urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez Transfuse 29 paź 2011, 17:25
Witam serdecznie.

Jest to mój pierwszy post na forum. Piszę w tym temacie ponieważ to właśnie tutaj zauważyłem kilkadziesiąt postów o tzw. szantażu emocjonalnym" ... Mam na imię Tomek, niedługo skończę 24 lata. Od trzech miesięcy uczęszczam na terapię w paradygmacie psychodynamicznym. W sumie zdobyłem się na to za namową mojej byłej dziewczyny. Postaram się krótko opisać mój przypadek. Z Agnieszką poznaliśmy się przez internet, dokładnie 3 lata temu. Na samym początku urzekł mnie jej sposób bycia, jej pozorna dojrzałość. Jest to kobieta totalnie odizolowana od ludzi. Kieruje się zasadą, że wszystkie "Kobiety to zdradzające su.." Typ osoby zazdrosnej do granic możliwości. Zawsze sugerowała mi, że to ze mną jest coś nie tak, miała mi za złe, że nie potrafię pokochać takiej osoby jak ona, ponieważ twierdziła, iż jest jedyna i wyjątkowa w swoim rodzaju. Bardzo długo wierzyłem w tą wizję. Dopiero niedawno aby ratować nasze relacje za jej namową poszedłem na terapię... Ku jej zaskoczeniu wizyty u pani psycholog przyniosły efekt destrukcji... Agnieszka nigdy nie rozmawiała ze mną na poważnie, wyglądało to w ten sposób, że ja bardzo się "produkowałem" a z jej ust słyszałem tylko puste ok lub mhm... To bardzo mnie denerwowało. Nie chciałbym tu poruszać kwestii wykształcenia czy różnicy poglądów... poprzez terapię uświadomiono mi, że mam skłonność do tłumienia emocji w sobie, zwłaszcza tych negatywnych. To prawda, często nie chciałem okazywać swojego niezadowolenia Agnieszce bo właśnie wtedy zaczynał się szantaż. W styczniu tego roku tragicznie zmarł jej ojciec. Nie chciałem wtedy zaniedbywać tego kontaktu, wiedziałem, że jest jej bardzo ciężko. Niestety z czasem ona zaczęła wykorzystywać to przeciwko mnie. Uważała, że sytuacja w jakiej się znalazła to konieczność do pokochania jej, że nikomu na świecie nie jest tak źle jak jej właśnie. Mi w życiu tez nie było łatwo. Jestem wychowany przez mamę i babcię, która zmarła 6 lat temu. Nigdy nie miałem męskiej ręki... Mam wrażenie, że odstaję troszkę od mężczyzn w moim wieku. W zeszłym roku w wakacje po raz pierwszy próbowałem się z nią rozstać. Wtedy zaczęła mi sugerować, że jest w ciąży... Mimo, że nie współżyliśmy bardzo się martwiłem... wróciłem do niej, w dodatku musiałem jeszcze za wszystko przepraszać... Kilka miesięcy temu dostałem od niej smsa" jestem w ciąży"... później gdy prosiłem ją nieprzerwanie od kilku dni o wytłumaczenie dowiedziałem się, że ma urojenia... kilka dni temu znów ta sama sytuacja... ale tym razem wytłumaczyła mi się, że pomyliła numery telefonów. W końcu powiedziałem sobie dość !!! Aga to bardzo toksyczna osoba, to dotarło do mnie dopiero niedawno. tak jak zawsze upodlałem się, żeby w ogóle chciała ze mną rozmawiać to teraz zachowałem się zupełnie do siebie niepodobnie. Mówiąc kolokwialnie bardzo jej "pojechałem". Nie żałuję tego... od wczoraj się nie odzywa, napisała tylko, że usuwa mój kontakt z telefonu. Bardzo dziwnie się z tym wszystkim czuję... Nigdy bym się nie spodziewał, że w życiu spotka mnie coś takiego.
Agnieszka bardzo wpłynęła na moją przyjaciółkę... Magda bo tak ma na imię. Poznałem ją pod koniec sierpnia... Agnieszka dzwoniła do niej i powiedziała, że ma się ode mnie odwalić (cenzuralnie to ująłem) bo jest ze mną w zagrożonej ciąży... Ta dziewczyna ma jakąś obsesję, a najgorsze jest to, że daję się na to złapać.
Ku uwolnieniu moich sprzeciwów bardzo pomogła mi pani psycholog. Zawsze byłem osoba nieufną i zamknięta w sobie. Zdaję sobie sprawę, że swoje przykre doświadczenie opisałem w sposób przynajmniej lekko chaotyczny.
Na forum trafiłem przez przypadek...
Pozdrawiam Wszystkich.
Ostatnio edytowano 29 paź 2011, 18:14 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z wątku Dzienne Wrony, zmieniono tytuł wątku
Przyjaźń wcale nie jest nienaruszalną więzią. Jest raczej jak olbrzymia, piaszczysta wydma, pozornie potężna i trwała, ale pewnego dnia budzisz się, a jej już nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2327
Dołączył(a)
29 paź 2011, 13:31
Lokalizacja
Poznań

