Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

przez Sandrea 06 gru 2010, 05:27
Jak pisali moi poprzednicy, to jest poważna choroba i on niczego nie wkręca, choć Ty możesz czasem tak podejrzewać. Masz prawo nie rozumieć, bo kto sam nie doświadczył takich stanów, nigdy do końca nie zrozumie. Może co najwyżej to zaakceptować i starać się wedle swoich uczuć być przy ukochanej osobie mimo wszystko. Ja wiem, bo sama musiałam zmagać się z irracjonalnymi lękami mojego chłopaka. Ale miłość dała mi tę bezgraniczną cierpliwość, która sprawiła, że byłam przy nim na dobre i złe. Jednak ja również wiem co to depresja i silne stany lękowe, więc potrafiłam zrozumieć jego. Myślę, że rozmowa z psychologiem, czy też psychiatrą jest dobrym pomysłem. Powinnaś zostać uświadomiona przez specjalistę czym jest depresja, czy stany schizoidalne.
Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.

http://www.ellipsea.blogspot.com
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
04 gru 2010, 21:22
Lokalizacja
Wlkp.

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

Avatar użytkownika
przez mała_mi 09 gru 2010, 12:54
nightwish napisał(a):Nie potrafię uwierzyć, że człowiek nie jest w stanie zrobić danej czynności pomimo tego, że bardzo chce.


A wyobraź sobie niewidomego, który bardzo chciałby obejrzeć film...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
03 lis 2010, 12:27

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

przez nightwish 18 gru 2010, 22:01
Doszło do tego, że On stwierdził, że czuje się w moim towarzystwie bardzo niepewnie, mało "bezpiecznie", twierdzi, że ja dużo wymagam, że jak z Nim mieszkam ( jestem w mieszkaniu) to On się czuje jakby musiał mnie zabawiać/coś ze mną robić - a ponieważ tak czuje , to separuje sie ode mnie i wracając z terapii po prostu mówi że jest padniety/zmęczony etc i idzie do łóżka, gdzie albo po prostu drzemie albo zasypia. Nie spędza ze mną czasu właściwie w ogóle.... Ale gdy wyjadę to zaczyna za mną tesknić już po 2-3 dniach...

Gdy mnie nie ma, to czas po terapii spędza w miarę normalnie w domu, np ogląda film, grzebie w necie etc. Oczywiscie nie jest to nie wiadomo jaka aktywizacja, ale sęk w tym, że On jest po prostu "na nogach", a nie w łóżku..., tak jak ma to miejsce, gdy ja już jestem.

Poza tym nie może się przełamać by ze mną rozmawiać w 4 oczy, wlasciwie na jakikolwiek temat...
Zaś gdy juz jestesmy osobno to Jego uczucia jakby odżywają i zdarza Mu sie kontaktowac ze mną przez np GG,.
Twierdzi,że jest Mu tak łatwiej i wtedy nawiązuje ze mną czasem rozmowę, choć i tak woli rozmawiać z kimkolwiek innym... byle nie ze mną...

To tak bardzo boli... Bo przed kim innym miałby sie otworzyc jak nie przede mną? Nikt nie był i nie jest przy Nim tak jak ja...
A czuję że On zaczął po prostu "gardzić" moją osobą...

Ostatnio powiedział, że chce być sam-żebym opuściła jego(nasze) mieszkanie, bo On zaraz zwariuje. Zdarzyło się tu już kilka razy...
A jak nic nie robiłam.. nie wymagałam, nie prosiłam by cos zrobil, po prostu byłam...

Jego lekarz powiedział że On powinien zakończyć tę znajomość...
Chyba dlatego bo ja mam na Niego negatywny wpływ... Mówił że opowiadał lekarzowi jak się przy mnie czuje etc...
Odpowiedzial lekarzowi ze On jednak ma nadzieje ze sie poprawią Nasze relacje...
A mnie ze moze jednak ta separacja na czas leczenia byla by wskazana.. tzn ze nie spotykalibysmy sie prawie w ogole, ale kontaktowali tylko przez internet/kom...

Ostatnio nawet stwierdził, że nic nie czuje po tych lekach co bierze... A nawet ze Mu wszystko juz obojetne.. ;(
Jak opuszczałam dom nawet nie mógł mnie przytulic na pożegnanie, nie czuł, że chce, nie czuł,że tak powinno być skoro się kogoś darzy uczuciem.. Mówił tylko, że czuje że tak właśnie powinno być, że ja zaraz wyjdę a On nie moze sie tego momentu doczekac, i wtedy Jemu się poprawi samopoczucie...

Do mojego spotkania z Jego lekarzem jeszcze nie doszło bo albo lekarza nie bylo, albo byl zajety, albo mnie nie bylo w mieście... Dopiero na początku przyszłego tygodnia mam się spotkać...

