Wspólne mieszkanie...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Wspólne mieszkanie...

przez ewa11 28 kwi 2010, 20:41
Dostaje przez rok bezrobotne......ktore nie wystarczaja na jego czesc oplat......przyznal sie wlasnie do tego ze zaczyna robic minus na koncie......co mu i tak nie przeszkadza!!!!!
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 lip 2009, 19:42

Re: Wspólne mieszkanie...

przez magdalenabmw 28 kwi 2010, 20:47
Ewa- uciekaj od niego czym prędzej kobito, poważnie. Ten facet Ci życie zrujnuje. Pomyśl - dobrze, że dzieci nie macie ani ślubu! Wyobrażasz go sobie jako ojca? Ja nie... :?
magdalenabmw
Offline

Re: Wspólne mieszkanie...

przez ewa11 28 kwi 2010, 20:54
nie.nigdy w zyciu....nie umie byc odpowiedzialny za siebie..za mnie..a co dopiero za dzieci.........!!!!

dzisiaj nie pozwolilam mu grac....to wyszedl o 17 po ziemniaki...jeszcze nie wrocil :D
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 lip 2009, 19:42

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Wspólne mieszkanie...

przez magdalenabmw 28 kwi 2010, 20:57
ewa11 napisał(a):to wyszedl o 17 po ziemniaki...jeszcze nie wrocil :D


:shock: :shock: :shock:

Kiedy zamierzasz się wyprowadzić?
Mam nadzieję, że decyzję już podjęłaś na 100%?
magdalenabmw
Offline

Re: Wspólne mieszkanie...

przez ewa11 28 kwi 2010, 21:06
moja decyzja jest juz w 99% pewna....juz nawet mowilam mu o tym....ze mam dosc....ze czekam juz od roku na jego zmiane....obiecal dzis usiasc ze mna....pogadac, obejzec cos.....to dzwonil wlasnie powiedziec ze bedzie pozniej, bo jedzie z bratem do innego miasta....ze obejzymy film jak wroci.....mhm...tyle ze to ja musze o 6 wstac...a nie on!!!a ja glupia moge czekac..i czekac....
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 lip 2009, 19:42

Re: Wspólne mieszkanie...

przez magdalenabmw 28 kwi 2010, 22:53
Tylko w 99% ? To już wiem, że wygra ten 1% i nie odejdziesz od niego. Smutne, ale tak jest.
magdalenabmw
Offline

Re: Wspólne mieszkanie...

przez ewa11 28 kwi 2010, 22:59
magda....jak juz cos postanowie....to ciagne do konca....jestem teraz twarda.....wczesniej sie mizdrzyłam nad nim..ostatnio nie..nie podoba mu sie cos....to spadaj.....
najlepsze jest to ze do niego to nie dociera...ale mi to rybka!!!!
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 lip 2009, 19:42

Re: Wspólne mieszkanie...

przez magdalenabmw 28 kwi 2010, 23:22
Więc dlaczego nie 100% pewności? :smile: Czym jest ten 1% ?
1% to cud, że on się zmieni, tak? :mrgreen: ;)
magdalenabmw
Offline

Re: Wspólne mieszkanie...

Avatar użytkownika
przez Krzysiek1234 29 kwi 2010, 01:38
Ewka, chyba nie trzeba Ci mówić, co to za związek, w którym chłopak robi Ci wielka łaskę oglądając z Tobą film, i to dopiero wtedy, kiedy mu zagrozisz rozstaniem? Nie daj się omamić pojedynczymi gestami.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
14 sty 2010, 19:04

Re: Wspólne mieszkanie...

przez yans 29 kwi 2010, 01:43
Droga Magdalenkobmw :) Wytłumacz jak to jest - że w równoległym temacie zaklinasz się że nie mogłabyś odejść od osoby którą kochasz tylko dlatego, że ma ona poważne problemy natury psychicznej a tutaj - czepiasz się zagubionej, rozdartej trudną sytuacją dziewczyny że swemu staczającemu się w dół mężczyźnie jeszcze ten 1% zaufania i nadziei pozostawia (odrzućmy teraz na bok kwestię tego, czy słusznie czy nie)?

