kłamstwa

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

kłamstwa

przez kooperacja 12 sie 2010, 16:21
Witam

Straszne rzeczy dzieją się w mojej głowie.

Poznaliśmy się prawie rok temu. Pamiętam, że po dwóch tygodniach intensywnych spotkań i romantycznych spacerków, zaczął mówić do mnie konkretami - "czuję się zobowiązany", "chce żeby to wyglądało poważnie", "zależy mi na tobie". Pamiętam też, że włączyła mi się w głowie kontrolka, byłam niecały miesiąc po zakończeniu związku pełnego rozczarowań i patrzyłam na wszystko z lekką rezerwą. Zgodziłam się bo w tamtej jednej chwili wydał mi się nagle starszy i dojrzalszy. Mamy po 22 lata.

Jestem zdania, że na początku każdego związku powinno się dać partnerowi spory kredyt zaufania. Naczytałam się bzdur o silnych więziach opartych na wzajemnym zaufaniu, po raz kolejny stając się ofiarą tego systemu. Trwałam więc sobie przez trzy-cztery miesiące w błogiej nieświadomości, myśląc niejednokrotnie, że właśnie tak powinna wyglądać miłość. Koledzy i piątkowe picie? Proszę bardzo, przecież to nic złego. Wyjścia do klubów beze mnie? Nie mam nic przeciwko, przecież mu ufam. Telefony w środku nocy? Oh, to pewnie pijany operator z Ery. Wiecznie migająca w dole ekranu wiadomość gg od byłej? No nie daj się zwariować, na pewno opowiada jej, że jest ze mną szczęśliwy.

Pomysły skończyły mi się wraz z Bożym Narodzeniem i zaczęłam się zastanawiać. Zastanawianie zaowocowało próbami podjęcia poważniejszej rozmowy. Burknął coś o chorobliwej zazdrości swojej ex, o jej niezakończonych sprawach i o tym jak bardzo czuje się tym zmęczony. Dla mnie wszystko wydawało się takie proste - skoro ktoś z kim nie jesteś związany sprawia ci problem, to wyjaśniasz sytuację tak by nie było wątpliwości i albo stawiasz konkretne warunki, albo zrywasz kontakt. Zarzekał się, że właśnie tak zrobił. Cóż, przez miesiąc nie zmieniło się nic, poza kiełkującym we mnie niepokojem. Byłam ja i on, romantyczne chwile, długie wieczory, smsy i telefony, ale była też migająca wiadomość od byłej i moja wyobraźnia.

Przy pierwszej okazji usiadłam raz a dobrze do jego komputera. Tak się nie robi. Wiem. Ale dłużej już nie mogłam, musiałam udowodnić sama sobie, że to tylko urojenia. Chciałam pośmiać się w duchu ze swojej obsesji i odetchnąć głęboko. Tymczasem okazało się, że ex nie ma pojęcia o moim istnieniu i nadal robi sobie nadzieje na happy end, na jaw wyszły ich potajemne spotkania podczas, których do niczego nie dochodziło. Do niczego poza wymianą świątecznych prezentów, leżeniem i oglądaniem filmów, kinem, łyżwami, lodami, obiadkami itp. Do swoich przyjaciół pisał o mnie w sposób strasznie przedmiotowy, czasami chamski. Nie znałam go z tej strony, nie miałam pojęcia, że mógłby mnie nazwać "suką", albo jednoznacznie sugerować, że jestem dobra tylko w położeniu horyzontalnym, najlepiej na łóżku. Płakałam całą noc, na drugi dzień spotkałam się z nim jak gdyby nigdy nic. Patrzyłam na niego i widziałam człowieka, którego kocham, który jest przecież dla mnie dobry i który nijak nie pasuje do wulgarnych słów, kraciastego kocyka i byłej. Postanowiłam poczekać. Starać się jak nigdy wcześniej. I czekać.

Kiedy niedługo później przeczytałam, że podczas jednego z takich spotkań się całowali, dostałam histerii. Powiedziałam mu wszystko i odeszłam. W tydzień straciłam widocznie na wadze (dieta cud!), mama płakała razem ze mną. Koszmar. Oczywiście dzwonił, pisał, dzwonił, pisał. Takie pierdołki, których bardzo potrzebowałam "nie mogę bez ciebie żyć" "boże, co mam zrobić", "błagam..," "proszę...". Nalegał na spotkanie. A ja jestem miękka. Patrzyłam w sufit i widziałam sufit w jego pokoju, śnił mi się po nocach, myślałam "hej, ludzie wybaczają sobie gorsze rzeczy, nie ma co płakać". Podczas rozmowy przekonywał mnie zawzięcie... sama nie wiem, że nie potrafię czytać? że wyciągnęłam mylne wnioski? że uległam komputerowej fatamorganie? Powiedziałam czego oczekuję. Zrobił mi scenę rodem z Rejtana, przysiągł i znowu było jak dawniej.

