Nadopiekuńczy rodzice

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 18 mar 2010, 13:14
Paranoja- Ty masz o tyle lepiej że Twoja mama chyba zrozumiała co jest nie tak i przynajmniej się stara :?
Amon- bardzo dobry pomysł :mrgreen: A mogę go stestować najpierw na Tobie? :mrgreen: No wiesz, muszę wprawy nabrać aby potem mi się na pewno udało ;)

Polakita, God's Top 10-
to X poprosił mnie o zapytanie Was. On nie ma tutaj konta a mamy wspólnego laptopa i wspólne IP więc nowego nie założy. Ewentualnie wieczorem może się wypowiedzieć z mojego konta, ale wiem co on myśli bo przecież bardzo dużo z nim rozmawiam.

A to, że wybrał mnie bo jestem w pewnych kwestiach podobna do jego matki... nie tylko on. Jego rodzeństwo też wybrało takich partnerów. U nas nie jest tak że ja rządzę a on morda w kubeł ;) Staramy się iść na kompromis i zawsze jak nie zgadzamy się z decyzjami wzajemnymi to dużo rozmawiamy. W codziennym życiu to on praktycznie kieruje 'naszym' życiem. Ale już ma problem aby podejmować te poważne decyzje jak np dziecko czy ślub.

Poproszę go jak wróci z pracy aby tu napisał. Napisze z mojego konta ale podpisze się że to on.

p.s. Dla mnie najlepszym by było gdyby nikt nim nie rządził- ani ja, ani matka, ani święty Mikołaj. Poważnie. Przecież ja chcę mieć faceta partnera a nie dziecko, jak bym chciała mieć dziecko to bym je sobie zrobiła :P
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 mar 2010, 13:57
magdalenabmw napisał(a):to X poprosił mnie o zapytanie Was
Co nie zmienia faktu, że go wyręczasz, zamiast pozwolić na ćwiczenie samodzielności w podejmowaniu decyzji, w działaniu ;)

magdalenabmw napisał(a):U nas nie jest tak że ja rządzę a on morda w kubeł ;)
W którymś z tematów napisałaś, że i tak "stawiasz na swoim, chyba, ze on udowodni, że nie masz racji" :P Udowadnianie ukochanej osobie, że nie ma racji, jest bardzo trudne - nieraz wybierana jest własna "niewygoda", byle nie stwarzać wrażenia "ataku" na ukochaną. ;)

Gdy nikt nie chce lub boi się rządzić, to się nazywa Polska :P

magdalenabmw napisał(a):jak bym chciała mieć dziecko to bym je sobie zrobiła :P
Nie chcę Cię rozczarować, ale ludzka partenogeneza jest niemożliwa :mrgreen:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 18 mar 2010, 14:53
God's Top 10 napisał(a):Co nie zmienia faktu, że go wyręczasz, zamiast pozwolić na ćwiczenie samodzielności w podejmowaniu decyzji, w działaniu ;)


A co miałam mu dać laptopa żeby sam pisał, skoro ja mam tu konto i ja mogę to zrobić? To nie jest wyręczanie. Przecież sam podjął taką decyzję, wiedział że jestem na takim forum.

God's Top 10 napisał(a):W którymś z tematów napisałaś, że i tak "stawiasz na swoim, chyba, ze on udowodni, że nie masz racji" :P Udowadnianie ukochanej osobie, że nie ma racji, jest bardzo trudne - nieraz wybierana jest własna "niewygoda", byle nie stwarzać wrażenia "ataku" na ukochaną. ;)


Ja też często muszę jemu udowadniać że to on nie ma racji- nie uważam aby to było trudne, jeśli tylko mam dobre argumenty i wiem że mam rację. Lubię stawiać na swoim, ale to nie znaczy że jestem jakąś pieprzoną despotką która trzyma faceta w klatce, no bez przesady :smile: Dużo rozmawiamy, stawiamy kompromisy... A najczęściej jest tak że mamy identyczne zdanie i poglądy, w końcu to nas połączyło.


