Zazdrosc

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Zazdrosc

przez jansol 15 kwi 2011, 19:42
zuzazuza napisał(a):W tej sytuacji nie da się niczego jednoznacznie doradzić gdyż po prostu za mało danych, nie widać jasnego obrazu sytuacji. Problemem może tu być Twoja chorobliwa zazdrość, wynikająca z niedowartościowania, wewnętrznych lęków itd. albo - jak już ktoś wcześniej zasugerował - nietaktowne, chamskie zachowanie partnera. Wg mnie oglądanie się za pięknymi kobietami to normalny, zdrowy męski odruch, jednak w pewnych granicach - tu tą granicą powinna być obecność partnerki.

dokładnie.... każda sytuacja jest inna a im więcej szczegułów tym lepiej - jednak co by inni nie doradzali , ważne jak nie bardzo ważne jest poczucie własnej wartości.....
zuzazuza napisał(a):Wbrew pozorom, temat wcale nie jest łatwy..Wydaje mi się że jedynym zdrowym (i niestety - czasem bardzo trudnym) rozwiązaniem jest troska o wysokie poczucie własnej wartości oraz jasne określenie swoich oczekiwań (wraz ze wszystkimi konsekwencjami)

zgadzam się...
zuzazuza napisał(a):Dla mnie widok strzelającego na boki oczami faceta lub - jeszcze gorzej - sugestywnie "podchwytującego" mój wzrok - pomimo posiadania u boku ukochanej kobiety - jest po prostu odrażający. Czasem mam ochotę podejść do takiego typa i trzasnąć go w pysk.

mmm111 pisała że jeżeli jakaś inna kobieta spojrzy na niego on odwzajemnia spojrzenie... ale też mmm111 nie pisałaś czy każde spojrzenie odwzajemnia co jeśli niby tak to i tak nie chce mi się wierzyć żeby tak było....
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
17 lis 2010, 00:23

Zazdrosc

przez mmm111 16 kwi 2011, 14:50
Tak więc wracam do mojego punktu wyjścia. Dochodzimy do mojej pierwszej myśli, do tego, czego się spodziewałam i obawiałam. Jestem po prostu walniętą, przewrażliwioną zazdrośnicą z kompleksami. :D A najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę z moich wad i z tego, że nie umiem z nimi walczyć.
No ale nie można mieć wszystkiego.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
09 kwi 2011, 15:39

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez *Monika* 16 kwi 2011, 18:59
mmm111, Z wadami się nie walczy. Wady akceptuje się.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Zazdrosc

przez refren 16 kwi 2011, 20:11
mmm111, a co to jest ta "wymiana spojrzeń" ? Możesz to jakoś opisać? No bo jeśli patrzą na siebie, to na litość boską, od tego są oczy... Mężczyźni a przynajmniej większość, ma taki odruch, wręcz bezwarunkowy :D zerkania na fajne laski, jak mojemu menowi zostawała głowa z tyłu, to mnie to bawiło, że jest taki przewidywalny i dał się przyłapać. Gorzej, jak on faktycznie jakoś je zachęca, tylko niby jak ? Jakoś mnie wyobraźnia zawodzi. Może za mało wierzysz w siebie i stąd to przekonanie, że on ciągle czegoś szuka? Albo są inne powody, że tak myślisz, o których nie napisałaś?
refren
Offline

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez oreiro 17 kwi 2011, 14:16
zgadzam się z tobą "refren".sama czasem gapie się na przystojnego faceta.mój mąż też obserwuje ładne dziewczyny na ulicy.przynajmniej wiem,że wszystko z nim jest ok i pomimo małżeństwa nie zrobił się z niego lać ani ciepłe kluchy tylko ciagle jest sobą.dziewczyny zawsze się za nim oglądały,ale wybrał mnie wiec jak już się ze mną tyle lat męczy ,to niech przynajmniej fajne babki sobie poogląda:)może to zabrzmi dziwnie,ale sama mu pokazuje jakąś dziewczynę i pytam czy ładna,kiedy odpowie pozytywnie,wiem że ciagle ma ten sam typ kobiety hahah a ja się do niego zaliczam;)
"Bo w oczach tkwi siła duszy."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
16 kwi 2011, 13:08
Lokalizacja
DOMOWE ZACISZE:)

Zazdrosc

przez refren 17 kwi 2011, 15:53
W każdym razie robienie z tego problemu nie ma według mnie sensu, bo za dystans facet będzie Cię bardziej szanował. Oczywiście dystans to nie musi być zaraz zachwyt, ale tylko luz może nas uratować :)

