Rodzice?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez 19Marcin87 20 wrz 2010, 22:14
Dziękuję bardzo za odpowiedź.
www.szalikipolska.pl.tl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3408
Dołączył(a)
16 wrz 2010, 22:30

Re: Rodzice?

przez poczatkujaca 23 wrz 2010, 18:31
Czy to normalne żeby czuć pociąg seksualny do własnej matki? Wychowuje mnie sama, ojciec był alkoholikiem. Mieszkamy z bratem.Mam 20 lat i przechodziłam terapie grupową. I mam efekt. Raz mi się nawet śniły sceny erotyczne z własną matką. Mama ogólnie jest osoba sowbodną jeśli dot nagości. Przebiera się w łazience przy otwartch drzwiach i wcale ją to nie krępuje gdy nawet wchodzę do łazienki albo sama wchodzi i się przebiera. Lecz parę razy nakrzyczałam na nią to poiwiedziała czego tu się wstydzić. jest moją mamą przecież.
Po za tym jest nadopiekuńcza. i wiem co to znaczy nie chodzi o zwyczjna troskę.
Moze przesadzam pomózcie
ale jak sie przebiera przy mnie że widzę jej piersi (czuję podniecenie) natomist odraża mnie jak drapie się w okolicach intymnych.
Myślę ze jestem przewrazliwona
Czekam na odp

[Dodane po edycji:]

dodam że ojciec juz z nami nie mieszka od 10 lat co najmniej
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
08 sty 2010, 15:00
Lokalizacja
podlaskie

Re: Rodzice?

przez poczatkujaca 23 wrz 2010, 19:05
Dla mnie nie jest normalne zeby własna matka sie przy mnie przebierała.W ogóle zastanawiam się czy nie jestem biseksualna bo biusta innych dziewczyn ( nie tylko mamy) wprawiają mnie w niezłe erotyczne doznania. Już w podtsawówce miałam historię że jak objęłą mnie 1 koleżanka mocniej niż zwykle całym ciałem przeszył mnie erotyczny dreszcz.
Co do mamy chyba zacznę jej unikać bo boję się swoich myśli.Naczytałam sie o pedoofilii i seksie rodziców z dziecmi.
I powiem szczerze że miałabym na to wielką ochotę.
.....co uważam za chore

[Dodane po edycji:]

niemądry dzięki za podpowiedż
sorki za mój bezposredni styl
samma nie mogę w to uwierzyć;?
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
08 sty 2010, 15:00
Lokalizacja
podlaskie

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Rodzice?

przez poczatkujaca 24 wrz 2010, 17:55
no i nie mineło. Odkad się przebudziłam cały czas czuję potrzebę rozładowania swego "chorego" juz popędu seksualnego. Nie wiem co sie ze mna dzieje. Wczoraj w nocy zaspokoiłam się jak tylko to możliwe, pół nocy mi to zajęło i żadnej ulgi.A nawet chęć wiecej i więcej.
Czuję jakbym nie była soba. Nie potrafie sie kontrolować.A po wczorajszym w nocy czułam się ohydnie! Poczucie winy, wstręt i obrzydzenie. Ze zrobiłam coś złego:( Do d.....!!!
Mogę to porównać do ososby pijącej wodę która ma ciągłą suchość w gardle nawet po jej spozyciu;/
Jestem przerażona co bedzie dalej a jesli nawet uda mi sie ten popęd zahamować to wiem że jak zacznę już współżyć znów się zacznie.
Jak uzależnienie co to do ch***y jest!
Czuję się uwięziona przez własne ciało które domaga sie wiecej i wiecej I NIE UMIE PRZESTAĆ....
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
08 sty 2010, 15:00
Lokalizacja
podlaskie