God's Top 10 napisał(a):Nie chcę Cię rozczarować, ale ludzka partenogeneza jest niemożliwa :mrgreen:


Może i nie ale zawsze jakiś chętny dawca by się znalazł ;) Także ja wolę mieć partnera jako partnera a nie partnera jako dziecko którym mogę sobie rządzić. Wystarczy mi że kotem mogę rządzić jak mi się podoba - a i tak kot ma to gdzieś :mrgreen:
magdalenabmw
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 mar 2010, 16:24
magdalenabmw napisał(a):A co miałam mu dać laptopa żeby sam pisał, skoro ja mam tu konto i ja mogę to zrobić?
A co, za mały jest, by obsługiwać laptopa, popsułby ? :shock: A może zacząłby podrywać forumowiczki, te z najładniejszymi... avatarami ? :mrgreen: Czy też boisz się, że mógłby zanegować cokolwiek z tego, co napisałaś ? :roll:

Poza tym nie sądzisz, że czasem podejmuje się pewne decyzje, niekoniecznie z własnej chęci, tylko po prostu dlatego, że tego się od nas oczekuje ?

A dalej, uważasz, że samo "posiadanie racji/prawdy" (która nigdy nie była i nigdy nie będzie obiektywna !!!), jest wystarczającą przesłanką do postępowania wg tejże "racji" ? Zapewne nieraz matka X-a nieraz "miała rację" i wg tej racji postępowała, a teraz jaki tego efekt ?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Paranoja 18 mar 2010, 16:33
magdalenabmw, no chyba jednak nie dogadałam się z mamą.

Nie chcę zakładać nowego tematu, a że mój problem poniekąd dotyczy naopiekuńczości to się tu wypowiem.

Mam niezbyt ciekawą sytuację na studiach, mianowicie zawaliłam i muszę wznowic od września, i to ze zmianią specjalizacji bo mojej już nie ma. Tak sobie pomyślałam, że w zasadzie, może nie tak źle, będę miała dwie różne specjalizajce, zrobię potem podyplomowe jeszcze z czegoś innego, będę miala kilka specjalizacji. Co prawda pracę mam, ale różnie w życiu bywa, może za 10 lat mnie zwolnią, może się okaże, że ja będę chciała zmienić pracę. I tak sama stwierdziłam, że może nie stało się tak źle. Ale moja mama zaczyna już swoje gadki: "no tak, ja wiedziałam, że tak będzie", "obiecywałaś, że się zmienisz i poprawisz, a znów mnie zawodzisz", "po co w ogóle bedziesz je wznawiać, lepiej się już nie ośmieszaj i trać kasy tylko nic nie rób", itp.... nie chce oczywiście wszczynać kłótni, więc staram się spokojnie rozmawiać i ją przekonywać racjonalnymi argumentami, że w sumie ja chcę tą inna specjalizację. ehh
Włączam tryb ninja jak jestem sam w domu i sprawdzam wszystkie pokoje czy przypadkiem gdzieś nie czeka na mnie seryjny morderca.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1933
Dołączył(a)
10 gru 2009, 08:07

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 18 mar 2010, 16:41
Paranoja- z tego co wiem to mieszkasz z matką a masz 'już' 26 lat (?) i moim zdaniem od tego trzeba by zacząć- od wyprowadzki.

God's Top 10- hehe czy zaneguje to zobaczymy wieczorem, dam mu do przeczytania i niech on się wypowie. :P
Laptopa by nie popsuł, ale skoro moje forum i moje konto... No i też ja chciałam się zapytać za siebie- co JA mam robić.

