Rozpad związku, a ja nadal kocham...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Rozpad związku, a ja nadal kocham...

przez Vicente 28 lis 2010, 21:10
Witam, jestem nowym na tym forum - ale myślę że to nie ma znaczenia. Opowiem Wam moją historię.

Otóż poznałem 10 miesięcy temu wspaniałą dziewczynę. Byliśmy w sobie bardzo zakochani. Rozstaliśmy się 1,5 miesiąca temu. Ona ma 17 lat, ja mam 19. Zerwała ze mną przez 'sms'. Bardzo mnie to zabolało, nie mogłem zrozumieć dlaczego. Przez ostatni czas kłóciliśmy się ostro, ale nie spodziewałem się takiego końca. Zacznę jednak od początku.

W ciągu tych 10 miesięcy bardzo się starałem urozmaicić nasz związek. Starałem się być miły i otwarty, zawsze odwoziłem ją do domu - otwierałem drzwi itp. Moja rodzina też ją bardzo pokochała, była z 'nami' na wakacjach, często jedliśmy wspólnie obiady itp. Fakt kłóciliśmy się, ale tylko przez to chore g-g. Ona też się starała, ale w pewnym momencie poczułem że chyba zrezygnowała. Mimo wszystko i tak się starałem.

Gdy zaczął się rok szkolny, widywaliśmy się tylko na godzinę. Chciałem to urozmaicić i robiłem pikniki, starałem się jej pomóc w szkole i robić za nią zadania - ogólnie co mogłem to jej dawałem. Wściekałem się gdy dla mnie zawsze miała 'tylko' godzinę czasu - tłumacząc 'mam za dużo nauki', a gdy trzeba było gdzieś iść np. do koleżanki - potrafiła tam zostać na noc i się świetnie bawić. Zacząłem słyszeć 'jesteś zazdrosny o naukę' itp. Moja była była zła o to że się prawie w ogóle nie uśmiecham, tylko że przy niej czułem się świetnie - a uśmiech to tylko uśmiech. Zrozumiałbym to tylko, że w szkole miała same 3 i 4, więc mimo tego że tak 'dużo' się uczy - niestety nie idzie jej jakoś wybitnie super. Zacząłem mieć pretensje o to że nie pisze mi sms'ów, że nie ma z nią w ogóle żadnego kontaktu. W październiku po pracy przyjeżdżałem i remontowałem jej pokój. W pewnym momencie powiedziałem że to koniec, ale miała to być 'nauczka' i 'bodziec' do zmiany zachowania. Następnego dnia już do siebie wróciliśmy, i było ok. 5 dni przed naszym rozstaniem - byliśmy na weselu, bawiliśmy się bardzo dobrze.

Na studiach poznałem koleżankę, która ma chłopaka. Bardzo ją polubiłem, choć nie podobała mi się pod względem fizycznym. Zacząłem się jej lekko 'zwierzać' o moim problemie z dziewczyną. W pewnym momencie zaproponowałem jej nocleg - bo ta nie miała gdzie spać. Moja była już dziewczyna przeczytała o tym na nk, (od pewnego czasu notorycznie sprawdzała mi pocztę). Wkurzyła sie i zerwała ze mną przez sms'a. Ona była wcześniej wściekła o nią i niejednokrotnie do niej pisała żeby się odczepiła.

Po kilku dniach napisałem - no ale niestety bez rezultatu. Chciałem się spotkać i to wyjaśnić - no ale niestety nic nie podziałało. Więc postanowiłem działać, najpierw pisałem listy, potem namalowałem kilka rysunków. Tu było coś - bo podziękowała mi, ale gdy z nią pisałem na gg o spotkaniu - to i tak zostałem skreślony. Strasznie się załamałem, nie mogłem znieść że po tak dużym czasie i po tym wszystkim, ona pamięta tylko złe chwile. Pomijam fakt że na 'większe' imprezy jeździliśmy do galerii i wydawałem na nią dużo kasy - ale robiłem to od serca! Bo wiem że to jest ta jedyna, bardzo mocno to czuje.

Postanowiłem pojechać odszukać jej siostrę, która jest adoptowana - 400km od domu. Tam mnie pobili, siostry nie znalazłem i wróciłem z niczym. Moja była dziewczyna napisała mi 'i tak Ci nie wierze że tam byłeś'. To mnie już kompletnie załamało. Zacząłem pisać z jej tatom, którego zbytnio nie lubie. Niejednokrotnie kazał mi zerwać, był taki kompletnie 'obojętny'. Ogólnie w jej domu nie miałem dobrej opinii, wszyscy mieli jakieś pretensje. Potem to przerzuciło się na mnie i sam zacząłem krytykować swoją dziewczynę.

W pewnym momencie gdy pisałem z jej tatą, on powiedział mi że jego córka bawi sie z kolegą na imprezie. Byliśmy po 3 tyg. od rozstania. Początkowo jakoś to przebolałem, ale kumpel który był na tej imprezie powiedział mi że nigdy nie znał jej od 'takiej strony' - zaczęła pić, zachowywać jak typowe dziewczyny (a przecież miała tyle wspaniałych cech). Jej tata był święcie przekonany o mojej winie, i może by tak było - ale wiedział tylko o złych rzeczach, nie brał pod uwagę tych dobrych. To jemu moja była opowiadała 'jaki ja jestem zły i jakie to ja mam wiecznie pretensje do niej'.

