Pomocy?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Pomocy?

przez Visenna 09 maja 2010, 11:28
Witam

Trafiłam na to forum szukając miejsca, gdzie mogłabym porozmawiać i uzyskać jakąś konkretną poradę. Aktualnie nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać i komu chciałoby się mnie wysłuchać...
Przedwczoraj zostawił mnie chłopak. W lipcu minęłyby 4 lata odkąd jesteśmy razem. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Był dla mnie całym światem... Oprócz niego nie mam nikogo. Odkąd wyjechał, nie mam siły na nic. Nie mogę zapomnieć, jak żegnał się ze mną, pocałował mnie w policzek. Jak koleżankę. Po 4 latach.
Dziś cudem wyszłam z łóżka. Wczoraj cały dzień ryczałam jak głupia, musiałam się spić żeby to wytrzymać. Nie mogę przestać o nim myśleć, nie mogę nic zrobić wokół siebie. Dopadło mnie... w sumie nie wiem co. Dziś już nie płaczę, nie mam siły. Nie chcę niczego. Moje mieszkanie wygląda jak chlew, jutro czeka mnie zaliczenie na które muszę przynieść projekt... I nie mogę zrobić nic. Nie chcę zrobić nic. Nie chcę tego życia.
Chyba wciąż nie mogę w to uwierzyć. Łudzę się, że on jednak tęskni za mną, że wróci... Ale tak nie będzie.
Powiedział, że mnie już nie kocha. Że czuje, że nie będzie tęsknił jak wyjedzie. I widzę, że nie tęskni... Mówił, że mam sobie poradzić bez niego. Że mam skończyć studia... Po co? Bez niego? Teraz to wszystko nie ma już sensu. Nie chcę przyszłości bez niego. Całe życie poświęciłam jemu... Oddałam wszystko co miałam. Zrobiłabym wszystko, żeby wrócił, żeby było jak dawniej.
Nie wiem co teraz. Mam tyle do zrobienia, tylko po co? Nie widzę sensu w niczym. Nie chcę już czuć, nie chcę myśleć, widzieć, płakać. Chcę umrzeć.
We wtorek przyjedzie. Pewnie zabrać swoje rzeczy. Znów będzie traktował mnie jak koleżankę, a ja chyba tego nie wytrzymam. Wszystko wewnątrz mnie pęka, kiedy o nim myślę.
Chyba zwariuję, muszę się znów spić.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
09 maja 2010, 10:34

Re: Pomocy?

przez paradoksy 09 maja 2010, 12:41
Witaj Visenna,
Twoja sytuacja rzeczywiście nie wygląda teraz kolorowo... Ale posłuchaj.
Skoro on powiedział, że Cię już nie kocha, że nie będzie tęsknił - postąpił "właściwie". Teraz może tego tak nie widzisz - jest Ci bardzo źle. Ale wierz mi, lepsze szczere przedstawienie prawdy, niż wieczne okłamywanie kogoś i bycie z kimś, bo "tyle już ze sobą jesteśmy"... :?
Znam ludzi, którzy są ze sobą po 15 lat, znam ludzi, którzy byli ze sobą 10 lat.. rozstali się, a po 2óch latach każde z nich szczęśliwie wzięło ślub z kimś innym ;)

Mówił, że mam sobie poradzić bez niego. Że mam skończyć studia... Po co? Bez niego? Teraz to wszystko nie ma już sensu.

Po co? Chociażby DLA SIEBIE. W życiu jednak trzeba być trochę egoistą - jeśli Ty tych studiów nie skończysz, nikt tego za Ciebie nie zrobi. Nie wiem, na którym jesteś roku, ale to nie szkodzi. Słuchaj, życie toczy się dalej... Ty musisz o siebie zadbać, bo nikt inny tego nie zrobi również ;) Pomyśl - skończysz studia, będzie Ci trochę łatwiej z pracą, niż tym, którzy studiów nie mają.

Nie chcę przyszłości bez niego. Całe życie poświęciłam jemu... Oddałam wszystko co miałam. Zrobiłabym wszystko, żeby wrócił, żeby było jak dawniej.