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez *Monika* 29 paź 2011, 18:18
Transfuse, Najwidoczniej byłeś w toksycznym związku, dobrze, że zacząłeś rozumieć problem i emocjonalne szantaże byłej dziewczyny.
Ona też potrzebuje specjalistycznej pomocy.
Ja też uczęszczam w nurcie psychodynamicznym.
Myślę, że Twoja terapeutka pomoże Tobie uporać się z Twoimi trudnościami.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez Transfuse 29 paź 2011, 18:31
Problem polega na tym, że ona o żadnej pomocy nie chciała słyszeć. Uważa, że ze wszystkim jest w stanie poradzić sobie sama.
Monika1974, jak długo uczęszczasz na tego rodzaju terapię? Po jakim czasie można zauważyć efekty jej działania?
Przyjaźń wcale nie jest nienaruszalną więzią. Jest raczej jak olbrzymia, piaszczysta wydma, pozornie potężna i trwała, ale pewnego dnia budzisz się, a jej już nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2327
Dołączył(a)
29 paź 2011, 13:31
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez *Monika* 29 paź 2011, 18:44
Transfuse, właśnie minęło dwa lata. Efekty przyszły w moim przypadku po półtorej roku.
Chodzę nadal.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez Transfuse 29 paź 2011, 19:16
No więc mi nie wypada się porównywać. Wcześniej nigdy nie miałem okazji oceny chociażby psychoterapeutów czy rodzajów terapii. Dopiero zaczynam się mocno otwierać przed kimś innym. To trudne, ale jednocześnie takie nowe i ekscytujące. Bardzo ufam swojej psychoterapeutce. Wiem, że ma wiedzę niezbędną do pracy w swoim zawodzie oraz doświadczenie zdobyte w wielu specjalistyczny palcówkach mi. w Londynie. Może to dziwne ale ufam tylko tym "rzeczą" które są pewne i w jakiś sposób przetestowane...
Przyjaźń wcale nie jest nienaruszalną więzią. Jest raczej jak olbrzymia, piaszczysta wydma, pozornie potężna i trwała, ale pewnego dnia budzisz się, a jej już nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2327
Dołączył(a)
29 paź 2011, 13:31
Lokalizacja
Poznań

