Krzywdzę najbliższych

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Krzywdzę najbliższych

przez kaska0110 29 kwi 2010, 23:26
Witam.
Mam problem ze sobą i nie bardzo wiem jak się za siebie "zabrać". Będę wdzięczna za wszelkie porady.

W zasadzie ciężko mi obiektywnie się ustosunkować do samej siebie. Hmmm...
Mam niespełna 30 lat, męża i niemal 3 letniego syna. Od zawsze (tzn. od kiedy pamiętam) jestem osobą kłótliwą, wredną, pyskatą, arogancką i okropną choleryczką. Naturalnie mam też kilka zalet ;) , jednak wady stały się na tyle uciążliwe, iż muszę coś ze sobą zrobić.
Na byle głupoty reaguję krzykiem, nerwami, unoszę się. Są to naprawdę błahe sprawy, a ja zachowuję się jakby chodziło o sprawy wagi państwowej. Myślę, że jestem agresorem w mojej rodzinie. Wszczynam awantury, nie panuję nad emocjami, kłócę się, krzyczę, zdarzyło się też już kilkukrotnie, że szarpałam lub nawet uderzyłam mojego męża. Mój mąż, niegdyś spokojny i opanowany człowiek - teraz równie arogancki jak ja. Bardzo często się kłócimy, nie są to delikatne sprzeczki małżeńskie, tylko konkretne awantury. Zaczyna się od niepozmywanych naczyń, zwrócenie uwagi, że coś nie zrobione, lub któreś z nas za długo siedzi przy komputerze...
Słuchajcie, ja jestem okropna, nie da się w słowach tego opisać - ot tak. Czytam to i nie brzmi to tak okropnie, jak wygląda w rzeczywistości.
Jestem podłamana, bo kłótniom przysłuchuje się nasze dziecko, nie muszę nikomu pisać co to dla niego oznacza. Ja opamiętuję się jak już jest za późno, a on biedny stoi i słucha, nie wie co ma zrobić...

Zniszczyłam to, co było dobre i piękne w moim mężu, w naszym małżeństwie. Nie chcę zrobić piekła z życia mojego dziecka. Jest dla mnie najważniejsze!!!!

Nadmienię, że jesteśmy małżeństwem od pięcie lat (razem 6 lat), a takie "akcje" zaczęły się po roku naszego małżeństwa mniej więcej. Nie tak nagle, o nie. Po prostu z kłótni na kłótnie pozwalałam sobie na coraz więcej, obrażał się, ale w końcu mu przechodziło, dawał się przepraszać. Chyba po pewnym czasie trochę zobojętniał. Ja nie przestawałam w wyzwiskach na "głupku"...
Dziś bywa dobrze, ale bywa też tak, że większość dnia się kłócimy, i już teraz ranimy siebie nawzajem. W końcu on zaczął się odwzajemniać. Mimo to, nigdy nie był w stosunku do mnie tak wulgarny i okropny, jak ja dla niego...


Muszę dodać, iż podobnie zakończył się mój pierwszy poważny związek (byliśmy zaręczeni i mieszkaliśmy już razem).

Wiem, ze pewnie większość z Was powie, ze to agresja - i zapewne, tak, na pewno macie rację. Jednak ja zastanawiam się czy wszystko jest ze mną ok... czy nie mam jakiejś choroby psychicznej, czy to nerwica. Nie wiem sama.
Wiecie, sęk w tym, że ja upatruję przyczyn w domu rodzinnym (czy słusznie?).
Jak miałam jakieś 3 lata rodzice się rozwiedli. Moja mama po jakimś czasie związała się z innym mężczyzną. Było ok. Tylko wiecie co, moja mama zawsze była taka - jaka ja teraz jestem. Może nawet ja jestem gorsza :oops: Pamiętam, że jako dziecko, zawsze płacząc pod kołdrą mówiłam sobie, ze ja taka nie będę (a teraz mimo, iż jestem tego świadoma, nie umiem być inna). Nie wiem jak Wam określić moją mamę. Niby normalną rodziną jesteśmy, hmmm... kilka przykładów może:
- kiedy miała zły humor darła się na każdego, wyzywała, czasem szturchnęła, lepiej było nie wchodzić jej wtedy w drogę,
- kiedyś jak miałam 10, może 11 urodziny kazała mi mieszać galaretkę do ciasta, tak mieszałam, że potłukłam słoik, w którym ją robiła i ...po prostu piekło...piękne urodziny i uśmiech przez łzy. Wyzywała, walnęłam gdzieś na oślep...
- nawet niedawno, ze 3 tyg temu zażartowałam coś, ona żartu nie zrozumiała, inaczej to odebrała i wyzwiska nieziemskie przy jej koleżankach. Teraz potrafię się postawić, ale wtedy nie potrafiłam. Moja matka ojczyma traktuje jak śmiecia, to typowy pantofel, a ona potrafi go zwyzywać na imprezie przy znajomych, jak np. trochę za dużo wypije i włącza mu się "maruda". Na co dzień niby ok, normalnie żyją, ale nie daj Boże zły humor... :?
Zawsze ma rację, nigdy nie przeprasza, biada tym, którzy się z nią nie zgadzają...

Do tego w wieku 10 lat w wyniku choroby znacznie straciłam słuch i jestem po dzień dzisiejszy niepełnosprawną osobą. Zaaparatowana na jedno ucho.