-- 17 kwi 2011, 16:05 --

PS Jeśli men jest naprawdę zakochany, to nawet patrząc na świetną laskę w odjechanej, skąpej sukience może pomyśleć, czy też byś nie mogła takiej nosić. I to jest dobry moment, żeby zaprowadzić go do sklepu. ;)
refren
Offline

Zazdrosc

przez mmm111 17 kwi 2011, 21:34
:) kocham Was :)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
09 kwi 2011, 15:39

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez zagubiona28 17 kwi 2011, 21:41
Witam, jestem tu nowa. Z moim mężem jesteśmy prawie 6 lat z czego małżeńswtem prawie 4. Jestem jego drugą żoną. Zaczęliśmy się spotykać, gdy jeszcze nie miał rozwodu z pierwszą żoną, ale nie żyli już wtedy ze sobą, ona już kogoś miała. Dopóki ona nie wiedziała konkretnie z kim on (mój mąż) się zadaje, między nami układało się świetnie. Skończyło się, gdy poznała moje imię i nazwisko. Zaczęła do niego pisać smsy, dzwonić a on nie zostawał na to obojętny. Bardzo ciężko to przeżyłam, ale jakoś to przetrwaliśmy. Na chwilę był spokój, w międzyczasie na świat przyszło nasze 1-wsze dziecko. Zanim urodził się synek, on zdążył się rozwieść. I znowu się zaczęło, pisał do niej smsy, że ja kocha itp. (zaczęłam kontrolować jego komórkę). Tak bardzo mnie to raniło, ale znowu jakimś cudem wyszliśmy z tego cało. Chociaż po tym moje zaufanie zostało mocno nadszarpnięte. Jakiś czas był spokój. Nagle coś się zmieniło. Mąż zaczął "uciekać" z domu, wiele czasu spędzał przy samochodzie (jego pasja). Miałam do niego żal, bo z racji zawodu (kierowca ciężarówki) i tak niewiele był w domu. Przestałam czuć się kochaną, potrzebną. Za to poczułam się jak zabawka, jak mąż miał ochotę się "pobawić" sięgał po zabawkę, a gdy mu przeszło odkładał ją na półkę. Wielokrotnie powtarzałam mu jak bardzo potrzebuje jego bliskości, milości, jak bardzo chcę być dla niego ważna. Ale pozostawało to bez echa. Później znowu jakoś sie uspokoiloa. Jak to w małżeństwie były chwile lepsze jak i gorsze. Przestałam czytać jego smsy. Gdy byłam w ciąży z drugim dzieckiem (2008r) znowu zaczęło się coś dziać. Znów sięgnęłam po jego komórkę. Często dzwonił do jednej dziewczyny. Na fakturze jej nr pojawiał się non stop i były to dość długie rozmowy. Powiedziałam, że wiem że dzwoni do innej, on na początku się wypierał. Później obiecał że przestanie do niej dzwonić. Miesiąc był spokój. Późńiej znowu jej nr pojawił się na fakturze. Powiedziałam mu wtedy żeby w końcu zastanowił się czego chce. Tym razem chyba trochę się przestraszył, bo przestał do niej dzwonić. Nadal nie okazywał mi uczuć, od czasu do czasu powiedział, że kocha i to wszystko. Tłumiłam w sobie uczucie bycia niekochaną itd. Teraz znowu się popsuło. Znowu zaczęłam tłumaczyć mężowi, że źle się czuje, bo gdy on wraca po 2 tygodniach z pracy do domu, to albo idzie na wiele godzin do kolegi albo przesiaduje przed komputerem. I zrobił się z tego problem. Kłóciliśmy się z nim przez gg, przez skypa. On twierdzi, że wcale nie jest tak jak ja mówię. Po jednej takiej kłótni, weszłam na jego nk i zobaczylam wiadomość od dziweczyny "hej, już jestem, wróciłam dopiero z pracy". Niby niegroźna ale znowu w naszym życiu pojawiła się jakaś "koleżanka". Pod wpływem emocji napisałam do niej, że nie podoba mi się to że ona kontaktuje się z moim mężem. Odpisała mi, że nie chciałaby być źródłem niedomówień ani pretensji, ale jednocześnie pisała jak bardzo zależy jej na dalszych kontaktach z nim. Podałam jej mój nr tel i poprosiłam żeby do mnie zadzwoniła. Mąż znowu wszystkiego się wypierał, że wcale nie ma żadnej koleżanki, że do nikogo nie dzwoni. Później w końcu dal za wygraną. Gdy pytałam skąd ją zna to najpierw głupio odpowiedział a późńiej mówił że poznał ją na naszym terenie i że zna ją od roku. Ona do mnie zadzwoniła, jak się okazało poznali się 2 lata temu, on przyjechał z towarem do miejsca jej pracy, później wyszukał ją na nk i tak zaczęły się ich kontakty. Znowu obiecał że przestanie do niej dzwonić i że nie będzie szukał "koleżanek". To było ze dwa tygodnie temu. A teraz znowu weszłam na jego pocztę i okazało się że teraz pojawiła się kolejna nowa dziewczyna. W międzyczasie oczywiście mój mąż twierdził że to co się teraz między nami dzieje, to jest przez moją chorą zazdrość. Nie uważam żeby była to chora zazdrość. Gdyby tyle razy nie zburzył mojego zaufania to nie miałabym powodów do zazdrości. Inaczej też by bylo, gdybym czuła się kochana, ważna, potrzebna, gdybym czuła się pewnie w tym związku. Ale on nie dał mi tego odczuć. Nie wiem co mam teraz zrobić. Czuję się poraz kolejny oszukana, bardzo boli, gdyż bardzo mocno go kocham. Nie powiedziałam mu, że wiem o tej nowej. Nie wiem jak mam z nim teraz rozmawiać. Kilka razy mówiłam mu, że jeśli nie chce być ze mną to niech odejdzie. On twierdzi, że nie chce odejść. Jak mam rozumieć jego postępowanie. Nie mówię, że on mnie zdradza z nimi, to mogą być naprawdę najzwyklejsze znajome, ale nasze doświadczenie wpływa na to, że ja czuję, że ze mną jest coś nie tak, bo on wciąż szuka. Najgorsze jest też to, że on w ogóle (przynajmniej tak mówi) nie widzi żadnej winy po swojej stronie. Ja mu mówię, że jeśli mamy nadal być ze sobą to razem musimy się starać, razem musimy się zmienić, a on ciągle mówi że to ja powinnam się zmienić. Nieraz też jest tak, że mowi coś innego a za parę chwil coś zupełnie sprzecznego. Czuje sie jak na huśtawce. Nie potrafię sobie z tym sama poradzić. Bardzo się rozpisałam, ale chcialam żebyście zrozumieli choć trochę skąd się wzięła moja kontrola itd. Mam nadzieję, że coś mi podpowiecie.
"Zawsze kiedy robię plany na przyszłość, zaskakuje mnie teraźniejszość." Paulo Coelho
Avatar użytkownika
Offline
Posty
80
Dołączył(a)
17 kwi 2011, 20:58