Nie mogłem wytrzymać, psychicznie już nie dawałem rady. Musiałem się zemścić. Napisałem do jej taty i powiedziałem mu jaka jest. Tzn. że często pisała czy mi mówiła że go nienawidzi, że jest beznadziejnym ojcem. Powiedziałem że kilka razy go okłamała (np. w wakacje, gdy niby spała u koleżanki a spała u mnie). I powiedziałem, że chciała uprawiać seks ale ja nie chciałem jej krzywdzić (tak było).

Oczywiście po tygodniach milczenia, moja była do mnie zadzwoniła i zaczęła mnie wyzywać od świń itp. Leciały hasła typu: 'idź się lecz psychopato/zniszczyłeś mnie/nienawidzę Cie'. Wiem, że to był błąd - ale myślałem że gdy ją znienawidzę to będzie mi lepiej. Jest znacznie gorzej. Pomijam fakt że bardzo żałuje tego co zrobiłem, i że mam się za 0 to czuje się fatalnie. Zwłaszcza, że jestem typem który ogólnie wszystko traktuje tak poważnie. Moja była podobno żyje już normalnie i chyba normalnie się bawi - sądząc po opisach. Nigdy nie miałem ją za taki typ dziewczyny, nie była materialistką, nie była taką imprezowiczką itp. To w niej ceniłem - taką wrażliwość, mieliśmy tyle wspólnych pasji. Fakt miałem pretensje jak znajdywała czas dla koleżanek a dla mnie nie, tylko że ja również nie spotykałem sie z kolegami - a gdy już wychodziłem to i ona miała pretensje.

Być może miłość polega na tym, że nie krzywdzi sie drugiej osoby i w teoretycznym znaczeniu jej nie kocham. Tylko że ja psychicznie już leże, nie pomaga psycholog. W ciągu 1,5 miesiąca miałem dwa wypadki samochodowe, raz pobili mnie do nieprzytomności. Kompletnie sobie nie radzę, nie mogłem nawet o tym opowiedzieć. Napisałem nawet o tym by rozstać sie w zgodzie ale odpisywała 'nie potrafię sie spotkać, chce być sama'. Czułem sie po tych słowach jak jakiś mąż który zdradza żonę, ja tylko chciałem pomóc. Ostatni raz rozmawialiśmy 17 listopada (pisała do mnie wściekła o to co zrobiłem jej i jej rodzinie - mam na myśli wyznanie prawdy jej ojcu).

Rozmowę tą zakończyliśmy słowami 'idę cieszyć się życiem i patrzeć na uśmiechnięte twarze'. A ja odpisałem 'idę spotykać się z ludźmi którzy potrafią doceniać innych'. Za te słowa również czuje wyrzuty sumienia. Postanowiłem wziąć się w garść - zacząłem nagrywać w studio, wróciłem do trenowania MT, przyjąłem się na wolontariat do szkoły specjalnej, znów zacząłem rysować - ale to nie pomaga.

Myślę o tym jaki jestem zły, jak bardzo ją skrzywdziłem i jak sie zachowałem pod koniec. Czuje sie z każdym dniem coraz podlej. Ostatnio dowiedziałem się że te słowa 'zazdrosny o naukę' mogły się tyczyć tego że ja w LO miałem średnią 5,6. Tylko to mnie jeszcze bardziej zdołowało. Nie wiem co robić, bo ja ją nadal kocham. A inne dziewczyny? Mam je w d... nadal oddałbym życie za tą jedną.

edit:
Napisze jeszcze tylko tyle że kłóciliśmy się tylko przez gg i nic więcej. Jeszcze w dniu rozstania byłem u niej i wszystko było ok. Wracałem od niej i niestety odczytałem sms'a... Dzwoniła moja mama, siostra czy koledzy - ale nikt jej nie potrafił przekonać. Gdy napisałem do jej kuzynki, która mnie nie lubi - zostałem nazwany psychopatą. Swoją drogą po części myślę, że to przez kuzynkę - bo przedtem moja była miała dobry kontakt z moją siostrą, wręcz były nawet przyjaciółkami - od września nic do siebie nie pisały itp.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
28 lis 2010, 20:30

