Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez sadi31 30 maja 2011, 17:45
zaprowadzić go razem na terapie lub wspólną wizyte do psychologa
ale.... moze zdarzyć sie tak , że partner(ka) po prostu nie zrozumie , gdyż ze względów światopoglądowo- przeżyciowych ta co my przechodzimy dla innych jest absurdalne\lub śmieszne
ba zauważcie , że nawet dla nas takie to jest czasami
Avatar użytkownika
Offline
Posty
363
Dołączył(a)
25 maja 2009, 19:29
Lokalizacja
Warszawa

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

przez tasza 02 cze 2011, 18:34
witam,
jestm nowa na tym czacie. szukalam jakiego forum poniewaz nie potrafie sobie poradzic z nerwica...u mojego chlopaka. Przejrzalam sporo forum i uwazam ze jedna jak i druga strona jest troche egoistyczna w swoim postrzeganiu zycia itp. Osoby ktore cierpia na nerwice oczekuja zrozumienia ich problemy. Zarzycaja ze nic nie wiemy choc wiele z nas wiele godzin przesiadzialo w internecie wyszukujac informacji na ten temat. Ktos tu powiedzial "chory zdrowego nie zroumie" napewno nie w 100 procentach ale sie staraja jak moga. Choc czasem brakuje nam juz sil i czujemy ze sie wypalamy, to kochamy i walczymy razem z wami. To nie jest tylko wasz problem!!! Jesli jestescie w zwiazku dotyczy to obydwie strony.
My poprostu bysmy chcieli czuc ta milosc, wsparcie , o ktore czasem mega trudno - dajecie czasem do zrozumienia ze chyba jednak nas nie KOCHACIE....
Jesli chodzi o moj problem to nie wiem co mam poczac szukam juz jakieegos dobrego psychoterapeuty bo leki nie dzialaja. Powiem tylko tyle ze bierze (ok 6 lat) xetonar 1,5 tabletki , doraźnie hydroxizinium i ziolówki. Z tego co ja wiem nie powinno sie tych pierwszych laczyc... Jesli sie myle to poprawcie mnie. A co najgorsze to jeszcze pije przynajmniej 2 razy w tygodniu vodke bo go to relaksuje...Niechce mnie sluchac, uwaza ze ja sie nie znam i przesadzam... Od poltora miesiaca to juz wogole jest masakra , wyglada to tak ze wraca z pracy i gra do nocy dzien w dzien , uwaza ze rozmawiac to w sumie nie ma o czym. O swoich problemach nie mam mowic bo sie denerwuje.... wiec praktycznie nie rozmawiamy ze soba, nigdzie razem nie wychodzimy i ja czasem "uciekam" z domu bo moje rozrzalenie i brak mozliwosci pomocy mu mnie dobija... :why:
Ostatnio edytowano 02 cze 2011, 18:56 przez Anonymous, łącznie edytowano 1 raz
Powód: dubel
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
02 cze 2011, 17:54

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez Amon_Rah 02 cze 2011, 18:52
Hmmm, przykro mi to pisac, ale to wyglada na agonie tego zwiazku. Kiedy mój sie rozpadal, symptomy byly identyczne, spotykalismy sie w domu po czym kazdy szedl do swojego swoich zajec i nie rozmawialismy juz o zadnych problemach...Odwrotne jest tylko to, ze to ja bralem leki i mialem depresje. Reszta wszystko sie zgadza, wodke tez pilem, bo mnie relaksowala w takiej przytlaczajacej atmosferze. Na sile nie ma sensu niczego trzymac. Jak mój kolejny zwiazek sie rozlecial po roku, to postanowilem juz nie próbowac wiecej, p****dole to. I tak juz 3 lata jestem sam. Taaaaa, czasem brakuje kogos, do kogo mozna sie przytulic, ale trudno...zawsze mozna kupic pluszowego hipopotama.
Odejdz sama, zaoszczedzisz sobie gorszacych scen.
ObrazekObrazekObrazekObrazek
KOCOBO JE CPБИЈА!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1867
Dołączył(a)
28 sty 2006, 00:35
Lokalizacja
Ultima Thule

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez Loku 05 cze 2011, 19:05
tasza wiem co czujesz.
Mi jest bardzo przykro w słabszych momentach słyszeć, że go nie rozumiem. Bo rozumieć i przeżywać to dwie różne rzeczy. Rozumiem jakieś konkretne zachowanie, ale trudno mi z tym funkcjonować. Na przykład to, że sama śpię od pół roku. Mam dość słuchania, że nie rozumiem jak mu ciężko i że robię z siebie ofiarę, kiedy zdarza mi się raz na dwa miesiące poprosić o trochę czułości albo w chwilach załamania poskarżyć się. To jest koniec w takich momentach, raz się złamiesz i to, co w imię miłości wytrzymywałaś wcześniej przestaje się liczyć. Lądujesz po drugiej stronie, po stornie "innych", którzy nie rozumieją.
Ja mam powoli dość, bo nie jestem robotem.
I chciałabym, żeby ktoś zrozumiał mnie.
Nie oceniajcie nas tak surowo.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
05 cze 2011, 18:56

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 06 cze 2011, 01:35
trudno mi z tym funkcjonować. Na przykład to, że sama śpię od pół roku


Ja 23 lata śpię sam i nie mam z tym problemu ;) (wybacz ten mały nieśmieszny żarcik;p)

Nie oceniajcie nas tak surowo.