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez *Monika* 29 paź 2011, 22:13
Transfuse, Ja też muszę mieć zaufanie do specjalistów.
Działam w podobny sposób do Ciebie.
Czy terapeutka Cię zdiagnozowała?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez Transfuse 30 paź 2011, 07:54
Monika1974, Właśnie nie do końca mogę to stwierdzić. Na ostatnim spotkaniu powiedziała mi, że jestem bardzo podatny na sugestię innych, że kieruję się schematem tzw "kwaśnych winogron". Odbieram jej "Wskazówki" jako coś wg czego powinienem się zmieniać. Podobno muszę bardziej poznać swoje mechanizmy obronne a później je odblokować... Oczywiście nie sam ;) To właśnie na minionej wizycie powiedziałem jej, że jest dla mnie osobą która w jasny sposób potrafi mocno naświetlić te trudne sprawy z mojego życia, przede wszystkim zwraca mi uwagę na problemy, których ja nie dostrzegam. To bardzo mi odpowiada.
Jeśli chodzi o diagnozę... To nie została mi przypięta konkretna łatka jakiegoś słynnego badacza ludzkiego umysłu. Może jest jeszcze za wcześnie? Psycholog coraz częściej zwraca mi uwagę na to, że jednak jeszcze nie otworzyłem się w 100% przed nią... Często podkreśla fakt czy może raczej pewnego rodzaju symbiozę "psychoterapeuta - pacjent"... Wiem, że w teorii to bardzo ważny aspekt leczenia.
A tak na prawdę to bardzo się staram i ze spotkania na spotkanie jakaś cząstka mnie kształtuje się w nowy, lepszy sposób...
Przyjaźń wcale nie jest nienaruszalną więzią. Jest raczej jak olbrzymia, piaszczysta wydma, pozornie potężna i trwała, ale pewnego dnia budzisz się, a jej już nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2327
Dołączył(a)
29 paź 2011, 13:31
Lokalizacja
Poznań

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez *Monika* 30 paź 2011, 08:07
Transfuse napisał(a):Monika1974, Właśnie nie do końca mogę to stwierdzić. Na ostatnim spotkaniu powiedziała mi, że jestem bardzo podatny na sugestię innych, że kieruję się schematem tzw "kwaśnych winogron".

Jej wskazówki mogą być cenne.
Zastanów się skąd u Ciebie ten mechanizm?
Relacja z matką? Ojcem?
Wymagająca matka, wymagający ojciec?
Brak uwagi ze strony matki, ojca?
Odbieram jej "Wskazówki" jako coś wg czego powinienem się zmieniać.

Jest dla Ciebie osobą ważną. Ale jeśli się z nią w czymś nie zgadzasz, to mów jej o tym.
Podobno muszę bardziej poznać swoje mechanizmy obronne a później je odblokować... Oczywiście nie sam ;)

Tak, bo jesteś ich nieświadomy i nieobiektywny w stosunku do siebie.
To właśnie na minionej wizycie powiedziałem jej, że jest dla mnie osobą która w jasny sposób potrafi mocno naświetlić te trudne sprawy z mojego życia, przede wszystkim zwraca mi uwagę na problemy, których ja nie dostrzegam. To bardzo mi odpowiada.

Czyli brak Ci takiej osoby, przewodnika. A Twoją trudnością może być to, że masz problem w dostrzeganiu swoich potrzeb i ich zaspokajaniu.
Co o tym sądzisz?
Jeśli chodzi o diagnozę... To nie została mi przypięta konkretna łatka jakiegoś słynnego badacza ludzkiego umysłu. Może jest jeszcze za wcześnie?

Moja też mi nie przypięła żadnej łatki, a chodzę ponad 2 lata.
Mówi o tzw. moich trudnościach.
Kiedyś sporo czytałam o zaburzeniach, na początku przypisywałam sobie różne łatki i jej o tym mówiłam, a ona tylko pytała "Pani Moniko, dlaczego Pani tak uważa?" No i zrozumiałam, że diagnoza jest mi do niczego nie potrzebna...skoro i tak chcę nad sobą popracować.
Psycholog coraz częściej zwraca mi uwagę na to, że jednak jeszcze nie otworzyłem się w 100% przed nią...