Nie wiem jak sie w tym odnaleźć... Jak mam "przeżyć" bez Niego kilka miesięcy... Potrzebuję wsparcia w codziennym życiu, albo choćby zwykłego przytulenia... a kto ma mi to dać jak nie mój partner... :(

Czuję się sponiewierana...odrzucona...
Bo chcę być przy Nim by Go wspierać, ale On mnie nie chce przy sobie...
Chce mnie tylko czasem...na pare godzin... albo tylko wirtualnie... :(
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
01 gru 2010, 20:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

Avatar użytkownika
przez marcja 18 gru 2010, 22:45
Ojej...To sie porobilo... Wspolczuje Ci :(
Ale gdybym miala byc obiektywna, wlasicwie trudno stwierdzic czy on nie ma racji - moze on czuje, ze go nie rozumiesz i moze Twoja radosna, zywa natura go w tym momencie (lub od dluzszego czasu) przytlacza...To, ze woli rozmawiac z innymi a nie z Toba o czyms chyba swiadczy. Moze on czuje, ze nie moze byc przy Tobie soba...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

przez nightwish 18 gru 2010, 22:53
Bo to jest prawda - nie rozumiem do końca Jego choroby.
Jednak teraz jest już lepiej z moją wiedzą na te tematy etc i zachowuję się inaczej niż kiedyś.
Bardzo się staram...

Nie jestem radosna. Jestem "normalna". Nawet uśmiecham się nieczęsto...

Hm...Bardzo możliwe, że czuje presję z mojej strony... Że nie może byc taki jaki chce być... Np mieć swoje nałogi i czuć się z nimi PRZY MNIE swobodnie... Jednak to że jestem np przeciwko paleniu raczej jest pozytywne, bo ten nałóg nie działa na Niego pozytywnie..Wręcz przeciwnie, On jest jeszcze bardziej "zamulony"...

Po prostu chcę dla Niego dobrze...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
01 gru 2010, 20:25

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

Avatar użytkownika
przez marcja 18 gru 2010, 23:03
No rozumiem, ale akurat moglas mu darowac te papierosy i inne nalogi, az do czasu, gdy nie poprawi mu sie nastroj. Zreszta jest dorosly i pewnie wiazac sie z nim wiedzialas o jego nalogach... Widzialy galy, co braly, jak to sie mowi ;)

Ogolnie przykre to bardzo, ja bylabym tez zdolowana, gdyby parter przyznal,ze sie zle przy mnie czuje i wolal zwierzac sie innym, niz mi:( Ale moze dojdziecie do porozumienia, jak on sie troche podleczy. Trzymaj sie i czekaj cierpliwie, dajcie sobie troche czasu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

przez nightwish 18 gru 2010, 23:06
Gdy sie z Nim wiązałam , On nie palił...

Nie wiem czy jest na co czekać...
Skoro teraz jest Mu obojętne...

Boje sie tez, ze po takiej izolacji, On stwierdzi, że już nic do mnie nie czuje i nie chce ze mną być...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
01 gru 2010, 20:25

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

Avatar użytkownika
przez Tornado 19 gru 2010, 11:09
Cześć nightwish,

Na siłę nie warto zbyt wiele się angażować - bo jest tylko gorzej. Też się związałam z osobą z wieloma problemami - mieliśmy się razem wspierać. Jednak kiedy partner stwierdził, że wsparcie to nie wygląda tak, jak sobie to wyobraził, wymyślił - zaczęły się schody. Nasze ścieżki zaczęły się od siebie oddalać, mimo mojego wręcz stawania na głowie w wielu sytuacjach. W końcu się wypaliłam. Sama zaczęłam mieć takie problemy, że hej. Jeszcze będziemy próbować na terapii małżeńskiej związek odbudować, ale jeśli mąż będzie nadal zamknięty na leczenie - a taki jest - to mimo "starań" z jego strony poprawy relacji nic z tego nie wyjdzie i nie pozostanie dla dobra dziecka nic, jak rozwód - bo i ono cierpi z powodu sytuacji.