Słuchajcie, chcę się zmienić. Chcę być dobrą, czułą i CIERPLIWĄ mamą i żoną. Nie chcę wybuchać, wściekać się i krzyczeć na najbliższych. Nie chcę ich ranić. Chcę być dobrym człowiekiem. Wiem, że potrzebuję specjalisty. Tylko gdzie, do kogo??? Czy terapia u psychiatry bądź psychologa jest odpłatna??
Myślicie, ze jakieś leki na uspokojenie, czy coś takiego???
Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca :) Mam nadzieję, że ktoś mi podpowie co zrobić.
Chcę, żebyście byli też świadomi, iż na co dzień jestem miłą i sympatyczną osobą, jednak gdy przychodzi TEN moment, nikt i nic nie jest ważne - tylko emocje, które "wyrzyguję" na zewnątrz. Tylko tak mogę napisać, bo nie panuję nad nimi, zatruwają mi i moim bliskim życie....

POMÓŻCIE.

Kaska
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 kwi 2010, 22:41

Re: Krzywdzę najbliższych

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 29 kwi 2010, 23:34
Moim zdaniem psycholog. Są terapie refundowane. Zacznij może od poradni zdrowia psychicznego, opowiedz o swoich problemach, tam Cię już pokierują. Myślę ,że dobrze upatrujesz swoich problemów w dzieciństwie i we wzorcach wyniesionych z rodzinnego domu. Tylko terapia - zapewne długa , może pomóc Ci to zmienić.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Krzywdzę najbliższych

przez kaska0110 30 kwi 2010, 10:35
Dziękuję Ci Wiola za odpowiedź. Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze ktoś, kto poradzi.
Tymczasem mam zamiar zastosować się do Twoich porad.
Pozdrawiam Kaska
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 kwi 2010, 22:41

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Krzywdzę najbliższych

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 30 kwi 2010, 11:50
kaska0110, niewiele można napisać trafniejszych wniosków ponad te, które wyciągnęła wiola173. ;)
To bardzo prawdopodobne, że powielasz wzorce zachowania doświadczanego w dzieciństwie.
Pytanie tylko z czego takie zachowanie wynika ? Czy to sposób na skupianiu na sobie uwagi, której brakowało Ci w dzieciństwie ? Czy może to jakaś teoria matki, wg której dopóty bliska osoba się stara, dopóki odczuwa "stan zagrożenia" ? :roll: Może tak objawia się brak umiejętności (wyniesiony z domu) wyrażania negatywnych emocji w inny sposób ? A może kłótnie pojawiają się, gdy nie umiesz przyznać się do błędu i starasz się zrzucać na męża (lub innych) odpowiedzialność za swoje niepowodzenia ? Albo jeszcze inne przyczyny, które obecnie nie przychodzą mi do głowy...

W każdym razie powtarzam za wiolą173, terapia jak najbardziej wskazana. Dzięki niej będziesz miała możliwość dotarcia do źródeł takich zachowań i będziesz mogła nauczyć się reagować bez agresji, bez niszczenia więzi z bliskimi Ci ludźmi.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Krzywdzę najbliższych

przez yans 30 kwi 2010, 12:13
Też tak myślę że dzieciństwo i wpływ matki mogą być kluczem do Twoich problemów. Nie ma potrzeby powtarzać słów przedmówców - ale się tu dopisuję żeby utwierdzić Cię w przekonaniu, że psychoterapia bardzo Ci pomoże. Nie dlatego że jesteś chora czy masz jakieś zaburzenia - po prostu zrozumienie podłoża własnych zachowań, tego schematu "spokój - wybuch agresji" pozwoli Ci wspólnie z terapeutą znaleźć inny sposób radzenia sobie w takich sytuacjach.
"Rząd jest wielką fikcją, za pośrednictwem której każdy usiłuje żyć na koszt wszystkich innych."
Frederic Bastiat
Mądry chłopak lub dziewczyna - Prostą ma taktykę: - W pierwszej turze na Korwina - W drugiej wygra Mikke!
Offline
Posty
454
Dołączył(a)
21 kwi 2010, 01:18

Re: Krzywdzę najbliższych

przez kaska0110 30 kwi 2010, 15:56
God's Top 10 & Yans
Dzięki wielkie za odpowiedź. Miło, że obcy ludzie potrafią poświęcić swój czas, żeby postarać się pomóc drugiej osobie.

Myślę, że macie rację i pewnie moje zachowanie wynika po trosze z każdego z tych czynników.
Racją jest też, że mam problem z przyznaniem się do błędu, aczkolwiek, kłótnie wynikają w wielu różnych sytuacjach, nie mających z tym nic wspólnego. W sytuacjach, które dla normalnych ludzi są wręcz niezauważalne. W moim domu urastają do ogromnej rangi.

Poczyniłam już pewne małe kroczki, podzwoniłam i po weekendzie zamierzam się umówić do specjalisty.
Kurcze, wiecie, to strasznie trudne będzie (tak mi się wydaje) ot, tak przyznać się przed obcą osobą, że jest się beznadziejnym człowiekiem :roll: Tu, to co innego, a tak w realu, w cztery oczy... :shock: Opowiadać o swoim dzieciństwie, ehhh...
Dam radę, postanowiłam i tak będzie.

Jeszcze raz dzięki wielkie za pomoc i utwierdzenie mnie w przekonaniu, że jak się chce to można!

Kaska
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 kwi 2010, 22:41

Re: Krzywdzę najbliższych

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 30 kwi 2010, 22:33
To powodzenia, napisz jak postępy i jak sobie radzisz.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do