ewo11, próbuję dziś pół dnia sklecić parę słów otuchy i sypnąć garść własnych obserwacji w Twoim temacie ale szczerze wyznam że jestem trochę skołowany. Będąc na Twoim miejscu miałbym problem z podjęciem decyzji więc nie śmiem Ci czegoś doradzać. Myślę że dawanie rad pociąga za sobą jakąś odpowiedzialność, wszak wpływamy na czyjeś postanowienia - dlatego wolę być powściągliwy. Zrazu chciałem bronić Twojego chłopaka, bo mi Wasza sytuacja moją nieco przypominała. Był bowiem taki okres w moim życiu, kiedy nie miałem pracy, utrzymywała nas moja dziewczyna a ja sporo czasu spędzałem przed ekranem komputera. Tu jednak podobieństwa się kończą (no, może jeszcze fakt że działo się to również na emigracji). Miałem wtedy ciężką nerwicę lękową, pracy nie straciłem sam tylko z niej odszedłem, bo nie chciałem narażać szefa na kłopoty spowodowane moimi problemami, szukałem gdzie tylko mogłem sposobu na wyjście z tej sytuacji (lekarze, terapie, leki, hipnoza, akupunktura, masa rzeczy), zajmowałem się domem, prałem, sprzątałem, gotowałem obiady - chyba że miałem bardzo zły dzień. Gry komputerowe - które są moją pasją i jedną z ulubionych form rozrywki stały się wówczas odskocznią od choroby, ucieczką od lęków (nie do końca skuteczną, ale to inna sprawa). Co mnie uderzyło i sprawiło że straciłem ochotę do stawania w obronie Twojego chłopaka to nie jego problemy i życiowa bezradność, ale stosunek do Ciebie i Twojego poświęcenia. Brak szacunku do Ciebie, to zupełnie inna para kaloszy niż uzależnienie od gier czy depresja. Ja osobiście uważam, że ludzie w zdecydowanej większości są przez całe życie tacy sami - że charakteru zmienić właściwie się nie da. Depresja, nałóg - one mogą w określonych okolicznościach zdarzyć się właściwie każdemu. Ale szacunek do osób bliskich wynosi się z domu rodzinnego, z wychowania - i okazuje się go zawsze, w zdrowiu, w chorobie, w nerwicy czy w depresji.
Chciałbym też dodać, że w przeciwieństwie do innych nie dziwię Ci się że tak długo z nim wytrwałaś. Masz pewnie dobre serce, kochasz go, a miłość zawsze daje nadzieję. Życie na emigracji nie jest łatwe, nie ma tylu przyjaciół i rodziny, na której można polegać gdy wszystko się wali. Jeśli już miałbym Ci cokolwiek doradzić, to w podejmowaniu decyzji kieruj się w pierwszej kolejności własnym dobrem, dopiero później dobrem innych. Taka decyzja będzie - uwierz mi - najlepsza dla Was obojga.
Powodzenia!
"Rząd jest wielką fikcją, za pośrednictwem której każdy usiłuje żyć na koszt wszystkich innych."
Frederic Bastiat
Mądry chłopak lub dziewczyna - Prostą ma taktykę: - W pierwszej turze na Korwina - W drugiej wygra Mikke!
Offline
Posty
454
Dołączył(a)
21 kwi 2010, 01:18

Re: Wspólne mieszkanie...

Avatar użytkownika
przez soulfly89 29 kwi 2010, 02:20
To już któryś z kolei post w którym czytam jak kobieta ma problem z uzależnieniem chłopaka od grania. Ja kompletnie tego nie rozumiem... Sorrow, Yans, Krzysiek, proszę wytłumaczcie mi co jest takiego w jakiejś grze komputerowej że może uzależnić??? Nie rozumiem kompletnie jak można olewać bliską osobę i wybierać komputer zamiast swojej dziewczyny. Ja nie wiem czy ten chłopak Ewy w ogóle sobie nie zdaje sprawy że ją krzywdzi? Jak to możliwe? :shock: Mój kobiecy umysł tego nie ogarnia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: Wspólne mieszkanie...

przez yans 29 kwi 2010, 03:11
Hmm. Po pierwsze - nigdy nie olewałem swojej dziewczyny wybierając komputer. Nie to wynika z mojego postu - więc nie pytaj mnie jak to jest bo nie wiem. Po drugie - jeśli chodzi o gry komputerowe to mechanizm jest podobny jak w przypadku wpadania np. w alkoholizm - przy czym będę teoretyzował, bo sam nie mam żadnych nałogów ani nie mam takich osób w rodzinie. Gry komputerowe dla człowieka który nie radzi sobie z problemami stanowią pokusę równą tej jaką oferuję np alkohol, chociaż w nieco inny sposób. Alkohol pozwala zapomnieć, odwraca uwagę od trosk, wprawia w stan przyjemnego upojenia. Na ten krótki czas człowiek może nie czuć wyrzutów sumienia, nie widzieć swoich wad, nie martwić się brakiem pracy itd w tym guście. Dla kogoś, kogo problemy przerastają to kusząca alternatywa, szybko działające "lekarstwo". Z grą komputerową może być podobnie. Gry bowiem pochłaniają całą uwagę, działają mocno na wyobraźnię grającego, pozwalają na identyfikację z bohaterem znacznie mocniejszą niż np z bohaterem filmu czy książki. Grając pochłaniają Cię kłopoty postaci z ekranu, nie Twoje własne. I tak świat spoza gry przestaje się na moment liczyć - troski spychane są do podświadomości, znikają kłopoty z pracą, w związku itd. A w świecie gry wszystko jest proste, łatwe do naprawienia. "Dzielny rycerz" zapomina że w realu jest bezradnym mięczakiem. Dlatego chce tam pozostać jak najdłużej. Tak samo jak alkoholik nie chce nigdy wytrzeźwieć.
Oczywiście jest też sporo różnic - które moim zdaniem działają na korzyść graczy (w sensie - pozwalają szybciej się uporać z problemem). Przede wszystkim gry nie uzależniają fizycznie. Organizm palacza domaga się nikotyny nawet wówczas, gdy palacz nie chce już palić. Tymczasem organizm gracza - jeśli mu odebrać gry - nie będzie przechodzić żadnych katuszy. Druga różnica wynika z faktu - że samo granie nie jest szkodliwe dla człowieka. Oczywiście - siedzący tryb życia itp szkodzą, ale no jakby tak na raz wypić 20 litrów mleka albo zjeść 2kg soli to też by się można przekręcić a nie mówimy że mleko czy sól powinny być zakazane ;) Tymczasem każdy papieros, każdy kieliszek wódki ma działanie szkodliwe dla organizmu.
Mam nadzieję że teraz lepiej rozumiesz dlaczego wpierw chciałem bronić chłopaka Ewy. I dlaczego dokładniejsza lektura jej postów szybko zrewidowała moje nastawienie - nie jego problem z graniem mnie zniechęcił, ale sposób w jaki traktuje swoją dziewczynę, w jaki odrzuca jej troskę, jak podchodzi do swoich problemów i jak nie docenia tego, co ma.
Ale się późno zrobiło... zieeeeeew :?
"Rząd jest wielką fikcją, za pośrednictwem której każdy usiłuje żyć na koszt wszystkich innych."
Frederic Bastiat
Mądry chłopak lub dziewczyna - Prostą ma taktykę: - W pierwszej turze na Korwina - W drugiej wygra Mikke!
Offline
Posty
454
Dołączył(a)
21 kwi 2010, 01:18

