Jak sobie poradzić?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Jak sobie poradzić?

przez Variable 29 cze 2011, 20:40
Jak sobie poradzić z rozstaniem ... Nie potrafię zapomnieć... Nie umiem myśleć, robić cokolwiek... Tylko siedze i płacze od tygodnia. Po co się w to wpakowałam ...Jak długo jeszcze. Jeszcze chcąc nie chcąc widuję tego człowieka bo mieszkamy obok siebie więc nie da się go unikać siłą rzeczy. Pewnie było już tu takich tematów multum,ale powiem szczerze nie chciało mi się szukać. Pisałam już w innym temacie co nieco o sobie. Mam sporo problemów i do tego jeszcze ten. Pewnie już wpadam powoli w jakąś depresje.

Jestem młoda i głupia. Może macie jakies sposoby... :cry:
Variable
Offline

Jak sobie poradzić?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 29 cze 2011, 22:15
virgo21, Najprawodpodobniej możesz mieć trudności z zaakceptowaniem straty. Może to być problem nieco głębszej natury, a przyczyny mogą tkwić już we wcześniejszych relacjach z rodzicami.
Mogłabyś te emocje związane z w/w problemem omówić na sesjach terapeutycznych, przepracować tam emocje. Może to pomoże.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Jak sobie poradzić?

Avatar użytkownika
przez alabama 30 cze 2011, 18:47
żadne to pocieszenie, ale każdy z nas albo przeszedł albo przejdzie przez zawód miłosny i złamane serducho.Każdy wtedy czuje się..podejrzewam bardzo podobnie,także tyle co możesz usłyszeć to 'współczuję' albo 'wiem jak to jest'. Nie załamuj się,bo czas leczy rany a jak już uleczy, to spojrzysz z innej perspektywy i zdasz sobie sprawę, że nie było warto tak cierpieć. Ale to za jakiś czas a teraz.. z własnego doświadczenia co mogę ci od serca poradzić to.. daj sobie kilka dni i przepłacz dosłownie wybecz wszystkie złe emocje,nie bądź zła na siebie za to,jesteś człowiekiem. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że trzeba się dosłownie pożegnać w samym sobie z tą osobą,tak jakby ona umarła, bo w pewnym sensie ona w nas umiera i coś w tym jest. Po kilku dniach NA SIŁĘ! (bo to nie będzie naturalne i męczące,ale..) staraj się skupiać na wszystkim innym byle nie na tym temacie. Pamiętasz tekst Scarlet Ohara czy jak jej tam było w 'Przeminęło z wiatrem'?:) "pomyślę o tym jutro".?
Dasz radę a jak nie.. to i tak dasz. Bo no niestety tylko tak to działa. Nie załamuj się. Nie warto tylko teraz jeszcze to do ciebie nie dociera. Buźka. Życzę żeby ci jak najszybciej minęło i trzymam kciuki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
11 maja 2011, 10:23

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak sobie poradzić?

przez konisia 10 lip 2011, 19:29
Mam podobny problem. Początkowo nawet płakać nie mogłam. Teraz mam fazę głębokiego żalu, bo czuję że już nic więcej nie mogę zrobić by ratować związek, który rozpada się po 12 latach - mąż złożył pozew. Obecnie oczekuję na to pismo i na termin rozprawy. Świat mi się zawalił i od 19 maja, kiedy mi to oznajmił, nie wiem co to radość. W pierwszym odruchu rozmawiałam z zaprzyjaźnionymi nam ludźmi, próbowałam zrozumieć co się właściwie stało. Pogubienie totalne. Wiele osób wręcz każe zaprzestać mi zadręczać się i zacząć myśleć o sobie. Tak jak Ty wciąż kocham, a zostałam z tym uczuciem sama. Też słyszałam, że taka strata porównywalna jest ze śmiercią bliskiej osoby. Chodzę do zaufanych znajomych, albo do nich wydzwaniam. Nie mogę na chwilę zostać sama, bo wtedy dręczę się, rozbudzam nadzieję (wciąż mieszkamy razem). Takie rozmowy i wypady odrywają mnie tylko na chwilę bo i tak w końcu schodzę w rozmowie na mój problem. Mam problemy ze snem, jakiś nerwowy kaszel, miałam jakieś odruchy wymiotne o pustym żołądku. Wokoło widzę roześmianych ludzi, pary, co dodatkowo źle mnie nastraja. Mówią mi nie pierwsza ty i nie ostatnia, ale to dla mnie marne pocieszenie. Nie interesuje mnie nic. Wałkuję ciągle jeden temat. Byłam z tym na początku u psychologa. Kazał zrobić mi wszystkie rzeczy na odwrót. Odejść od rutyny. Zadbać o siebie. I nie zwracać na drugą osobę uwagi, zostawić ją w pustce. Jednak nie potrafię. Kiedyś bardzo boleśnie przeżyłam stratę ojca - minęło 20 lat, a ja nie do końca z tym się pogodziłam. Może nie umiem przeboleć straty? Chyba z moim mężem będzie tak samo. Bardzo boli mnie jego odtrącenie, tym bardziej, że odrzuciłam całkowicie swoją dumę. Muszę iść jeszcze raz do tego psychologa bo zwariuję ...
Trzymaj się, postaram się tu jeszcze wpaść. Może ten psycholog mi coś poradzi i wtedy się podzielę.
Chociaż wolałabym coś na zapomnienie totalne
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
04 lip 2011, 18:11

