być Panem swego losu

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

być Panem swego losu

przez morion 20 lip 2010, 20:53
Ręka mi drży..stawiając kolejne literki. Zamierzałem się długo by wykrzyczeć te słowa.
Zmagam się z nerwicą lękową i deprechą. Nie wiem jak podołać co zrobić, jak poradzić sobie z sobą..wybaczyć sobie i partnerce.
Byłem w długim związku 12 letnim który rozpadł się po dwóch zdradach mojej byłej. Było to 5 lat temu a ja się nie pozbierałem. Trudno było uwolnić mi sie z tego związku. Marzenia jakie kołatały się w mojej głowie to stanąć na nogi przy kimś nowym.
Chwyciłem Pana Boga za nogi..pojawiła się wybawczyni (takie było moje spostrzeganie, jakiś czas temu). Poznałem kobietę moich marzeń, jak mi się wydawało. Zakochałem się szybko. Bo o tym marzyłem tego chciałem. Marzyłem o sielance..kto by jej nie chciał :)))). To były jednak marzenia. Kontakt smsowy teefony (w tamtym okresie była to dla mnie okropna trudnosć..wogóle z kimś sięspotkac), wiało trochę chłodem i dystansem...nie rozumiałem co robię źle i o co chodzi....walczę dalej. Spotkanie (wymarzone) jedno, drugie...jakoś poszło. Nakręcony i szczęśliwy. Jednak coś nie tak. Głowie się o co chodzi? Po dwóch miesiącach znajomości..partnerka mówi mi " będziesz krzyczał ale jestem samotną matką". Nie nie krzyczałem. Lekko skrzydła mi to podcięło..ale już nakręcony pomyślałem..nieprzekreślam Cie przeciez przez to..dlaczego nie. Sam wychowałem sie w niepełnej rodzinie. W głowie jednak jeden warunek...jakos poukładane sprawy z drugą stroną. Próbowałem to wyjaśnić....no nic nie ma tematu...drugiej strony nie ma. Taaaaaaa jednak nie tak. Rozpieprzony emocjonalnie wijący sie z bólu..totalnie zauroczony stwierdzam nie. Próbuję się uwolnić..porozmawiac poważnie względnie dojrzale...ze nie chce wplatywac sie w taką sytuację (choc juz sie wplątałem). Ucieakm!!!!! Zaczeło się!!! W czterech scianch zupełnie sam... totalny zawód...przeciez ja tak piekielnie się zakochałem a nie chcę cierpieć. Zaczeły się szantaże...koczowanie pod moimi drzwiami na wycieraczce..przesladowanie..gdziekolwiek bym nie był tam ona. Zacząłem się chowac izolowac od wszystkiego..zawalac pracę znajomości..wszystko. Telepie się..rozrywa mnie ból nie do wytrzymania. Kolejny szantaż..szpila...ze jestem oszustem, ze chiałem się tylko zabawić i granie na najczulszych punktach (zaczynam nie poznawać siebie zupełnie). Odpuszcam..zauroczenie "miłośc" żal, poczucied winy, strach..podejmuje wyzwanie. Staram się, jakoś sprostac wszystkiemu. Raz dwa trzy. Wsciekłość co raz bardziej mnie rozpiera. Brak wsparcia rodziny z drugiej strony piekielnie zazdrosna o wszystko kobieta...wali mi się swiat. Strach strach strach. Ciagłe oskarżenia o wszystko. Deprecha rośnie. Wyprany z uczucć które poblokowałem z chaosem w głowie trafiam na nerwicówkę. Chęć życia zdechła. Przerazony zupełnie pogubiony odizolowany od wszystkich. Zakochany a jednocześnie piekielnie czujący się w tej całej sytuacji..twierdzę czas sieodciąć jakoś przechorowac. Siedzę u z innymi znerwicowanymi ludkami..początkowo ze sporym dystansem..który zzaczął stopniowo topnieć. Cholernie jednak tęsknię, boję się co dalej jka dam radę. Ukochana godzinami pod szpitalem..przyjeżdza..telefony wciąż tłuką. Chce wracać, chce zostać..uwolnić się a nie potrafię.....i tak wkółko. Kolejne odgrywanie scen ze strony wybranki..granie na emocjach....poddaje się. Próbuję rozmawiać ze to wszystko mnie przerasta mimo uczucia. Nie działa...jestem oszust i tyle. Nie mogę poradzić sobie z tym wszystkim..okłamuje sie sam...ulegam naciskom. Próbuję znów (jak idiota, cały czas tak sie czuje)..może jakoś się ułozy. Ta i owszem pojawił się owoc związku (ciąza) a ja zmarnowany totalnie..zupełnie rozbity emocjonalnie z przerażeniem jak to dźwignąć. Powiecie gówniarz..a tak w tym związku emocjonalnie na pewno. chce by moje dziecko miało jak najlepiej.....ale to wszystko co sie wydarzyło to jakiś koszmar..............Ewidentnie panuję nad swoim losem..przynajmniej spróbuję wziąć za swoje błędy odpowiedzialność.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 lip 2010, 18:22

Re: być Panem swego losu

przez emicórcia 22 lip 2010, 20:37
Wycofany. Nie smarkacz, powalcz jeszcze. Sam nie masz dla siebie współczucia. Potrzebne ci ciepło i zrozumienie tego co kołacze się w twojej głowie.
emicórcia
Offline

Re: być Panem swego losu

Avatar użytkownika
przez stracony 22 lip 2010, 23:07
Ja to zazwyczaj jestem inny i nie zawsze kumam o co kaman, ale jeśli Ty ja kochasz, ona Ciebie kocha i będziecie mieli dziecko to są 3 powody aby być jak najbardziej razem. Inni już przez samą miłość rozbijają pozornie szczęśliwe rodziny a Ty przecież nie masz takiego brzemienia. No że jest jeszcze jej dziecko to w sumie co w tym takiego złego? Pewnie czegoś jeszcze nie dopisałeś ale to co zrozumiałem z tego chaosu to nie jest takie złe.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 12 gości

Przeskocz do