To było pół roku temu. Mamy za sobą cudowny wyjazd w góry i parę innych miłych wspomnień. Przez ten czas może 2-3 razy uległam chęci ponownego sprawdzenia go, czy to przez smsy czy gg. Kiedy nic nie znalazłam, starałam się to od siebie odepchnąć.

Ostatni miesiąc był szczególny. On, stał się czuły jak nigdy, potrafił mówić mi dziesięć razy dziennie, że mnie kocha i czułam się kochana. Powinnam się cieszyć, a zamiast tego obudziłam się z chorą myślą "czy on czegoś nie przeskrobał" i 15 minut później czując się jak skończona wariatka przetrząsywałam jego korespondencje. Na moje nieszczęście, zaczęłam od kwietnia. Kierował mną wewnętrzny masochizm, bo normalny człowiek skończyłby czytać przy pierwszym "zaproszę tę nowo poznaną w klubie i wyr*cham". Brnęłam dalej i... klaps. Od czerwca stałam się nagle "jego dziewczynką", "ukochaną", "laleczką". Zero wzmianek o innych laskach.

Czuję się jak po wielkim praniu mózgu. Jest mi wstyd, że kocham człowieka, który zdając sobie z tego świetnie sprawę potrafi wyjść na parkiet i rwać jak trawę, wszystko co się rusza. Jest mi wstyd, że patrzę w lustro i widzę naprawdę ładną dziewczynę z takimi śmiesznymi problemami. Nie wiem czy wszystko co robił i mówił było kłamstwem? Czy takie sprawy sprzed kilku miesięcy mogą ulec przedawnieniu, czy można je podpiąć pod "kiedyś"? Przecież "dzisiaj" za jakiś czas też będzie "kiedyś"? Czy jego "kocham cię" to wynik wyrzutów sumienia? Czy on w ogóle ma sumienie? Czy przestał ją już kochać? Czy szuka cały czas czegoś lepszego, a mnie trzyma w rezerwie? Czy jestem wynikiem zasiedzenia i przyzwyczajenia? Czy to tylko taka poza przy kolegach? Czy myśli, że jestem głupia?

Straciłam szacunek do samej siebie. On, jak widać, nie szanował mnie nigdy. Wystarczy jednak, że weźmie mnie na kolana i w ułamku sekundy wszystko wydaje mi się nieważne i głupie. W chwili, kiedy mnie przytula linczuje się w myślach, że kiedykolwiek miałam ochotę go zostawić z tak błahego powodu jak jakieś rozmowy na gg. Nie wiem z kolei co zrobić, żeby przestać myśleć. Dostałam takiej obsesji, że każde nieodebrane połączenie albo wyjście z kolegami wywołuje u mnie dreszcze i spazmy. Śni mi się, że przyłapuję go z batalionem nagrzanych dziewczyn. To chore. Jak mam sobie ze sobą poradzić?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 sie 2010, 14:32

Re: kłamstwa

Avatar użytkownika
przez frytka 12 sie 2010, 17:30
Przepraszam, nie do końca zrozumiałam, czy nadal Cię okłamuje czy już z tym skończył według tego, co wyczytałaś w jego historii korespondencji sms czy gg. Tak czy siak, to co czujesz do niego wydaje mi się formą uzależnienia a przemawia za tym fakt, iż mimo że nie potrafisz mu ufać nadal z nim jesteś. Proponowałabym szczerą rozmowę z partnerem. Po tym, jak nadużył Twojego zaufania winny jest Ci wsparcie i pomoc w jego odbudowie.
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Re: kłamstwa

Avatar użytkownika
przez mansun 12 sie 2010, 18:25
kooperacja napisał(a):Śni mi się, że przyłapuję go z batalionem nagrzanych dziewczyn. To chore.


Marzenia senne, nie chore. Gdybyś go zobaczyła w intymnej sytuacji może wreszcie dostałabyś impulsu do podjęcia jedynej słusznej decyzji. A tak, tracisz życie na mirażach, karuzeli uczuć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
06 sie 2010, 20:42
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do