Jak sobie poradzić?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 11 lip 2011, 01:47
że taka strata porównywalna jest ze śmiercią bliskiej osoby

Nie zgadzam się..nic nie jest porównywalne do śmierci bliskiej osoby.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Jak sobie poradzić?

Avatar użytkownika
przez alabama 12 lip 2011, 13:52
człowiek nerwica, nie dosłownie przecież, ale to też strata. Jeśli się traci bliską osobę z powodu rozpadu związku to ona w naszym życiu jakby już przestaje istnieć, wbrew naszej woli, nie wskrzesimy jej do wspólnego życia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
11 maja 2011, 10:23

Jak sobie poradzić?

Avatar użytkownika
przez Lolita 15 lip 2011, 19:05
Praca, znajomi i przyjaciele nic bardziej nie pomaga na rozstanie. ;)

-- 15 lip 2011, 19:08 --

Jeśli się traci bliską osobę z powodu rozpadu związku to ona w naszym życiu jakby już przestaje istnieć, wbrew naszej woli, nie wskrzesimy jej do wspólnego życia


Hmm... a co ze wspomnieniami one też przestają istnieć ?

Coś się kończy coś zaczyna, może to banalnie brzmi ale życie nie kończy się na jednym facecie.
Wyobraź mnie sobie; nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.

Lolita
Avatar użytkownika
Offline
Posty
322
Dołączył(a)
22 kwi 2010, 17:00

Jak sobie poradzić?

przez evelinat 15 lip 2011, 20:19
Witajcie!myślę że stratę należy przezyć a nie uciekać w zapomnienie....Smutek jest również uczuciem jednak uciekamy przed nim bo powoduje ból.Lepiej się cieszyć niż odczuwać dyskomfort.Kiedyś zapadły mi słowa-Tracimy ludzi którzy nas juz nie kochają tylko dlatego aby spotkać kogoś na swojej drodze życia który pokocha nas pełnią swego serca...Wierzę w to bo tak naprawdę jest.Myślę że i Ty z czasem powiesz że tak rzeczywiście jest,na to potrzeba czasu,radzę Ci abyś skupiła się na aktualnych uczuciach i na przeżywaniu ich tak jak potrafisz...Nagle ktoś kto był naszym całym swiatem nie moze być poprostu nikim.Cierpliwości a zwłaszcza doceń chwile bycia samej na zajęcie się tym kogo powinnaś zwłaszcza kochać -Poprostu Siebie.Pozdrawiam Ewelina
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
15 lip 2011, 19:35

Jak sobie poradzić?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 16 lip 2011, 00:25
ale życie nie kończy się na jednym facecie

Bardzo mądre podejście droga Lol' :),na jednym zwykłym facecie nie,na człowieku nerwicy tak;-)
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Jak sobie poradzić?

przez Nel 16 lip 2011, 00:36
Lolita napisał(a):życie nie kończy się na jednym facecie.


...czasami tak... :(
...Wracam w siebie i znajduję świat!
Znowu raczej w przeczuciu i niejasnym pożądaniu niż w rzeczywistym kształcie i żywej sile...