Wy też nas tak nie oceniajcie...

Porozmawiajcie ze sobą porządnie,wyjaśnijcie sobie spokojnie co Wam leży na wątrobie,jak to nie da żadnego rezultatu - to wtedy rozstanie.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 06 cze 2011, 10:14
człowiek nerwica, przepraszam Cię, ale nie na wszystko dobrą radą jest "rozstańcie się i już" .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 06 cze 2011, 12:16
Przecież napisałem no,że najpierw niech pogadają ze sobą porządnie.
A dopiero jak to nie da rezultatu to zostanie ostateczność.
A co do rozstania to często lepiej się rozstać niż męczyć się ze sobą nawzajem.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez Loku 06 cze 2011, 21:10
człowiek nerwica napisał(a):
trudno mi z tym funkcjonować. Na przykład to, że sama śpię od pół roku


Ja 23 lata śpię sam i nie mam z tym problemu ;) (wybacz ten mały nieśmieszny żarcik;p)

Nie oceniajcie nas tak surowo.

Wy też nas tak nie oceniajcie...

Porozmawiajcie ze sobą porządnie,wyjaśnijcie sobie spokojnie co Wam leży na wątrobie,jak to nie da żadnego rezultatu - to wtedy rozstanie.


Wybaczam żarcik :) Bardzo długo spałam sama, ale dużo trudniejsze jest spanie samemu kiedy ukochana osoba jest w pokoju obok, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że trudniejsze niż w przypadku bycia tzw. singlem (brzydkie słowo, ale jestem zmęczona po pracy).

Nikogo nie oceniam surowo, po prostu czasami nie mam sił. Wyjaśniamy sobie wszystko, jest dobrze, aż do następnego puszczenia nerwów... Ja miałam i mam problem z nerwicą (mój chłopak ma depresję). Więc to nie jest tak do końca, że nie rozumiem. A on mi wtedy mówił, że sobie wkręcam. Z psychologicznego punktu widzenia porażka, ale on doskonale wiedział co mówi, lata terapii, nerwic, napadów paniki, do tego depresja. I mi to pomagało. Bo z ust osoby o takim bagażu "wkręcasz sobie" brzmiało tok niewiarygodnie groteskowo, że sam problem w moich oczach się zmniejszał. Dzisiaj już nie biorę leków, a moje prawie wyzdrowienie (tylko raz na miesiąc atak) to piękna lista broni, które sama wypracowałam.

Może dlatego jestem taka słaba. I tak źle znoszę emocjonalną samotność. Bo mnie to strasznie dużo energii kosztowało i jakaś wypruta jestem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
05 cze 2011, 18:56

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez BF 19 cze 2011, 22:19
Moja dziewczyna zostawiła mnie po 3 latach ... nie wytrzymała ze mną ... A przecież to nie moja wina, ja chciałem rozmawiać i wszystko ... Nie moja wina, że mam ten syf ... Ona mówiła, że wymyślam, że powinienem się czymś zająć ... heh ... Sam nie wiem jak na to patrzeć ...

Powiedziała, że powinienem przestać się martwić, albo ze mną zerwie... Powiedziałem, że nie umiem przestać...
bo spotkało mnie, czegom się lękał,
bałem się, a jednak to przyszło.
Hi 3,25
Avatar użytkownika
BF
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
27 paź 2007, 17:30

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 20 cze 2011, 00:12
Dziewczyna zawiniła...
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez BF 20 cze 2011, 07:43
ale ja ją rozumiem... Po prostu nie dała rady...

