Problem z sobą, a przede wszystkim rodziną...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Problem z sobą, a przede wszystkim rodziną...

przez L:) 03 lut 2011, 20:50
Witajcie

Przepraszam za dosyć długi post, ale nie wiem co ze sobą zrobić :(

Problem który mam mnie przytłacza już. Na depresje choruję już długo - myślę że nieoficjalnie będzie to jakieś 5-6 lat, zdiagnozowana rok temu (mam leki). Powodem mojej depresji są na pewno rodzice, którzy oczywiście nie przyjmują tego do wiadomości - wręcz przeciwnie, ale o tym później. Jestem specyficzną osobą, myślącą, interesuję się informatyką oraz kognitywistyką (nauką o umyśle) - stąd również zaczynam rozumieć mechanizmy działania mózgu i lepiej go wykorzystywać. Zawsze byłem osobą ciekawą świata, którą rodzice blokowali we wszystkim - nigdy nie mogłem rozwijać swoich zainteresowań, liczyły się tylko oceny (5tki oczywiście, bo niższe to już była kłótnia). Chciałem wiele robić rzeczy, które mnie zainteresowały - oczywiście były one blokowane argumentami "nie masz na pewno talentu", "najpierw skończ szkołę, potem sobie rób co chcesz", "nie mamy kasy na Twoje wymysły". W wieku 17 lat zacząłem grać na gitarze (teraz zamieniłem na bas) - wbrew ich woli, poświęcając ledwo odłożone pieniądze (ciągle nie mam wzmacniacza, co pokazuje że nie jest wcale łatwo...) - to był pozytywny impuls który pewnie ruszył całą resztę, ale o tym później. Mało tego, dzisiaj nawet na mój rozwój nie chcieli mi dawać. Jedynie akceptowane, a wręcz przymuszane były zajęcia ze znienawidzonego angielskiego. Od podstawówki starałem się analizować sytuację nie raz wprowadzając odpowiedziami w zakłopotanie nauczyciela, często ponosząc za to konsekwencję - ale nienawidziłem uczyć się rzeczy których nie rozumiałem na pamięć. W gimnazjum było gorzej, w liceum przestałem chodzić na większość zajęć (co pewnie było skutkiem depresji) - ciągle byłem zmęczony, wszystko było absurdem. Nie miałem siły na rozwijanie nawet swoich zainteresowań i na 2,5 roku informatyką zajmowałem się w minimalnym stopniu. Jedyne co mi sprawiało czasami przyjemność to gra na gitarze. Ale ona ruszyła mechanizm, który zburzył całą iluzję świata w którym żyłem. Gdyby nie ten kawałek deski z paroma strunami nie wiem co by dzisiaj było, pewnie bym się już dawno wykończył.
Potem przyszło zainteresowania przeróżnymi sprawami, wertowanie internetu, wikipedii na przeróżne tematy, miałem z tego jakąś satysfakcję, w szkole po staremu - bieda. Zmieniło to znacząco i tak już wtedy budujący się światopogląd na przeróżne tematy - oczywiście za tym poszło masę coraz gorszych konfliktów - z kilkuletnią awanturą odnośnie mojej rezygnacji z religii i kościoła na czele. Później była matura, nie przykładałem do tego wagi - wtedy nabrałem nieco siły i wróciłem do informatyki i tak trwa do dzisiaj. Zdana z poślizgiem, na siłę poszedłem na informatykę. Niby radziłem sobie dobrze, ale ta cała zabawa z zaliczeniami, egzaminami - uczeniem się na pamięć, ciągłym tworzeniem dodatkowych kłamstw by tylko mieć spokój, to zaczęło mnie niszczyć doszczętnie. Potem jeszcze problemy zaczęły się zdrowotne. Dalej był szereg kolejnych rzeczy, z wizytą u psychiatry i psychoterapią. Zrezygnowałem ze studiów Jednak mimo to, zacząłem po tylu latach marnowania rozwijać się - od podstaw, pomału, krok za krokiem - efekty zaczynam widzieć (i słyszeć od innych, bardzo miło jest z mi z tego powodu :) ). Niemniej to dopiero 1,5 roku pracy nad sobą, z ciągłymi przeszkodami na drodze. Mam 21 lat, studiuję zaocznie, ale nie wiem czy starzy mi sił by nawet pierwszy semestr przejść, chciałbym mieć samemu możliwość nadrobienia, póki jeszcze organizm mi pozwala. To jest mój cel. Niestety, rodzina mi blokuje to...