Re: Wspólne mieszkanie...

przez ewa11 29 kwi 2010, 08:11
Yans..dziekuje za szera wypowiedz....

no niestety pewnie masz tez racje, ze ten 1% procent to moze i ta iskierka nadziei....

i dobrze piszesz....nie rozchodzi mi sie o to, aby kompletnie zrezygnowal z gry jak tak "ja lubi", chce po prostu aby umial swiadomie i rozsadnie grac, nie zapominajac o swiecie rzeczywistym i o mnie....ale wierz mi , to chyba za duzo dla niego...to zazwyczaj ja jestem ta "nienormalna" co zabrania, krzyczy, zamiast zostawic tak jak jest....
wieczne tlumaczenia, ze nie robie nic przciwko niemu...jedynie dla naszego dobra...nie sa przez niego przyjmowane...
na dzien dzisiejszy wiem ze odejscie bedzie dla mnie najlepszym rozwiazaniem....dla mnie samej....dla niego?! katorga bez gosposi...tak uwazam....
slowa : kocham....uwazam ze sa milymi slowami....ale potrzebuja jeszcze "potwierdzenia" czulym gestem, bliskoscia..., wtedy czujesz ze jestes kochana/y......
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
26 lip 2009, 19:42

Re: Wspólne mieszkanie...

przez magdalenabmw 29 kwi 2010, 11:34
yans napisał(a):Droga Magdalenkobmw :) Wytłumacz jak to jest - że w równoległym temacie zaklinasz się że nie mogłabyś odejść od osoby którą kochasz tylko dlatego, że ma ona poważne problemy natury psychicznej a tutaj - czepiasz się zagubionej, rozdartej trudną sytuacją dziewczyny że swemu staczającemu się w dół mężczyźnie jeszcze ten 1% zaufania i nadziei pozostawia (odrzućmy teraz na bok kwestię tego, czy słusznie czy nie)?


Dobrze rozumiem, czy porównujesz uzależnienie od gry komputerowej do zaburzeń psychicznych? :shock:

Zaburzenia, choroby psychiczne:
-człowiek ich sobie sam nie wybiera
-nie jest winien swojej choroby
-najczęściej CHCE się leczyć

Uzależnienie np od gry komputerowej:
-człowiek sam się wpędza w uzależnienie
-ma to na własne życzenie jakby nie patrzeć
-najczęściej NIE CHCE się leczyć, bo uważa że nie ma problemu

I to jest ta różnica. Jeśli jesteś z kimś, i nagle ta osoba zachoruje (na cokolwiek!) to nie powinno się od niej odchodzić. Bo ona nawet jeśli robi Ci problemów w życiu to nie chce tego, najczęściej chce to wyleczyć i nie jest winna temu, że zachorowała. Poza tym osoba chora dalej Cię szanuje i kocha.
Natomiast uzależniony człowiek pieprzy Ci życie i kompletnie ma to w dupie, bo wg niego nie ma problemu. Jak widzisz- nie szanuje partnerki, ma ją gdzieś. Zachowuje się jak pasożyt i nie robi kompletnie nic aby to zmienić.

Nie równaj do siebie uzależnienia i choroby, bo to dwie różne rzeczy !

A autorka i tak nie odejdzie od niego, tak mi się przynajmniej wydaje. Bardzo mocno siedzi w uścisku współuzależnienia już.
Ale mam nadzieję, że mnie pozytywnie zaskoczy ;)
magdalenabmw
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do