Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 19 maja 2010, 01:33
Chcę kochać swojego syna choć trudno mi wierzyć, że jestem jest biologicznym ojcem. To trudny problem.


Nie radze sobie w życiu, w czasie. Wszystko biegnie za szybko, a ja działam za wolno, albo raczej zbyt często pogrążam się w rozmyślaniach o tym czego się boję.

Codzienny strach przez kochankiem zony i jego matką. Bardzo chciałbym by nie żyli tak bym nie musiał się więcej ich bać.

[Dodane po edycji:]

pomocy

co robić? już nie wyrabiam... boję się, że zrobię coś głupiego
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

przez rober6666 19 maja 2010, 01:38
...Napisz cos więcej....
Rozwiń temat
Żona ma kochanka?? jesteś pewien?? jak długo?? Ile lat ma synek??
mam 38 lat, staz małżeński,synka, niejedno widziałem i słyszałem...
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 19 maja 2010, 08:29
namiestnik, wg mnie milosc do dziecka nie bierze sie z wiezow krwi, ale z tego kto go wychowuje, kto dzieli z nim dobre i zle chwile. Natomiast jezeli Ci to przeszkadza to mozesz zrobic badanie genetyczne, jednak zastanow sie nad tym powaznie.....Odpowiedz sobie na pytanie co by sie stalo, gdyby sie okazalo ze nie jestes jego ojcem? To co bys dziecka nie kochal, dziecka ktore w Tobie widzi ojca? Owszem zdrada drugiego czlowieka jest cholernie bolesna, ale dziecko jest tutaj osoba, ktore nic nie zawinilo. A zonie to postaw ultimatum, albo zrywa z kochankiem,,,albo rozwod, bo w takiej szarpaninie to zyc sie nie da.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

przez Alter Ego 19 maja 2010, 08:46
Namiestniku,
znam Twoją sprawę i przestrzegałem Cię dawniej przed skutkami które właśnie ponosisz. Wielokrotnie mówiłem Ci o tym, Ty jednak wybrałeś inną drogę. Dziwiło mnie to bardzo, ale pozostaje pod wpływem głębokiego szacunku do Twojej decyzji.

Szanuję Cię bardzo jako człowieka i mądrego faceta. Życiowo jednak a przynajmniej w tej sprawie zachowujesz się jak dziecko we mgle. Skoro zdecydowałeś się, na życie z tą kobietą a wiedziałeś dobrze, jaka jest sytuacja powinieneś pogodzić się z losem. Podziwiałem Twoją decyzję, bo ja bym się na taką wielkoduszność na pewno nie zdobył. Podziwiałem w Tobie właśnie tą skłonność do wybaczenia nawet takiej rzeczy. Chciałbym kiedykolwiek w sobie odszukać tyle serca. Naprawdę byłem pod wrażeniem wielkości Twojego ducha - zaimponowałeś mi tym. Naprawdę..

Co do jednak Twojego postu cyt. "Chcę kochać swojego syna choć trudno mi wierzyć, że jestem jest biologicznym ojcem. To trudny problem." pytanie brzmi - jakie to do k..y nędzy ma dla Ciebie znaczenie kto jest jego biologicznym ojcem? Jeśli tak Cię to frapuje - zrób testy DNA. Nie myślałeś o tym wcześniej? Przecież zdawałeś sobie sprawę z tego co się dzieje i co zaszło. Jednak Twoja decyzja była taka aby wziąć ten ciężar na swoje barki.
Więc ponowie kwestie, świadomie, zdrów na ciele i umyśle wybrałeś drogę życiową i postanowiłeś dać sobie i żonie szansę (przed skutkami tego nie tylko ja Cię przestrzegałem). Była to decyzja nie chwili, konsekwentnie w niej trwałeś przez prawie rok czasu - i chwała Ci za to. Pytanie jednak - to o co teraz Ci chodzi? Masz to co chciałeś, lub czego rady rzucić nie dałeś..

Następnie cyt. "Codzienny strach przez kochankiem zony i jego matką. Bardzo chciałbym by nie żyli tak bym nie musiał się więcej ich bać." - to o co kurka wodna chodzi? Chcesz być z matką Twojego synka ale jednocześnie chcesz żeby umarła? Kochasz ją i nienawidzisz zarazem. Można wybaczyć, ale nie zapomnieć - stąd mówiłem Ci wiele razy, zostaw to wszystko bo nie dasz rady później.