A czy sądzę że czasem podejmuje się decyzje dlatego że ktoś od nas takiej decyzji oczekuje.. Akurat ja taka nie jestem. Nigdy nie zwracam na nikogo uwagi tylko podejmuję taką decyzję, aby mi było dobrze. Egoistyczne, ale życie mnie tego nauczyło. Chyba, ze chodzi o wspólne kwestie- wtedy decyzję podejmujemy razem. Ale ja jako ja nigdy nie podejmuję decyzji tylko dlatego że 'tak wypada' itd

A wiesz.. z racją jak z dupą- każdy ma swoją ;) U nas jest tak:
-jest problem (rzadko mamy inne poglądy)
-ja przedstawiam swoje zdanie
-on przedstawia swoje zdanie
-jeśli od razu widać że czyjaś opinia jest lepsza to tak robimy
-jeśli każde z nas swoją opinię ma za najlepszą to przedstawiamy argumenty-> dlaczego moje zdanie jest lepsze?
-idziemy na kompromis

Przykład?

Mój X dzień i noc spędzał na naprawie auta. Ja mówiłam że trzeba je sprzedać bo to już szrot i co z tego że teraz naprawi jak zaraz kolejna część się sypnie i znowu 500zł i tydzień roboty. Na co on i jego rodzice że nie prawda bo on to auto już zna na wylot i jak ma się coś sypnąć to on to wyczuje a jak się sypnie to szybko naprawi bo sam umie.
Efekt był taki że auto naprawił a ono za kilka miesięcy się posypało i teraz gnije pod moim domem czekając na naprawdę - jakieś 600zł.

W tamtym momencie nikt nie chciał słuchać moich racji bo ich była lepsza. I tak się kończy jak ludzie nie wymieniają się argumentami i tylko czubek swojego nosa widzą nie zważając na to że ktoś inny może mieć rację.

A ja taka nie jestem- nawet jak mam inne zdanie niż ta druga osoba to chcę się dowiedzieć - jakie masz argumenty? co przemawia za tym? dlaczego uważasz że tak będzie lepiej?

Tak chyba najlepiej jest rozwiązywać konflikty zdań.

No i dla sprostowania - ja naprawdę bardzo rzadko z nim się sprzeczam, w 99% przypadkach mamy takie samo zdanie i nikt nikomu nie musi udowadniać 'ja rządzę w tym związku'. Ale się rozpisałam :P
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 mar 2010, 17:29
magdalenabmw napisał(a):No i też ja chciałam się zapytać za siebie- co JA mam robić.
Może pewne wskazówki odnajdziesz w artykule, który przytoczyłaś ? Np. w tym fragmencie:
...pięć zasad, których powinni przestrzegać rodzice i wychowawcy, aby dziecko wierzyło w swoje możliwości: słuchaj i przyjmuj myśli i uczucia dzieci; organizuj sytuacje tak, by dzieci doświadczały poczucia sukcesu, a nie porażki; stwarzaj dzieciom możliwości świadomego sprawowania kontroli nad własnym życiem; wzmacniaj dzieci, by czuły się kochane i zdolne; kształtuj pozytywny obraz siebie samego w oczach dzieci.
Oczywiście warto dostosować te wskazówki do Waszych ról w związku ;)

Wiem, jestem upierdliwy :mrgreen: ...jednak dla mnie ten przykład z autem nie jest taki oczywisty. :D
Fakt, że umie naprawić samochód, który ciągle się sypie... może być w pewnym stopniu źródłem satysfakcji dla niego, że potrafi naprawić coś, nad czym inny rozłożyliby bezradnie ręce ;) Może również chodzić o "własną przestrzeń", która jest "tylko jego"... Do tego może dochodzić przywiązanie do tego konkretnego samochodu, który np. jest jego pierwszym samochodem, albo tym samochodem odbył ważną dla niego trasę... Wbrew pozorom mężczyźni są bardzo sentymentalni, czasem po prostu mężczyznom trudniej się do tego przyznać. ;)

magdalenabmw napisał(a):Nigdy nie zwracam na nikogo uwagi...
Znów będę upierdliwy :P Czy aby na pewno tak jest ? ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 18 mar 2010, 18:00
God's Top 10 napisał(a):
magdalenabmw napisał(a):Nigdy nie zwracam na nikogo uwagi...
Znów będę upierdliwy :P Czy aby na pewno tak jest ? ;)