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 24 wrz 2010, 18:55
poczatkujaca napisał(a):Nie wiem co sie ze mna dzieje. Wczoraj w nocy zaspokoiłam się jak tylko to możliwe, pół nocy mi to zajęło i żadnej ulgi.A nawet chęć wiecej i więcej.
Czuję jakbym nie była soba. Nie potrafie sie kontrolować.A po wczorajszym w nocy czułam się ohydnie! Poczucie winy, wstręt i obrzydzenie. Ze zrobiłam coś złego:( Do d.....!!!
Może przyczyną jest uzależnienie seksualne ? Możliwe, że gdy doświadczasz jakiegokolwiek stresu, to Twoja psychika podsuwa Ci jednoznaczne skojarzenia - z seksem. Np. gdy widzisz matkę przebierającą się w łazience, zwracasz uwagę przede wszystkim na jej biust, na jej nagość, gdy czujesz się nieswojo w relacjach międzyludzkich, to każde przytulenie czy bliższy kontakt z drugą osobą, również możesz odbierać jako bodziec seksualny. A później najprawdopodobniej starasz się uniknąć tego stresu poprzez skompensowanie go przyjemnością... czyli właśnie seksem. Co zazwyczaj prowadzi do błędnego koła, bo masz poczucie winy, które znów potęguje stres... od którego starasz się uciec w to, co przyjemne... :roll:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Rodzice?

przez dziewczynka24 16 paź 2010, 13:16
Do Gunia86

Przeczytałam Twoją historię w całości, za jednym “haustem” można powiedzieć. I nie mogę się nadziwić jak podobne są nasze historie. Ja również zostałam wychowana bez ojca, przez mamą i babcię. Tylko że w Twoim przypadku tylko babcia jest typem ‘tyranki”, w moim one obie takie są. Mama nigdy nie uniezależniła się psychicznie (finansowo po części też) od babci. Nigdy w naszym domu nie było sytuacji, że problemy były rozwiązywane logicznie, pokojowo i rzeczowo, zawsze jakieś niepotrzebne płacze, krzyki i dwie na jedną. Mama nigdy nie przejmowała się za bardzo tym, że ja płaczę przez babcię, za to jak babcia płakała po kłótni ze mną to znajdowała całe pokłady litości dla niej i nienawiści do mnie, że doprowadzam babcie do płaczu.
Z tymi osobami po prostu nie da się żyć, ja nie wiem czy tutaj można obrać jakąkolwiek taktykę, na olewanie, na buntowanie się, na sztuczną obojętność, na udawane przyznanie się do winy. Zawsze okręcą tak, że będzie ich na wierzchu. Ja nawet gdybym je demonstracyjnie opuściła i poszła na swoje, to nie wiedziałabym co im zarzucić… „Biłyśmy cię? Nie dawałyśmy ci jeść? Ktoś cię krzywdził? Nie!” Nawet nie wiedziałabym co im zarzucić, bo większość kłótni po prostu ja wyrzucam z pamięci. One natomiast pamięć mają doskonałą i często wypominają mi słówka i słóweczka powiedziane lata temu. Boję się bo w ostatecznej konfrontacji wiem, że bym z nimi nie wygrała i musiałabym żyć z wyrzutami sumienia, że niesłusznie je opuściłam.
Moja babcia również dużo w życiu przeszła, powiem szczerze, że nikomu nie życzę takiego życia jak ma moja babcia… Również i ja słyszę wiele bolesnych słów od niej, powtarzanych w kółko, że skończyła się jej dobroć, że my się już nigdy nie porozumiemy, że mogę z nią zerwać kontakt, bo między nami wszystko się skończyło. Potulnie wieszam głowę i obrywam za w nerwach rzucone bluźniercze, karygodne „czyś ty zwariowała” które w desperacji rzucam, gdy babcia siłą wchodzi do łazienki, bo chce na mnie pokrzyczeć kiedy akurat się załatwiam. Nie ważne, że nie powinna, że odarła mnie z prywatności, że bezczelnie gapiła się na moja gołą p…ę nie chcąc zamknąć drzwi… ważne że ja obraziłam jej osobę karygodnym „czyś ty zwariowała” i teraz babcia płaczę… Mama lituje się nad nią i pociesza biedna schorowaną, ubliżoną kobietę, podczas kiedy ja jak płakałam, zostałam tylko surowo upomniana żebym przestała, bo sąsiedzi usłyszą i dalej łajana za niestworzone rzeczy.
Moja mama tak jak Twoja tez jest samotna, nigdy nie myślała o znalezieniu sobie partnera po odejściu taty, bo jak twierdzą z babcią „ musiała się poświęcić na wychowywanie mnie”.
Też czułabym ogromne wyrzuty sumienia, gdybym im wykrzyczała, że są dla mnie ciężarem, że nie nawiedzę ich toksyczności, że się wyprowadzam.
Również boli mnie gdy widzę swoje dawne znajome spacerujące z wózkami, jeżdżące samochodami do pracy, wracające do SWOJEGO domu i gotujące sobie obiad, planujące wydatki. A ja po uszy w ich zakazach i nakazach.
Jak byłam nastolatką chyba miałam jakies zaczątki nerwicy lękowej, bałam się skrzypiących drzwi, jak ktoś głośniej stuknął, kaszlnął, do tego cięłam się i mało jadłam.
Napisałaś, że przez wiele lat gryzlaś się w język i tego żałujesz. Ja za to żałuję, że kiedykolwiek się odzywałam, że puszczały mi bariery. Pragnęłabym mieć taką siłę, która pozwoliłaby mi wysłuchiwać te wszystkie obelgi i nie reagować. Ale ja się tłumaczę, wiję, kręce żeby nie urazić, a nawet jak nie obrażam nikogo tylko się bronię, to i tak znajdą takiego haka że leżę. Tłumaczenie się im, czy też szukanie kompromisu to jak przechodzenie przez pole minowe. Nie wiem jak bym się wysilała, lawirowała, delikatnie stąpała, żeby nie urazić broń boże, to i tak zostanę posądzona o obrażanie ich.
Bardzo chciałabym poradzić Ci coś mądrego, pomóc jakoś, ale nie umiem… Sama nie umiem poradzić sobie z dwiema toksycznymi, zdziwaczałymi kobietami, którym zawdzięczam wychowanie.
Nie chce mi się już tłumaczyć im, spowiadać się pod przymusem, wykręcać się, lawirować w słowach, kombinować jak tu im odpowiedzieć, żeby nie urazić... Poprostu mi się nie chcę. Chcę świętego spokoju.
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 lip 2009, 16:47

Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 05 gru 2011, 02:16
Podbije swój własny temat ;)
Od powstania tematu minęło +/- 20 miesięcy, niecałe dwa lata.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że... jestem zupełnym przeciwieństwem samego siebie. Dużo się wydarzyło, sporo się zmieniło.
Miałem po prostu dosyć, nie chciałem tak żyć ile kurw.a można... Przez nerwicę rozpadł mi się związek, nie wytrzymał. Tak załamałem się, ale nie pozwoliłem na to, żeby to znowu mną zawładnęło, nie chciałem kurw.a no ludzie ile można! Znajomy umówił mnie na sesję do psychiatry, cierpliwie czekałem, poszedłem. Opowiedziałem całą historie życia bez łez z głową do góry, praktycznie z dumą. Chlorprothixen. Nie wziąłem ani jednej tabletki, nie wiem cz dobrze czy źle, czułem, że nie są mi potrzebne, że samemu dam sobie rade. Nie chciałem uciekać, nawet i w leki. Stanąłem z własnymi demonami prosto w twarz, bezpośrednia konfrontacja. Bałem się, że nie dam rady. Wygrałem. Z myślą, że i tak mam przesrane życie to co tracę?
Przez ten czas samemu nadrabiałem 24 lata życia, uczyłem się żyć na nowo. Było kurw.a, zajebiście ciężko, ale już byłem zmęczony tym co się kiedyś działo, chciałem zmian.
A jak to wszystko teraz wygląda?
Kończę studia, uczę się rosyjskiego, hiszpańskiego, szlifuje angielski, planuje naukę niemieckiego i szwedzkiego, zajmuje się rozwojem trzech firm, planuje otworzyć swoją i mam kogoś komu jestem potrzebny. :smile: On sam jest zagubiony we własnym życiu dlatego pomagam mu wyjść z tego. ;) Ciągle mu gadam, że razem damy rade. I damy. No bo jak byśmy nie mieli dać? :smile:
Nie popełnię tych samych błędów co kiedyś. To moje życie, to ja je przeżyje, nikt za mnie nie umrze.
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do