Jedyna pomoc dla Ciebie Stary to coś o czym dawno sam wiesz ale nie przyjmujesz tego do świadomości. Nie zostawisz jej bo ją "kochasz", "nienawidzisz" jej zarazem za to co zrobiła. To jest bardzo egoistyczna miłość z Twojej strony i tak naprawdę to masz dwa wyjścia z tej chorej sytuacji:

1. odejść od tej kobiety i zapomnieć o sprawie - niech się kto inny z tym męczy. Im szybciej tym lepiej, może sobie ułoży życie co dla dziecka i JEGO przyszłości będzie właśnie miało kolosalne znaczenie.

albo

2. nie płakać jak ciota nad swoim losem i zachować się jak FACET! Taka była Twoja decyzja więc bądź do ch.ja Pana konsekwentny w działaniu. Zastanawiać się nad wychowaniem dziecka a nie wywoływać w głowie retrospekcje z jego "domniemanego" momentu poczęcia. Iść do przodu a nie oceniać przeszłość i cierpieć. Ogarnąć się w środku i budować, a nie cierpieć. Ile można Namiestniku. Stawić czoło przeciwnościom losu RAZEM (jeśli ona jest po Twojej stronie - jeśli nie to wybacz - punkt pierwszy programu), temu skur...nowi również..

I na koniec cyt. "co robić? już nie wyrabiam... boję się, że zrobię coś głupiego"

Tu również znasz odpowiedź, jesteś naprawdę niegłupi i zdolny facet - Jedyne zaś co możesz zrobić głupiego w tej to nic nie zrobić i trwać w tym stanie dalej. Bo zniszczysz i sobie i dziecku i swojej żonie życie.

Jedna rzecz powoduje następną. Człowiek ma słabość, jest wadliwy.
Wada prowadzi do poczucia winy. Poczucie winy do wstydu.
Wstyd rekompensuje sobie dumą i pychą. A kiedy upada jego duma, rozpacz bierze górę i prowadzi do jego destrukcji, co stanie się jego losem.

Pozdrawiam.

PS. Wybacz mi ostre słowa. Nie miałem na celu Cię urazić (bo życzę Ci bardzo dobrze) a jedynie "kopnąć" w tyłek i zmotywować do podjęcia jakiejś decyzji. Pamiętaj - im szybciej tym lepiej.
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
11 maja 2010, 10:48

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

przez betty_boo 19 maja 2010, 09:27
Namiestniku przestan wkrecac sobie pierdoły!

Zdecydowałes się nadal być z zoną pomimo zdrady, az tak jej nadal nie ufasz?? mały mówi do Ciebie "tato" więc to Ty jestes jego ojcem.

i ciesz się , bo wielu ludzi dla których jest to wazne w ogóle nie moze miec dzieci.

a synek to jest ktoś kto Zonę z Tobą laczy o wiele bardziej niz ja z kochankiem!

pokaż jej jak go kochasz.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

przez wovacuum 19 maja 2010, 10:05
namiestnik, witaj :smile: .Powiedz,czy Ty tkwisz w tym zwiàzku nadal?Czy jestes po rozwodzie?nic na ten temat nie mowisz,wièc trudno okreslic cokolwiek..jesli chcesz kochac synka,a gnèbi Ciè sprawa zwiàzana z ojcostwem-to po prostu zrob testy DnA tak jak piszà koledzy i kolezanki.Albo bàdz ponad to i kochaj go ,czy jest Twoj czy nie..Czy jestes z dzieckiem na codzien?napisz cos wiècej.pozdrawiam ;)
wovacuum
Offline

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 19 maja 2010, 13:31
Żona już zerwała z kochankiem lata temu. Tak mówi. Ale miała go latami a też mówiła, że absolutnie. Mieszkała sama (?? tak mówi) za granica kilka lat. Jeszcze w końcu zeszłego roku działała wbrew mnie. Nie wiem co jest prawdą a co nie. Trudno żyć z tym, że trudno w cokolwiek wierzyć.

Żona ma ideały. Wiara w Boga, prawda, wartość człowieka. Ale w życiu działa odwrotnie zmuszając raczej innych by działali z tymi ideałami oraz by wierzyli, że ona nie może inaczej. Mówi, że się zmieniła. Ale kiedyś już też mówiła, że się zmieniła. A wlecze się za nami, za naszym związkiem mnóstwo spraw....


Alter Ego, prawdę piszesz. Idę przez życie jak dziecko we mgle. Tak - co innego myśleć trzeźwo o różnych sprawach, a co innego o swoim życiu. Gdy ta trzeźwość myślenia umyka.