Na pewno :smile: W tej kwestii na pewno. A Twoja upierdliwość bardzo mi się podoba, lubię aktywne dyskusje :P
Z autem masz rację- zawsze miał motory a to jego pierwsze auto było, dzięki tej pasji poznał mnie i mamy wiele fajnych wspomnień z tym samochodem, to w nim zaliczyliśmy nasz pierwszy pocałunek ;) No i uwielbia go naprawiać, jak tam wsiąknie to koniec, nie ma chłopa... I faktycznie czuje dumę jak coś naprawi.
Ale są też aspekty finansowe, ekonomiczne.. W tej akurat kwestii to ja miałam rację - znowu się posypał i teraz ani go sprzedać ani naprawić bo nic się nie opłaca.

Faceci to jednak muszą być tacy skomplikowani...

A na mnie on potrafi głos podnieść i się ze mną przedrzeżniać, a jak! :P Szkoda że na swoją matkę mniej...
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 mar 2010, 18:19
magdalenabmw napisał(a):I faktycznie czuje dumę jak coś naprawi.
Ale są też aspekty finansowe, ekonomiczne..
A co tam koszty, gdy po naprawie facet chodzi z dumnie wypiętą klatą, ze bez miseczki D nie podchodź :lol:
Poza tym wiesz, zaoszczędzi się na ciuchach dla Ciebie, pewnie i tak masz szafę pełną, a nadal "nie masz się w co ubrać" :mrgreen:

My, faceci skomplikowani ? Ależ skąd - to Wy, kobiety jesteście skomplikowane ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 18 mar 2010, 18:26
God's Top 10- ale ma drugi samochód to niech się tamtym zajmie. A ten gnije zamiast go sprzedać, a przecież ma czym jezdzić. I niby stoi bo będzie dla mnie jak ja prawko zrobię. Tylko kiedy ja je zrobię :lol: :? A ja moim kosztem tj moich ubrań nie będę auta naprawiać, a niby z jakiej racji? Co to moje auto? ;)
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 mar 2010, 22:19
Czyli to tak wyglądają Wasze kompromisy ? Wszystko jest dobrze, dopóki narzeczony jeździ samochodem, który Ty aprobujesz, podczas gdy on woli samochód, do którego się przywiązał ? :roll:

Poza tym w Twoich wypowiedziach pojawiały się zwroty świadczące o podziale: "mój laptop, a samochód jego" - tym sposobem pracujecie na kłótnię, która niczym kula śniegowa będzie się toczyć nabierając pędu i masy... aż do finału w postaci rozprawy rozwodowej.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 19 mar 2010, 11:14
Amon_Rah napisał(a):Nieważne, kto rządzi czy nie rządzi w związku albo kto ma więcej do powiedzenia, dopóki panuje harmonia i nie ma kłótni, pyskówek i cichych dni.
Z tym zgadzam się częściowo. O ile faktycznie mniej istotne jest, kto podejmuje decyzje (rządzi), o tyle ważne, by decyzje były podejmowane przy aprobacie obu stron.
Amon_Rah napisał(a):W końcu w związku chodzi o to, żeby dwoje ludzi się ze sobą dogadywało, a nie żeby tworzyć jakieś stadło zgodne według jakichś książkowych (?) wytycznych.
Teoretycznie tak. Jednak w praktyce coraz częściej sposób na dogadywanie się dwojga ludzi, jest poszukiwany m.in. w książkach typu "Mężczyźni są z Marsa, a Kobiety z Wenus". A chyba lepiej poszukiwać jakiejkolwiek drogi prowadzącej do celu, niż stać w miejscu...
Oczywiście popadanie skrajność (np. organizowanie życia wyłącznie wg tego, co napisane w książce) zawsze będzie szkodliwe.

