, to i tak to zrobi: )

Według Twojej argumentacji i logiki, psychologia może być dochodowa dla dobrych albo/i zaradnych psychologów

Może być jeszcze dla oszustów, ale oszust musi być zaradny. Wierzę jednak, że tej grupy nie ma potrzeby brać pod uwagę.
A ja Ci mówię, że w większości najwięcej zarabiają pseudo-psychologowie i manipulanci.

Patrz wyżej.

Jeżeli za dochód potraktujemy również zaufanie społeczne, to w tej kwestii dobry psycholog ma go dużo.
Chyba masz trochę inną wizję psychologa niż ja... To, że dla nich psychologia jest mniej dochodowa, nie oznacza wcale, że są mniej "dobrzy" albo "mniej zaradni".

Spodziewałem się takiej interpretacji ; ) Nie wszystko mierzy się miarą pieniądza. Jako psycholog można mieć bardzo ważny w życiu profit - kontakty towarzyskie!. Dobremu psychologowi siłą rzeczy jest łatwiej trafić do innych osób, a jeżeli ma dobrą reputacje w zawodzie, naturalnie patrzy się na niego przez pryzmat przydatnego w życiu człowieka.
L:)
Offline

Nieszczęśliwa miłośc

przez ola12231 30 gru 2011, 00:19
Oj widzę,że dyskusja była bardzo wzmożona ....szkoda tylko ,że odbiegła troszkę od mojego tematu.
Dziękuję Tobie L:)...i Pani/Panu psycholog za wsparcie i rady...
A u psychologa już byłam bo myślałam ,że może faktycznie mi pomoże,ale no cóż niestety.
Fakt trzeba trafić na dobrego specjalistę w tej dziedzinie....
Ja przez godzinę naprodukowałam się i zadałam jedno pytanie ,które pozostało bez odp.i które nadal mnie nurtuje.
Więc chciałabym je zadać....i uzyskać odp.
Dlaczego jest tak,przynajmniej w moim przypadku tak było,że widząc jak ktoś kocha,stara się nie doceniamy tego ,niszczymy to ....
Ja wcześniej przed ostatnim partnerem byłam z kimś ponad 8lat....czy to co robiłam tej kolejnej osobie wynika jakoś z odwetu przez wcześniejszy nie udany związek ...przez to ,że zostałam zraniona i w ten sposób karałam kogoś innego...niewinnego....dlaczego tak postępowałam?.Teraz widzę,jak wiele cierpienia zadałam osobie która,chciała być ze mną po prostu szczęśliwa....
L:) wyciszenie o tam...może nie medytacja,ale spacery jak najbardziej ok.
Może nowe dodatkowe zajęcie dobrze mi zrobi...rozgoni niepotrzebne myśli.
Czasu już niestety nie cofnę...a żyć warto dla innych.:)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
19 gru 2011, 22:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do