Wasza relacja dopiero się buduje. Być może Twoje zaufanie względem niej jest jeszcze małe, albo po prostu...uczysz się dopiero otwierać.
Często podkreśla fakt czy może raczej pewnego rodzaju symbiozę "psychoterapeuta - pacjent"... Wiem, że w teorii to bardzo ważny aspekt leczenia.
A tak na prawdę to bardzo się staram i ze spotkania na spotkanie jakaś cząstka mnie kształtuje się w nowy, lepszy sposób...

Aż miło czytać, że w taki sposób podchodzisz do terapii, która bywa też ciężka.
Obyś wytrwał.
Bo w trakcie procesu terapeutycznego bywa różnie ze samopoczuciem, ale to normalne, że raz bywa pod górkę, ciężko, a raz z górki.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez Transfuse 30 paź 2011, 08:27
Monika1974, Jestem pod wielkim wrażeniem, że odpisałam mi w tak wyczerpujący sposób!!! DZIĘKUJĘ ;)
Zauważyłem, że bardzo intensywnie udzielasz się na forum, może dla 3rd osoby to powierzchowne... ale taki wirtualny kontakt z kimś kto przeżywa podobnie... ale dla mnie to coś bardzo cennego!

Jej wskazówki mogą być cenne.
Zastanów się skąd u Ciebie ten mechanizm?
Relacja z matką? Ojcem?
Wymagająca matka, wymagający ojciec?
Brak uwagi ze strony matki, ojca?


W zasadzie to myślałem już nad tym nie raz... może to wątpliwa zasługa ojca, który całe życie miał na mnie zwis...
Nigdy się mną nie interesował:(
O braku uwagi ze strony matki nie mogę mówić. Zawsze dbała o mnie, podziwiam ją, ze nigdy nie związała się z żadnym facetem, a całe swoje życie poświęciła mi i mojej siostrze.

Jest dla Ciebie osobą ważną. Ale jeśli się z nią w czymś nie zgadzasz, to mów jej o tym.

Właśnie ostatnio miała miejsce taka sytuacja. Gdy sugerowała mi, że nie mam rozszarpywać starych ran... a ja mimo wszystko pojechałem do Agnieszki i dobijałem się do jej domu aby wreszcie mi wszystko wyjaśniła... nie żałuję!

Tak, bo jesteś ich nieświadomy i nieobiektywny w stosunku do siebie.

Tak, teraz już zdaję sobie z tego sprawę.

Czyli brak Ci takiej osoby, przewodnika. A Twoją trudnością może być to, że masz problem w dostrzeganiu swoich potrzeb i ich zaspokajaniu.
Co o tym sądzisz?

Trafiłaś w sedno sprawy. Chyba nigdy nie miałem prawdziwych przyjaciół... wszystkie znajomości są takie powierzchowne:( Czasami tak bardzo marzę o Kobiecie, która będzie dla mnie całym światem... może aż za mocno... :( Niekiedy też tłumacze sobie to w ten sposób, że to piętno drogi kapłańskiej z której zrezygnowałem... nie wiem czy wtedy postąpiłem poprawnie...

Moja też mi nie przypięła żadnej łatki, a chodzę ponad 2 lata.
Mówi o tzw. moich trudnościach.
Kiedyś sporo czytałam o zaburzeniach, na początku przypisywałam sobie różne łatki i jej o tym mówiłam, a ona tylko pytała "Pani Moniko, dlaczego Pani tak uważa?" No i zrozumiałam, że diagnoza jest mi do niczego nie potrzebna...skoro i tak chcę nad sobą popracować.

Więc istnieje pewna analogia... Właśnie od kilku dni próbuję wyłuskać w sieci różne informacje, które cząstkowo aplikuje mi terapeutka.
Nie mówiłem jej o tym jeszcze...

Wasza relacja dopiero się buduje. Być może Twoje zaufanie względem niej jest jeszcze małe, albo po prostu...uczysz się dopiero otwierać.