Wiesz, kiedyś też byłam w kimś strasznie zakochana. Byłam z nim krócej, ale mówiłam tak samo jak Ty i tak samo jak Ty się czułam.. Byłam wtedy pewnie młodsza od Ciebie (jakieś 16 lat wtedy miałam). I wiesz co?
Po jakimś czasie przeszło, a świat kręci się dalej.
Niestety, z tego posta wynika, że byłaś tak bardzo oddana swojemu facetowi, że nie miałaś żadnych kontaktów towarzyskich poza nim :?: Nie wiem, czy dobrze to interpretuję. Trochę to źle - w związkach imho należy trochę te rzeczy równoważyć. Być z kimś, ale mieć jeszcze kogoś poza tym kimś. Inaczej właśnie kończy się tak jak w Twoim przypadku - nagle zostajesz zupełnie sama... :-|

Nie wiem co teraz. Mam tyle do zrobienia, tylko po co? Nie widzę sensu w niczym. Nie chcę już czuć, nie chcę myśleć, widzieć, płakać. Chcę umrzeć.

Wierz mi, ze wcale nie chcesz umrzeć. Przed Tobą wiele lat. Będą inni.

Rozumiem, że czujesz się kompletnie przybita. To raczej normalne w tej sytuacji.
Ale jeśli potrwa to trochę dłużej, jeśli nie będziesz miała sił wyjść z łóżka... Postaraj się jakoś o urlop dziekański na uczelni. Pójdź do lekarza. Zapisz się na psychoterapię. Zrób to dla siebie :!: Powoli, powoli... uporasz się z tym jakoś.
Zobaczysz.

Pozdrawiam. ;)
paradoksy
Offline

Re: Pomocy?

Avatar użytkownika
przez Lubomir 09 maja 2010, 13:17
Trochę to źle - w związkach imho należy trochę te rzeczy równoważyć. Być z kimś, ale mieć jeszcze kogoś poza tym kimś.

To znaczy jak to interpretować? :smile: Chyba, ze chodzi o innych znajomych, to OK, sprawa jasna. ;) Trzymaj się Visenna, będzie dobrze, mimo ze teraz tak nie uważsz. Tylko zastosuj się do rad paradoksy. Zawsze warto zrobić coś dla siebie, zawsze. Wcześniej czy później to zaprocentuje, uwierz mi. Ja takich sytuacji jak twoja Visenna starałem się długo nie rozpamiętywać. Trochę może człowiek się męczył, czasem nawet bardzo ale to w końcu mija na tyle, ze można dalej w miarę normalnie starać się żyć.
You can win if you want
If you want it, you will win
On your way you will see that life is more than fantasy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
16 kwi 2010, 15:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Pomocy?

przez paradoksy 09 maja 2010, 13:34
Lubomir, oczywiście nie chodziło mi o jakieś zdrady czy cuś, tylko o zwyczajnych znajomych, przyjaciół. Czyli kogoś bliskiego, ale poza związkiem.
paradoksy
Offline

Re: Pomocy?

przez Visenna 09 maja 2010, 13:50
Te wszystkie porady brzmią pięknie, jednak jak wprowadzić to w życie...
Mam zrobić to wszystko dla siebie? Nie zasługuję na to. Myślałam że chociaż dla jednej osoby jestem kimś ważnym... Że chociaż dla niego jestem najlepsza i najważniejsza. Teraz jestem nikim. Już nikt mnie nie kocha, nikogo nie obchodzę. Czuję się najbardziej bezwartościową osobą na świecie. Przedtem, kiedy jeszcze go nie było, też nie miałam celu w życiu. Żyłam z dnia na dzień, bez radości, bez nadziei. Kiedy się pojawił, poczułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. W końcu poczułam się doceniona, kochana, znalazłam cel i był nim właśnie on. Wszystko dla niego poświęciłam... A teraz... Będzie jeszcze gorzej niż przedtem.
Zadzwoniłam do niego. Był taki beztroski... Wogóle nie zainteresowany co się ze mną dzieje.
Chciałabym się do niego poprostu przytulić...
Nie mogę się pozbierać

[Dodane po edycji:]

Myślicie, że jest szansa że on jeszcze jednak się stęskni i zechce do mnie wrócić?
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
09 maja 2010, 10:34

Re: Pomocy?

przez WreX 09 maja 2010, 15:49
Myślicie, że jest szansa że on jeszcze jednak się stęskni i zechce do mnie wrócić?

nie na szczęście nie wróci
Nie zasługuję na to.

chyba on na Ciebie, skoro dla niego nie byłaś najwidoczniej najważniejsza to czemu on dla Ciebie jest ? tak wiem że go kochasz/kochałaś ale to minie na pewno ... z czasem, ale czasem trzeba uczucia odsunąć na bok i myśleć racjonalnie, wiem że nie jesteś egoistką ale pamiętaj że samobójstwo jest egoistyczne (ponieważ np będą cierpieć przez to Twoi rodzice) więc nie rób nic co może Tobie zagrażać jeśli nie dla siebie to dla nich, wiem jak to jest żyć bez celu ale nie wiemy co nas spotka więc trzeba być dobrej myśli... zdaj te egzaminy czy co tam masz i zajmij się sobą poczekaj aż rozpacz minie i spróbuj wrócić do życia
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 14:55