Co do tej matki kochanka i kochanka to problem w tym, że Ci ludzie prześladują mnie do dziś dnia. Ta wredna suka ma kontakty i za wszelką cenę próbuje mi zniszczyć życie - tak jak zresztą obiecała mi kiedyś w rozmowie. Bo skrzywdziłem jej szmatusia-synusia. A co niby miałem może mu pomagać? To zresztą teraz nieważna. No może poza tym, że udawał mojego przyjaciela - choć jakoś nigdy na niego szczerze nie patrzyłem i nie rozumiałem czemu się tak przyczepił mimo mojej niechęci.

No cóż. Teraz żyję z takim ogonem. Nigdy nie wiem kiedy to ścierwo - matka kochanka znowu naśle z Żyrardowa jakąś policję na mnie, albo kiedy ponownie ktoś "zgubi" albo "pomyli" jakiś dokument i znowu zostanę potraktowany jak jakiś przestępca recydywista. Trzeba mi było przynajmniej gościa potraktować tak jak na to zasłużył to bym wtedy może w świetle prawa był tym złym. A tak to kłamstwa haudowej i kombinacje z prokuraturą i policją. Sprawa raz umarzana, raz wznawiana. Naloty na dom policjantów w strojach cywilnych i cywilnym autem. Które potem dziwnym trafem znikają z kartoteki i się okazuje, że oni siedzieli sobie w kanciapie i nigdzie nie jechali.

Ja nie chce o tym sk..nu i o tej szmacie jego matce pamiętać. Ale oni nie dają mi zapomnieć. Za każdym razem na ulicy, w domu, w sklepie i wszędzie boję się. Jedyny mój przyjaciel clonazepam pozwala mi żyć w takich sytuacjach. Modlę się by zdechli - to wtedy się skończy moje prześladowanie. Skończy się, że policjant mi mówi, że on i prokurator widzą jak się sprawy mają, ale się boją umorzyć ponownie sprawę bo te gnidy się wtedy do nich dobiorą. Potem zmiana prokuratora. Zagubienie akt. Kolejne zgubienie mojego adresu i poszukiwania.

Potem niby przypadkowo napada na mnie jakiś dres z krótkim karkiem. A następnie po przekonywaniu przez policję, że lepiej nie składać na niego zawiadomienia, bo nie wiadomo co to za gość i co mi wtedy zrobi to się teraz okazuje, że gość dobrze zna mój adres, a ja mu niby uszkodziłem mienie. Kolejna sztuczka? Ja już mam dość. Jestem przerażony jak żyję w polsce. Boję się wstawać z rana.

Jak już dochodzę do siebie to kocham to dziecko. Choć jest ze mną jeszcze tak krótko. I myślę, że zawsze już nie będę wiedział. Niby nie ma znaczenia czy moje. Ale wiem, że rodzice chcieliby mieć wnuka, brat bratanka, ogólnie wszyscy oczekują potomka. I nie wiem czy wierzą. Choć przecież mogłem adoptować synka i co by było gorzej? To raczej nie problem z miłością do dziecka a z niepewnością. Że za 20 lat czy później usłyszę, że mam spadać z tego świata - że już jestem nikim a tu jest prawdziwy ojciec. Tak... to strach przed odrzuceniem. Jak się kocha małżeństwo to kocha każde swoje dziecko. A tak - to chciałbym przynajmniej by mój syn był na całe życie mój. Choćbym znowu został sam.

Zresztą tak naprawdę to sam nie potrafię rozwiązać i opisać tego co mnie trapi i przeraża. Poprostu chciałbym żyć normalnie.

Alter Ego napisał(a):Następnie cyt. "Codzienny strach przez kochankiem zony i jego matką. Bardzo chciałbym by nie żyli tak bym nie musiał się więcej ich bać." - to o co kurka wodna chodzi? Chcesz być z matką Twojego synka ale jednocześnie chcesz żeby umarła? Kochasz ją i nienawidzisz zarazem. Można wybaczyć, ale nie zapomnieć - stąd mówiłem Ci wiele razy, zostaw to wszystko bo nie dasz rady później.


To nie tak - chciałbym by zdechł ten kochanek. Chciałbym by zdechła jego matka. I by wszyscy pozostali żyli i to szczęśliwie. Nie chce by oni żyli bo mam wrażenie, że póki nie umrą to nie dadzą mi żyć. Albo póki nie znajdą sobie innego obiektu to niszczenia i obwiniania o wszystko.

Chce żyć w moim małżeństwie, zapominając o przeszłości i wychowując naszego syna. Choć wolał bym wiedzieć czy on mój czy nie. Ze względu na to by nie bać się tego co mogę dowiedzieć się kiedyś. By móc bliskim powiedzieć, że to moje dziecko.