Tak, masz rację Moniko ;)

Aż miło czytać, że w taki sposób podchodzisz do terapii, która bywa też ciężka.
Obyś wytrwał.
Bo w trakcie procesu terapeutycznego bywa różnie ze samopoczuciem, ale to normalne, że raz bywa pod górkę, ciężko, a raz z górki.

Serdecznie dziękuję za tak mocno budujące słowa otuchy ! ! ! Jesteś nieoceniona ;)
Przyjaźń wcale nie jest nienaruszalną więzią. Jest raczej jak olbrzymia, piaszczysta wydma, pozornie potężna i trwała, ale pewnego dnia budzisz się, a jej już nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2327
Dołączył(a)
29 paź 2011, 13:31
Lokalizacja
Poznań

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez *Monika* 30 paź 2011, 08:46
Monika1974, Jestem pod wielkim wrażeniem, że odpisałam mi w tak wyczerpujący sposób!!! DZIĘKUJĘ ;)
Zauważyłem, że bardzo intensywnie udzielasz się na forum, może dla 3rd osoby to powierzchowne... ale taki wirtualny kontakt z kimś kto przeżywa podobnie... ale dla mnie to coś bardzo cennego

Mam większy staż terapeutyczny, staram się pomagać, nie na siłę oczywiście bo jeśli ktoś tego nie chce...to nie pcham się.

W zasadzie to myślałem już nad tym nie raz... może to wątpliwa zasługa ojca, który całe życie miał na mnie zwis...
Nigdy się mną nie interesował:(
O braku uwagi ze strony matki nie mogę mówić. Zawsze dbała o mnie, podziwiam ją, ze nigdy nie związała się z żadnym facetem, a całe swoje życie poświęciła mi i mojej siostrze.

Chroniła Was.Może zanadto? Chciała zastąpić ojca, ale to niemożliwe, wiesz o tym?
Ja miałam/mam wymagającą, krytykującą matkę i lękowego ojca, na którego nigdy nie mogłam liczyć niestety. Ojciec mój też nie mógł liczyć na swojego ojca, czyli na mojego dziadka, więc widzisz...historia się powiela, a raczej pewnego rodzaju mechanizmy.
A matka mojej matki czyli moja babcia nie miała matki, szybko ją straciła więc moja matka może nie miała wzorców jak wychowywać mnie i siostrę.
Warto jest poznać etiologię rodziny i jej funkcjonowanie.
Błędy wychowawcze naszych rodziców mają też swoje źródło.I nasi rodzice nieświadomie je popełniają wychowując nas.

Właśnie ostatnio miała miejsce taka sytuacja. Gdy sugerowała mi, że nie mam rozszarpywać starych ran... a ja mimo wszystko pojechałem do Agnieszki i dobijałem się do jej domu aby wreszcie mi wszystko wyjaśniła... nie żałuję!

:D
Trafiłaś w sedno sprawy. Chyba nigdy nie miałem prawdziwych przyjaciół... wszystkie znajomości są takie powierzchowne:( Czasami tak bardzo marzę o Kobiecie, która będzie dla mnie całym światem... może aż za mocno... :( Niekiedy też tłumacze sobie to w ten sposób, że to piętno drogi kapłańskiej z której zrezygnowałem... nie wiem czy wtedy postąpiłem poprawnie...

Są powierzchowne bo nie doświadczyłeś jak wygląda zdrowa relacja matki z ojcem. A dziecko uczy się na zasadzie doświadczania.
To już jest kierunek pracy nad sobą.
Tak na marginesie... ;) lepiej, żeby kobieta nie była dla Ciebie całym światem. Musisz umieć żyć też bez niej. Mam na myśli kwestię bycia razem, ale też kwestię umiejętności nie uzależniania się od kobiety.Nie wiem czy wiesz, co mam na myśli.

Więc istnieje pewna analogia... Właśnie od kilku dni próbuję wyłuskać w sieci różne informacje, które cząstkowo aplikuje mi terapeutka.
Nie mówiłem jej o tym jeszcze...