Re: Pomocy?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 09 maja 2010, 16:05
może i byłaby szansa jakby zobaczył jak świetnie sobie radzisz bez niego, że masz tysiąc swoich spraw, znajomych itd. pytanie tylko czy warto zajmować się czymś co się już skończyło, sama pisałaś że po zerwaniu był beztroski najwidoczniej mu ulżyło, bo wasz związek mu niestety ciążył, moim zdaniem nie powinnaś sie w ogole z nim kontaktować a już na pewno nie wzbudzać w nim litości, ja bym nie chciała żeby ktoś trwał ze mną bo mu mnie szkoda...
zobaczysz z czasem ci przejdzie, a w następnym związku będziesz wiedziała że musisz mieć troche własnej przestrzeni, a nie podporządkować całą siebie jednej osobie, życie jest piękne nawet w pojedynkę :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Pomocy?

przez WreX 09 maja 2010, 16:13
życie jest piękne nawet w pojedynkę


nie nie jest
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 14:55

Re: Pomocy?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 09 maja 2010, 17:12
zależy dla kogo :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Pomocy?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 09 maja 2010, 23:01
Wiem jak to boli, prawie każdy ma podobne doświadczenia za sobą. Ale zastanawiałaś się dlaczego tak się stało? Może właśnie dlatego ,że żyłaś tylko dla niego. Wierz mi , tacy ludzie są bardzo męczący w pożyciu. Nie można żyć dla kogoś. Żyjemy przede wszystkim dla siebie. Przepraszam za szczerość. ale moim zdaniem facet po prostu był tą sytuacją zmęczony. Niczym mu nie imponowałaś, nie miałaś swojego życia , zainteresowań itd. Przestał Cię szanować. podziwiać. Teraz najlepsze co możesz zrobić to zebrać w sobie wszystkie siły i przyjąć go w ten wtorek z uśmiechem na ustach, fajnie ubrana i umalowana. Nie prosić, nie jęczeć tylko przyjąć to z godnością. To jest jedyna metoda ,żeby zachował do Ciebie szacunek.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Pomocy?

przez Visenna 14 maja 2010, 22:53
A więc tak....
Przyjechał w ten wtorek po swoje rzeczy
i jakoś dziwnie przesiedział u mnie aż do dziś, jakby nic się nie stało... ale oczywiście nie zmienił zdania o wyprowadzce. Ja go nie rozumiem, oczywiście to że z nim pobyłam i w ogóle bardzo mnie ucieszyło, w końcu wciąż go tak kocham.. Ale on chyba nie bardzo wie czego chce. Powinien przyjechać, zebrać się i wyjechać, a nie siedzieć i robić mi wodę z mózgu
głupieję, poddaję się
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
09 maja 2010, 10:34

Re: Pomocy?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 15 maja 2010, 20:19
Wygląda na to ,że już się rozmyślił, mimo ,że tego nie mówi. Co to znaczy jakby nic się nie stało? To znaczy ,że sypiacie ze sobą itd? Jak Ty się zachowujesz w tym czasie?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Pomocy?

przez Visenna 15 maja 2010, 22:42
wiola173 napisał(a):Wygląda na to ,że już się rozmyślił, mimo ,że tego nie mówi. Co to znaczy jakby nic się nie stało? To znaczy ,że sypiacie ze sobą itd? Jak Ty się zachowujesz w tym czasie?


Tak, a teraz wogóle stwierdził że jednak to się stęsknił i mnie kocha ale nie chce ze mną mieszkać bo do tego nie dojrzał :o Ja chyba wysiądę nerwowo.
Nie wiem, wyjechał, ma czas żeby się mocno zastanowić... Ja nie naciskam na nic. Co z tego wyniknie...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
09 maja 2010, 10:34

Re: Pomocy?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 15 maja 2010, 23:03
Dziewczyno rozumiem, że go kochasz , tęsknisz itd, ale to co robisz jest straszne. Jeśli pozwalasz mu się tak traktować, nigdy Cię nie będzie szanował. Chcesz ,żeby wpadał do Ciebie jakby nigdy nic, spał z Tobą i wyjeżdżał kiedy mu się znudzi? Powiedział Ci ,że Cię już nie kocha, a Ty go przyjęłaś jakby nic się nie stało? Gra na Twoich uczuciach , bawi się Tobą. Ale jeśli Ty sama się nie szanujesz, jak On może szanować Ciebie?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do