Tak - te testy DNA to chyba konieczność. Sam przed sobą się źle czuję z tym, że w ten sposób chce wiedzieć. Ale bardzo chcę. Nie chcę żyć spodziewając się znowu załamania świata. Bo ufać naprawdę trudno. Tym bardziej, że nie mam odpowiedzi wprost, zawsze jakieś niekonkretne.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja chce zapomnieć o przeszłości. Choć to nie łatwe. Łatwo to wpadam w myślenie o tym co było i co w życiu nie wyszło. A jak już mi się w końcu zeszłego roku udało to znowu cała sprawa wróciła. Ja się załamałem znowu. Znowu tylko o tym myślę. W dodatku zawalam całą pracę. Zawalam u innych osób to co miałem zrobić. Czuję się z tym fatalnie i obwiniam o to tego f..a i jego matkę - za to gnębienie mnie. I wracam myślami do tamtych lat.


Sorry za chaos w tym co piszę. Tak właśnie mam w głowie i nie potrafię nawet tego objąć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

Avatar użytkownika
przez MOCca 19 maja 2010, 18:31
namiestnik, a w tej sprawie z prokur. i policją żona była po Twojej stronie?

Testy do tanich nie należą lepiej zrobić, żeby później nie żałować. Trzeba być niezwykle szlachetnym i krystalicznym człowiekiem, żeby zaakceptować taką sytuację, może nie trzeba mieć tych samym genów, żeby czuć odpowiedzialność i przywiązanie, ale to nie Ty kiedyś możesz się zbuntować, tylko dziecko.

Gdyby było coś nie tak to, to tamtem wiedząc o dzidzi pewnie robiłby jakieś podchody. ?
idxcie na całosc nie łapiąc yonka, pusycyajcie latawce na łące i dmuchajcie motzlki...

"Wyobraź sobie prawa i obowiązki, przywiązania i potrzeby, wspomnienia i wdzięczność, zespól to wszystko pod jednym imieniem i imieniem tym będzie Ojczyzna". V.v.G.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1550
Dołączył(a)
09 lip 2008, 23:45
Lokalizacja
Łódź

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

przez rober6666 19 maja 2010, 21:03
Namiestnik
Twoja sytuacja mnie delikatnie mowiąc irytuje...
Musze to wszystko przetrawic zanim coś wysmaruję....aby nie walnąć banałów....
Trzymaj się
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: Syn. Miłość do dziecka. Czy jestem ojcem?

Avatar użytkownika
przez namiestnik 19 maja 2010, 21:20
Żona najpierw mówiła, że to nie jej sprawa a tylko sprawa między mną a nim. Potem stanęła po mojej stronie. Ale sam już nie wiem tak naprawdę. Przecież tyle lat zawsze była ze mną i zawsze bardzo szczera i prawdziwa - a potem się okazało, że nie.

Z testami oprócz moralnych oporów mam właśnie jeszcze problem z pieniędzmi. Wszystko już zawaliłem. Czasami mam wrażenie, że żyję jak roślina. No i ... właśnie - niewiele albo nic nie udaje mi się zarobić. To ogromny dla mnie wydatek. Narazie kombinuję jak zapłacić opłaty za mieszkanie. Ale w sumie to może na kiedyś poczekać.

Dziękuję Wam.

[Dodane po edycji:]

Zacząłem pisać, bo czuje, że jest coraz gorzej. Mam żal do tego s..na. Żonie wybaczyłem. Choć czuje, że też jest winna za zmarnowanie mi tych wielu lat życia. To już 6 lat temu się zaczęło. A od 3 i pół roku moje życie to wegetacja pomieszana z szarpaniem się, z próbami zrobienia czegoś, z upadkami. Ale nie wypływam nigdy na tyle wysoko by się załapać.


Teraz jest coraz gorzej. Nie wiem co zrobić. Spotkanie kwalifikujące mnie na terapię jeszcze daleko. Nie wiem z kim się spotkać. Właśnie wybuchłem i wykrzyczałem, że ta k...wa haudowa z żyrardowa zatruwa mi życie. Że ona i jej syn zniszczyli mi wszystko. Że prześladują mnie i zamiast spalić się ze wstydu za to co zrobili i trafić do więzienia za swoje machlojki prawne które mają na celu mnie udupić to niszczą mnie dalej. Co ja mam zrobić? Czy naprawdę tylko ich śmierć pozwoli mi żyć?

Wybuchłem dziś. I cały czas czuję, że mogę wybuchnąć w każdej chwili.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do