Johann Wolfgang von Goethe
Nel
Offline
Posty
6089
Dołączył(a)
20 cze 2011, 16:44

Jak sobie poradzić?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 16 lip 2011, 03:44
Narazie tak myślisz dune,potem wszystko się zmieni ;-)
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Jak sobie poradzić?

Avatar użytkownika
przez Lolita 16 lip 2011, 17:43
na jednym zwykłym facecie nie,na człowieku nerwicy tak;-)


strasznie skromny jesteś :P


...czasami tak...


Dlaczego ?
Wyobraź mnie sobie; nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.

Lolita
Avatar użytkownika
Offline
Posty
322
Dołączył(a)
22 kwi 2010, 17:00

Jak sobie poradzić?

przez Variable 17 lip 2011, 22:58
Witajcie! Dawno mnie tu nie było ponieważ myslałam że temat ucichł , ale widzę że nie :) Cieszy mnie ,że ktoś podszedł do tej sprawy "ludzkim" okiem bo moi znajomi już nie mogą słuchać mojego narzekania. Ktoś pisał wczesniej że strata bliskiej osoby jest porównywalna do śmierci kogoś bliskiego. Ja straciłam rodziców umarli jakiś czas temu niestety, ale cieżko mi teraz osądzić czy jest to porównywalna strata na prawde nie potrafię tego określic. W pewnym sensie już się pogodziłam z tym , że coś sie skonczyło , że odszedł i już go nie będzie. Nie moge tylko dopuscic do siebie mysli ,że byłam dla niego zabawka , chwilową rozrywka oraz boli mnie sposób w jaki zerwał , a zrobił to przez SMS-a. Napisał tylko wiadomośc , że to nie ma sensu, za duża róznica wieku itp Boli mnie też sposób w jaki się zachowuje. Poniża mnie , wyzywa od najgorszych , klnie na mnie itp Nie mogę uwierzyć ,że jeszcze nie dawno łaczyło nas cos pięknego a on to tak wszystko spierniczył i jeszcze się wyzywa tak jak bym była czemuś winna. Eeeh faceci ... Teraz tez mi się wydaje, że nic nie ma sensu poza nim tak jak by był pępkiem świata a to kawał chama jest :evil:

Też myślę poważnie nad wizytą u psychologa lub psychiatry bo za dużo się problemów i przykrych przeżyć skumulowało w ciągu tego mojego nie zbyt długiego życia i nie wiem czy sobie poradzę. Ja już doszłam do wniosku że mam chyba zbyt dobre serce i dlatego mnie tak wszyscy źle traktują.
Variable
Offline

Jak sobie poradzić?

przez konisia 24 lip 2011, 00:03
evelinat/ Bardzo dziękuję za te słowa: "Tracimy ludzi którzy nas już nie kochają tylko dlatego aby spotkać kogoś na swojej drodze życia, który pokocha nas pełnią swego serca...". Wpadłam tu parę dni temu i przeczytałam je w momencie gdy właśnie ktoś spojrzał na mnie przychylnym okiem. Jakiś cud.. Po tym, jak jesteś dla kogoś nikim, komplementy, uśmiechy i inne miłe zachowania odbierasz jako coś niesamowitego. Znalazłam się jakby w innym wymiarze. Nagle ktoś używa mojego imienia, zwracając się do mnie - banalne, ale mój mąż nigdy tego nie robił...
Od kobiet po przejściach usłyszałam, żebym dała odpocząć swoim emocjom, bo faktycznie chwilami siebie nie poznaję (ostatnio jeżdżąc łamię przepisy, co mnie rajcuje i myślałam już o jakimś romansie). Ale po chwili zastanowienia dochodzę do wniosku, że faktycznie jest to inny etap przeżywania straty, wtedy się złoszczę, że muszę te wariacje przechodzić. Przez takie zachowania i inne, które być może mnie najdą napytam sobie tylko biedy, odstraszę być może potencjalną miłość..
Jednak zdecydowanie weszłam już w fazę: "temu Panu już dziękujemy", zaczął drażnić mnie widok męża. Związek musi być partnerski. Jeśli mąż nie chce ze mną przechodzić trudności życiowych to daje dowód, że był ze mną tylko na dobre. Na złe już nie ma odwagi - tchórz i uciekinier. Niech spada. Zrobiłam sobie fryz, jak nigdy pazury, słucham muzyki i chodzę do przyjaciół. On niech gnuśnieje.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
04 lip 2011, 18:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do