Po nakreśleniu mojej sytuacji, można przejść do rzeczy. Powodem mojej depresji są przede wszystkim rodzice, ojciec jest moim wrogiem numer jeden, matka zaczyna być od jakiegoś czasu wrogiem numer dwa. Innych wrogów nie mam, może jestem z kimś w gorszych kontaktach, ale te dwie osoby dażę ogromną nienawiścią, za to co mi robiły. Nie są to stereotypowi alkoholicy, bezrobotni - wręcz przeciwnie, osoby z wyższym wykształceniem, z majątkiem. Ojciec jest typem tyrana, przed którym bo cokolwiek osiągnąć trzeba na ziemie upaść i błagać, matka to wieczna awanturniczka - jedno i drugie działa według ideologii kłamstw które sobie wiecznie dorabiają. Ojciec uważa się za jedyną wiedzącą osobę i nie uznaje zdania innych, traktuje ludzi po pieniądzu jaki zarabiają lub po swoich chorych ideałach - przeciwieństwo mnie, ja cenię w ludziach pasję, chęci, rozwój, dążenie do budowy jakości życia dla siebie oraz wobec innych. Matka uznaje tylko swoje chore wymysły którymi się kieruje za jedyne prawdziwe. Ich całe życie zamyka się w telewizorze, własnych kłamstwach, oraz kłótniach i ciągłych awanturach.


Rodzice znęcali się nade mną psychicznie chyba zawsze, we wczesnych latach dzieciństwa również fizycznie (w pewnym momencie nie byli w stanie mnie już bić, ale nadal do dziś mają agresywne odruchy w moją stronę). Jestem wiecznie wyzywany, traktują mnie jak zero dopóki nie przyniosę im papierka z wyższym wykształceniem - kompletnie przedmiotowe traktowanie. Moje problemy używają jako atak na mnie, wyzywają mnie od najgorszych, uważają że nie jestem chory tylko totalnie leniwy (co jest bzdurą, bo ja zapracowuję się że nie mam siły, byle tylko ujrzeć kiedyś cień normalności...), a po za tym wiele niecenzuralnych słów. Nie przyjmują żadnych argumentów, chcą żebym poszedł do pracy - a ja nie jestem teraz psychicznie na siłach. Moje ogromne pokłady kreatywności oraz możliwości pracy (programowanie to ciężkie umysłowe zajęcie i potrzeba do niego odpowiedniego nastawienia) są dławione przez nich ciągle.
W moim mózgu jest piekło, mam ciągle myśli samobójcze, mimo że jestem przeciwnikiem samobójstw i z ogromnym trudem z nimi walczę - ale nie wiem ile dam radę tak. Z dnia na dzień jest coraz gorzej, ja zaczynam mieć po za ogromnym cierpieniem psychicznym również skrajne wykończenie fizyczne - ciężko mi spać, w dzień ciężko funkcjonować - koszmar ! Nawet leki nie pomagają, czasami tylko muzyka i cisza w nocy... Wszystko przez nich. Gdy wyjeżdżam na weekend na zjazd zaczyna wracać funkcjonowanie do normy, mam 3 dni psychicznego odpoczynku co jakiś czas. Często wracam z siłą do pracy i do życia, która wchodząc do domu w 5 minut pryska, a nawet dobija. Rodzice oczekiwali, że w 4 miesiące opanuję pod presją czasu dużą część informatyki i znajdę pracę - domyślacie się, że nawet mega zdolna osoba w rok jak to dokona to będzie cud - to nauka na lata. Do tego strasznie sądami i inne formy wykańczania psychicznego...