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez oreiro 18 kwi 2011, 11:11
zagubiona28...z tego co wyczytałam z twojej krótkiej historii,to problem toksycznego zwiazku.bardzo trudno jest coś drastycznego ci doradzić,bo w skład twojej rodziny oprócz męża-bawidamka,wchodzą też dzieci,no i nie znam możliwości twojego charakteru.ale powiem tak.....nie rozmawiaj z nim więcej,jeżeli masz możliwość to spakuj się i wyprowadż na jakiś czas.ja nie widzę innego wyjścia z tej sytuacji!rozmowy z nim i twój wyrażany smutek i żal po prostu już nie skutkują.twój mąż przyzwyczaił sie do twoich lamentów,które trwają określony czas.a potem wszystko wraca do normy a on jest góra,bo znów wygrał.jeżeli nie chcesz się wyprowadzać,bo nie masz w sobie tyle motywacji,samozaparcia to jedyne co mogę ci powiedzieć to....przyzwyczaj sie do tego!to okrutne i bzdurne, ale jeżeli nic z tym nie zrobisz to twoje życie będąc u jego boku,będzie tak wyglądało juz zawsze;(ale lepiej się będzie z tym pogodzić niż walczyć i ciągle przegrywać.potrafiłabyś się z tym pogodzić?nikt by nie potrafił,więc ,jeżeli tego nie chcesz to zrób mu terapie szokową i wyprowadz się,zbierz myśli i czekaj na jego ruch.
"Bo w oczach tkwi siła duszy."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
16 kwi 2011, 13:08
Lokalizacja
DOMOWE ZACISZE:)

