odejść, walczyć...pomocy

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

odejść, walczyć...pomocy

przez 123mj 17 mar 2011, 15:04
Witajcie, długo szukałam jakiegos forum, gdzie ktoś mógłby mi udzielić rady...
jestem na rozdrozu , jestesmy malzenstwem 6 lat, mamy 2 dzieci 5 latek i 7 mc, slub wzielismy z wielkiej milości, naprawdę byłam pewna , że to taka miłość na całe życie...nie wiem od czego zacząć...po prostu jjuż sobie nie radzę ze wszystkim..nie moge dogadać się z mężęm, czuje, że nic tak naprawde juz nas nie łączy, próbowałam rozmawiać, prosić, a on po prostu nic...jakby wszytsko było mu jedno...cały czas o wszytsko ma pretensje, ze zle jezdze samochodem, ze jest balagan, ze to ze tamto....non stop się kłócimy, wrzeszczymy juz na siebie, nawet lecą już wulgaryzmy....nie mam juz sił...od 4 dni nie odzywamy się do siebie ani słowem...między nami jest tylko agresja ...ja mam juz chyba dość jego wiecznych narzekan, marudzenia itd...co robić?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
17 mar 2011, 14:57

odejść, walczyć...pomocy

Avatar użytkownika
przez Pinkii 17 mar 2011, 15:06
Moim zdaniem walczyć. Terapia małżeńska i wskazana. Zapytaj męża czy pójdzie z Tobą na taką terapię. Jeśli nie... wtedy możesz pomyśleć o separacji.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
903
Dołączył(a)
01 lut 2011, 23:00

odejść, walczyć...pomocy

przez klaudunia 17 mar 2011, 15:06
morze idzcie razem do psychologa
Offline
Posty
236
Dołączył(a)
08 mar 2010, 15:18

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

odejść, walczyć...pomocy

przez 123mj 17 mar 2011, 15:18
sens w tym ze nie raz probowalam te kwestie poruszyc,a oj nie che..uwaza ze sobie wymyslam jakies problemy i jak chce to zebym sama poszla, bo czasem w zlosci naprawde mowie okropne rzeczy, ale to dlatego ze on nie zauwaza ze ja po prostu go potrzebuje, a on wiecznie zmeczony, wiecznie cos....cholera czuje ze jestem w strasznej sytuacji i wlasnie przeczytalam jakis watek na temat tez problemu w malzenstwie i ze maz tej dziewczyny odszedl.....ja nie wiem co ja bym zrobila??? boje sie tego ale jednoczesnie nie wiem czy chce trwac w tym zwiazku...myslalamze on 1 wyciagnie reke ....nie mam na co liczyc....
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
17 mar 2011, 14:57

odejść, walczyć...pomocy

Avatar użytkownika
przez agusiaww 17 mar 2011, 16:19
123mj, zrozum, ze faceci inaczej funckonuja niz my, chyba powinnas to wiedziec. Z Twojego listu wynika, ze jestes przemeczona, po 1) podziel sie z mezem obowiazkami, w sobote wyjdz na miasto z koleznkami, albo chociaz ze starszym dzieckiem idz do kina, na lody itp a on niech zostanie z mlodszym. Po 2) te klotnie ktore opisujesz to tak bywa, ze facet sie denerwuje jak kobieta prowadzi samochod-typowe meskie zachowanie, powiedz mu ze jak Ty prowadzisz to niech sie powstrzyma od komentarzy, albo niech sam prowadzi wtedy a Ty sobie siedz jak krolowa i olewaj...po 3) tak samo z balaganem, mowi ze brudno to niech tez sprzata. Jezeli Ty nie pracujesz a sadze ze nie -dziecko 7 mies to odchowaj i sama idz do pracy. Niestety dopadly Was typowe problemy malzenskie, ktore mozna spokojnie rozwiazac tylko oddaj dzieci do babci, dziadka itd i porozmawiajcie na spokojnie, ustalcie pewnbe rzeczy kto sie ma czym zajmowac itp, a kiedy Ty masz czas dla siebie, potrzebujesz relaksu bo jezeli wypowiadasz okropienstwa w klotni nawet to widac ze jestes b zestresowana.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

odejść, walczyć...pomocy

przez 123mj 17 mar 2011, 21:15
to nie do końca tak...on naprawde czepia sie o wszystko....dzis myślałam, że może zacznie rozmowe, a od niedzieli przy 2 dzieci- nie zamienilismy ani słowa...a on nic....co dla mnie świadczy tylko o tym ze mu nie zależy, gdyby nie dzieci juz dawno by mnie tutaj nie było, ale nie mam gdzie sie wyprowadzic....rodzice i jego i moi mieszkaja ponad 200 km od nas, mieszkanie mamy na kredyt....oboje mamy wyksztalcenie wyzsze... maz ma dobra prace, a ja obecnie jestem na wychowawczym, ale doksztalcam sie robie podyplomowke i certyfikat z angielskiego...meczy mnie po prostu sytuacja miedzy nami....nigdy nie wyciagnie do mnie 1 reki....a jak juz sie odzywamy to po chwili jest klotnia i wrzeszczenie na siebie, ja naprawde watpie ze tu sie da cos jeszcze odbudowac....nie wiem co sie porobilo....jest mi tak masakrycznie zle ze nawet juz plakac nie ma sil....nie mowiac juz o rozmowie z kimkolwiek, bo zal mi tego naszego malzenstwa....
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
17 mar 2011, 14:57

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do