Póki jest chęć współpracy i wzajemnego zrozumienia - jest szansa, że coś się zmieni. Często pomoc czy próby zrozumienia odbierane są jako atak - "no jak to, przecież to jasne, że jest tak a nie inaczej, jak śmiesz sugerować, że coś jest z tym nie tak" - nawet, jak nie sugerujesz. Jest to ciężki kawałek chleba. Z doświadczenia jednak wiem (z tego, co przeszłam), że kiedy jest chęć współpracy i oboje się starają zrozumieć siebie nawzajem - niemożliwe staje się możliwym. Zdobywasz takie zaufanie i przywiązanie w obie strony przy tym, że nic tylko się pławić w sukcesie. Praca jednak trwała ponad 2 lata - (w sumie to i tak krótko) i naprawdę opłacało się. (Wspomniana zmiana zaszła u mojego ojca - ja w sumie też się dzięki temu zmieniłam - i wg mnie na plus :smile: )
"Wolno dojrzewa człowiek. Wiele mu trzeba męstwa aby się nie dać wiatrowi i rosnąć w górę i w głąb, by triumfalną zielenią zaszumieć w końcu jak dąb zwycięstwa..."
[Konstanty Ildefons Gałczyński]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
394
Dołączył(a)
26 sie 2007, 21:44
Lokalizacja
Poznań

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

Avatar użytkownika
przez Sorrow 21 gru 2010, 18:25
nightwish napisał(a):Stwierdzono u Niego schizofrenię, psychozę lękową, zespół paranoidalny i depresję.

Nie potrafię uwierzyć, że człowiek nie jest w stanie zrobić danej czynności pomimo tego, że bardzo chce.
Dla mnie to oczywiste, że jak chcę iść zrobić sobie herbatę to po prostu idę.
Jak chcę okazywać swe uczucie to, to robię na różne sposoby, a nie siedzę na internecie całymi godzinami nie spędzając czasu z partnerem.

Uważam, że mojemu chłopakowi jest tak po prostu wygodnie, że się nad Nim tak rozczulam i że jest w centrum zainteresowania, że to wymówka przed zrobieniem różnych rzeczy, że sam sobie to wkręcił, bo przez dłuższy czas Mu na to "pozwalałam", a wręcz matkowałam.

Czy możecie mi powiedzieć czy to ja nie rozumiem tej choroby czy jednak jest mozliwe że ktos sobie wszystko bo mu tak wygodnie żyć...

A nie wygodniej jest czasem samemu sobie zrobić herbaty kiedy tylko się chce?

Generalnie rzecz biorąc, depresja to dość niewygodna choroba.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

przez sunset 21 gru 2010, 18:53
nightwish, nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz, ale po Twoich wypowiedziach mogę poznać uczucia swojego partnera. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego co on może czuć, a teraz wiem... To takie przykre, że krzywdzimy ludzi, których kochamy. Myślę, że my, chorzy, powinniśmy byś sami, aby nie krzywdzić innych (tych zdrowych), a oni aby nie krzywdzili nas, gdyż nigdy nie zrozumieją tego co my czujemy.
sunset
Offline

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

przez nightwish 21 gru 2010, 22:06
Sorrow,
nie rozumiem Twojej wypowiedzi...


sunset,
czuję że pozamiatałaś... ;(



a może chorzy powinni byc z chorymi a zdrowi ze zdrowymi?
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
01 gru 2010, 20:25

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

przez sunset 22 gru 2010, 00:44
nightwish, dlaczego tak czujesz? Ja tylko napisałam to co myślę. A Twój chłopak może ma inne odczucia.
sunset
Offline

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

przez montechristo 22 gru 2010, 00:59
nightwish napisał(a):Sorrow,
nie rozumiem Twojej wypowiedzi...


sunset,
czuję że pozamiatałaś... ;(



a może chorzy powinni byc z chorymi a zdrowi ze zdrowymi?



Wiesz co? to dobry pomysł...tylko ze nie jesteś oryginalna...a szkoda. W historii nie jeden miał taki pomysł ale mi utkwił w pamięcie HITLER - ona posortował ludzi na lepszych i gorszych - zdrowych i chorych.
[b]Jak czytam Twoje wypociny to przyznaje Ci rację - wole być z chorymi niż z Tobą zdrową[/b]
Offline
Posty
753
Dołączył(a)
08 gru 2009, 15:27

Re: Nie dowierzam, że mój partner ma depresje.Nie rozumiem Go.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 22 gru 2010, 00:59
nightwish, A ja potrafię sobie wyobrazić co czuje Twoj chłopak. W tej chorobie jest tak,że nie wie się czego się chce. NIczego nie jest się pewnym . Wydaje się,że trzeba wszystko budować od początu, ale nie ma się na to siły. Terapia jest długotrwałym procesem. Po tym procesie człowiek nie jest juz taki sam jak sprzed choroby. Co nie oznacza,że jest kimś gorszym. Napewno dojrzalszym.
Musisz przewartościować pewne sprawy. MOże nawet rozstanie będzie rozwiązaniem. Ciężko mi cokolwiek doradzić.
U mnie jest tak,ze raz mi sie wydaję,że wiem czego chcę, rano już jest zupełnie inaczej. NIe rozumiem siebie.
Zaburzenia są straszne. Kto ich nie doświadczył na własnej skórze, niestety nie potafi rozumieć jak to jest.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do