Nie jestem w stanie tak dalej funkcjonować. Potrzebuję izolacji od nich. Nie wiem na prawdę co robić : ( anhedonia mnie coraz bardziej dobija. Wszystko zaczyna być jednym wielkim absurdem. Ma ktoś pomysł co mógłbym zrobić, gdzie mógłbym na jakiś czas się odizolować od nich, zająć swoimi rzeczami, postawić się na nogi, znaleźć pracę, wrócić do życia ? Boję się, że pewnego dnia nie wytrzymam dławienia moich potrzeb i popełnię samobójstwo... Jestem bardzo wrażliwą osobą, za tym również mam wiele "duchowych" potrzeb, które również są dławione. Jestem wykończony i nie wiem co zrobić. Nie mogę wyjść z tego bagna, które tylko się powiększa z dnia na dzień - nie mogę znaleźć wyjścia. Są jakieś ośrodki, gdzie można na jakiś czas znaleźć schronienie przed tym terrorem? Czy jak już nie jestem w stanie funkcjonować, może do szpitala psychiatrycznego się zgłosić ? Nie dam radę tak dłużej żyć, kilka lat męki mnie już przerasta, zwłaszcza od kiedy nie tylko psychiczna walka jest z tym, ale również doszły dolegliwości fizyczne...

Pozdrawiam!
L:)
Ostatnio edytowano 03 lut 2011, 20:55 przez L:), łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesione do odpowiedniego działu
L:)
Offline

Problem z sobą, a przede wszystkim rodziną...

Avatar użytkownika
przez soulfly89 04 lut 2011, 06:57
L:) napisał(a):nienawidziłem uczyć się rzeczy których nie rozumiałem na pamięć


Co przez to rozumiesz? Dla mnie uczenie się na pamięć i rozumienie to dwie różne rzeczy. A z językiem angielskim jest taka sprawa, że jego zasady są dosyć płynne i im lepiej znam ten język tym bardziej się o tym przekonuję... Do tego trzeba mieć wyczucie, które przychodzi tym bardziej im więcej czytasz, słuchasz i ćwiczysz.

Ale mniejsza o to.

Dlaczego nie pójdziesz do pracy - studiujesz zaocznie, masz na to czas - i nie wyprowadzisz się z domu?

-- 05 lut 2011, 18:46 --

L, jesteś tam?

Trochę mi głupio z powodu tego co napisałam, domyślam się jak Ci ciężko, ale musisz sam sobie pomóc i zmusić się do jakiejś prostej, mało wymagającej pracy, zacząć zarabiać chociaż troszkę, ruszyć do przodu. Są takie prace. Może ktoś z Twoich znajomych na studiach gdzieś pracuje i mógłby Cię wkręcić? Chociaż kilka godzin w tygodniu. Kupisz wzmacniacz, zaczniesz bardziej wierzyć w siebie.

A może masz dziadków, do których mógłbyś się wyprowadzić? Jakąkolwiek rodzinę?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Problem z sobą, a przede wszystkim rodziną...

przez L:) 07 lut 2011, 23:16
Soulfly - sorki, ale nie było mnie od piątku pod siecią i nie mogłem odpowiedzieć

Co przez to rozumiesz? Dla mnie uczenie się na pamięć i rozumienie to dwie różne rzeczy. A z językiem angielskim jest taka sprawa, że jego zasady są dosyć płynne i im lepiej znam ten język tym bardziej się o tym przekonuję... Do tego trzeba mieć wyczucie, które przychodzi tym bardziej im więcej czytasz, słuchasz i ćwiczysz.

Mam na myśli, że wszystko rozdrabniałem na części pierwsze, rozumując "co jak działa", nie potrafiłem od tak się nauczyć np. z jakich tkanek składa się organizm ludzki - gdybym miał mikroskop i intuicyjnie bym coś przyjmował, to pewnie by to całkowicie inaczej było, stąd chyba moja największa niechęć do biologii była przez szkołę - uczenie się czegoś, czego nie mogłem poczuć.

Angielski szlifuję, to inna sprawa, ale chodzi o coś innego - o przymuszanie do jednego a zabronienie rozwijania innych rzeczy.

Nie bardzo mam do kogo, staram się znaleźć coś, zobaczymy co z tego wyjdzie, jestem dobrej myśli - co mi innego pozostaje? ; )

Trochę mi głupio z powodu tego co napisałam, domyślam się jak Ci ciężko,

Nie, bardzo dziękuję Ci za to że poświęciłeś chwilę czasu na przeczytanie oraz na odpisanie :) Postaram się robić co w mojej mocy, tyle że czasami sił człowiekowi brakuje...
L:)
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do