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez zagubiona28 19 kwi 2011, 09:10
Oreiro, dziękuję Ci za podpowiedź. Też myślałam o wyprowadzce. Jest tylko jeden problem, nie mam gdzie pójść z 2 dzieci. Nie stać mnie na wynajęcie niczego. Obecnie męża nie ma w domu, wraca dopiero w niedzielę. Obiecałam sobie, że przez te kilka dni w ogóle się do niego nie odezwę. Czasami myślę, że może jest w tym też trochę mojej winy, może nie powinnam tak często mówić tego jak ja się źle czuję, nie powinnam tłumaczyć wszystkiego nieustannie (nikt z nas przecież nie lubi jak mu się non stop truje o tym samym). Zobaczymy, jak o będzie kiedy on wróci z pracy. Obiecałam sobie, że nie będę się w żaden sposób narzucać, nie będę go do niczego zmuszać. On jest niedojrzały emocjonalnie (najmłodszy synuś, który nigdy nie ponosił odpowiedzialności za swoje czyny i słowa), a na to nie mam wpływu. Jeśli zaobserwuję jakieś zmiany na lepsze to ok, ale jeśli dalej będzie tak jak jest to zostaje mi nauczyć się z tym żyć, choć to bardzo trudne.
"Zawsze kiedy robię plany na przyszłość, zaskakuje mnie teraźniejszość." Paulo Coelho
Avatar użytkownika
Offline
Posty
80
Dołączył(a)
17 kwi 2011, 20:58

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez oreiro 19 kwi 2011, 09:26
ZAGUBIONA28 to przykro mi,że nie masz dokąd pójść;(takie odizolowanie się od siebie dobrze by wam zrobiło.ale skoro nie masz gdzie uciec,to postaraj się ustalić sobie jakieś metody postępowania względem męza.ale takie których sie nie spodziewa:)bądz silna dla dzieci,siebie i waszego wspólnego szczęścia rodzinnego.trzymam kciuki.pokarz mu, że ma cię szanować a nie traktować jak dodatek do swojego życia!powodzenia:)
"Bo w oczach tkwi siła duszy."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
16 kwi 2011, 13:08
Lokalizacja
DOMOWE ZACISZE:)

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez zagubiona28 19 kwi 2011, 10:11
Przed chwilą wysłam mi smsa że zatrzymują go w pracy, nie będzie go w domu na święta. Z jednej strony jest mi bardzo przykro, a z drugiej to może dobrze.
Powiem szczerze, że nie za bardzo wiem jak mam się teraz zachowywać. Jaki mieć do niego stosunek, gdy będzie już w domu.
"Zawsze kiedy robię plany na przyszłość, zaskakuje mnie teraźniejszość." Paulo Coelho
Avatar użytkownika
Offline
Posty
80
Dołączył(a)
17 kwi 2011, 20:58

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez oreiro 19 kwi 2011, 13:44
może....... jak masz możliwość spędzenia świąt z rodziną,to zrób to:)nic nie poradzisz,żę zatrzymała go praca.ogranicz się może do zdawkowych odpowiedzi na jego smsy, badz rozmowy.niech poczuje,że gdzieś mu uciekasz myślami,że coś sie dzieje.niech ci udowodni,że jestes dla niego ważna.nie wiem,czy to pomoże ale zawsze to coś innego niż to, do czego go przyzwyczaiłaś.a inność wywołuje powód do zastanowienia sie nad tym jak żyliście lub jaki był dla ciebie.
"Bo w oczach tkwi siła duszy."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
16 kwi 2011, 13:08
Lokalizacja
DOMOWE ZACISZE:)

Zazdrosc

Avatar użytkownika
przez zagubiona28 19 kwi 2011, 19:52
Święta spędzę sama z dziećmi. Mój tato wyjeżdża do swojej siostry, a do teściowej nie chce iść (sztuczna atmosfera).
Jest mi teraz strasznie źle. Nie mogę sobie poradzić ze swoimi uczuciami. Non stop ryczeć mi się chce. W tej chwili brak już mi sił.

-- 19 kwi 2011, 19:52 --

Święta spędzę sama z dziećmi. Mój tato wyjeżdża do swojej siostry, a do teściowej nie chce iść (sztuczna atmosfera).
Jest mi teraz strasznie źle. Nie mogę sobie poradzić ze swoimi uczuciami. Non stop ryczeć mi się chce. W tej chwili brak już mi sił.
"Zawsze kiedy robię plany na przyszłość, zaskakuje mnie teraźniejszość." Paulo Coelho
Avatar użytkownika
Offline
Posty
80
Dołączył(a)
17 kwi 2011, 20:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do