Paranoja, chcesz zrobić inną specjalizację dlatego, bo tego chcesz dla siebie, czy dlatego, by udowodnić matce, że uda Ci się, a ona tym razem nie będzie miała racji ?
Poza tym Magda radzi dobrze, pomyśl od wyprowadzeniu się. A jeśli nie wyprowadzka, to może chociaż "odseparowanie" (mniejsze wtajemniczanie jej w Twoje plany) matki od własnego życia ?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 19 mar 2010, 12:43
My się prawie nie kłócimy :smile: Laptop jest jego, samochody też, moje jest mieszkanie. Ale to tylko na papierze, bo w życiu to wszystko jest po prostu NASZE :smile:

Poza tym nie ma chyba takiego związku gdzie ludzie we wszystkim zawsze się zgadzają i mają takie same zdanie. My prawie zawsze mamy takie samo zdanie, ale zdarzają się wyjątki - chyba jak wszędzie.

No i tutaj nie chodzi o nas tylko o Niego i Jego Rodziców. To jest problem. My między sobą nie mamy problemów, jesteśmy szczęśliwi razem już od kilku lat. Myślę, że on to potwierdzi.

A propo- miał się tutaj wczoraj wieczorem wypowiedzieć ale wrócił bardzo póżno padnięty z pracy - może dzisiaj wcześniej wróci to dam mu do przeczytania.
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 19 mar 2010, 18:58
Amon_Rah napisał(a):Aaachaaa....tylko niech napisze, że "Ja to ja", żebyśmy wiedzieli, że On to on ;) jak się będzie wypowiadał


No oczywiście że się podpisze :smile: A właśnie z pracy wrócił więc zje obiad i dam mu temat do przeczytania :smile:

[Dodane po edycji:]

Witam, tutaj tak zwany pan X (nie ex :smile: ), w sumie to nie jestem bardzo wylewny i wole sam sobie radzić ze swoimi problemami, ale że Madzia siedzi często na tym forum i chciała opisać ten problem to powiedziałem czemu nie, ciekawe co inni o tym sądzą. Na co dzień nie zaprzątam sobie głowy tą całą nadopiekuńczością, ale czasem rodzice dzwonią (1-2 razy w tygodniu) i zamiast tylko zapytać co tam słychać albo ewentualnie poinformować że przyszedł jakiś rachunek/mandat bo mam jeszcze tam meldunek, to oni lubią zrzędzić i pouczać, prawić morały co mnie denerwuje i nie chce mi się przed nimi tłumaczyć bo już jestem na to za stary. Mówiłem im o tym ale to jak grochem o ścianę. Inna sprawa która mnie drażni to jak mi matka coś powtarza 100 razy przez telefon a ja 100 razy powtarzam ze wystarczy bo już zrozumiałem o co jej chodziło, tak jak by myślała że za tępy jestem :smile: albo teksty typu "nie bo zgubisz" albo "zapomnisz" załatwię to za ciebie, "przywieź do domu pościel to wypiorę" jak bym nie miał pralki w mieszkaniu :smile: W sumie pierdoły ale denerwujące na dłuższą metę.

Gorzej było jak byłem młodszy, nic nie mogłem zrobić sam bez "dobrej rady" a moje pomysły nie były brane poważnie chociaż później okazywało się, że gdyby posłuchali mojej rady to by dobrze na tym wyszli. Dodatkowo jak tylko coś chciałem to zawsze pytanie "a po co" "a na co" "a gdzie" "a kiedy z kim i o której wrócisz". Tragedii nie było bo zazwyczaj wychodziłem i dostawałem co chciałem ale te pytania i wścibskość mnie wykańczały. W pokoju też nie mogłem zostawić niczego trefnego bo zawsze znaleźli, no chyba że dobrze to ukryłem. Nawet 2 lata temu stary mi w plecaku wygrzebał "odżywki" bo akurat coś mnie wtedy na siłownię wzieło ;) już było zbyt podejrzane ze za szybko urosłem, detektyw musiał rozwiązać sprawę. Na razie to tyle nie chce mi się więcej pisać w tym momencie,jak sobie coś jeszcze przypomnę to napisze pozdrawiam.

Aha mam coś takiego, że zawsze odkładam wszystkie ważne sprawy na później nie wiem czy to ma związek z rodzicami i wychowaniem?

[Dodane po edycji:]

TO WYŻEJ TO PISAŁ PAN X ;)
magdalenabmw
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do