Wiesz...teraz np. to forum odgrywa u Ciebie jakąś rolę. Zastanawiałeś się nad tym? Jaką?
Serdecznie dziękuję za tak mocno budujące słowa otuchy ! ! ! Jesteś nieoceniona ;)

:oops:
Proszę.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

urojona ciąża mojej byłej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez Transfuse 30 paź 2011, 11:50
Monika1974,
Mam większy staż terapeutyczny, staram się pomagać, nie na siłę oczywiście bo jeśli ktoś tego nie chce...to nie pcham się.

Nie ukrywam, że bardzo zaleczy mi na bezstronnej opinii osoby z zewnątrz.

Chroniła Was.Może zanadto? Chciała zastąpić ojca, ale to niemożliwe, wiesz o tym?
Ja miałam/mam wymagającą, krytykującą matkę i lękowego ojca, na którego nigdy nie mogłam liczyć niestety. Ojciec mój też nie mógł liczyć na swojego ojca, czyli na mojego dziadka, więc widzisz...historia się powiela, a raczej pewnego rodzaju mechanizmy.
A matka mojej matki czyli moja babcia nie miała matki, szybko ją straciła więc moja matka może nie miała wzorców jak wychowywać mnie i siostrę.
Warto jest poznać etiologię rodziny i jej funkcjonowanie.
Błędy wychowawcze naszych rodziców mają też swoje źródło.I nasi rodzice nieświadomie je popełniają wychowując nas.

Tutaj muszę się z Tobą zgodzić. Podświadome powielanie negatywnych schematów. Postaram się głębiej to przeanalizować. Ale z tego co mi wiadomo to mój ojciec także miał duże problemy ze swoim tatą. Nie wspominając o matce i rodzeństwie. Kilka ładnych lat temu miała miejsce taka groteskowa sytuacja, mianowicie ów to rodzeństwo po raz pierwszy odwiedziło Nas... Sugerowali aby moja matka ponownie związała się z moim ojcem... zupełnie tak jak chcieliby go oddać...

Są powierzchowne bo nie doświadczyłeś jak wygląda zdrowa relacja matki z ojcem. A dziecko uczy się na zasadzie doświadczania.
To już jest kierunek pracy nad sobą.
Tak na marginesie... ;) lepiej, żeby kobieta nie była dla Ciebie całym światem. Musisz umieć żyć też bez niej. Mam na myśli kwestię bycia razem, ale też kwestię umiejętności nie uzależniania się od kobiety.Nie wiem czy wiesz, co mam na myśli.

Hmm... to daje do myślenia. Być może w poprzedniej relacji na siłę próbowałem aby to ona stała się dla mnie wszystkim. Jej też to pasowało i wręcz tego wymagała. Mimo wszystko marzę o "normalnej" dziewczynie... to odległa wizja, teraz wolałbym się troszkę odsunąć od bliskich relacji z Kobietami... Boję się, że raz jeszcze wejdę w takie bagno :(

Wiesz...teraz np. to forum odgrywa u Ciebie jakąś rolę. Zastanawiałeś się nad tym? Jaką?

Po pierwsze forum pełni rolę informacyjną. Może to zabrzmi dziwnie ale to takie pocieszające gdy ktoś cierpi w podobny sposób. Nie chcę, żeby to zabrzmiało tak, że ja napawam się złym samopoczuciem innych. Wydaje mi się, że mam sporo empatii w sobie. Po prostu łatwiej mi zaakceptować zdanie innej osoby na dany temat gdy ów ona doświadcza tego samego.
Najbardziej budują mnie Twoje opinie na mój temat, a raczej tego co się stało.
Przyjaźń wcale nie jest nienaruszalną więzią. Jest raczej jak olbrzymia, piaszczysta wydma, pozornie potężna i trwała, ale pewnego dnia budzisz się, a jej już nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2327
Dołączył(a)
29 paź 2011, 13:31
Lokalizacja
Poznań

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do