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

Avatar użytkownika
przez agusiaww 29 lis 2010, 11:15
Vincente, jestescie mlodymi ludzmi, i dlatego w zwiazku nie mogliscie wszystkiego ulozyc bo dopiero poznajecie zycie. Co do dziewczyny, to skoro juz sie rozstaliscie to czas zostawic to za soba. Przechodzisz typowe etapy rozstania, bol, zazdrosc, nienawisc. Teraz najlepiej jest z nia nie utrzymywac kontaktu, w ogole staraj sie o niej nie myslec, zajmowac tak jak sie zajmujesz innymi sprawami. Zazwyczaj po tym jak sie nie ma kontaktu, dopiero po roku czlowiek jest gotowy na nowy zwiazek. Duzo miedzy Wami stalo sie zlego po, bo reagowales tak z bolu, oczywiscie nie jest to usprawiedliwienie, ale jakies wytlumaczenie na pewno, dlatego teraz bogatszy o nowe doswiadczenie postaraj sie wykorzystac je w przyszlosci. Jezeli z tym nie radzisz spróbuj udac sie do psychologa, porozmawiac.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

przez Vicente 29 lis 2010, 12:49
Tylko, że ja nadal ją kocham - tu jest problem. Nie mam zamiaru się z nikim wiązać itp. A psycholog? Co mi może doradzić? A już wiem... zapomnij, za jakiś czas Ci przejdzie itp.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
28 lis 2010, 20:30

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

Avatar użytkownika
przez linka 29 lis 2010, 12:52
Vicente, raczej nie.....będziesz się z nim zastanawiać dlaczego dalej ją kochasz i co dalej zrobić, żeby przestać.
No a tak poza tym...to wiesz......przejdzie ci....1,5 miesiąca to niedużo, sprawa jest świeża jeszcze ale przestanie boleć....
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

przez betty_boo 29 lis 2010, 19:02
to prawda, czas leczy rany - nawet najwieksze
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

Avatar użytkownika
przez Lolita 29 lis 2010, 21:23
Myślę że oboje nie dorośliście do poważnego związku.
Masz dopiero 19 lat i domyślam się że to był twój pierwszy związek.

Dzięki temu doświadczeniu możesz wyciągnąć wnioski i nie popełniać tych samych błędów w następnym . ;)
Wyobraź mnie sobie; nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.

Lolita
Avatar użytkownika
Offline
Posty
322
Dołączył(a)
22 kwi 2010, 17:00

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

przez Natusia 29 lis 2010, 21:31
z czasem zapomnisz i zaczniesz żyć na nowo i gdzieś tam na pewno jest dla Ciebie ta właściwa... to widocznie nie było to ale sam musisz to zrozumieć , tylko się męczyłeś psychicznie a w miłości tak nie może być, trzeba czuć się szczęśliwym, kochanym ,rozumianym a nie cały czas zastanawiać się co zrobiłem źle i na siłę coś poprawiać, tak czy inaczej trzymam kciuki i mam nadzieję że będziesz szczęśliwy ;)
...śmierć jest spokojna łatwa życie jest trudniejsze...
Offline
Posty
1382
Dołączył(a)
13 maja 2010, 11:32

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

przez julia6000 29 lis 2010, 21:43
Vicente.................pojechałeś na maxa......nie dziwię się, że czujesz wyrzuty sumienia........co myślałeś w momencie ujawniania "waszej wspólnej tajemnicy"????zdradziłeś swoją dziewczynę więc ona nie chce z Tobą rozmawiać.
....no ale stało się teraz pomyśl jak to wyprostować.........może spotkanie z jej ojcem i wytłumaczenie sprawy................oczywiście to dla oczyszczenia Twojego sumienia bo na powrót do byłej już bym nie liczyła...........
Bynajmniej nie teraz nic na silę...Czas pokaże, czy jesteście sobie przeznaczeni.........powodzenia
Mamo, nie myśl że się skarżę, żal mi tylko marzeń
z dziecięcych dni, moich dni...
Offline
Posty
50
Dołączył(a)
21 paź 2009, 16:19

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 30 lis 2010, 00:17
'idź się lecz psychopato/zniszczyłeś mnie/nienawidzę Cie'

Jeju,chciałbym kiedyś usłyszeć takie słowa... ;) :D

Prawda jest taka,że oboje sobie narobiliście szkód.
A teraz go to next level i zapomnij o niej po prostu bo rozpamiętywanie,drążenie spraw z nią związanych nie ma sensu,ponieważ życie to nie telenowela w której główni bohaterowie do siebie wracają...
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

Avatar użytkownika
przez Badziak 30 lis 2010, 00:29
Niezły z Ciebie numer. Nie mam w zwyczaju oceniać, raczej doradzam, ale to co jej zrobiłeś było naprawdę podłe. A to że nie widzisz w tym nic złego tylko zasłaniasz się 'wyznaniem prawdy' jest jeszcze gorsze.
Zaburzenia depresyjno-lękowe z elementami fobii społecznej:
Anafranil SR (klomipramina) 150 mg
Amizepin (karbamazepina) 400 mg

+ terapia behawioralno-poznawcza :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1412
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 23:21

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 30 lis 2010, 03:31
Oj tam,popełnił błąd,pokazał prawdziwe(lub nieprawdziwe) oblicze "córeczki tatusia" ale nie osądzajmy go....Autor wie,że popełnił błąd,żałuje tego i już.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Rozpad związku, a ja nadal kocham...

przez Vicente 30 lis 2010, 19:27
Tak żałuje. A związek nie był pierwszy, chociaż... Pierwszy tak bardzo 'zaangażowany'.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
28 lis 2010, 20:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do