To z mojego powodu wszystko się rozpadło, ale nie z mojej winy, więc widać tak musiało być :-|
bo spotkało mnie, czegom się lękał,
bałem się, a jednak to przyszło.
Hi 3,25
Avatar użytkownika
BF
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
27 paź 2007, 17:30

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez rilla 25 cze 2011, 03:32
Kurczę… Tak czytam ten wątek i doszło do mnie, że ktoś tu wyartykułował coś, o co mam po cichu trochę żal do mojego chłopaka, a czemu nie poświęciłam tyle uwagi, żeby samej to nazwać i określić…

U mnie najgorsze jest to, że mam w pamięci poprzedniego chłopaka (1,5 roku razem, rozstaliśmy się we wrześniu ubiegłego roku), który kiedy np. płakałam w kątku pokoju, roztrzęsiona, bo nie potrafiłam zmusić się do pojechania na obowiązkowy wf na uczelni (nie chodziłam na wfy w szkole od czasów gimnazjum, zawsze byłam słabsza i mniejsza od innych dzieci i wyszło to jakoś tak, że boję się takich zajęć, nie mówiąc już o obcych ludziach), a wiedziałam, że muszę to w końcu zrobić, to jak tylko się dowiedział, przyjechał, pomógł mi spakować potrzebne rzeczy, doprowadzić się do porządku, zawiózł, wprowadził do sali, dopilnował czy wszystko ze mną ok i czekał aż skończę zajęcia. Każde moje spanikowane "nie chcę, nie mogę, nie pójdę, boję się" itd. spokojnie tłumaczył i nigdy nie czułam się dla niego ciężarem z tego powodu. I tak przez ładnych kilka tygodni, dopóki była taka potrzeba.
Niestety obecny mój partner nie ma takiego wyczucia i chyba nie bardzo do niego dociera sens tego, że pewnych rzeczy po prostu nie robię, nie umiem, nie potrafię, boję się, mam blokadę i potrzebuję pomocy w wydostaniu się z trudnej sytuacji lub jej przebrnięciu. Nie jesteśmy ze sobą długo, kilka miesięcy, ale jakiś czas temu powiedziałam mu jak to wygląda, starałam się wytłumaczyć, ale wciąż mam wrażenie, że np. próbuje na mnie wymusić podejmowanie inicjatywy w sprawach, które są mi zupełnie obce ze względu właśnie na lęki.
Nie wiem jak mu to wyjaśnić, by nie tylko nie sprawiał mi dodatkowych trudności, ale też był wsparciem, bo raczej nie jest typem, który z własnej woli oferuje jakąś pomoc, kiedy równie dobrze mogłaby daną rzecz zrobić jedna osoba (jak w tym przykładzie z wfem), a mnie też ciężko sprecyzować swoje lęki na tyle, żeby można było sobie wytworzyć jakiś schemat działania, dobry na każdą sytuację…
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
25 cze 2011, 01:55

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

Avatar użytkownika
przez BF 26 cze 2011, 19:22
Myślę, że nie możemy winić bliskich za to, że nie rozumieją... To przykre, ale tak musi być. Oni nie mogą stać się nami. Z ich perspektywy wygląda to inaczej.
bo spotkało mnie, czegom się lękał,
bałem się, a jednak to przyszło.
Hi 3,25
Avatar użytkownika
BF
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
27 paź 2007, 17:30

Jak sprawić by partnerka zrozumiała przez co przechodzę?

przez konisia 04 lip 2011, 18:29
Jestem nowa i może nie z tej strony zacznę, ale temat wydaje mi się być pokrewny. Jestem z partnerem od 12 lat w związku. Mąż nienawidzi teściowej, ale to co się dzieje od dwóch lat przeraża mnie. Wmawia sobie rzeczy, których nie ma. Zaznaczę, nie mieszkamy osobno. Cokolwiek dzieje się złego jest to wina mojej mamy. Wszystkie dyskusje o problemach prowadzą nie wiedzieć czemu zawsze na jej temat. Obecnie mąż chce rozwodu, a ja uważam że ma poważny problem. Spiętrzyły nam się problemy głównie ekonomiczne. Mąż też od dwóch lat prowadzi remont. Jest zmęczony, wypalony, w zeszłym roku chorowała mu mama. Nasi bliscy znajomi rozwiedli się i prowadzą ze sobą wojnę (uważam, że może czegoś się nasłuchał). Mąż też wbrew mojej woli uwikłał się w sprawę sądową, która skończyła się fiaskiem i dodatkowo nas pogrążyła. Od roku mamy ze sobą słaby kontakt. Mąż mnie przeraża. Ostatnio wyglądał tak jakby miała mu eksplodować głowa. Wyjechał na weekend do kolegi odprężyć się. Kobietę wykluczyłam. Dodam, co być może jest istotne mama męża cierpi na chorobę psychiczną. Wg naszych bliskich znajomych nie ma istotnych powodów do rozwodu - ani nie było zdrady, ani oszustwa. Raczej pretensje i podsumowania, ostre słowa, za które przeprosiłam. Mąż na tej podstawie stracił zaufanie do mnie. Rozwodem tylko się pogrąży. Znajomi też widzą, że nie docierają do niego żadne argumenty, nie chce też pomocy psychologa. CZY TO NERWICA CZY DEPRESJA ?
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
04 lip 2011, 18:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do